Z czego się cieszysz!?

Jeszcze kilka lat temu byłam przeokropną pesymistką. Bałam się cieszyć, bo przecież zaraz coś się popsuje. Przecież szczęście nie może trwać wiecznie. Wiązało się to również ze złym odżywianiem, nadwagą i niską samooceną. Musiałam swoje przeżyć, żeby przekonać się, że to co jem wpływa na samopoczucie i pozytywne podejście do tego co mnie otacza. Będę się upierać ile się da, że weganizm zmienił moje życie na lepsze na wielu płaszczyznach. Wpłynął również na moją sferę psychiczną. Ale teraz nie o tym.

Ktoś, kto się cieszy i jest szczęśliwy jest zaraz podejrzany. No bo z czego tu się cieszyć jak rząd jest jaki jest, pogoda kiepska, pensja za mała jak na nasze umiejętności, a nadprogramowe kilogramy rosną. Jak nagle taki sfrustrowany człowiek zderza się z uśmiechniętą i pozytywną jednostką to myśli, że ta na pewno robi to na pokaz albo jest bogata z domu i nie ma problemów. Ale czy chcemy z takim podejściem iść przez życie? Jak fantastycznie jest umieć z negatywnych sytuacji wyciągać pozytywne aspekty i czegoś się nauczyć. Nie jest to łatwe na początku, ale da się. Jak cudownie jest cieszyć się z codziennych spraw i małych rzeczy, takich jak pyszna poranna kawa, czy wymieniony uśmiech z bliską osobą wychodzącą do pracy. Jesteśmy przyzwyczajeni do narzekania na wszystko. Ale czy robimy coś, aby ten zły stan rzeczy zmienić? Wiele osób mając nadwagę, narzeka na geny, „taką mam budowę”, „zawsze byłam przy kości”, „mam słabą przemianę materii”, ale nie wyjdzie codziennie na spacer, krótki jogging, czy nie odstawi słodyczy. A wystarczy mały krok, do wielkich zmian. Tak samo z narzekaniem na kiepską pracę. Sama wiem, jak łatwo jest tkwić w miejscu, w którym nie czujemy się dobrze, nie rozwijamy się, ale pensja co miesiąc spływa na konto. Jest stabilnie, więc boimy się odejść. W takich sytuacjach, kiedy boję się zacząć coś nowego, przypominam sobie historię mojego męża. Posiadając niesatysfakcjonującą fizyczną pracę, siedział po nocach w obcym kraju i uczył się tego co go pasjonowało. Po wielu miesiącach nauki i wkładaniu serca w to, co go interesowało, zaryzykował. Wysłał CV do kilku firm w branży, w której się kształcił, dostał pracę i spełnił swoje marzenie. Można? Można!

Wesołych

Aktualnie jestem zaprzyjaźniona sama ze sobą. Akceptuję siebie ze swoimi wadami charakteru, ale jestem świadoma również mocnych stron. Pogodziłam się z niedoskonałościami swojego wyglądu, ale doceniam jego zalety. A nad tymi cechami, które mnie drażnią i na które mam wpływ, ciągle pracuję. To, że zaakceptowałam samą siebie jeszcze bardziej pozwoliło mi się cieszyć małymi rzeczami dnia codziennego. Mogłabym zrobić ich całą listę. Uśmiech dzieci w ciągu dnia, pomalowane paznokcie na ulubiony czerwony kolor, promyki słońca padające na twarz podczas spaceru, rozmowa z mężem podczas długiej drogi samochodem, ciekawy wpis przeczytany na czyimś blogu albo wiadomość od koleżanki, która przesyła zdjęcie swojego radosnego dziecka. Ja się autentycznie z tego cieszę. Nie ma w tym nic udawanego i na pokaz. Ale nie było tak od zawsze, jak wspominałam Wam na początku. Ja się tego nauczyłam. Nauczyłam się cieszyć codziennością. Dużo na ten temat czytałam, rozmawiałam z różnymi ludźmi, słuchałam podcastów i wykładów. Ciekawy również był kurs z psychologii pozytywnej, jaki niedawno ukończyłam na platformie Coursera.

MartaMarta1

 

Pozytywne podejście do życia pozwoliło mi również na wprowadzenie zmian i rozpoczęcie przygody z nowymi pasjami. Oczywiście z wieloma rzeczami byłam długi czas przyblokowana. Z fotografią zaczęłam zdecydowanie za późno. Ale działam i wiem, że to jest to, co kocham. Zawsze chciałam biegać, ale oczywiście wcześniej ciągle były wymówki. „Przecież nie masz kondycji”, „Masz słabe kolana”, „Miałaś kontuzję, nie dasz rady na dłuższą metę”, „Wszyscy biegają tak szybko, a Ty, co?”. Były jeszcze inne rzeczy, które chciałam robić, ale wymówki nie miały końca, a frustracja z nierozpoczynania nauki w danych dziedzinach rosła.

10km

Teraz, z perspektywy czasu mogę Wam powiedzieć, że wszystko jest możliwe, jeżeli tylko bardzo tego pragniecie i wkładacie całych siebie w swoje marzenia i cele. „Uważaj o czym marzysz, marzenia się spełniają”- uwielbiam to motywujące hasło! Kiedy urodziłam Lili przez cesarskie cięcie, wiedziałam, że powrót do formy nie będzie możliwy natychmiastowo, ale dzięki pozytywnemu podejściu już 2 miesiące po porodzie dołączyłam do grupy biegowej i zapisałam się na pierwszy w życiu półmaraton. Kto wie jak to będzie. Wierzę mocno, że się uda, ale nawet jeżeli nie, to droga do celu jest już dla mnie dużym sukcesem. I do tego chciałam Was zachęcić, do próbowania, do parcia do przodu, walki o swoje marzenia i po prostu cieszenia się tym co macie.

Screen Shot 2015-09-30 at 18.30.32

Co chciałam przekazać Wam w tym wpisie? Na pewno to, żebyście zaczęli cieszyć się tymi małymi codziennymi szczęściami. Takimi cudownymi chwilami i sekundami, które są na wyciągnięcie ręki. Doceniajcie je i nie narzekajcie na to, na co nie macie wpływu. Chyba, że uznacie, że jest szansa na zmianę. Wtedy do dzieła! Wszystko zależy od Was i od Waszego podejścia. Jednak pozytywnie patrząc na codzienność, zobaczycie jak wiele rzeczy będzie przyjemniejsze i łatwiejsze. Zachęcam Was również do zmian, do próbowania nowych aktywności, pasji, generalnie do działania. To nic, jeśli Wam coś nie wyjdzie. Nie będziecie później żałować, że czegoś nie spróbowaliście, a dzięki temu zyskacie nowe doświadczenia.

To dzieła Kochani! Przebojem do przodu! Motywujmy się i wspierajmy nawzajem.

wesołyporanek

Veganama Opublikowane przez:
  • Jesteś wspaniałą dziewczyną, mam nadzieję, że uda nam się kiedyś wypić kawę:)

    • Dziękuję Aniu 🙂 No pewnie, że tak 🙂 Wierzę, że prędzej, czy później się uda.

  • Dziękuję za ten piękny, motywujący wpis! Inspirujesz do zmian. :* Choć ja już tak wiele w swoim życiu zmieniłam, spełniłam jedno z największych marzeń (teraz czas na kolejne :)) to i tak jeszcze czegoś mi brakuje. Myślę, że to właśnie kwestia pokochania siebie, samoakceptacji i wiary, bardzo bym chciała w końcu osiągnąć ten stan, który opisujesz wyżej. A jak wiadomo, chcieć to móc 🙂 Ściskam! :*

    • Daria, może zechcesz się podzielić swoim spełnionym marzeniem. Nic tak nie inspiruje ludzi jak żywy dowód, na to, że się da 🙂

      Ja to tego stanu dochodziłam latami, więc na pewno i Tobie się uda. A przecież jesteś taka młodziutka i ile już osiągnęłaś :*

      • Moim marzeniem były studia w Anglii i dążyłam do tego odkąd to sobie wymarzyłam, czyli gdzieś na przełomie gimnazjum i liceum. Marzenie się spełniło, udało mi się, a teraz … jest dobrze, jestem zadowolona, z tymże dosyć ciężko, nie mam na myśli (tylko) tęsknoty, ale bardziej kwestie pieniędzy. Jak na razie daję radę i oczywiście szukam pracy, którą niestety niełatwo mi znaleźć. Jednak nikt mi nigdy nie powiedział, że będzie łatwo i byłam na to przygotowana. Poza tym, mam tak wspaniałe wsparcie – moich rodziców, że oddam dla nich wszystko jeśli będzie taka potrzeba. Nauczyłam się w tym roku tego jak bardzo jestem silna i potrafię wytrwale do czegoś dążyć, nawet pomimo wielu przeciwności nadal się nie poddaję, bo nie na tym polega życie.

        Dziękuję! :*

        • Daria, dziękuję za przypomnienie! Zupełnie zapomniałam napisać o tym, że ja również marzyłam o zamieszkaniu w Skandynawii. Nie miałam sprecyzowane w jakim kraju, ale nieśmiało patrzyłam na strony z ofertami pracy w Szwecji i mówiłam mężowi, jak to cudownie byłoby się wyprowadzić. Dużo o tym myślałam, rozmawiałam z Arkiem i wierzę, że obydwoje przyciągnęliśmy myślami tę ofertę pracy jaką dostał właśnie w Sztokholmie. Spełniło się nasze marzenie, które kiedyś było totalnie nieosiągalne.

          Cieszę się, że tak walczysz o swoje marzenia i zdecydowanie jesteś silną młodą osobą. Ja w Twoim wieku nie miałam tyle wiary w siebie i we własne możliwości. Na pewno jeszcze wiele osiągniesz. A ja będę się temu przyglądać 🙂

          Ściskam :*

  • Ania Zając

    Podobno radośc jest najtrudniejszym uczuciem 🙂 Po przeczytaniu Twojego posta mam na to dowód inny niż te ze swojego życia. Ale też na to ze bez niej ani rusz i większość z nas musi ją odnaleźć na nowo 🙂

    • Dokładnie tak jest. Dopiero jak odkryłam ją na nowo, to doceniłam piękno życia codziennego. Wcześniej to wszystko mi umykało, bo skupiałam się na negatywach.

  • Czytałam ten wpis i myślałam sobie, że w pewien sposób przeszłam podobną drogę co Ty i zdecydowanie mam teraz to samo podejście. Na pewno dodatkowe pokłady radości wyzwala we mnie moje wiecznie uśmiechnięte dziecko (którego zdjęciami czasem się z Tobą dzielę hehe;), ale bardzo mocno nauczyłam się doceniać proste, codzienne czynności. Z pozoru nic niezwykłego, a dla mnie mają duże znaczenie i celebruję je.
    Dla mnie w procesie uczenia się bycia szczęśliwym ważne było zaprzestanie porównywania się z innymi. Miałam z tym duży problem, zawsze komuś czegoś zazdrościłam, wydawało mi się że ma lepiej ode mnie. Albo myślałam sobie, że jest zdolniejszy, ma łatwiej. Być może niektórzy mają, innym tylko pozornie coś przyszło bez trudu a tak naprawdę ciężko pracowali latami aby to osiągnąć. Teraz o tym nie myślę. Kiedy ktoś opowiada swoją historię, jestem ciekawa, podziwiam, często motywuje mnie to i … dalej robię swoje.
    To u mnie był bardzo ważny aspekt poszukiwania szczęścia, ale takich drobnych spraw które składają się w całość jest ogrom, trzeba połączyć składowe i odnaleźć swoje szczęście:)

  • „Na twoje życie składa się w 10% to, co Ci się przytrafia i w 90% to, jak na to zareagujesz”, tak wiele zależy od nas samych, a tak często oglądamy się na innych 🙂 bardzo fajny wpis, dobrze sobie „przypomnieć” o tych ważnych, zwykłych rzeczach, które czasem gdzieś umykają 🙂

    • Bardzo mądre słowa. Właśnie niestety wielu z nas, niepotrzebnie się porównuje z innymi. Sama przez wiele lat tak robiłam. Na szczęście się pod tym względem ogarnęłam, chociaż czasem jeszcze zdarzy mi się pozazdrościć talentu/urody/kariery. Jednak zaraz sobie uświadamiam, że totalnie nic nie wiem o tej osobie, ile włożyła pracy i wyrzeczeń w to co osiągnęła. Dlatego też najlepiej skupić się na „własnym podwórku” i pozytywnym podejściu do realizacji swoich planów i celów.

  • Pięknie to wszystko napisałaś 🙂 fragment aż musiałam przeczytać mojemu mężczyźnie, bo on jest aktualnie na takim etapie jak kiedyś Twój mąż – tej niesatysfakcjonującej pracy i nauki nocami…. Jest ciężko, ale może kiedyś wyjdzie na prostą. Ja niestety nadal jestem pesymistką, ale jednocześnie nie przeszkadza mi to cieszeniu się z małych rzeczy. To podstawa szczęścia, bez tego trudno jest o nim mówić.

    • Dziękuje bardzo 🙂

      Jakby co, mój mąż chętnie coś podpowie. Chociaż, nie wiemy nad czym pracuje Twój mężczyzna, to jednak jakieś wskazówki może podrzucić!

      Dokładnie tak jest, bez tych małych szczęść ani rusz. Ja też kiedyś byłam wielką pesymistką, powie Ci to każda osoba, która zna mnie dłuższy czas. Dużo nad tym pracowałam, żeby to zmienić. Po prostu mnie to męczyło. Chociaż czasem jakieś negatywne myśli mnie nachodzą, nie powiem. Ale walczę z nimi.

  • Kochana, tym wpisem pokazałaś mi ile mamy ze sobą wspólnego. Sama pamiętam siebie sprzed kilku lat, pesymistycznie do wszystkiego nastawiona, bo nie ma sensu się napalać i tak nie wyjdzie. Narzekająca na wszystko co jest dookoła mnie, aż któregoś dnia mówiłam słuchając siebie i dostrzegłam, że nie jetem kimś, kim zawsze chciałam być. Zaczęłam widzieć te dobre rzeczy, otaczać się dobrem, porzuciłam ludzi-kotwice, zaczęłam być szczęśliwa.
    Niesamowicie się cieszę, że Cię poznałam, jesteś ogromnie inspirująca i tryska z Ciebie bardzo, bardzo pozytywna energia 🙂 Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Realizacji wszystkich celów oraz spełniania marzeń, nie zapominaj kim jesteś, co już osiągnęłaś, a co jeszcze przed Tobą. A przede wszystkim bądź szczęśliwa :):*

    • WOW! Świetna historia. A myślałam, że tylko ja tak długo dochodziłam do tego szczęśliwego stanu.

      Po raz kolejny piszę, że cieszę się, że udało nam się poznać dzięki @lifemanagerka:disqus i Blogowigilii. Oczywiście na następnym blogowym wydarzeniu koniecznie trzeba się zobaczyć 🙂

      Bardzo dziękuję za tak miłe i motywujące słowa! Tobie również życzę wszystkiego co najlepsze! To będzie wspaniały rok dla Ciebie i Twojej rodziny 😀 Ciesz się każdym momentem tego wyjątkowego stanu i rób dużo zdjęć. Ja do dziś wielokrotnie wracam do swoich ciążowych albumów 🙂

      Ściskam mocno :*

      • Oczywiście, że się spotkamy! Musimy, a Ty musisz w końcu odwiedzić Wrocław 🙂
        Dziękuję Kochana za życzenia! :*

        • Wrocław mi się marzy, oj tak. Mam nadzieję, że będzie okazja w tym roku, aby go odwiedzić 🙂 A wtedy porywam Cię na spotkanie 🙂 Ściskam :*