Weganka pyta: ”Ona weganka, on nie, jak żyć?!”

Kiedy postanowiłam, że nie będę jeść mięsa, a później innych produktów odzwierzęcych martwiłam się trochę jak to będzie z przygotowywaniem posiłków w naszym domu. Mój mąż nie miał zamiaru rezygnować ze swoich ulubionych tradycyjnych dań, a ja w żadnym wypadku nie chciałam go do tego zmuszać. Często pytaliście mnie jak sobie poradzić, kiedy chcecie spróbować przejść na dietę roślinną, a domownicy nie chcą do Was dołączyć. W związku z tym postanowiłam porozmawiać z Arkiem, jak wyglądało to z jego perspektywy. Jak się czuł, kiedy przeszłam na weganizm, czy jego stosunek do mięsa i nabiału zmienił się na przestrzeni czasu i czy przeszedł na „wegańską stronę mocy”. Zapraszam Was na naszą rozmowę.

Jakie masz podejście do diety wegańskiej? Jaka była Twoja reakcja, kiedy dowiedziałeś się, że decyduję się na wegańskie odżywanie i styl życia?

Wyznaję zasadę, żeby każdy robił to, co mu najbardziej odpowiada. Dieta nie jest tutaj wyjątkiem. Jeśli komuś pasuje kompletne odstawienie produktów pochodzenia zwierzęcego, to ja nie mam absolutnie nic przeciwko temu. Moja akceptacja dla diety roślinnej wzmocniona jest tym, że widzę w niej bardzo dużo sensu oraz tym, że w „konwencjonalnej” diecie zawierającej te produkty sensu coraz bardziej mi brakuje. Także, moja reakcja była jak najbardziej pozytywna.

Jak wyglądało po zmianach w mojej diecie przyrządzanie i wspólne jedzenie posiłków?

Przygotowywaliśmy posiłki oddzielnie, ale nie tylko dlatego, że ja jeszcze jadałem mięso w ogromnych ilościach, choć to pewnie wystarczający powód. Było to również spowodowane tym, że zbiegło się to w czasie z etapem kiedy pilnowałem swojej diety i dość skrupulatnie mierzyłem różne jej aspekty. Wspólne jedzenie posiłków sprowadzało się do jednej okazji dziennie–kolacji, dlatego, że generalnie nie jadam śniadań, a lunch (ogromny) jadałem w pracy. Absolutnie nie było dla mnie problemem, żeby wspólny posiłek był oparty jedynie o produkty roślinne.

Czy to było dla Ciebie kłopotliwe? Chciałeś, abym wróciła do tradycyjnej diety?

Nie. Nie było to kłopotliwe, nigdy nie chciałem, żebyś coś zmieniała.

Jak smakowało Ci wówczas wegańskie jedzenie?

Tak samo jak teraz, czyli bardzo. Nie uzależniam jednak smaku od rodzaju diety. Tak samo pysznie można jeść roślinnie, jak i konwencjonalnie. Działa to też w drugą stronę, tak samo można schrzanić potrawę na jednej i drugiej diecie.

Pamiętasz jak powiedziałam Ci „I tak kiedyś będziesz weganinem”, a Ty się głośno zaśmiałeś i powiedziałeś, ze nigdy to nie nastąpi. Co wtedy myślałeś?

Pamiętam. Nie mieściło mi się wtedy w głowie, jak mógłbym wyeliminować ten kilogram mięsa dziennie, ilość, która nie była niczym nadzwyczajnym dla mnie w tym czasie. Raz nawet spróbowałem małego wyzwania w knajpce z burgerami–hamburger z sześcioma kotlecikami po 150g każdy (900g mięska) i bekonem, potrójna porcja frytek i podwójna sałatka coleslaw. Hamburgera zjadłem bez problemów, frytek i sałatki nie bylem w stanie skończyć. Także tak, ciężko było mi sobie wyobrazić zmianę tych nawyków żywieniowych.

Jak zmienił się na przestrzeni czasu Twój stosunek do mięsa i nabiału?

Na tyle, że nie istnieją w mojej diecie w ogóle. Więc chyba bardzo się zmienił, prawda? Obecnie uważam, że ich jedzenie kompletnie nie ma sensu. Nie jest jednak tak, że zamykam swój umysł na argumenty, po prostu nie znajduję argumentów, które zmieniłyby moje zdanie na ten temat.
Muszę jednak dodać, że w unicestwieniu nabiału w moim jadłospisie ogromną pomocą jest owsiana śmietana Oatly, bez niej mogłoby nie być to takie łatwe!

Co wyeliminowałeś ze swojej diety na początku?

Nie pamiętam dokładnie jak to było. Mniej więcej poszło to chyba w ten sposób:

  1. Tłustsze mięsa czerwone nie gościły u mnie zbyt często ze względu na to, że pilnowałem, mniej lub więcej, tego co jem gdy trenowałem. Nie było więc problemem aby tą ilość sprowadzić do zera.
  2. Kurczak był podstawowym źródłem białka, jadłem go ogromne ilości. Jednak od zawsze miałem z nim problem, który stawał się coraz większy w miarę pogłębiania się mojej wiedzy w temacie jego hodowli. W końcu urósł na tyle, że nie umiałem dłużej racjonalizować jego spożywania.
  3. Podobna historia była z rybami. Ich jedzenie na początku wiązało się głównie z przekonaniem, że są bogate w zdrowe kwasy tłuszczowe. Proces był podobny jak z drobiem. Kiedy wyprowadziłem się z tego błędnego przekonania, wyeliminowanie ich było naturalnym efektem.
  4. Jajka i nabiał były chyba ostatnim bastionem. Na początku przerzuciłem się na „zerówki”, a z czasem też przestało mieć dla mnie sens ich jedzenie gdy dowiedziałem się, że wartości odżywcze, które dostarczają z powodzeniem mogę znaleźć gdzie indziej.

Uprawiasz sport, czy na diecie roślinnej odczułeś różnice podczas treningów?

Na pewno nie jestem profesjonalnym sportowcem, jednak w stopniu, w jakim jestem aktywny fizycznie, różnicy nie odczułem żadnej. Z wielką ulgą odkryłem, że mój organizm nie zjadł własnych mięśni w poszukiwaniu białka, którego miałem go pozbawić odrzucając produkty zwierzęce. Tak przynajmniej można wywnioskować z wielu porad dietetycznych dla sportowców, które krążą po sieci.

Jaka była reakcja otoczenia na to, że nie jesz mięsa, nie pijesz mleka itp.?

„WAT!?”–duże zaskoczenie, ale też kompletna akceptacja. Żadnej negatywnej reakcji nie pamiętam. Z różnych stron było dużo pytań, na pewno w jakimś stopniu przyczyniło się to do zmian w odżywianiu wielu ludzi z mojego otoczenia, a przynajmniej do przemyślenia pewnych nawyków, otworzenia się na alternatywy. Bardzo mnie to cieszy, aczkolwiek nikomu niczego nie narzucam.

Kiedyś uwielbiałeś boczek, jajecznicę na śniadanie i steaki. Tęsknisz za jakimiś posiłkami ze swojej wcześniejszej diety?

Nie tęsknię w ogóle. Dlatego, że bardzo zmienił się mój stosunek do tych produktów i patrząc wstecz, widzę je w bardzo innym świetle niż kiedy je jadłem. Zmienił się też mój smak, i to bardzo. Jest dużo delikatniejszy i na przykład bekonu nie byłbym w stanie teraz przełknąć, pamiętając jak bardzo jest słony. Jajecznicę z powodzeniem zastępuję tofucznicą z kopiastą ilością warzyw. Na mięso nie mam ochoty kompletnie.

Lubisz gotować. Czy było dla Ciebie trudne przestawić się na kuchnię roślinną?

Gotowanie nigdy nie było dla mnie trudne. Przestawienie się na kuchnię roślinną było tylko jednym z etapów mojego kulinarnego rozwoju. Zawsze lubiłem się uczyć nowych rzeczy, czy to w kuchni, czy poza nią. Poza tym, wyznaję też zasadę, że ograniczenia tylko wzmacniają kreatywność, nie hamują jej.

Czy mogę o Tobie powiedzieć, że jesteś weganinem? Wegetarianinem?

Myślę, że nie. Z kilku powodów.

  1. Dawno już doszedłem do wniosku, że nic w życiu nie jest czarno-białe, co sprawia, że nie lubię szufladkowania.
  2. Prawdy absolutne są tymczasowe. Dowodów nie muszę szukać daleko, wystarczy popatrzeć na mnie–kiedyś nie wyobrażałem sobie braku mięsa w diecie, a dietę paleo uważałem za idealną.
  3. I wreszcie, mając do czynienia z jedzeniem, które może zawierać produkty odzwierzęce, czy to w restauracji, czy będąc u kogoś goszczonym zdarzy mi się je zjeść. Są to na prawdę bardzo rzadkie okazje, które nie wpędzają mnie w paranoję. Jeśli mam wegańską alternatywę, na pewno zawsze po nią sięgnę.

Na koniec chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię, której nie udało mi się wpleść w żadną odpowiedź na powyższe pytania. Bardzo dużym czynnikiem motywującym mnie do zmiany jest Matylda. Za wszelką cenę, na ile tylko jestem w stanie, chcę być z nią szczery. Ona jest bardzo zainteresowana tym co jemy, lubi mi pomagać w gotowaniu i zadaje bardzo dużo pytań, co ogromnie mnie cieszy. Czytamy dużo książek, w których bohaterami często są zwierzęta. I generalnie zwierzęta uważamy za naszych przyjaciół. Wiem, że nie jestem w stanie powiedzieć jej, że pewne zwierzątka, jak kurczaczki, świnki czy krówki, można też zabijać i zjadać, i że to jest w porządku. Osobiście uważam, że nie jest i możemy się bez tego obejść. Dieta roślinna pozwala mi tu zachować czyste sumienie. Nie jestem naiwny i wiem, że kiedyś się o tym dowie, może nawet zechce sama jeść mięso. Co wtedy zrobię? To samo co robię teraz, w najbardziej umiejętny sposób na jaki mnie stać wytłumaczę jej swój punkt widzenia, ale pozwolę jej zdecydować samej.

Chętnie zapoznam się z Waszymi historiami. Jak w Waszych domach wyglądała zmiana nawyków żywieniowych? Czy próbowaliście sami, czy może od razu z partnerem/rodziną? 

Veganama Opublikowane przez:
  • <3 <3 <3 dla Arka
    za otwartość i tolerancję. Wbrew pozorom nie tak wielu mięsożerców na to stać. Ale jak się kocha… <3

    I całkowicie zgadzam się z jego odpowiedzią nt. tego, czy jest weganinem – choć moja kuchnia domowa jest w 100% roślinna, gdy mam możliwość wybrania wegańskiego odpowiednika to właśnie go wybieram, nigdy nie jem mięsa – to też nie nazwę się weganką. Nie lubię szufladkowania.

    • Nie namawiałam, trochę nie dowierzałam, że to kiedyś nastąpi, ale jak widać da się 😛

      Ja też zaczynam wyłamywać się z szufladek, drażni mnie to „czepianie” się osób, które zboczą z obranej drogi. I nie chodzi tylko o weganizm. Myślę, że to też wynika z doświadczenia życiowego 😛 Hehe stara już jestem i zaczynam prawić mądrości 😉

      • O tak, czepianie się motywuje jeszcze mocniej do nienazywania się jakkolwiek 🙂 I wtedy można robić to, co się chce, bez zbędnych komentarzy 😉

        Jeszcze raz wielkie gratulacje dla Arka!

        Mój Niemąż jakoś dość gładko przeszedł na dietę roślinną ze mną. Obejrzał „Forks over knives” i w sumie to była całą moja motywacja 😛 Jemu częściej zdarzają się odstępstwa, np. w restauracjach. Ale na co dzień jest twardy.

        • Hehe no dokładnie 🙂 Szufladki są ograniczające…

          Dzięki Daria, przekażę 🙂

          A wiesz, że to Arek właśnie kiedyś mi pokazał „Forks over knives”, jeszcze jak nie byłam vegan? 🙂 Już wtedy mogłam coś podejrzewać 😛

  • olita

    super!super forma przekazu-an interview z mezem!super pytania i bardzo dobre odpowioedzi xD #szacun
    ja przed przejsciem na veganizm w gole nie gotowalam-nic a nic akysz!a teraz, nie moge co prawda pwoiedziec ze jestem szefem kuchni ale lubie, sprawia mi ogromna radosc cale to kolorowe jedzonko(nie bede kalamc ze jem tylko zdrowe kolorowe, duzo vehan junk tez jem)i odkrywanie nowych skladnikow/dan..czy nie masz wrazenia ze kuchnia roslinna pozwala na wieksza kreatywnosc?plus nie wiem jak w waszym przyapdku ale ja prior bycia vegan nie miala pojecia ze mozna np jesc hemp hearts etc poza tym dobrze powiedziala jakas vegan chef ze w tradycjyjne kuchni sa wytyczne w sensie, ze trzeba sie trzymac scisle przepisu zeby jakies danie nazwac daniem, natomiast jesli przychodzi do gotowania vegan to mozna experymentowac do woli (mowie tu o szefach kuchni tradycjenej, nie moga sobie pozwolic na wariacje jesli maja przyrzadzic dajmy na to Bœuf bourguignon etc)

    • Bardzo się ciszymy z tego pozytywnego odbioru Olita 🙂

      No właśnie te eksperymentowanie z nowymi potrawami, nowymi smakami, warzywami jest cudowne w weganiźmie. Ja wcześniej nie znałam pewnych gatunków kasz, warzyw, nie wiedziałam, że jest tyle mlek roślinnych. Zdecydowanie masz rację, że kuchnia roślinna pobudza kreatywność 🙂

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Świetny tekst. Dojrzałe podejście do tematu ♡♡♡♡
    Sama nie mogę nazwać się wegetarianką czy weganką, bo jednak raz na miesiąc nachodzi mnie na rybę czy mięso. Chociaż to byłoby o wiele łatwiejsze do przeskoczenia niż rezygnacja ze smaku masła, ale „nigdy nie mów nigdy” . 🙂

    • Dziękujemy 🙂

      No pewnie, nie musisz się szufladkować. Myślę, że tu chodzi o świadome wybory, to jest najważniejsze. A jeżeli chodzi o rezygnację z różnych grup produktów, to może przyjdzie pora, a jak nie to daj sobie czas. U mnie też to wszystko szło małymi krokami i tak jest najlepiej 🙂

  • Ray Este

    Ciekawy temat i sam blog !

    Osobiście, od kiedy zostałem wege, tzn od lat 90tych,
    zawsze było dla mnie ważne aby partnerka stanowiła razem ze mną „wspólny front” :
    nie wyobrażałem sobie być z kimś kto je mięso,
    nawet całować się z mięsożerną czy palaczką :-(((
    Zostałem wegetarianinem gdy skosztowałem wspaniałych potraw kuchni Hare Kryszna,
    prasadam. Smak był – i jest – o niebo wyższy od tego co jadłem wcześniej,
    zatem nie wyrzekałem się mięsa haha, w naturalny sposób porzuciłem go dla czegoś
    z najwyższej półki ! Czasami bywam też weganem.

    Poza
    tym : jestem głęboko przekonany że wobec dzieci też najlepiej być
    monolitem, na ile się da : jeśli Rodzice są niespójni – w jakiejkolwiek
    kwestii – dziecku grozi „schizofrenia”, rozdwojenie…

    ?

    Pozdrowienia z francuskiej emigracji,

    Maciek

    PS Tak jak w Londynie, w Sztokholmie jest od lat niezwykła wege resto „Govinda”.

    • Bardzo dziękuje 🙂

      W naszej rodzinie wszyscy jemy to samo, czyli kuchnię roślinną. I tak jak pisał Arek, będziemy to kontynuować. A co wybiorą nasze dzieci za 5-10 lat, to czas pokaże. Na razie jest nam tak dobrze, jesteśmy zdrowi, dziewczynki rozwijają się jak trzeba.

      Z chęcią zapoznam się z tą restauracją 🙂

      Wszystkiego dobrego Maćku