Wyjdź poza swoją strefę komfortu

Dawno temu, mój mąż rzucił hasłem „wyjdź poza swoją strefę komfortu”. Pomyślałam sobie… nie, stop, nic sobie nie pomyślałam. O czym on w ogóle mówi. Nie było tematu. Później zaczęłam zauważać, że to hasło jest coraz bardziej popularne. Pojawiało się w wypowiedziach znajomych, wywiadach. Oswoiłam się z nim, ale nadal nie wgłębiałam się w szczegóły. W ostatnim czasie zaczęłam dyskutować o tym z mężem. Wróciliśmy do tematu, który tak chciał kiedyś ze mną poruszyć, ale najwyraźniej nie byłam wtedy na to gotowa. Dodam jeszcze, że mój mąż śmieje się, że on mi mówi o jakiejś rzeczy, a ja pół roku później zaczynam to robić/lubić/słuchać (tak było np. ze słuchaniem podcastów). Oczywiście uprzednio czytając o danej rzeczy w książce, na blogu, w magazynie. No tak już ze mną jest, muszę przyswoić daną rzecz po swojemu.

Wracając do strefy komfortu. Miałam z tym zawsze ogromny problem. Brak pewności siebie, „nie wychylanie się” i zbytnie przejmowanie się opinią innych. Tak, to cała ja. W związku z tym nie angażowałam się w wiele rzeczy, o których po cichu marzyłam. Bałam się, że nie wyjdzie albo ktoś mnie skrytykuje i to dopiero będzie obciach. O przykładach w życiu codziennym mogłabym napisać książkę. Zaczynając od rozmowy po angielsku z ekspedientem w sklepie spożywczym, po jazdę samochodem w nowym kraju, czy zapisaniu się na bieg uliczny (bo przecież wszyscy już biegają latami). W pewnym momencie już miałam dość, że tak wszystkiego się boję. Kolejny raz Arek prowadzi samochód, bo przecież się spieszymy, a ja na pewno pojadę wolniej. Albo tego zdjęcia nie wrzucę na bloga, bo jeszcze się nie spodoba. Nie mówię o ilości biegów, które mi przepadły, bo przecież tylko się zastanawiałam. Kalendarz zawodów znałam na pamięć i co z tego. W pewnym momencie, już tak mnie to zaczęło denerwować, że postanowiłam coś z tym zrobić. Małymi kroczkami rozpoczęłam wprowadzanie zmian w życie. Założyłam sobie, że codziennie, będę robić coś, co będzie powodowało, że trochę podnosi mi się puls. Coś, co wykracza poza moją bezpieczną strefę. Przykład? Chociażby z samochodem. W tym trochę pomógł mi Arek. Kazał mi jechać samej autem, gdzieś gdzie musiałam być w ciągu 15 minut. Po prostu powiedział, że mnie nie zawiezie. Autobus nie wchodził w grę. Denerwowałam się strasznie, ale po fakcie, jak zobaczyłam, że mój strach był wyimaginowany to poczułam więlką radość. Metodą małych kroczków działałam dalej. Zamówienie kawy po szwedzku, załatwianie spraw w szwedzkim urzędzie (ZAWSZE robił to Arek), praktycznie codziennie starałam się zrobić coś, co wykroczy poza moją komfortową bezpieczną strefę.

Comfort Zone Crusher

ComfortZoneCrusher-Logo2

Kilka tygodni później trafiłam w internecie na projekt Comfort Zone Crusher. Nie szukałam o tym informacji. Po prostu przeglądając jakąś stronę, rzuciło mi się to w oczy. Wiedziałam, że nie może być to przypadek. W skrócie projekt polega na tym, że w ciągu 7 dni jest do wykonania kilka zadań, które mają na celu wyjście ze swojej bezpiecznej strefy. To wyzwanie dla osób które:

  • Chcą przestać przejmować się tym, co inni o nich mówią
  • Chcą stać się pewniejsze siebie
  • Nie chcą tracić ciekawych doświadczeń w swoim życiu przez strach
  • Nie chcą czuć się niepewnie i nerwowo w sytuacjach socjalnych
  • Chcą mieć większą łatwość w rozmawianiu z ludźmi i pokonać swoją nieśmiałość
  • Chcą zrobić coś szalonego i przełamać szarą codzienność

Coś podświadomie mówiło mi, działaj! Postanowiłam spróbować, mimo wielu obaw.

Wyzwanie „Lie Down”

Połóż się na 30 sekund w zatłoczonym miejscu i zrób zdjęcie swoim stopom.

Wskazówki: Po tym jak się położysz, uspokój oddech. To pomoże Ci się zrelaksować. Jeżeli jest brudno na zewnątrz idź do centrum handlowego. Załóż ręcę za głowę, żeby ludzie widzieli, że się relaksujesz, a nie potrzebujesz pomocy.

Po co: Naucz się przestać przejmować tym co ludzie o Tobie myślą. Tak, niektórzy będą na Ciebie patrzeć, ale nie tak bardzo, jak się tego spodziewasz.

Moje wrażenia: Masakrycznie się wstydziłam! Chyba przez to, że było to pierwsze zadanie. Na wykonanie wybrałam centrum handlowe w godzinach południowych. Przed położeniem się na podłodze, serce biło mi jak przed obroną pracy magisterskiej. Ale idąc w upatrzone miejsce już się cieszyłam, na to co zamierzałam zrobić. 30 sekund zleciało bardzo szybko. Przez cały czas nagrywałam filmik, a po upływie czasu zrobiłam kilka zdjęć. Także leżałam na podłodze koło 40 sekund. Kilka osób zwróciło na mnie uwagę, jedna nawet wyszła ze sklepu i stała ze zdziwioną miną. Jednak nie wywołałam większego poruszenia wśród przechodniów. Po wykonaniu zadania czułam niesamowitą radość, że się odważyłam. Wesołym krokiem poszłam później na zakupy! No dobra, nie przypadkowo wybrałam tą galerię handlową. Znajduje się w niej mój ulubiony sklep z wyposażeniem wnętrz w stylu skandynawskim.

CZC1

 

Wyzwanie „Compliment”

Podejdź do dwóch losowo wybranych nieznajomych i spraw im komplement. 

Wskazówki: Miej pewność, że zadasz takie pytanie, które nie spowoduje niezręcznej sytuacji. Np. Hej! świetna kurtka. Gdzie ją kupiłeś? To daje możliwość drugiej osobie odpowiedzieć. Dużo ludzi czuje się niekomfortowo jak otrzymuje komplementy.

Po co: Bycie pozytywną osobą, która sprawia, że inni czują się lepiej, jest ważne przy stawaniu się bardziej socjalną osobą. Każdy lubi jak jego ego jest łechtane. Dlatego też nauka, jak to zrobić bez spowodowania niezręcznej ciszy, wcale nie jest taka łatwa.

Moje wrażenia: To zadanie sprawiło mi największą trudność. Chodziłam i szukałam długo odpowiednich osób. Jakoś nie mogłam się przemóc. Chciałam, żeby ten komplement wyszedł naturalnie, więc myślałam z kim by tu zagadać, żeby nie wyszło sztucznie. Na pierwszy ogień poszła młoda dziewczyna pracująca w sklepie. Już wchodząc do tego miejsca rzuciła mi się w oczy. Po kilku chwilach zastanowienia postanowiłam działać. Powiedziałam, że ma piękne rzęsy. Zapytałam jaką metodą są wykonane, doceniłam, że codziennie sama  je zakłada. Ja również kiedyś próbowałam, więc wiem, że to nie jest wcale takie łatwe. Rozmowa, wcale nie taka krótka, zakończyła się zdjęciem, zrobionym pod pretekstem pokazania koleżance wspaniałego efektu. Byłam z siebie bardzo dumna. Drugie podejście było w metrze. Wypatrzyłam młodą dziewczynę z zawiązaną apaszką na włosach, tak jak lubię. Poczekałam aż wjedzie po schodach ruchomych i powiedziałam komplement. Okazało się, że nie była sama. Towarzyszyła jej mama. Więc jak zapytałam, czy mogę zrobić jej zdjęcie, Pani wzięła córkę za rękę i powiedziała stanowcze NIE! Trochę głupio się poczułam, no, ale w sumie nie każdy może mieć ochotę, aby obcy człowiek robił mu zdjęcia.

Wyzwanie 3 „Selfie”

Zrób selfie z przypadkowym nieznajomym

Wskazówki: Jeżeli się wstydzisz, powiedz, że jesteś turystą, aby być bardziej przekonującym.

Po co: Będziesz zaskoczony ile osób powie tak i jeszcze będzie im się to podobało. Wszyscy kochają selfie (no może większość).

Moje wrażenia: Zdjęcie poniżej (#nomakeupselfie!) zrobiłam podczas sesji zdjęciowej z moją siostrą. Zauważyłam w parku Pana, turystę, który robił zdjęcia kolegom. Podeszłam i zapytałam, czy mógłby zrobić ze mną selfie. Pan był lekko nieśmiały, zakłopotany całą sytuacją, ale zgodził się. Poprosiłam o uśmiech dla rozładowania napiętej sytuacji, zrobiłam zdjęcie, a następnie uścisnęłam dłoń i podziękowałam, życząc miłego dnia. To zadanie poszło gładko i było przyjemne. Pierwsza osoba, którą wybrałam, zgodziła się, więc zadanie nie sprawiło mi kłopotu.

selfie

 

Wyzwanie „Hands To The Sky”

Podnieś wyprostowane ręce w górę, najwyżej jak potrafisz i przejdź tak 15 sekund w publicznym miejscu

Wskazówki: Jeśli chcesz aby było Ci łatwiej, nie patrz na ludzi. Jeżeli chcesz, aby było ciężej, skacz w górę i w dół wydając różne dziwne dźwięki np. jak ptak i patrz prosto w oczy mijającym Cię ludziom.

Po co:  Naucz się znosić dziwne spojrzenia innych osób. Teraz możesz skonfrontować się z własnym wstydem. Po tym jak wykonasz to zadanie, poczujesz ogromny przypływ pewności siebie, który może trwać kilka godzin albo i resztę dnia. Ciesz się tym uczuciem.

Moje wrażenia: Nie było to dla mnie ciężkie zadanie. Większą trudność sprawiło mi komplementowanie. Znów wybrałam się do centrum handlowego po południu. Specjalnie Arek stanął koło zatłoczonej kawiarni, gdzie siedziało sporo ludzi, abym miała audiencję. Podczas 15 sekundowego spaceru z rękami w górę spotkałam się wzrokiem tylko z jedną przechodzącą osobą. Nie była zdziwiona, nie śmiała się, po prostu spojrzała. Myślałam, szczerze mówiąc, że będzie większe poruszenie. Ludzie z kawiarni na pewno zerkali na mnie, bo widziałam ich wzrok jak już skończyłam zadanie i podeszłam do Arka.

Czego mnie nauczyło to wyzwanie

Przede wszystkim nauczyłam się nie bać robić rzeczy, które daleko wychodzą poza moją bezpieczną strefę. Stałam się na pewno bardziej odważna i pewna siebie, po wykonaniu tych zadań. Szczególnie po pierwszym. Mówię o tym już z perspektywy czasu, bo wyzwanie zrobiłam kilka tygodni temu. Zadania mogą wydać się Wam banalnie proste, jednak dla mnie stanowiły duże wyzwanie. Jeżeli spróbujecie i będziecie czuć niedosyt, można dalej eksperymentować z przełamywaniem własnych barier i zapisać się na stronie Comfort Zone Crusher na kontynuację, ale już płatną. Widziałam, że jednym z zadań jest robienie pompek albo wydawanie dziwnych dźwięków w środkach komunikacji miejskiej. Ja jednak poprzestaje na bezpłatnej wersji, gdyż w moim przypadku to wystarczyło do przełamania moich wewnętrznych lęków. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się wykonać zadania. To mnie niesamowicie otworzyło na nowe doświadczenia w życiu. Jak zawsze, w moim przypadku metoda małych kroczków była najlepszym rozwiązaniem. Najpierw własne próby z wychodzeniem ze strefy komfortu, później te zadania, a teraz zaczynam z większymi planami i spełnianiem marzeń. Czyż nie warto było spróbować?

A co Wy sądzicie o takim wyzwaniu? Może wychodzicie ze swojej strefy komfortu na co dzień i nie potrzebujecie takich zadań? A może chcielibyście spróbować? Jestem ciekawa Waszych opinii i doświadczeń!

Veganama Opublikowane przez:
  • Szacunek! Chyba bym się nie odważyła położyć na podłodze w miejscu publicznym lub zrobić sobie selfie z obcą osobą.

    • Uwierz mi, że ja również miałam opory przed wykonaniem tych zadań, szczególnie w obcym kraju. Jednak nie żałuję. To ciekawe doświadczenie i dobra zabawa. Po pierwszym zadaniu przez pół godziny, uśmiech nie schodził mi z twarzy.

  • Wow Marta! No to teraz mnie zaskoczyłaś. BRAWO! Gratuluję odwagi. Ja staram się często robić rzeczy poza moją strefą komfortu, ale na takie rzeczy bym nawet nie wpadła. Nie wiem czy bym dała radę je zrobić. Szczególnie to leżenie w miejscu publicznym i selfie z nieznajomym. Ale generalnie super pomysł i bardzo fajnie, że wykonałaś wszystkie zadania.
    P.S Co do jazdy autem w innym kraju to dla mnie to jest mega stres. Wszystko jest tu na odwrót! Pewnie jakbym jeździła na codzień to bym się przyzwyczaiła, ale póki co tylko wypożyczam raz na jakiś czas.

    • Dzięki!

      No ja z autem długo czekałam. Najpierw były wymówki, że w ciąży to jestem taka rozkojarzona. Później, że nie ogarniam rond(!), których jest tu mnóstwo, że się spieszymy itd. Teraz jeżdżę autem prawie codziennie i żałuję, że tak późno to zaczęłam. Szwedzi jeżdżą bardzo bezpiecznie, powoli, także jak na powrót do jazdy samochodem idealnie.

      Dla mnie teraz dużą pracą jest rozmawianie po szwedzku. Tutaj wszędzie możesz porozumiewać się po angielsku, więc ta nauka języka jest utrudniona. A wiadomo, że jak chcesz być zrozumiana i szybko załatwić sprawę to wskakujesz od razu na angielski.

      • W Anglii też jest dużo rond i na tych większych czasami są dziwne znaki namalowane, których jeszcze nie rozpracowałam haha. Ale kierowcy też jeżdżą wolno, spokojnie. Nikomu się nie śpieszy i nikt nie wyprzedza no chyba, że na autostradzie 😉
        W sumie to fajnie, że ze wszystkimi po angielsku można się dogadać. Bo jakby nie to to dopiero byłoby trudno! 😉

        • Z jednej strony fajnie, a z drugiej jest mniejsza motywacja do nauki języka szwedzkiego. Niby pracę możesz znaleźć jedynie z angielskim, ale do życia codziennego tak czy inaczej lepiej jest go znać. W końcu żyje w ich kraju, to i język znać powinnam. Czasem czuje się niezręcznie przechodząc na angielski.

  • No, powiem szczerze, że szacun! 😀 ja generalnie nie lubię zwracać na siebie uwagi, choć tak jak piszesz – mniej ludzi w ogóle obchodzi to co robimy, niż nam samym się wydaje 😉 generalnie nie miałabym raczej kłopotu z zagadaniem do ludzi, bo na to jestem dość otwarta, ale już z tymi innymi zadaniami to nie wiem.. 🙂 gratuluję odwagi i fajnie że takiego typu projekt, z rzeczami „od czapy”, przekłada się również na inne sfery życia. Tak trzymać! Arek musi być dumny z żony 😉

    • Dziękuję!
      Było warto trochę się powygłupiać. Efekty wyzywania są zauważalne błyskawicznie. Mam nadzieję, że mąż jest dumny z żony. Może w końcu odważy się coś skomentować na blogu. Ostatnio jakoś ucichł 😛

      • no właśnie, Arkadiusz wróć!

  • wow, bardzo ciekawe zadania, nigdy bym nie pomyślała, że można takie wyzwania przed sobą stawiać! gratuluję wykponania wszystkich!
    ja też mam jeszcze czasem opory przed wychodzeniem ze strefy komfortu, chociaż życie w obcym kraju i częste przeprowadzki zmuszają mnie do opuszczania jej bardzo regularnie! zresztą wiesz jak jest 🙂 ja MUSZĘ załatwiać wszystko sama, bo mój mąż jest w pracy od rana do nocy, udało mi się w miare opanować poruszanie się autem po moim nowym mieście (mieszkamy w utrechcie od sierpnia), a największym sukcesem jest to, że przestałam się przejmować błędami językowymi. po prostu zagaduję już do wszystkich po holendersku i w razie problemów śmiało prosze o powtórzenie, choć zdaję sobie sprawę, że mój język często wywołuje uśmiechy na twarzach rozmówców 😀

    • To prawda. Przeprowadzka za granicę z rodziną to ogromne wyzwanie dla człowieka i jego charakteru. Jeżeli sama wszystko załatwiasz, to duży szacun. Ja te pierwsze miesiące w Szwecji chowałam się za Arkiem jak coś załatwialiśmy, najlepiej, żeby nikt mnie nie widział. Teraz jest o wiele wiele lepiej. Samo prowadzenie ciąży i poród to było jedno wielkie comfort zone crusher. Na pewno przyczyniło się to do mojej pewności siebie.

      A to krótko jesteście. I już zagadujesz po holendersku, wow! Wcześniej mieszkaliście w Polsce? Czy też gdzieś za granicą?

      • mieszkamy w Holandii już dwa i pół roku, ale pierwsze ponad dwa w innym mieście! wcześniej mieszkaliśmy też kilka lat we Włoszech (mój mąż jest Włochem), więc jestem zaprawiona w zagranicznych bojach, chociaż nie ukrywam, że z włoskim lepiej sobie radziłam, może dlatego, że młodsza byłam? miałam mniej na głowie? tubylcy byli bardziej otwarci i więcej z nimi przebywałam? a może po prostu holenderski jest bardzo trudny? oby to ostatnie, bo zawsze sie chwaliłam, jaka to ze mnie zdolna lingwistka 😀

        • Woow! Super, to dzieci od małego podróżują, poznają świat i różne kultury. Rewelacja! Ja wcześniej nie mieszkałam za granicą, mój mąż w Stanach, więc on ma większą łatwość w nauce języków i przystosowywania się do nowych warunków.

          Zawsze ciekawiła mnie Holandia. Nawet kiedyś byłam zainteresowana pracą w tym kraju 🙂

  • Cieszę się, że napisałaś ten wpis. Jest to kolejny bardzo osobisty wpis, który dał mi do myślenia i sprawił, że stanęłam na chwilę i się zastanowiłam. Ja mam duży problem z przełamywaniem swoich barier. Podobnie jak Tobie, pomaga mi Arek i w ciągu kilku lat zauważyłam ogromny postęp. Jednak wciąż łapię się na tym, że zbyt dużą uwagę przykładam do tego co myślą o mnie inni. Takie nastawienie (podobnie jak Ciebie) sprawia, że często rezygnuję ze zrobienia jakiś rzeczy.
    Jak tylko wrócę poczytam więcej na temat tego wyzwania. Może pomogłoby mi również przełamać się i wykonać mały krok do przodu.

    • Myślę, że warto spróbować, aby przełamać własne wewnętrzne lęki. Czasem na prawdę za bardzo się przejmujemy tym co myślą o nas inni. A nawet jak pomyślą, to zaraz zapomną. Mnie to wyzwanie na prawdę odblokowało na wielu płaszczyznach. Wyzwanie nic nie kosztuje, nie wymaga jakiś wielkich przygotowań (poza mentalnymi) i nie zabiera dużo czasu. Daj znać jak spróbujesz 🙂

  • Jak dla mnie najcięższe byłoby ostatnie zadanie. Nie mam blokady przed zagadaniem do nieznajomej osoby. W sumie ciężko mi powiedzieć czy jestem osobą, która potrzebowałaby przejścia takiego „Crushera”. Chyba zapytam o to kogoś bliskiego, bo może tylko ja nie wiedzę problemu 😀

    • No tak, nie każdy potrzebuje takich wyzwań. Gratuluję w takim razie przebojowości i pewności siebie 🙂 To na pewno wiele ułatwia w życiu!

    • No tak, nie każdy potrzebuje takich wyzwań. Gratuluję w takim razie przebojowości i pewności siebie To na pewno wiele ułatwia w życiu!

  • wow, jestem pod wrażeniem! może znajdę w sobie tyle odwagi by to zrobić kiedyś, to zadanie idealnie skierowane do mojej osoby, skromnej, niezbyt pewnej siebie, cichej i spokojnej. podziwiam i na pewno nie zapomnę o tym wpisie 🙂 ściskam ciepło! :*

    • Daria polecam! Jeżeli zmagasz się z nieśmiałością i jesteś niezbyt pewna siebie to wyzwanie jest dla Ciebie. Uwierz mi, że już po wykonaniu pierwszego zadania poczujesz niesamowicie dużo pozytywnych emocji i będziesz chciała robić kolejne 🙂

    • Daria polecam! Jeżeli zmagasz się z nieśmiałością i jesteś niezbyt pewna siebie to wyzwanie jest idealne dla Ciebie. Uwierz mi, że już po wykonaniu pierwszego zadania poczujesz niesamowicie dużo pozytywnych emocji i będziesz chciała robić kolejne

  • Ja już od dawna jestem oswojona z tym obszarem, który istnieje poza strefą komfortu… Jej, wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy się czasem wygłupiamy, a mimo to stworzyliśmy system oceniania innych i tak bardzo staramy się do niego dopasować, żeby nie zostać wyśmianym.

    Takim przełomowym momentem w moim życiu chyba były moje 26 urodziny, które spędzałam w parku narodowym w… Brazylii. Pojechałam wtedy na wycieczkę jeepem z grupą nieznanych mi osób. Zatrzymaliśmy się przy wodospadzie i wszyscy poszli pływać. Jednak woda w rzece, do której spadał wodospad była czarna – ponieważ było tam tak głęboko. A ja boję się głębokiej wody, nie wiem dlaczego, umiem pływać, ale przeraża mnie otchłań pode mną. Wszyscy krzyczeli, chodź Wiola, a mi głupio było się przyznać, że się boję. Musiałam się przełamać i do dziś pamiętam to uczucie, które towarzyszyło mi momencie, w którym odbiłam się od kamieni. To było takie przełamanie.

    • Dokładnie. Fajnie, że masz już za sobą taki moment przełomowy i wyszedł on naturalnie.
      Żadne zadania nie były potrzebne. Świetna historia tak poza tym 😀

      Ja mimo pewnych doświadczeń w których musiałam sobie poradzić z własną nieśmiałością i niepewnością (np. przeprowadzka do innego kraju), ciągle czułam, że to jeszcze za mało. To wyzwanie na pewno pomogło.

  • Cudowny wpis! Zaczęłam się zastanawiać, czy byłabym gotowa wykonać te wszystkie zadania. Hasło o wychodzeniu poza granicę komfortu odbija mi się w głowie już dłuższy czas i muszę przyznać, że ostatnio wreszcie ją przekroczyłam w pewnej dziedzinie. Niedługo kończę studia, a studiuję w trybie dziennym, plan mam bardzo niewygodny, bez dnia wolnego i mnóstwo okienek, dużo zajęć które zapychają cenny czas i nie wnoszą niczego nowego. Czułam, że przestaję lubić to co robię, że brakuje weny, że tracę pewność siebie i poczucie własnej wartości. Poczułam, że potrzebuję czegoś nowego, co na nowo wykrzesa ze mnie chęć do wykonywania zawodu i w zaledwie 4 dni znalazłam pracę w biurze architektonicznym. Przez chwilę się obawiałam, że nie dam rady tego pogodzić, że będę biegać od rana do wieczora między uczelnią i pracą, że zaraz magisterka i kiedy ja to wszystko ogarnę. Było to dla mnie wyjście poza granicę komfortu, dodatkowy obowiązek, konieczność lepszej organizacji czasu, mniej snu, więcej pracy, częste przemieszczanie się z punktu do punktu w jesiennym deszczu. Ale teraz czuję jakbym odbiła się od trampoliny. Trafiłam do świetnego biura i znów czuję, że mogę robić wspaniałe rzeczy. (W dzień rozmowy kwalifikacyjnej, zanim wyszłam z domu, przeczytałam w internecie zdanie: „nie można czekać na idealny moment, trzeba wybrać moment i uczynić go idealnym” i od tego czasu, bardzo często powtarzam sobie te słowa 🙂

    • Wow! Niesamowita historia. Brawo za odwagę! Już wcześniej mi imponowałaś swoją twórczością i osobowością, ale teraz to już poleciałaś po całości 🙂

      Właśnie o to chodzi, trzeba ryzykować, podejmować wyzwania. Nigdy nie wiadomo do czego nas doprowadzą. Najgorsza jest taka próżnia, brak decyzyjności. Mnie to osobiście męczyło strasznie. Na szczęście udało się to zwalczyć, może jeszcze nie w 100%, ale jest o niebo lepiej.

  • Fantastyczne wyzwania! Wielokrotnie wychodziłam poza własną strefę komfortu, walcząc ze swoją wygodnicką naturę. Chyba jeszcze dziś spróbuję skomplementować całkowicie obce mi osoby 🙂

    • Koniecznie daj znać jak poszło. Jak mówiłam komplementy obydwu dziewczynom widać było, że sprawiłam im ogromną przyjemność. Ten delikatny uśmiech i spuszczony wzrok mówił wszystko. Na pewno znacznie poprawiłam im humor, a moje miłe słowa skierowane do nich, były jak najbardziej szczere. Postanowiłam sobie, że nie poprzestanę na tych dwóch razach i będę komplementować obce mi osoby od czasu do czas (jak coś /ktoś wyjątkowo przyciągnie mój wzrok).

      • Na początku było dość niezręcznie, ale wciągnęło mnie to na tyle, że zaczepiłam dzisiaj około 10 osób 🙂

        • To musiało być wspaniałe uczucie. I ile osób dzięki Tobie miało lepszy dzień. Cudownie!

  • Ale super, ja wezmę w tym udział dla samej frajdy! 😀 lubię robić takie dziwne rzeczy, które wymagają przełamania się – kiedyś ubrałam się w mój kombinezon jednorożca, siostra ubrała tygryska, a Zuza, moja pasierbica, kota i poszłyśmy tak przebrane tańczyć w środkach komunikacji miejskiej, ja puszczałam muzykę z telefonu i wyczyniałyśmy jakieś na maksa dziwne tańce, to dopiero było fajne obserwować reakcje ludzi 😀 jedni się śmiali, podchodzili i przybijali nam piątki, inni robili zdjęcia, jeszcze inni po prostu odwracali z zażenowaniem głowy (sztywniaki!)

    • No właśnie, o sam „fun”, też chodzi w tym zadaniu.

      Jesteście szalone 🙂 Pozytywne na maksa! Dla pasierbicy to wspaniała sprawa. Pewność siebie i przebojowość gwarantowana od samego początku. Czy świat nie był by lepszy jak więcej osób podchodziło by do życia z większym luzem i uśmiechem na twarzy. Może jak też kiedyś trafię na kogoś kto będzie wykonywał zadanie i sypnie komplementem. Nie obrażę się 🙂

  • Katarzyna Ceglarz

    Nigdy nie odważyłabym się zrobić żadnej z tych rzeczy (no, może poza komplementowaniem ludzi). Po przeczytaniu wstępu nawet chciałam spróbować, ale jak doszłam do opisu pierwszego zadania poczułam wewnątrz wielki sprzeciw- ja bym się nie odważyła. Nie wiem czego się spodziewałam po wychodzeniu ze strefy komfortu 🙂

    • Rozumiem Cię doskonale. Uwierz mi, że również miałam duże opory, aby wykonać te zadania. Ale właśnie o to chodzi, aby się przełamać. Później jest już łatwiej. Najtrudniej jest z pierwszym, jednak to wciąga i chcesz robić kolejne zadania. Może skoro to leżenie w miejscu publicznym jest za ciężkie, spróbuj od komplementowania?

  • Gratuluję odwagi do wykonania tych zadań! 😀 Na samą myśl mnie ciary przeszły, chyba nie jestem jeszcze gotowa na coś takiego 😀

    • Hehe, no to wymaga przełamania się, ale warto spróbować 🙂 Chociażby z komplementem polecam! Na pewno bardzo umilisz komuś dzień. Korzyść obustronna 🙂

  • Niesamowita historia! Przeczytałam z wielkim bananem na ustach 🙂 Niby nic, a jednak podjęte przez Ciebie wyzwanie było trudne, bo wymagało nie tylko chęci, ale też czasu. Na pewno wiele Cię nauczyło. Próbowałam wyobrazić sobie siebie w tych sytuacjach i chyba nie dałabym rady. Może gdybym tak jak Ty żyła w innym kraju byłoby łatwiej 🙂

    Co do mojej strefy komfortu, chyba nigdy nie miałam problemu z wyjściem poza, zawsze starałam się robić rzeczy, które były dla mnie wyzwaniem. Im trudniejsze, tym chętniej się ich podejmowałam. Oczywiście, jak każdy, mam wewnętrzne lęki, ale staram się z nimi walczyć i w większości przypadków to się udaje.
    Ale Twoja historia jest super pozytywna i wiele mówi o Tobie – jesteś mega dziewczyną, którą można tylko lubić!
    PS. Czekam na obiecany projekt fotograficzny! Mam nadzieję, że sprawi Ci ogromną przyjemność 🙂

    • To prawda Gosiu, wiele mnie nauczyło to wyzwanie.

      Powiem Ci, że w moim planowanym projekcie fotograficznym też się przyda większa pewność siebie i śmiałość. W końcu robienie zdjęć ludziom jest sporym wyzwaniem. Aby uchwycić odpowiedni moment, zawrzeć na tym jednym zdjęciu czyjąś osobowość i styl. Już czuję ogromną ekscytację! Będę o tym myśleć cały mój pobyt w Warszawie coś tak czuję.

      Comfort Zone Crusher polecam każdemu, nawet osobom bardziej przebojowym. Dzięki takim zadaniom nie dość, że możesz wywołać uśmiech na twarzy zupełnie obcych osób (leżąc na ziemi ,bądź idąc z podniesionymi rękami) to jeszcze prawiąc komplement, poprawiasz nastrój drugiej osobie na cały dzień. Ja osobiście bardzo bym się ucieszyła jak ktoś obcy podszedłby do mnie i powiedział coś miłego.

      I bardzo mi miło Gosiu 🙂 Ściskam!

  • Niesamowita sprawa! Z jednej strony nie czuję się poblokowana, nie przejmuję się „co ludzie pomyślą”, więc moja strefa komfortu jest dość rozległa 😉 Ale z drugiej strony trudno byłoby mi wykonać kilka zadań z wyzwania.

    • Spróbuj chociaż jedno, dla samej satysfakcji z wykonanego zadania 😉
      Ja miałam największą przyjemność po wykonaniu pierwszego, chociaż każdego następnego byłam ciekawa i czekałam z niecierpliwością na maila z nowym wyzwaniem 🙂

  • o kurcze, nigdy nigdy o tym nie slyszalam a ja tez mam duzy problem z wychodzeniem poza swoja strefe komfrotu! to wyzwanie jak o nim czytam to wydaje mi sie piekielnie!!!! trudne. powiedz mi, czy robilas te zadania jak bylas totalnie sama, czy byl ktos z Toba? moze i ja sie odwaze cos takiego zrobic :))

    • Tylko przy filmiku był ze mną Arek, bo ktoś musiał kręcić 🙂
      Poza tym sama. Te zadania są niby łatwe, ale jak przychodzi co do czego, w środku zaczynają pojawiać się wątpliwości, czy się za to zabierać 😛

      Spróbuj choć jednego, na prawdę warto! Człowiek pęka z dumy jak się uda 🙂

  • W sumie fajnie, że masz męża który jednak akceptuje u Ciebie to ze jesteś niepewna w pewnych sytuacjach. Nie każdy taki jest. Ja zawsze muszę sama motywować się do wszystkiego. Tak było z jazda po lewej stronie, studiami za granica, obyciu się z życiem za granica, praca… czymkolwiek. Jedyne co wiem ze warto! „Puka strach do drzwi, otwiera odwaga, wygląda kto to, a tam nikogo nie ma” 😉 – podsyłam profesora Walkiewicza – https://www.youtube.com/watch?v=ktjMz7c3ke4 Pięknego dnia! <3 Pozdrawiam, Daria xxx

    • Świetne! Nie znałam, wielkie dzięki za linka 🙂 No powiem Ci, że zawdzięczam wiele mojemu mężowi. Myślę, że dzięki niemu przeszłam swego rodzaju wewnętrzną przemianę, która ciągle trwa. Nie wiem czy sama bym do tego doszła, więc tym bardziej podziwiam, że sama się motywujesz i pracujesz nad sobą! Wielki Szacun <3