Wzmacniam swoją odporność, przyłączysz się?- część 1

Ten wpis długo chodził mi po głowie. W związku z tym, że od najmłodszych lat miałam wiecznie problemy z górnymi drogami oddechowymi, ciągle brałam antybiotyki, moja odporność była na bardzo niskim poziomie. Drobna infekcja przeradzała się w zapalenie krtani, oskrzeli, gardła, ucha. Rok w rok choroby, leki, zwolnienia, osłabienie. Już idąc do lekarza, wiedziałam jak się to skończy. Myślałam, że „tak mam”. Lekarze mówili, że to przez wycięty trzeci migdał i nic z tym nie zrobię.

Pogodziłam się z tym, ale punktem zwrotnym była pierwsza ciąża. Pewnego dnia załatwiła mnie klimatyzacja w aucie. Był upał, wchodziłam, wychodziłam, jeszcze do tego doszedł mocny wiatr nad jeziorem i osłabiony organizm poddał się infekcji. W ciąży za wszelką cenę nie chciałam brać żadnych leków, więc cała zapłakana z ropą w gardle rozpoczęłam naturalne leczenie. Napar imbirowo- cytrynowy, czosnek (duużo czosnku), miód (wtedy jeszcze nie byłam weganką), herbata z naturalnym sokiem malinowym, płukanki jamy ustnej sodą oczyszczoną. Chyba to wszystko. Miałam gorączkę (na szczęście taką, której nie musiałam zbijać), pociłam się, bolały mnie mięśnie. Jednak po kilku dniach choroba odpuściła.

Sama nie wierzyłam, w to, co się stało. Zawsze leczyłam się gripexami, coldrexami itp. Nie byłam w stanie pojąć, jak to się stało, że wyleczyłam się z zaropiałego gardła (nie mogłam mówić, straciłam głos), wyłącznie naturalnymi metodami. Od tej pory nie mam w domu żadnych pigułek przeciwgrypowych, zero. Kiedyś kupowałam nawet takie większe opakowania (nie papierowe, tylko już w takim plastikowym pudełku, masakra). Od tego czasu zmieniłam dietę, zaczęłam się regularnie ruszać, no właśnie, zaczęłam wzmacniać swoją odporność. Praktykuję te metody kilka lat. Niektóre są ze mną od dawna, niektóre dodałam w trakcie i są ze mną od kilku miesięcy. Chciałam się z Wami podzielić sprawdzonymi sposobami, przetestowanymi na mnie. Myślę, że to składowa tych wszystkich działań wpływa na to, że nie choruję. Jeżeli tylko czuję, że coś mnie bierze, naturalne sposoby dają sobie radę ze wszystkim.

1. Zbilansowana dieta

warzywa

Ok, pewnie sobie pomyślicie, że przynudzam i na pierwszym miejscu takie banały. Ale jednak to jest jedna z najważniejszych rzeczy. To co jemy ma ogromny wpływ na kondycję naszego całego organizmu. Nie tylko na to, czy ktoś jest gruby, bądź chudy. Sposób odżywiania według niektórych lekarzy i naukowców może zapobiegać chorobom, a nawet odwracać ich przebieg. Odnotowano już wiele przypadków, kiedy pacjenci wrócili do zdrowia dzięki zmianie diety. Sama takich znam w najbliżej rodzinie i wśród znajomych. Byłam również na wykładach prowadzonych przez Małgorzatę Desmond z Fundacji Wiemy co jemy, na których miałam okazję dowiedzieć się jak można odpowiednim sposobem żywienia zminimalizować, bądź pozbyć się chorób autoimmunologicznych (i poznać żywe dowody na to).

Czasem gdy dopadnie nas choroba ratujemy się przeróżnymi doraźnymi sposobami, aby się wyleczyć. Mimo zapewnień, że dana metoda postawi nas na nogi, choroba wciąż się nas trzyma. Wmawiamy sobie, że to geny są winowajcą (sama tak robiłam), a nie przyglądamy się swojemu stylowi życia i temu, co kładziemy na talerz. Wpływ diety na nasze zdrowie, to temat rzeka. Jak Wam wcześniej napisałam, kiedyś chorowałam wiele, jednak po przejściu na weganizm dopiero moja odporność znacznie się poprawiła. Na pewno wiele zmieniło wyeliminowanie mleka krowiego i nabiału. Będąc na jakichś durnych dietach, to było podstawą mojego żywienia. Przez to miałam problemy z układem pokarmowym (w tym z jelitami, ale o tym napiszę w drugiej części posta) , a co za tym idzie często chorowały moje górne drogi oddechowe. Badania wskazują na nadprodukcję śluzu przy spożyciu mleka. Powiedział mi to nie raz lekarz naturopata, odradzając mi i mojej rodzinie spożywanie nabiału. Odkąd go wyeliminowałam, problem zniknął.

Co mogę Wam polecić, to ciągła edukacja na temat żywienia i sposobu odżywiania na jaki się zdecydujemy. Ja ciągle to robię, dowiaduję się nowych rzeczy, rozmawiam z dietetykami, czytam książki na ten temat. Myślę, że często nie zdajemy sobie sprawy w jaki sposób, niektóre produkty są dla nas szkodliwe. Dopiero po odpowiedniej dawce informacji zmieniamy zdanie na ten ten temat i eliminujemy je ze swojej kuchni. We wpisie 5 kroków do weganizmu znajdziecie wiele inspirujących książek, filmów, nie tylko o weganiźmie, ale właśnie o wpływie diety na nasze zdrowie.

2. Witaminy i składniki mineralne

Kiedy już wspominamy o zbliansowanej diecie i zdrowym odżywaniu, nie zapominajmy o witaminach i składnikach mineralnych. Ich niedobory również wiążą się z osłabieniem naszej odporności. Pamiętajmy o wapniu, cynku, jodzie, selenie i o tym aby codziennie dbać o ich odpowiednie spożycie.

Mi wpoiła te zasady moja dietetyczka, dzięki której przejrzałam na oczy, jeżeli chodzi o prawidłowe komponowanie posiłków. I np. jedząc jeden orzech brazylijski dziennie zdrowy człowiek jest w stanie zapewnić sobie zaspokojenie dziennej dawki selenu. Kiedy uzupełnimy selen do odpowiedniego poziomu nasze ciało zwiększy produkcję przeciwciał, limfocytów i makrofagów, czyli komórek odpornościowych które bronią nasz organizm przed patogenami (szkodliwymi wirusami, grzybami i bakteriami). Również niedobory cynku powodują, że mamy większą podatność na infekcje wirusowe. Test na niedobór cynku możecie sprawdzić dzięki metodzie opisanej na tej stronie.

Pamiętajmy również o witaminie D. Ryzyko niedoborów mają wszyscy w naszej strefie klimatycznej, niezależnie od tego na jakiej są diecie. Najlepszym źródłem tej witaminy jest słońce. W Polsce od końca kwietnia do początku września, w słoneczne dni, pomiędzy godziną 10.00, a 15.00, należałoby przebywać na słońcu przez minimum 15 minut dziennie i mieć odsłonięte przynajmniej 18 procent powierzchni ciała (bez stosowania filtrów słonecznych). Jednak jest to czas, kiedy większość z nas pracuje, do tego dochodzi zachmurzenie, zanieczyszczenie powietrza i ilośc promieniowania jest zmniejszona. Co za tym idzie zaraz mamy niedobory. Warto więc suplementować tę witaminę sobie i swoim dzieciom głównie w okresie jesienno- zimowym, ale nie tylko. Polecam zbadać sobie poziom tej witaminy, aby dobrać odpowiednią dawkę suplementów. Niedobór witaminy D, również ma wpływ na naszą odporność.

Każdy weganin pamięta o tym, aby codziennie brać suplement witaminy B12, więc tu zapewne niedoborów nie macie, jednak warto wspomnieć, że również ten związek chemiczny ma wpływ na naszą odporność. Kolejnym ważnym pierwiastkiem jest żelazo, którego deficyt jest najczęstszym niedoborem żywieniowym na świecie. Sama cierpiałam na anemię wiele lat będąc mięsożercą i wiem jakie są jego objawy. Niedobór tego pierwiastka momentalnie nadrobiłam dietą roślinną, mam to udokumentowane na wynikach badań, bo bardzo krótkim czasie zbilansowanej diety. Niestety suplementowanie żelaza na dłuższą metę nie jest dobrym rozwiązaniem, więc najlepiej jest uzupełnić braki dietą. Świetnym źródłem żelaza są warzywa strączkowe, pestki dyni, tofu, melasa z trzciny cukrowej, zielone warzywa liściaste. Niedobór żelaza prowadzi również do zmniejszenia odporności.

Na końcu jakże ważna witamina C (kwas askorbinowy). W „Diecie Roślinnej” Julieanny Heaver dowiadujemy się, że jej niewystarczająca podaż w przypadku pełnowartościowej diety opartej na produktach pochodzenia roślinnego, która jest pełna warzyw i owoców, jest praktycznie niemożliwa. Jej niedobory powodują między innymi osłabienie, szybkie męczenie się i spadek odporności na infekcje i przeziębienia. Warto jest zadbać o włączenie produktów bogatych w witaminę C do swojego jadłospisu, zamiast brać jej syntetyczny odpowiednik. Bogatę w tę witaminę są między innymi papaja, gujawa, pomarańcza, grejpfrut, kiwi, słodka papryka, brokuł, mango, brukselka, kalarepa, ananas, melon.

3. Aktywność fizyczna

Nie ma nic lepszego niż uczucie po wysiłku fizycznym. Ten dopływ endorfin, świadomość, że zrobiło się coś dobrego dla siebie. Osoby regularnie trenujące umiarkowaną aktywność fizyczną, mają wzmocniony system odpornościowy i przeziębiają się rzadziej niż równolatkowie niepodnoszący się z kanapy. Ćwiczenia sprzyjają eliminacji bakterii, wirusów i innych stresorów immunologicznych. Poza tym hamują wydzielanie kortyzolu, adrenaliny, noradrenaliny i epinefryny (hormonów stresu). Człowiek zestresowany i w ciągłym napięciu nerwowym, jest bardziej podatny na choroby i infekcje.

W moim życiu ruch był od zawsze, z małymi przerwami. Jednak aktualnie jestem na takim etapie, że nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez aktywności fizycznej. Lubię różne sporty, aktualnie bieganie daje mi najwięcej radości, ale również jazda na rowerze, joga, ćwiczenia siłowe. Próbowałam różnych aktywności, od gimnastyki sportowej i jeździectwa w dzieciństwie, po jazdę na nartach, pływanie. I polecam każdemu próbowanie i szukanie swojej ulubionej dyscypliny. Aby dawała radość, relaksowała i poprawiała samopoczucie. Nasze ciało będzie wdzięczne, a i nasza odporność na choroby i infekcje zdecydowanie się zwiększy.

10km

4. Hartowanie organizmu

snow

Są to różne czynności, które wykonujemy, aby podnieść swoją odporność na różnego rodzaju szkodliwe czynniki takie jak infekcje, wirusy, ciężkie warunki atmosferyczne. Hartowanie pomaga uniknąć często występujących na przełomach pór roku chorób dróg oddechowych. Podnosi ogólną kondycję fizyczną i psychiczną, poprawia przemianę materii oraz ma dobry wpływ na układu krążenia. Ja od maleńkości byłam przegrzanym dzieckiem, w moim domu rodzinnym zawsze było bardzo gorąco, byłam zmarzluchem, nie lubiłam zimy. Dopiero niedawno zaczęłam zmieniać moje podejście do niskich temperatur i teraz nawet je polubiłam. Moją przygodę z hartowaniem organizmu zaczęłam od zimnych pryszniców.

Zimne/naprzemienne prysznice

Dla mnie było to nieosiągalne. Serio. Zimny prysznic kojarzyłam z karą i jak nie było ciepłej wody w mieszkaniu, to się załamywałam. Jednak pewnego dnia postanowiłam spróbować, słysząc o tym jakie dobroczynne są takie zimne kąpiele. Początki były ciężkie, nie mogłam się przyzwyczaić i było mi najzwyczajniej nieprzyjemnie. Jednak, po kilku razach było coraz lepiej, uczucie po takiej kąpieli było niesamowite. Czułam się rześko i polubiłam to. Metody są różne. 40 sekund ciepłego prysznica, następnie 20 sekund zimnego i tak kilka razy przez 3-8 minut. Albo 1 minuta ciepłego prysznica, 30 sekund zimnego i tak 5 minut. Jak wolicie. Jednak należy pamiętać aby czas ciepłego polewania wodą był dłuższy niż tego zimnego. Zaczynamy od stóp, następnie kierujemy się do góry, w stronę pasa, oblewamy łydki, kolana i uda. Jednak omijamy okolicę narządów płciowych i pęcherza moczowego. Następnie polewamy ręce, najpierw prawą później lewą. Na koniec przechodzimy do pleców i klatki piersiowej. Nie oblewamy głowy. Po takim prysznicu, aby się rozgrzać, warto potrzeć ciało suchym ręcznikiem lub otulić się czymś ciepłym np. szlafrokiem.

Zimne prysznice nie tylko wzmocnią naszą odporność, ale również poprawią wygląd i koloryt skóry, są dobrym sposobem na cellulit oraz zwiększą wydajność organizmu.

Chodzenie boso (również po śniegu)

Chodzenie boso jest niesamowite! Taka podstawowa najprostsza na świecie sprawa, a zupełnie o niej zapominamy. Naturalny masaż stóp, wpływający na pracę wszystkich organów wewnętrznych. Profilaktyka w zakresie bólów pleców, krzyża, ramion, mięśni nóg. Świetnie wpływa na hartowanie organizmu. Wystarczy 1- 2 minuty chodzenia rano po porannej rosie, szronie, śniegu, piasku, trawie. Ja zaczęłam praktykować to dość późno (bo dopiero w zeszłym roku) od chodzenia po śniegu. Na początku wydawało mi się to absurdalne, ale później po kilku próbach i zwiększaniu czasu takich spacerów, czułam, że już bez tego nie mogę funkcjonować. Zawsze po skończeniu takiej krótkiej zimnej przebieżki jestem zrelaksowana, odprężona, jakby wstąpiła we mnie jakaś dodatkowa energii. Czy chociaż dla takiego uczucia, nie warto spróbować? Oczywiście warto jest chodzić boso nie tylko po śniegu i zimą. Mój mąż bardzo lubi chodzić wiosną, czy latem boso po lesie. Ja przyznam się, że próbowałam, ale były to krótkie dystanse. W tym roku mam zamiar wydłużyć czas takich spacerów.

Hartowanie powietrzem

W tym przypadku hartowanie powietrzem zaczęliśmy od pierwszych miesięcy naszych córek. W każdej temperaturze wychodziliśmy na spacer, nawet w spore mrozy, brałam dziewczyny w chustę i chociaż na chwilę wychodziłyśmy z domu. Sama również staram się choć na chwilę wyjść, chociażby na spacer, jak jest zimno. Jeżeli tylko mam w planach trening biegowy, również nie odwołuję go bo jest zimno. W tym roku będąc w Polsce biegłam dość długi dystans przy -15 stopniach i dałam radę. Nie przeziębiłam się, nie odmroziłam nic, więc nie ma co się bać niskich temperatur. Odpowiedni ubiór i można się ruszać. Dodatkowo warto również często wietrzyć pomieszczenia, nie przegrzewać ich nadmiernie. Niektórzy zalecają również spanie przy otwartym oknie, ale przyznam się, że nie praktykuję tego regularnie.

W następnym wpisie przedstawię Wam kolejne sprawdzone sposoby na wzmacnianie odporności takie jak stosowanie ziół i naparów oraz probiotyki. Te wymienione powyżej uznaję za najważniejsze. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jak dbacie o swoją odporność?

Veganama Opublikowane przez:
  • Świetny wpis! Zgadzam się z każdym punktem. Ja głównie dbam o siebie poprzez jedzenie zbilansowanych posiłków bogatych w warzywa i owoce, oraz przez aktywność fizyczną (rano codziennie joga, 5 razy w tygodniu godzinny trening ogólnorozwojowy).
    To co mnie najbardziej zaskoczyło w Twoim wpisie to chodzenie na boso! Zupełnie zapomniałam o tym jakie jest przyjemne! Jako dziecko cały czas biegałam po ogrodzie boso. Z chęcią do tego wrócę w wakacje 🙂

    • Nie czekaj do wakacji, dawaj na śnieg jak Marta! 😀 ja bym się chyba nie odważyła, podziwiam 😉 chociaż jest ten Dziarski Dziadek Pan Antoni, 93 lata i stosuje podobne metody. Coś w tym musi być hehe 🙂

      • Haha 😀 Śniegu u mnie ani śladu 😀 Ale zacznę od wakacji, stopniowo, żeby nie przeżyć szoku 🙂 To prawda Pan Antoni jest niesamowity, uwielbiam go 🙂

      • Nie ma co podziwiać 😀 Trzeba spróbować, zobaczysz jakie to przyjemne 😀 Uwielbiam Dziarskiego Dziaka, niesamowity człowiek 🙂

    • Gosiu, a powiesz mi jak praktykujesz jogę codziennie? Masz już doświadczenie, czy ćwiczysz z jakimś filmikiem? Bardzo chciałam zaczynać dzień od jogi, ale nie wiem jak to powinno wyglądać, jestem amatorem w tej kwestii i ćwiczę jogę jedynie na zajęciach grupowych.

      • Niestety nie mam doświadczenia. Mam parę filmików sprawdzonych z youtube (portal yogi, poczuj się lepiej), takie do 15 minut, które wiem że jestem bez problemu w stanie wykonać. Wstaję, rozkładam matę i jadę 😀 Później zawsze jeszcze się chwilę relaksuję w jakiejś wygodnej pozycji.

        • Dzięki za polecenie tego kanału. Niesamowicie przyjemna dziewczyna go prowadzi. Jutro będę próbować ćwiczyć z pierwszym filmikiem 🙂

  • Marta <3 super wpis! haha, chciałabym tak pohasać po śniegu, którego nie mam tutaj w Anglii 😀 jeśli chodzi o odżywianie to sama ciągle czegoś się uczę, nie tylko na swoich błędach, ale po prostu czytając..polecam gorąco "How not to die" – jestem w trakcie lektury 😉 oczywiście staram się zapewnić organizmowi wszystkie wartości odżywcze, brazylijski dziennie jest, witaminy uzupełniane 😉 u mnie trochę leży aktywność fizyczna, poza spacerami i lataniem z autobusu czy po uczelni nic innego nie gości (jeszcze) u mnie… myślę, że najwyższy czas to choć trochę zmienić i poczuć się jeszcze zdrowiej i pozytywniej 🙂

    • Dziękuję Daria! Nie musi być śnieg, chodzi o to, aby stopy miały kontakt z naturalnym podłożem. Trawą, ziemią, piaskiem na plaży. Polecam Ci ten artykuł http://dziecisawazne.pl/7-powodow-dlaczego-warto-chodzic-boso/ 🙂

      Wystarczy odrobina ruchu! Dla zapracowanych mogę polecić fajny trening, jedyne 25 minut dziennie, ale daje w kość 😉 Jak chcesz to Ci wyślę. Żaden sprzęt nie jest wymagany 😀

      • taak, jestem chętna! 🙂 możesz słać :*
        i dziękuję za artykuł 😉
        w sumie to mam jeszcze jeden problem, już od dziecka – plamy na paznokciach, dokładnie takie białe jak na zdjęciach na tej stronie podlinkowanej (o cynku). naczytałam się już o tym dużo, że to właśnie cynk itd. ale dalej jakoś nie potrafię się ich pozbyć :/

        • Też miałam z tym kiedyś problem, ale samoistnie mi zniknął. Hmmm… specjalistą nie jestem, ale pewnie jakbym zapytałam swojej dietetyczki, to zapytałaby o badania. Kiedy robiłaś ostatnie?

          • właśnie nie badałam nigdy cynku, w tym rzecz. myślisz, że to najlepsza opcja? pomimo iż staram się jeść sporo produktów bogatych w cynk, takich jak np. pestki dyni to plamy nie znikają całkowicie, ewentualnie na jakiś czas lub też w pojawiają się niewielkim stopniu. może to problem z jego przyswajaniem?… :/

          • To badanie kosztuje koło 20 zł z tego co widzę, więc może przy następnej wizycie w Polsce warto sprawdzić wraz z morfologią. Wiele nie wydasz, a zawsze będziesz mieć pewność, że zadbałaś o odpowiednią podaż.

  • No pięknie to wszystko zebrałaś razem. Bardzo wartościowy post. Podlinkuję u siebie pod dzisiejszym postem. Będzie fajnym uzupełnieniem 🙂
    Dla mnie zimne prysznice niestety nie wchodzą w grę. Nie znoszę zimna i przyznam, że powdziwiam Cię, że dajesz radę zimą w Szwecji. Dla mnie nawet Anglia zimą jest za zimna. Innym ważniejszym powodem dla którego się na to nie zdecyduję są bardzo wrażliwe jajniki i z ich zapaleniam walczyłam przezd długie lata. Czasem wystarczy spacer po plaży i zamoczenie nóg do kostek w nieco chłodniejszej wodzie, by odnowić ból przez następne kilka dni. Uwielbiam za to chodzenie na boso, ale też muszę uważać by za bardzo nie zmarzły mi stopy. Skarpetki ratują sprawę 🙂

    • Dziękuje Kochana! Za podlinkowanie również :*
      Hehe, ja sama siebie podziwiam! Bo kiedyś baaaardzo nie lubiłam zimna.
      O rany z tymi jajnikami to niewesoło. A jak to się zaczęło? Od jednego zapalenia i tak nawraca? Co na to naturopata? Dawał jakieś wskazówki?

  • Allochtonka

    Bardzo fajny wpis. Ja też korzystam z wielu opisanych sposobów. Również w przypadku moich dzieci, które dzięki temu udało się nam wyprowadzić z tzw. astmy infekcyjnej, czyli nawracających spastycznych zapaleń oskrzeli. Nie ukrywam, że dzięki radom niemieckich, starszych pediatrów, za co jestem im bardzo wdzięczna. W przeciwieństwie do wszystkich moich gości, którzy narzekają na niskie temperatury panujące nieustannie w naszym domu.

    • A podzieliłabyś się tymi radami, które otrzymałaś? To szalenie ciekawe i myślę, że wiele osób by zainteresowało!

  • Sauna, aktywność fizyczna i zbilansowana dieta są już wpisane w moją codzienność. Słońca mam wprawdzie pod dostatkiem, ale i tak wspomagam się witaminą D. Najczęściej przeziębienie łapię na skutek zmiany klimatu. Za każdym razem, gdy lecę do Polski, kończę z zapchanym nosem. Ostatnio jednak ratuję się wtedy tradycyjnym syropem z cebuli i miodu.

    • O saunie będę jeszcze wspominać 🙂 Świetna sprawa. Jeszcze rok temu wynajmowaliśmy mieszkanie, gdzie była sauna koło łazienki, więc korzystaliśmy często. Jednak teraz nie mamy i tęsknimy. Póki co jedynie na siłowni udaje mi się wskoczyć na chwilę. Naturalne metody leczenia górą. Cieszę, że ze co raz więcej osób do tego powraca i nie pakuje w siebie tej chemii!

  • Jestem pod wrażeniem jak to wszystko ładnie zebrałaś. U mnie zdecydowanie dieta + aktywność fizyczna. Dla mnie zimny prysznic to też najgorsza kara, ale wiem, że to zdrowo. Ładnie opisałaś sposób w jakie je brać, więc postaram się skusić:)

    • Koniecznie Aniu. Początkowo może być dyskomfort, ale po kilku razach powinnaś się przyzwyczaić. To orzeźwienie po prysznicu i otulenie się ciepłym ręcznikiem/szlafrokiem jest bardzo relaksujące 🙂

  • Bardzo fajnie tu u Ciebie. Zdecydowawszy się rozgościć i poczytać. Powiem, że wpis bardzo treściwy, wiele wartościowych rad. Z mojego doświadczenie i wszelakich prób odnośnie aktywności fizycznej to dla mnie joga idealnie wpływa na wzmocnienie ciała, wyciszenia, obniżenia kortyzolu, a co za tym idzie wzmocnienia organizmu. Pozdrawiam cieplutko, Daria

    • Bardzo mi miło Daria! Zapraszam na dłużej z herbatką/ kawką w dłoni 🙂

      A jaką jogę preferujesz? W domu, z filmikami, czy może w grupie? Ja niestety zaniedbałam tę aktywność ostatnio 🙁

      • Uwielbiam jogę astangę – ćwiczę w grupie 3 razy w tygodniu, a jak nie mogę to w domu z youtubem. Powiem Ci, że 3 lata temu sprobowalam joge po raz pierwszy byla to chyba hatha joga – nie bylam przekonana. Byc moze dlatego, ze moje cialo przezywalo katorgi z braku elastycznosci. Mialam duza przerwe. Potem zaczynalam kolejne dwa razy w innych miejscach i sama. Ciagle nie bylo kontynuacji. Do momentu az trafilam na astangę i wspanialego jogina, ktory serce w to wklada. Teraz nie umiem bez jogi zyc. Daje mi wiem, ze dziwnie zabrzmi „mega ukojenie” fizyczne i mentalne. Zauwazylam, ze pieknie relaksuje i modeluje cialo. Moze to kwestia czasu i trafisz na swoje ‚cup of tea’. Z calego serca Ci tego zycze. Jak chcesz moge podeslac Ci link do youtuba. Pozdrawiam, Daria xxx

        • Zupełnie nie brzmi to dziwnie, ja to rozumiem i zawsze bardzo dobrze się czuję po zajęciach. Jednak lepszą atmosferę odczuwam w szkołach jogi, a nie w siłowniach, tam jakoś mi to nie gra, nie umiem się tak wyciszyć. Bardzo miło wspominam miejsce do którego chodziłam w Warszawie na jogę w ciąży, ale niestety teraz to i tak nie ma znaczenia, bo tam nie mieszkam. Dziękuję Daria, poproszę o link, chętnie poznam sprawdzone filmiki :*

          • Wprowadzany klimat dla mnie też jest istotny. Bardzo mnie ciekawi temat jogi w ciąży. Mogę zapytać jak to jest? Jaka jest różnica pomiędzy w ciąży a nie w ciąży? Byłaś w stanie ćwiczyć przez całą ciążę? Podsyłam link moich sekwencji: https://www.youtube.com/watch?v=1Krp4W0TlAU Pozdrawiam cieplutko, Daria xxx

          • Pięknie dziękuję :*
            Jeżeli chodzi o jogę w ciąży, to jest on zdecydowanie mniej dynamiczna. Wszystko robi się bardzo spokojnie, pewnych pozycji się nie wykonuje albo wykonuje się je połowicznie, żeby nie napinać nadmiernie brzucha.
            Ja zaczęłam według wskazań po 12 tygodniu, ale ze względu na pojawiające się skurcze pod koniec pierwszej ciąży musiałam w pewnym momencie zrezygnować. Jednak wspominam bardzo pozytywnie te zajęcia! Zawsze wracałam z nich bardzo zrelaksowana i odprężona 🙂

          • Fajna sprawa. Nigdy w ciąży nie byłam ale wydaje mi się ze aktywność fizyczna była by mi bardzo potrzebna… Pozdrawiam ciepło, Daria xxx

  • Nooo u mnie sporo do poprawy, ale i tak jest już dużo lepiej niż było. Jestem pewna, że to zmiana sposobu odżywiania, myślę że ciąża też robi niezłą rewolucję w organizmie. Na pewno mogę powiedzieć że żadnego syfu w stylu Gripexu nie piłam już lata. Zawsze leczę się domowymi sposobami, nawet przy ostatniej grypie jedyne co brałam to leki na zbicie gorączki, niestety przy 39 nie da się funkcjonować z małym dzieckiem. Ale teraz po chorobie zamierzam się porządnie wziąć na różne sposoby na poprawę odporności, więc czekam z niecierpliwością na drugą część i dziękuję za pierwszą <3

    • Wiele robisz, same pozytywne zmiany wprowadziłaś! Wiem z naszych prywatnych rozmów, że o dietę i ruch dbasz wzorowo! Jurek i Zosia są na pewno z Ciebie dumni! Ja jestem 😀 Sama mówiłaś, że rzadko chorujesz. A nawet najbardziej odpornym jednostkom zdarza się złapać jakiegoś zmutowanego wirusa 😮

      Druga część w trakcie 🙂 Cieszę się, że wpis się podobał!

      • Dziękuję za motywujące słowa <3 :*

  • Świetny wpis 🙂
    Uśmiecham się też pod nosem, bo w Sztokholmie taka pogoda, że najwyraźniej każdy myśli o poprawianiu odporności – zobacz, jakie zgranie czasowe 😉
    http://www.ijustbreathe.pl/sniadaniowy-koktajl-z-kurkuma-doskonaly-na-wzmocnienie-odpornosci/

  • A ja mam w głowie, że jogurtu naturalne i kefiry są bardzo zdrowe :/ Też dbam o odporność poprzez aktywność fizyczną, ale muszę też chyba polubić zimne prysznicem. A świństwa typu gripex – fe!!! Naturalne sposoby najlepsze!!! Syrop z czosnku, cebuli i imbiru, albo szałwii i tymianku – nawet dzieci wypijają 😉

    • Zimne prysznice dobrze działają również na skórę, ja traktuje je jako jako jeden ze sposobów na ujędrnienie skóry po porodzie. Więc sporo mają zalet, dlatego się z nimi polubiłam 🙂 Syrop z tymianku! Powiesz mi jak go wykonać?

  • Mnie to, co wymieniłaś, w zupełności wystarcza do zachowania odporności 🙂 Jeśli chodzi o hartowanie to najbardziej lubię saunę. Jakoś nie mogę się zabrać do tych codziennych zimnych pryszniców, no niee 🙂 Ale zanurkować w lodowatym baseniku lubię i to bardzo 🙂 A odżywianie i ruch to podstawa czerpania przyjemności z życia 🙂 Ciało musi być po prostu silne i trzeba je wspierać, a nie przeszkadzać mu w tym, a wszystko będzie ok 🙂

    • Oj ja też lubię saunę! Żałuję, że nie mam jej w domu. No, ale kiedy mam okazję to korzystam 🙂 Pryszniców warto spróbować, choć na chwilę. Tylko początki mogą być niekomfortowe, ale później jest z górki i powiem Ci, że nawet sprawia przyjemność 😀

      No i totalnie się z Tobą zgadzam, odżywianie i ruch to podstawa 😀 Piąteczka!

  • Podziwiam to hartowanie się zimnem 🙂 to też patent Dziarskiego Dziadka (nie wiem czy wiesz kto to jest, jeśli nie to polecam wygooglować). On też chodzi zimą boso po śniegu, a w domu ma taką temperaturę, że przeprowadzając z nim wywiad przez większość czasu trzęsłam się z zimna :D. Ale podobno to działa i nie choruje od lat.
    Mnie ostatnio strasznie siadła odporność… Nie wiem czym to uzasadnić, trochę się to zbiegło z odstawieniem hormonów, a potem jak dopadło mnie zapalenie oskrzeli to brałam antybiotyk i to też pewnie pogorszyło sytuację. Teraz mam już schizy i boję się nawet iść pobiegać, bo pewnie skończy się to przeziębieniem 🙁

    • No pewnie, że znam Dziarskiego Dziadka! Imponuje mi ten człowiek niesamowicie. Sama chce być kiedyś Dziarską Babcią 😛
      Hartowanie zimnem to kwestia przyzwyczajenia, choć początki bywają trudne. Ja jako przegrzane dziecko miałam z tym małe przeprawy, ale zawzięłam się i teraz żyje mi się z tym o wiele lepiej.
      Na pewno antybiotyk Cię osłabił. Słyszałam, że w Warszawie jakiś wirus straszny panował. No, ale teraz wiosna idzie, więc może z tym bieganiem będzie przyjemniej. Ja niestety wczoraj zaliczyłam bolesną glebę, bo był taki lód na ścieżkach, że się nie wybroniłam. Jak zimno mi nie przeszkadza, to lód już tak :/

  • Jeszcze bym Cię chciała podpytać o zimne prysznice – bo poza planem chodzenia boso po śniegu, chcę też zacząć brać zimne prysznice, ale to akurat jest dla mnie perspektywa przerażająca 🙂 Jak Ty to robisz? Najpierw ciepło na stopy, zimno na stopy, ciepło na stopy i łydki, zimno na stopy i łydki itd, czyli zimno całe ciało od stóp, ciepło całe ciało od stóp i powtórka?
    Wiem, że pytanie brzmi komicznie, ale może racjonalnie uda mi się siebie przekonać do działania 😉

    • Hehe, dla mnie też kiedyś była 😀 Uwiesz mi, jak Arek mówił, że takowe bierze, to miałam gęsią skórką na samą myśl. Ja robię tak, że całe ciało zimną wodą od stóp do głów, później ciepłą i powtórka. Na pierwszy raz możesz wykonać to jeden raz, bez powtarzania. Ja tak zaczynałam, dopiero później się rozkręciłam.
      Absolutnie pytanie nie brzmi komicznie! Sama kiedyś nie wiedziałam jak to robić i polewałam głowę 😮 Więc, wiesz… hehe

      • jestem pewna, że po polaniu głowy zimną wodą bym umarła 😉
        więc szacun.

  • W końcu usiadłam spokojnie i przeczytałam cały Twój wpis, który jest niezwykłą skarbnicą wiedzy. Dla mnie to również takie przypominajki, bo o hartowaniu zimną wodą, wychodzeniem na zewnątrz niezależnie od temperatury mówiła mi już moja mama. Też dzięki niej i jej zamiłowaniu do ziół, rzadko kiedy choruję, jako małe dziecko byłam strasznym alergikiem, wszystko wyleczyła u mnie ziołami właśnie. Nigdy nie stosowałam żadnych gripexów itd. Mam o wiele większe zaufanie do naturalnych metod leczenie i profilaktyki. Tak, z tym przegrzewaniem to też prawda, okrutnie się męczę jak zimą przychodzę do kogoś, a tam ludzie chodzą w krótkich rękawkach, moim zdaniem nie jest to zdrowe:) Czekam na drugą część.

    • Bardzo dziękuję Emily! Wspaniale, że masz taką świadomą mamę. Ja niestety spotykam się z mamami w różnym wieku, które szprycują swoje dzieci lekami, antybiotykami, czym się tylko da i wciąż te dzieci chorują. Cudownie, że mama dała Ci taki start i nauczyła Cię takiej profilatyki! Aż bym ją uściskała za to:D

  • Jak zwykle profesjonalnie podeszłaś do tematu! Większość z tych wskazówek stosuję w swoim życiu. Dieta jest niezwykle ważna i często się o tym zapomina. Imbir, czosnek, chilli, miód, cytryna, mnóstwo owoców, warzyw, kasz gości w mojej kuchni. Od kiedy zmieniłam nawyki żywieniowe nie mam problemów z metabolizmem ani przeziębieniami czy innymi choróbskami.
    Arek od dziecka był ogromnym chorowtkiem. Od kiedy zaczął biegać jego odporność się tak podniosła, że teraz bardzo rzadko choruje. Mam wrażenie, że mimo iż ciągne narzekam na pogodę w UK to ten klimat nam służy. Rześkie powietrze i codzienne rowerowe przejażdżki na pewno mają wpływ na nasze samopoczucie.

    Jedynie czego nie stosuję to suplementy. Jakoś nie odczuwam potrzeby dodawania ich do naszej diety. A może to błąd?

    No i podziwiam ze te stópki na śniegu! Ja lubię wyzwania więc chętnie bym spróbowała, ale śniegu brak 😀

    • Super, że tak o siebie dbacie Kochani! Dajecie dobry przykład <3
      Ja również mam wrażenie, że bieganie pomaga w nabywaniu odporności, szczególnie, że biega się w różnych warunkach pogodowych. A za jazdą na rowerze tęsknię, oj tak. Mam nadzieję, że będę mogła wozić rowerem Matyldę do przedszkola, bo idzie niebawem 😮 Niech tylko nie będzie tak ślisko i odkurzam mojego niebieskiego słodziaka 😛

      Wiesz, suplementów nie ma co brać na zapas. Skoro nie jesteś weganką B12 odpada. Ale już o witaminę D3 bym zadbała. W sensie zrobiła sobie badania, sprawdziła jej poziom. Żyjesz w takim kraju, że tego słońca też nie ma tak wiele, więc niedobór może być, ale bez sprawdzenia to sobie można gdybać. Ja sobie raz na pół roku albo i dłużej robię badania w PL i wiem, czy wszystko jest ok.

  • Szacun, kochana, bardzo konkretny i merytoryczny wpis, mega dawka wiedzy!
    Właśnie wracam do życia po porodzie, a w czasie ciąży odpuściłam sobie wiele zdrowych nawyków, więc bardzo przyda mi się taka przypominajka 🙂 Czekam na kolejną część!

    Z „naszych” sposobów polecam spanie przy otwartym oknie lub chociaż w bardzo wychłodzonej sypialni, kąpiel dzieci w chłodnej wodzie (u nas zajmuje się tym Mąż, który ma świetną tolerancję niskich temperatur), a w razie infekcji płukanie gardła mieszanką ziół Septosan – działa cuda!

    Aha, no i mega zazdroszczę Ci tych spacerów po śniegu, to musi być czysty odlot :)))

    • Dziękuję Reniu 🙂 No właśnie miałam do Ciebie pisać! Jak ten czas leci. Ale niebawem się widzimy mam nadzieję, to wszystko mi opowiesz 😀 Kolejna część już w tym tygodniu, jak nic niespodziewanego mi nie wyskoczy.

      A śpicie przy otwartym oknie cały rok? Też się nad tym zastanawiałam. U nas jest raczej chłodno w domu, ale przyznam się, że przy otwartym oknie śpie jedynie latem i wiosną.
      Nie znam tej mieszanki Septosan, zaciekawiłaś mnie, muszę koniecznie sprawdzić 🙂
      Matylda idzie za 2 tygodnie do przedszkola, wiec mam nadzieję, że moje sposoby na wzmocnienie odporności będą działać 😉

  • Cotakpachnie?

    Piszesz o pisaniu boso (stosuje to u swoich dzieciaków) ale zawsze jak moja mama albo babcia przyjda w odwiedziny zaraz biegna zakładać im kapcie, bo przecież zaraz będa chore albo „załatwia sobie stawy” 🙂

  • Jamie

    Muszę coś ze sobą zrobić, bo co 4 tygodnie mnie łapie infekcja pęcherza, a wiadomo jak to boli. Lekarze rozkładają ręce, najchętniej by mi ciągle przepisywali antybiotyki, a ja już nie chcę o nich słyszeć, przecież tak nie da się żyć… co sądzisz o suplementach diety? Na zdrowysklep.eu znalazłam parę preparatów, które podobno zwiększają odporność i się zastanawiam, czy warto po nie sięgać.

  • Gdybym nie widziala Cie na zywo, to bym nie uwierzyla, ze tak kwitniesz, tryskasz zdrowiem i energia 😉 A jesli chodzi o odpornosc, to rzeczywiscie, czlowiek niedospany, przemeczony i zestresowany choruje wiecej i czesciej. Na weganizm nie mam odwagi, ale sprobuje siegnac po orzech brazylijski zamiast kolejnego michalka….

    • Myślałaś, że to wszystko ściema? 😀
      Orzechy brazylijskie są pyszne, więc nie powinnaś mieć problemu, a może przekonasz się do smoothie/zielonych koktajli? To porządna dawka zdrowia 🙂