Weganizm, etyczność, własne sumienie…

Jak zwykle co jakiś czas temat etyczności, 100% weganina i świadomych zakupów wraca do mnie jak boomerang. Bo mam coś ze skórzaną metką, bo kupiłam kosmetyki z SLS (albo czymś gorszym), a w przedszkolu dziecko dostało kanapkę z serem żółtym. Nie jestem idealnym konsumentem. Nie sprawdzam z czego został wykonany klej używany do złożenia mojej kanapy w IKEI, kupuję w sieciówkach i supermarketach. Jeżdżę samochodem, jem awokado, zdarza mi się kupić kawę w papierowym kubku.

Czy jesteś w 100 % świadomy każdego zakupu jaki robisz? Czy wiesz, jaki skład miały leki, które ratowały Twoje życie lub zdrowie (np. podczas wizyty w szpitalu)?  Jak dany produkt został wyprodukowany, czy została zachowana zasada zrównoważonego rozwoju, water less, fair trade, wegańskości, bezglutenowości itp? Ja nie. Interesuję się na tyle ilę mogę, ile pozwala mi na to czas i chęci. Nie będę wiedzieć wszystkiego.

Bardzo dziękuję wszystkim strażnikom, którzy wyłapią każdy „niewegański detal” w moim życiu. Huntery (bo nazwa), Levisy (bo metka), jakaś firma obuwnicza (bo klej niewiadomego pochodzenia), płaszcz z lumpeksu (bo z wełną), stare skórzane buty, a jeszcze moim znajomym się dostało (bo na wspólnym zdjęciu śniadaniowym było jajko).

Czy to nie idzie w złą stronę? Zamiast zachęcać ludzi do wegańskiej diety (i lifestylu), przez takie wytykanie i docinanie ” a ten sweterek to z czego, wełna…uuuu…ponoć jesteś weganką”, „zjadłaś ser? to już nie jesteś wege!” odechciewa się wspominać komukolwiek o diecie roślinnej, a o wegańskim stylu życia to już w ogóle. Chcesz być świętym weganinem, bądź. Ale co Ci do wyborów innych. Bo jest jakaś definicja, kodeks honorowy, wymagania?

Myślałam sobie ostatnio o tym chodząc po second handzie i kupując stare 501 Levisa, z nieszczęsną skórzaną metką. Powinnam smażyć się w piekle, czy cieszyć, że kupiłam odpad za grosze i że nie zdecydowałam się na nową parę z metką ze sztucznej skóry, której produkcja wygląda… No właśnie jak wygląda. Sprawdzałeś?

Czy każdy kosmetyk musi być w 100% naturalny? Na pewno byłoby cudownie, ale każdy z nas jest inny, ma inne potrzeby, rodzaj skóry, problemy itp. Większość moich kosmetyków jest wegańska, nietestowana na zwierzętach, naturalna. Ale przy produktach do włosów nie jest idealnie. Mam włosy farbowane, problematyczne i naturalne kosmetyki nie zawsze się sprawdzają. Testuje, próbuje, miksuje jedne z drugimi, żeby efekt był w miarę zadowalający. Nie mam z tego tytułu wyrzutów sumienia, powinnam?

Co mogę eliminuje. Przestałam używać podpasek, w zamian mam kubeczek menstruacyjny. Ale mimo wielu prób z różnego rodzaju rodzaju wielorazowymi ściereczkami i ręcznikami do twarzy, najlepiej sprawdzają się u mnie papierowe. Czy to źle? Piję wodę z kranu, unikam torebek foliowych, ale wiele kosmetyków, których używam jest w plastikowych opakowaniach. Segreguje. Za mało? Dla mnie to wszystko są indywidualne wybory. Naprawdę zastanawiam się nad tym, czego używam, co kupuję i czy na pewno tego potrzebuje. Nie jestem wolna od błędów. Jeżeli coś się nie sprawdzi, oddaje, sprzedaje.

Kiedy mam ochotę kupić sobie normalną książkę zamiast ebooka to to robię. Jak mam chęć na magazyn, czy album fotograficzny, też to robię, choć wiem, że nie ma sensu magazynować sterty rzeczy w domu. Czy w życiu nie chodzi o zdrowy rozsądek i umiar? Skrajności są nie dla mnie i radykalne podejście do jakiejkolwiek części mojego życia zawsze kończyły się źle.

Nie zrobisz sobie zdjęcia z rodziną na weselu, która je schabowego, bo Ty jesteś wege? No weź? Daj sobie spokój….

Veganama Opublikowane przez: