Świece, czy wiesz o nich wszystko?

Kilka miesięcy temu rozmawiałam z mężem na temat świeczek. Akurat byliśmy w sklepie i podczas odruchowego wrzucania świec do koszyka, rozpoczęła się dyskusja. Ja na jego argumenty szeroko otworzyłam oczy, świeczek nie kupiłam, ale temat został zapominany i w końcu po czasie, jakieś zapachowe sztuki przyniosłam do domu.  Jednak wróciłam do tematu kilka tygodni temu, bo wszędzie trafiałam na markę Yankee Candle i byłam ciekawa w czym tkwi jej fenomen. Nawet zakupiłam jedną małą sztukę na spróbowanie. Ciągle ten temat nie dawał mi spokoju, więc postanowiłam zrobić małe śledztwo. Chodziłam w różne miejsca, sprawdzałam, jakie informacje podają producenci świec na opakowaniach i jakie regulacje prawne określają podawanie składników. Zacznijmy więc od podstaw:

Z czego wykonane są świece

Parafina

Najbardziej popularny i najtańszy składnik świec. Jest wydzielana między innymi z ciężkich frakcji ropy naftowej lub z frakcji smół wytlewnych z węgla brunatnego. Do tego dodawane są różnego rodzaju barwniki, olejki i substancje zapachowe. Badania wykazały, że w zamkniętych, niewentylowanych pomieszczeniach palone świece parafinowe wytwarzają szkodliwe substancje, między innymi formaldehyd, toluen i beznol. Te związki chemiczne są kancerogenne i szkodliwe dla układu oddechowego, krwionośnego, rozrodczego, nerwowego, immunologicznego, nerek i wątroby (już zrozumiałam, czemu czasem, kiedy paliłam świece bolała mnie głowa). Oczywiście mowa tu o codziennym wdychaniu tych substancji, ale jednak pamiętajmy, że palimy zazwyczaj więcej niż jedną świecę, a poza tym pomyślmy o naszych dzieciach i zwierzętach domowych, które są bardziej narażone na to ryzyko. Sadza ze spalanych świec parafinowych, jest podobna do tej, która powstaje od wydzielin z rury wydechowej samochodu z silnikiem diesla. Jednak to nie wszystko.

dokumentu Environmental Protection Agency Research and Development, możemy dowiedzieć się również o jeszcze jednej ważnej rzeczy, a mianowicie o knotach. We wcześniej wspomianym dokumencie czytamy, że aby knoty poczas palenia się wosku trzymały się pionowo, dodawany jest do nich ołów. Ten związek chemiczny może podrażniać i uszkadzać płuca, co skutkuje upośledzeniem oddychania, najczęściej w postaci astmy lub chorób płuc. W 1974 National Candle Association (NCA) poprosiło, aby wszystkie firmy produkujące świece podpisały decyzję o zaprzestaniu dodawania tego metalu do wytwarzania knotów. Jednak nie wiemy, co się dzieję na rynku chińskim, z którego eksportowane jest najwięcej tych produktów. Producenci świec nie mają obowiązku informowania konsumenta o zawartości ołowiu w swoich produktach korzystają z tego na potęgę.

Jeżeli chodzi o słynne Yankee Candle, to z informacji, jakie udało mi się znaleźć wynika, że firma ta nie używa ołowiu do knotów (które są w 100% z bawełny). Ich świece wytwarzane są z rafinowanej parafiny (aby zmniejszyć zanieczyszczenia) i dodawane są do nich różnego rodzaju olejki eteryczne i substancje zapachowe.

Ja ze świecami parafinowymi się pożegnałam.

Stearyna

Mieszanina nasyconych kwasów tłuszczowych: palmitynowego i stearynowego oraz nieznacznej ilości kwasów nienasyconych. Może być produkowana z surowca pochodzenia zwierzęcego – tłuszczów zwierzęcych, w tym tłuszczu wołowego (zawiera wtedy najwięcej kwasu stearynowego) lub z surowców roślinnych – olejów np. palmowych. I tutaj również kwestia nie do końca jasna. W szwedzkich sklepach bardzo często trafiałam na świece ze stearyny (100%), ale skąd miałam wiedzieć jakiego jest pochodzenia, skoro producent tego nie podawał na opakowaniu. Dodatkowo świece z olejów palmowych to też kwestia nie do końca jasna, jeżeli chodzi o weganizm i dbanie o środowisko. Możecie poczytać wypowiedzi różnych blogerów na ten temat u Mortycji.

W moim przypadku również świece stearynowe odpadają.

Wosk pszczeli

Składnik naturalny, nie poddawany żadnym procesom chemicznym w celu uzyskania świecy. Wosk pozyskiwany jest przez pszczelarza najczęściej przez przetapianie plastrów pszczelich, które spełniły już swoją rolę w ulu. Spalanie wosku pszczelego emituje jony ujemne, dzięki czemu w sposób naturalny oczyszcza się powietrze. Wosk ten również pali się zdecydowanie dłużej niż parafinowy, ale również niż sojowy. Świece te będą droższe od stearynowych i parafinowych.

Warto zapamiętać, że nawet świeczki oznaczone jako „wykonane z wosku pszczelego” mogą zawierać znaczącą ilość parafiny. Dobrze jest zrobić wcześniej wywiad w internecie lub napisać do producenta. Ci, którzy mają w 100% naturalne świece z wosku pszczelego zawsze się tym chwalą i podkreślają na opakowaniach. 

Pisałam Wam jakiś czas temu, że wyeliminowałam miód i produkty pszczelne, więc i świece z wosku pszczelego w moim wypadku, również odpadają.

Wosk sojowy

Wosk sojowy jest produktem naturalnym, powstającym z ziaren soji. Niestety w dzisiejszym świecie większość soji na świecie, jest genetycznie modyfikowana. Dlatego też spotykałam się z negatywnymi opiniami na temat świec z niego wykonanych. Jednak podczas spalania świec sojowych wytwarza się o wiele mniej sadzy, niż w przypadku świec z parafiny oraz wydzielana ilość dwutlenku węgla jest mniejsza. Uznałam, że w moim wypadku te produkty będą najlepszą opcją. Zdecydowałam się na ich ekologiczną wersje. Ręcznie robione, na bazie nietoksycznego, stworzonego z roślin niemodyfikowanych genetycznie, wosku sojowego. Świece te palą się od 30 do 50 % dłużej niż parafinowe, rozlany wosk można łatwo usunąć wodą z mydłem. Zwracam uwagę również na knoty, ale w wypadku ekologicznych świec, większość producentów oferuje niebielone bawełniane lub drewniane. Takie świece będą droższe niż parafinowe i stearynowe.

Tu kupicie ekologiczne świece sojowe: 

Workshop of nature

L:A Bruket (jestem aktualnie w posiadaniu jednej sztuki)

Green Dragonfly

Soyabean

Hagi

Czym kieruję się przy użytkowaniu świec

  • Nie używam tanich świec parafinowych, a tym bardziej barwionych (zawierających sztuczne dodatki zapachowe i barwniki)
  • Nie palę świec parafinowych (ani innych) w szczelnie zamkniętych pomieszczeniach np. w łazience.
  • Staram dowiedzieć się z czego został wykonany knot i czy nie zawiera rdzenia z zawartością ołowiu, cynku lub cyny. Są dostępne świece z knotami bawełnianymi i drewnianymi.
  • Wybieram świecę z ekologicznych wosków sojowych, staram się znaleźć informację, czy nie zawierają dodatków parafiny.
  • Nie palę świec codziennie, wiele godzin i staram się pamiętać, aby wywietrzyć pomieszczenie po ich użyciu.
  • Palę jedną świecę na raz, maksymalnie 3-4 h
  • Przed każdym użyciem obcinam odrobinę knota (około 5 mm), aby zminimalizować powstawanie sadzy.
  • Przechowuje świecę przykrytą (często dobrej jakości świece posiadają dołączone do opakowania przykrywki)

swieca

Jeżeli chcecie zupełnie wyeliminować świece ze swojego otoczenia albo jesteście alergikami, możecie spróbować z ledowymi, które emitują światło migoczącej świecy. Dostępne są np. w sklepie IKEA

Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jakich świec używacie? Czy lubicie świece zapachowe? Zwracacie uwagę na to z czego są wykonane świece?

Veganama Opublikowane przez:
  • Przyznam szczerze, ze nigdy nie przykladalam do tego uwagi. Kierowalam sie wylacznie aspektami czysto wizualnymi, badz zapachowymi. Jestem troszke w szoku…
    Czesto sobie odpalam wieczorem YC, ktora mam przy lozku i zauwazylam, ze czesciej boli mnie glowa, ale jakos tego nie powiazalam. Dziekuje, ze moglam sie troche zaglebic w temat. Na pewno nie kupie juz swiec parafinowych. Jak dla mnie bardzo atrakcyjnie wygladaja swiece z wosku pszczelego oraz sojowego. Rozejrze sie w sklepach.

    • No właśnie z tym bólem głowy to było wielkie odkrycie, zupełnie nie pomyślałam, że to może być przez świeczki. Faktycznie obydwa rodzaje brzmią ok, zwróć uwagę też na knoty. Ekologiczni producenci zazwyczaj piszą i o tym na opakowaniach.

  • Jakiś czas temu już zaczęłam szukać świecy idealnej, dlatego post jak dla mnie 🙂 W końcu kupiłam z Heart and Home Jaśminowy sen, ogólnie mój problem ze świecami jest taki, że ich zapachy zazwyczaj są dla mnie duszące, natomiast z tej firmy zapach jest delikatny i do tego są to świece sojowe. Aczkolwiek patrząc na bardzo dostępne ceny, możliwe że to soja modyfikowana.

    • To prawda, te substancje zapachowe bywają duszące. Nie wiem kto to wcześniej testuje!? A może delikatne sojowe albo zupełnie bezzapachowe, bo te z wosku pszczelego też ponoć czuć (jednak nigdy nie próbowałam).

  • Zaskoczyłaś mnie tymi informacjami. Do tej pory słyszałam, że nie wszystkie świece są wegańskie, ale nie zagłębiałam się w temat. Prawdopodobnie dlatego, że ja bardzo rzadko palę świeczki. W zasadzie to mogłyby dla mnie nie istnieć 🙂 Zapach zazwyczaj mnie przydusza i nawet jak mi się podoba to i tak czuję potrzebę wywietrzenia pokoju po ich użyciu.

    • Jesteś kolejną osobą, która nie przepada za świecami 😉 Rozumiem to, niektóre świece potrafią mieć bardzo silny zapach. Napakują tych substancji zapachowych i głowa może rozboleć. Jednak jakbyś kiedyś zechciała kupić chociaż jedną, to mam nadzieję, że te informację się przydadzą 😉

      • No może kiedyś się skuszę. Czasami zdarza mi się jakieś kupować, więc na pewno te informacje będą przydatne. A jak będę się wahać albo coś zapomnę to się z Tobą skontaktuję 🙂

  • Ja też nigdy nad tym wiele nie myślałam bo nie jestem świeczkomaniaczką 😉 ale warto taką wiedzę posiadać i na pewno otworzyłaś mi oczy tym wpisem! Zdecydowanie nie wiedziałam o świecach wszystkiego!

    • Świeczkomaniaczka nie jestem, ale są dni kiedy lubię się zrelaksować wieczorem zapalając świecę i patrzeć na płomień. To mnie bardzo relaksuje, jakoś tak mam 😛

      • Jasne, to taki mini kominek! Ja w sumie też lubię patrzeć na płomień ale jakoś wszystkie świeczki które mam stoją nienaruszone. Jak się okazuje, może to i lepiej 😉

        • Dokładnie! Jak się nie ma fazy, to tym lepiej. Swoją drogą, czas rozpalić kominek, dawno tego nie robiliśmy 🙂

          • nooo, przy tym białym puchu za oknem będzie idealnie! <3

  • Świetnie to wszystko opisałaś! Ja na szczęście nie przepadam za świecami. Kiedyś lubiłam woski YC ale ostatnio zorientowałam się, że boli mnie po nich głowa. Też trochę się zagłębiłam w temat i uznałam, że jednak nie chcę tego wąchać.

    • No właśnie YC są mocno przereklamowane i zapachy są zbyt intensywne jak dla mnie. Mnie również bolała głowa podczas palenia świec, ale zupełnie nie kojarzyłam, że to może być przez to. Wszystkie świece parafinowe jakie miałam poszły do koszta, mam teraz jedną sojową i raz na jakiś czas będę sobie palić wieczorami. Mnie widok płomienia bardzo uspokoja.

  • rzeczyodnatury

    Dzięki za artykuł! Ostatnio sama popełniłam podobny wpis u siebie bo nie znalazłam wtedy takiego jednego zbiorczego wpisu, widać temat na czasie 🙂 Zrobiłam już parę świec z wosku sojowego i jestem zachwycona. Palą się naprawdę znacznie dłużej i same z siebie wydzielają przyjemny zapach, a zmywają się po prostu ciepłą wodą (nie wspomnę ile serwetek i świeczników poszło do kosza przez parafinę/stearynę której się nie dało zmyć…). Nad YC sama się zastanawiałam czy by nie spróbować, bo ponoć zapachy są obłędne, ale jakoś nie uśmiecha mi się wracać do starych parafinowych przyzwyczajeń.

    • Na czasie na pewno, jesteśmy co raz bardziej świadomymi konsumentami i nie chcemy za własne pieniądze się truć. Czy to żywnością, chemią gospodarczą, czy np. świecami, które pozornie wydają się nieszkodliwe.

      Ja również YC więcej nie kupię, natomiast marketing mają doskonały. Ceny ich produktów są wygórowane, co nie zniechęca zupełnie konsumentów.

  • Agata

    Bardzo ciekawy wpis. Nie rozumiem zachwytów nad świeczkami Yankee Candle, kiedyś kupiłam kilka miniświeczek i wszystkie oddałam, bo zapachy były straszne – sztuczne, mocne, przyprawiające o bóle głowy i mdłości. Kojarzyły mi się z odświeżaczami powietrza. Od kilku lat uwielbiam świeczki, ale zupełnie inne: z naturalnych wosków, oparte na olejkach eterycznych, a nie sztucznych zapachach. Polecam świeczki Pat&Rub (melisa goździk cytryna to mój faworyt), amerykańskiej marki Pacifica (sojowe), ostatnio testuję świetną świeczkę polskiej firmy Ittar (biszkoptowa, cudowny zapach), a w kolejce czeka figa Blik (też polska firma). Na oku mam jeszcze kardamonową świecę polskiej marki Purite. Zupełnie w porządku są też świeczki The Body Shop.

    • No właśnie, niezły mają marketing i tyle. Ja więcej nie kupię, za co również będzie wdzięczny mój domowy budżet, bo ceny odstraszają. Jeszcze, żeby za tym stała doskonała jakość, no, ale za parafinowe świece i ból głowy to ja już podziękuję.

      Bardzo dziękuję za polecenie tak wielu marek i świec, jestem bardzo ciekawa tej biszkoptowej. Wielki buziak za The Body Shop! <3 Widzę właśnie, że mają świece sojowe! Mam ten sklep na miejscu, więc nie będę musiała czekać do maja. A polecasz jakiś konkretny zapach?

    • Monia Toleś

      Body shop wspiera testy na zwierzętach:(

  • Nie przepadam za świecami, ale muszę przypilnować Męża i Syna, bo moi chłopcy lubią się bawić ogniem 😉 Zmartwiłaś mnie tą toksycznością, nie zdawałam sobie sprawy, że to taki syf, koszmar!
    A wpis świetny jak zawsze, ogromna dawka wiedzy – dzięki!

    • Dziękuje Reniu 🙂

      Wystarczy mieć na „jakieś okazje” te droższe ekologiczne świece, a te parafinowe koszmarki wyrzucić i już 😀

  • Justyna Bałazy

    Witam. Ja ostatnio kupilam sobie swiece sojowa. I nie wiem o co chodzi, ale pali sie doslownie pol minuty. Knot jest z drewienka. Najpierw pali sie duzym pieknym plomieniem, z sekundy na sekunde sie wygasza. Prosze, o pomoc.

    • Hmm, a jakiej firmy jest ta świeca? Ja miałam kilka sojowych i nigdy nie spotkałam się z takim problemem :/ Mogę podpytać u jednego producenta, jeżeli chcesz?

  • Wypróbowałam kika świec YC. Nnie miałam po nich bólu głowy itp., ale odkąd dowiedziałam się, że są to świece parafinowe, to nie będę ich stosować. Pamiętam jak po niektórych parafiowych czułam się jak zatruta czadem, więc teraz rozejrzę się za sojowymi. Fajnie jest tu wszystko wyjaśnione. Pozdrawiam 🙂

    • Bardzo dziękuje Marzena 🙂 Polecam sojowe bardzo mocno, jest ich coraz większy wybór, także jestem przekonana, że znajdziesz coś dla siebie 🙂

  • Poziomka

    Niedawno stałam się posiadaczką kominka do palenia wosków, i zaczęłam rozglądać się za zapachami, które mogłabym do niego wrzucać. Nakręciłam się na Yankee Candle, ale dziełem przypadku dowiedziałam się o firmie Busy Bee. Mają ogromną ofertę świeczek i wosków zapachowych, wszystko wykonane z soi, a świeczki mają drewniany knot. Ja kupiłam akurat fasolki zapachowe, i muszę powiedzieć, że pachną naprawdę bardzo ładnie – zapach się rozwija, jest ‚wielowymiarowy’, nie taki chemiczny i płaski:) Może Cię zainteresują akurat:)

  • meringue

    Ludzie modyfikują genetycznie organizmy od zarania cywilizacji, czyli od kiedy zaczęli uprawiać rośliny i hodować zwierzęta. Rozmnażali najlepsze sztuki, których geny przechodziły na kolejne pokolenia. Dzięki genetycznej modyfikacji mamy bezpestkowe banany, wielkie, pomarańczowe marchewki i soczyste, słodkie arbuzy.

    Obecnie już wiemy jak to działa (nie jak ci pierwsi rolnicy, którzy mieli tylko jakąś tam obserwację, że z większej dyni rośnie większa dynia, ale w sumie nie wiadomo czemu), naukowcy potrafią nawet zmienić jeden konkretny gen, którego funkcję znają. Dodać, odjąć, podmienić. W przeciwieństwie do standardowej modyfikacji polegającej na krzyżowaniu odmian, bo wtedy gramy w biologiczną ruletkę, efekty nie są do końca przewidywalne. No już nie wspominając o metodzie, która polega na bombardowaniu nasion wielkimi dawkami promieniowania albo laniu na nie chemikaliów, to już jest kompletny przypadek i co z tego wyjdzie, okaże się dopiero po zbiorach roślin, które wyrosły z nasion, które przeżyły bombardowanie (to jest metoda, która jest dopuszczalna w „organicznej” uprawie i nie jest „GMO”).

    Na przykład kanadyjska firma stworzyła jabłka, które nie brązowieją po przekrojeniu, po prostu wyłączając jeden gen, który normalnie jest w jabłkach i decyduje o tym brązowieniu. Ale myślę, że bardziej spektakularnymi osiągnięciami są modyfikacje dodające do roślin gen bakterii (Bacillus thuringiensis), która jest naturalnym insektycydem – dzięki temu te rośliny produkują to samo białko, które produkuje ta bakteria i można używać mniej insektycydów w ich uprawie (w tym oprysków tą bakterią, są używane także w organicznej uprawie), albo te, które zapewniają roślinom odporność na glifosat. Dzięki temu nie trzeba używać wielu różnych środków w ogromnych ilościach – sam glifosat zadziała na chwasty, a nasza uprawna roślinka będzie sobie rosła. Glifosat jest herbicydem, który jest bardzo dobrze zbadany (pewnie przez te ciągłe płacze ludzi, którzy najwidoczniej nie mieli się czego innego uczepić, mimo że w razie zakazu glifosatu w kolejce stoi gromada herbicydów, które akurat serio są toksyczne i do których używania mieliby być zmuszeni rolnicy) i jest jednym z najmniej szkodliwych pestycydów, jakie są dostępne, więc taka modyfikacja jest super. Jeszcze tylko brakuje nam takiej, która z każdej rośliny będzie mogła „zrobić” roślinę motylkową – jak to by zmniejszyło użycie nawozów (a propos nawozów, czy wiesz, że wśród „organicznych” nawozów są mączki kostne i z krwi? warto zapytać producentów wegańskich, „organicznych” kosmetyków, czy sprawdzają, jakich nawozów używają ich dostawcy)! Nie wspominając o ludzkiej insulinie produkowanej dzięki genetycznej modyfikacji bakterii czy tam grzybów. To są zresztą bardzo dobre organizmy do modyfikacji, bo najwyraźniej jest to łatwo zrobić i można produkować co się chce. Pewna amerykańska firma wynalazła wegańskie krowie mleko. To spełnienie moich marzeń! A kto wie, może za kilkadziesiąt lat naprawdę będą istniały rośliny, które zamiast owoców obradzają kotletami xD Są też modyfikacje zapewniające, że każda roślina wyrasta taka sama, no i zapewne też większa czy potrzebująca mniej wody itp. Z tym że taka sama ma duże znaczenie w rolnictwie, bo usprawnia zbiory – bo na przykład kombajn zbiera cały czas na tej samej wysokości. No a uproszczenie zbiorów i mniejsze zapotrzebowanie na wodę itp., mniejsze zużycie pestycydów, w sumie pozwalają też zmniejszyć nakłady pracy. W organicznym rolnictwie czasem posuwają się do takich głupot, że maszyny to już za bardzo technologia, trzeba zbierać ręcznie, i super, niewolnicza praca.

    Biorąc to wszystko pod uwagę (plus ruchy antynaukowe, które niszczą uprawy testowe, i fortuny ich organicznych koncernów…), jakoś nie widzę, jak można powiedzieć, że modyfikowana genetycznie soja jest nieekologiczna, a tym bardziej, że organiczna jest lepsza. Gdybym miała kupować jakieś świeczki, to jednak wolałabym unikać tych organicznych, bo mają negatywny wpływ na środowisko. Może znasz jakieś firmy, które robią je z soi zmodyfikowanej genetycznie, takiej której można używać z glifosatem, albo odpornej na szkodniki dzięki białku bakterii, albo takiej, która produkuje lepszy olej, który nie jełczeje? Myślę, że ta ostatnia cecha jest szczególnie istotna w kwestii świec.