Wzmacniam swoją odporność, przyłączysz się?- część 1

Ten wpis długo chodził mi po głowie. W związku z tym, że od najmłodszych lat miałam wiecznie problemy z górnymi drogami oddechowymi, ciągle brałam antybiotyki, moja odporność była na bardzo niskim poziomie. Drobna infekcja przeradzała się w zapalenie krtani, oskrzeli, gardła, ucha. Rok w rok choroby, leki, zwolnienia, osłabienie. Już idąc do lekarza, wiedziałam jak się to skończy. Myślałam, że „tak mam”. Lekarze mówili, że to przez wycięty trzeci migdał i nic z tym nie zrobię.

Pogodziłam się z tym, ale punktem zwrotnym była pierwsza ciąża. Pewnego dnia załatwiła mnie klimatyzacja w aucie. Był upał, wchodziłam, wychodziłam, jeszcze do tego doszedł mocny wiatr nad jeziorem i osłabiony organizm poddał się infekcji. W ciąży za wszelką cenę nie chciałam brać żadnych leków, więc cała zapłakana z ropą w gardle rozpoczęłam naturalne leczenie. Napar imbirowo- cytrynowy, czosnek (duużo czosnku), miód (wtedy jeszcze nie byłam weganką), herbata z naturalnym sokiem malinowym, płukanki jamy ustnej sodą oczyszczoną. Chyba to wszystko. Miałam gorączkę (na szczęście taką, której nie musiałam zbijać), pociłam się, bolały mnie mięśnie. Jednak po kilku dniach choroba odpuściła.

Sama nie wierzyłam, w to, co się stało. Zawsze leczyłam się gripexami, coldrexami itp. Nie byłam w stanie pojąć, jak to się stało, że wyleczyłam się z zaropiałego gardła (nie mogłam mówić, straciłam głos), wyłącznie naturalnymi metodami. Od tej pory nie mam w domu żadnych pigułek przeciwgrypowych, zero. Kiedyś kupowałam nawet takie większe opakowania (nie papierowe, tylko już w takim plastikowym pudełku, masakra). Od tego czasu zmieniłam dietę, zaczęłam się regularnie ruszać, no właśnie, zaczęłam wzmacniać swoją odporność. Praktykuję te metody kilka lat. Niektóre są ze mną od dawna, niektóre dodałam w trakcie i są ze mną od kilku miesięcy. Chciałam się z Wami podzielić sprawdzonymi sposobami, przetestowanymi na mnie. Myślę, że to składowa tych wszystkich działań wpływa na to, że nie choruję. Jeżeli tylko czuję, że coś mnie bierze, naturalne sposoby dają sobie radę ze wszystkim.

1. Zbilansowana dieta

warzywa

Ok, pewnie sobie pomyślicie, że przynudzam i na pierwszym miejscu takie banały. Ale jednak to jest jedna z najważniejszych rzeczy. To co jemy ma ogromny wpływ na kondycję naszego całego organizmu. Nie tylko na to, czy ktoś jest gruby, bądź chudy. Sposób odżywiania według niektórych lekarzy i naukowców może zapobiegać chorobom, a nawet odwracać ich przebieg. Odnotowano już wiele przypadków, kiedy pacjenci wrócili do zdrowia dzięki zmianie diety. Sama takich znam w najbliżej rodzinie i wśród znajomych. Byłam również na wykładach prowadzonych przez Małgorzatę Desmond z Fundacji Wiemy co jemy, na których miałam okazję dowiedzieć się jak można odpowiednim sposobem żywienia zminimalizować, bądź pozbyć się chorób autoimmunologicznych (i poznać żywe dowody na to).

Czasem gdy dopadnie nas choroba ratujemy się przeróżnymi doraźnymi sposobami, aby się wyleczyć. Mimo zapewnień, że dana metoda postawi nas na nogi, choroba wciąż się nas trzyma. Wmawiamy sobie, że to geny są winowajcą (sama tak robiłam), a nie przyglądamy się swojemu stylowi życia i temu, co kładziemy na talerz. Wpływ diety na nasze zdrowie, to temat rzeka. Jak Wam wcześniej napisałam, kiedyś chorowałam wiele, jednak po przejściu na weganizm dopiero moja odporność znacznie się poprawiła. Na pewno wiele zmieniło wyeliminowanie mleka krowiego i nabiału. Będąc na jakichś durnych dietach, to było podstawą mojego żywienia. Przez to miałam problemy z układem pokarmowym (w tym z jelitami, ale o tym napiszę w drugiej części posta) , a co za tym idzie często chorowały moje górne drogi oddechowe. Badania wskazują na nadprodukcję śluzu przy spożyciu mleka. Powiedział mi to nie raz lekarz naturopata, odradzając mi i mojej rodzinie spożywanie nabiału. Odkąd go wyeliminowałam, problem zniknął.

Co mogę Wam polecić, to ciągła edukacja na temat żywienia i sposobu odżywiania na jaki się zdecydujemy. Ja ciągle to robię, dowiaduję się nowych rzeczy, rozmawiam z dietetykami, czytam książki na ten temat. Myślę, że często nie zdajemy sobie sprawy w jaki sposób, niektóre produkty są dla nas szkodliwe. Dopiero po odpowiedniej dawce informacji zmieniamy zdanie na ten ten temat i eliminujemy je ze swojej kuchni. We wpisie 5 kroków do weganizmu znajdziecie wiele inspirujących książek, filmów, nie tylko o weganiźmie, ale właśnie o wpływie diety na nasze zdrowie.

2. Witaminy i składniki mineralne

Kiedy już wspominamy o zbliansowanej diecie i zdrowym odżywaniu, nie zapominajmy o witaminach i składnikach mineralnych. Ich niedobory również wiążą się z osłabieniem naszej odporności. Pamiętajmy o wapniu, cynku, jodzie, selenie i o tym aby codziennie dbać o ich odpowiednie spożycie.

Mi wpoiła te zasady moja dietetyczka, dzięki której przejrzałam na oczy, jeżeli chodzi o prawidłowe komponowanie posiłków. I np. jedząc jeden orzech brazylijski dziennie zdrowy człowiek jest w stanie zapewnić sobie zaspokojenie dziennej dawki selenu. Kiedy uzupełnimy selen do odpowiedniego poziomu nasze ciało zwiększy produkcję przeciwciał, limfocytów i makrofagów, czyli komórek odpornościowych które bronią nasz organizm przed patogenami (szkodliwymi wirusami, grzybami i bakteriami). Również niedobory cynku powodują, że mamy większą podatność na infekcje wirusowe. Test na niedobór cynku możecie sprawdzić dzięki metodzie opisanej na tej stronie.

Pamiętajmy również o witaminie D. Ryzyko niedoborów mają wszyscy w naszej strefie klimatycznej, niezależnie od tego na jakiej są diecie. Najlepszym źródłem tej witaminy jest słońce. W Polsce od końca kwietnia do początku września, w słoneczne dni, pomiędzy godziną 10.00, a 15.00, należałoby przebywać na słońcu przez minimum 15 minut dziennie i mieć odsłonięte przynajmniej 18 procent powierzchni ciała (bez stosowania filtrów słonecznych). Jednak jest to czas, kiedy większość z nas pracuje, do tego dochodzi zachmurzenie, zanieczyszczenie powietrza i ilośc promieniowania jest zmniejszona. Co za tym idzie zaraz mamy niedobory. Warto więc suplementować tę witaminę sobie i swoim dzieciom głównie w okresie jesienno- zimowym, ale nie tylko. Polecam zbadać sobie poziom tej witaminy, aby dobrać odpowiednią dawkę suplementów. Niedobór witaminy D, również ma wpływ na naszą odporność.

Każdy weganin pamięta o tym, aby codziennie brać suplement witaminy B12, więc tu zapewne niedoborów nie macie, jednak warto wspomnieć, że również ten związek chemiczny ma wpływ na naszą odporność. Kolejnym ważnym pierwiastkiem jest żelazo, którego deficyt jest najczęstszym niedoborem żywieniowym na świecie. Sama cierpiałam na anemię wiele lat będąc mięsożercą i wiem jakie są jego objawy. Niedobór tego pierwiastka momentalnie nadrobiłam dietą roślinną, mam to udokumentowane na wynikach badań, bo bardzo krótkim czasie zbilansowanej diety. Niestety suplementowanie żelaza na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem, więc najlepiej jest uzupełnić braki dietą. Świetnym źródłem żelaza są warzywa strączkowe, pestki dyni, tofu, melasa z trzciny cukrowej, zielone warzywa liściaste. Niedobór żelaza prowadzi również do zmniejszenia odporności.

Na końcu jakże ważna witamina C (kwas askorbinowy). W „Diecie Roślinnej” Julieanny Heaver dowiadujemy się, że jej niewystarczająca podaż w przypadku pełnowartościowej diety opartej na produktach pochodzenia roślinnego, która jest pełna warzyw i owoców, jest praktycznie niemożliwa. Jej niedobory powodują między innymi osłabienie, szybkie męczenie się i spadek odporności na infekcje i przeziębienia. Warto jest zadbać o włączenie produktów bogatych w witaminę C do swojego jadłospisu, zamiast brać jej syntetyczny odpowiednik. Bogatę w tę witaminę są między innymi papaja, gujawa, pomarańcza, grejpfrut, kiwi, słodka papryka, brokuł, mango, brukselka, kalarepa, ananas, melon.

3. Aktywność fizyczna

Nie ma nic lepszego niż uczucie po wysiłku fizycznym. Ten dopływ endorfin, świadomość, że zrobiło się coś dobrego dla siebie. Osoby regularnie trenujące umiarkowaną aktywność fizyczną, mają wzmocniony system odpornościowy i przeziębiają się rzadziej niż równolatkowie niepodnoszący się z kanapy. Ćwiczenia sprzyjają eliminacji bakterii, wirusów i innych stresorów immunologicznych. Poza tym hamują wydzielanie kortyzolu, adrenaliny, noradrenaliny i epinefryny (hormonów stresu). Człowiek zestresowany i w ciągłym napięciu nerwowym, jest bardziej podatny na choroby i infekcje.

W moim życiu ruch był od zawsze, z małymi przerwami. Jednak aktualnie jestem na takim etapie, że nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez aktywności fizycznej. Lubię różne sporty, aktualnie bieganie daje mi najwięcej radości, ale również jazda na rowerze, joga, ćwiczenia siłowe. Próbowałam różnych aktywności, od gimnastyki sportowej i jeździectwa w dzieciństwie, po jazdę na nartach, pływanie. I polecam każdemu próbowanie i szukanie swojej ulubionej dyscypliny. Aby dawała radość, relaksowała i poprawiała samopoczucie. Nasze ciało będzie wdzięczne, a i nasza odporność na choroby i infekcje zdecydowanie się zwiększy.

10km

4. Hartowanie organizmu

snow

Są to różne czynności, które wykonujemy, aby podnieść swoją odporność na różnego rodzaju szkodliwe czynniki takie jak infekcje, wirusy, ciężkie warunki atmosferyczne. Hartowanie pomaga uniknąć często występujących na przełomach pór roku chorób dróg oddechowych. Podnosi ogólną kondycję fizyczną i psychiczną, poprawia przemianę materii oraz ma dobry wpływ na układu krążenia. Ja od maleńkości byłam przegrzanym dzieckiem, w moim domu rodzinnym zawsze było bardzo gorąco, byłam zmarzluchem, nie lubiłam zimy. Dopiero niedawno zaczęłam zmieniać moje podejście do niskich temperatur i teraz nawet je polubiłam. Moją przygodę z hartowaniem organizmu zaczęłam od zimnych pryszniców.

Zimne/naprzemienne prysznice

Dla mnie było to nieosiągalne. Serio. Zimny prysznic kojarzyłam z karą i jak nie było ciepłej wody w mieszkaniu, to się załamywałam. Jednak pewnego dnia postanowiłam spróbować, słysząc o tym jakie dobroczynne są takie zimne kąpiele. Początki były ciężkie, nie mogłam się przyzwyczaić i było mi najzwyczajniej nieprzyjemnie. Jednak, po kilku razach było coraz lepiej, uczucie po takiej kąpieli było niesamowite. Czułam się rześko i polubiłam to. Metody są różne. 40 sekund ciepłego prysznica, następnie 20 sekund zimnego i tak kilka razy przez 3-8 minut. Albo 1 minuta ciepłego prysznica, 30 sekund zimnego i tak 5 minut. Jak wolicie. Jednak należy pamiętać aby czas ciepłego polewania wodą był dłuższy niż tego zimnego. Zaczynamy od stóp, następnie kierujemy się do góry, w stronę pasa, oblewamy łydki, kolana i uda. Jednak omijamy okolicę narządów płciowych i pęcherza moczowego. Następnie polewamy ręce, najpierw prawą później lewą. Na koniec przechodzimy do pleców i klatki piersiowej. Nie oblewamy głowy. Po takim prysznicu, aby się rozgrzać, warto potrzeć ciało suchym ręcznikiem lub otulić się czymś ciepłym np. szlafrokiem.

Zimne prysznice nie tylko wzmocnią naszą odporność, ale również poprawią wygląd i koloryt skóry, są dobrym sposobem na cellulit oraz zwiększą wydajność organizmu.

Chodzenie boso (również po śniegu)

Chodzenie boso jest niesamowite! Taka podstawowa najprostsza na świecie sprawa, a zupełnie o niej zapominamy. Naturalny masaż stóp, wpływający na pracę wszystkich organów wewnętrznych. Profilaktyka w zakresie bólów pleców, krzyża, ramion, mięśni nóg. Świetnie wpływa na hartowanie organizmu. Wystarczy 1- 2 minuty chodzenia rano po porannej rosie, szronie, śniegu, piasku, trawie. Ja zaczęłam praktykować to dość późno (bo dopiero w zeszłym roku) od chodzenia po śniegu. Na początku wydawało mi się to absurdalne, ale później po kilku próbach i zwiększaniu czasu takich spacerów, czułam, że już bez tego nie mogę funkcjonować. Zawsze po skończeniu takiej krótkiej zimnej przebieżki jestem zrelaksowana, odprężona, jakby wstąpiła we mnie jakaś dodatkowa energii. Czy chociaż dla takiego uczucia, nie warto spróbować? Oczywiście warto jest chodzić boso nie tylko po śniegu i zimą. Mój mąż bardzo lubi chodzić wiosną, czy latem boso po lesie. Ja przyznam się, że próbowałam, ale były to krótkie dystanse. W tym roku mam zamiar wydłużyć czas takich spacerów.

Hartowanie powietrzem

W tym przypadku hartowanie powietrzem zaczęliśmy od pierwszych miesięcy naszych córek. W każdej temperaturze wychodziliśmy na spacer, nawet w spore mrozy, brałam dziewczyny w chustę i chociaż na chwilę wychodziłyśmy z domu. Sama również staram się choć na chwilę wyjść, chociażby na spacer, jak jest zimno. Jeżeli tylko mam w planach trening biegowy, również nie odwołuję go bo jest zimno. W tym roku będąc w Polsce biegłam dość długi dystans przy -15 stopniach i dałam radę. Nie przeziębiłam się, nie odmroziłam nic, więc nie ma co się bać niskich temperatur. Odpowiedni ubiór i można się ruszać. Dodatkowo warto również często wietrzyć pomieszczenia, nie przegrzewać ich nadmiernie. Niektórzy zalecają również spanie przy otwartym oknie, ale przyznam się, że nie praktykuję tego regularnie.

W następnym wpisie przedstawię Wam kolejne sprawdzone sposoby na wzmacnianie odporności takie jak stosowanie ziół i naparów oraz probiotyki. Te wymienione powyżej uznaję za najważniejsze. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jak dbacie o swoją odporność?

Veganama Opublikowane przez: