Weekendowe migawki #13 Skanör i łosie

Po powrocie z Polski istne tornado. Dziewczyny idą do przedszkola. Matylda do starszej grupy, a Lila na adaptację. Matka przeżywa podwójnie, bo sama zaczyna szkołę i będzie uczyć się po szwedzku. Zbliża się weekend, przeglądam jakiś przypadkowy artykuł o Szwecji, widzę plażę. Piękna, długa, piaszczysta, a tuż obok kolorowe mikro domki.

„Arek cho na wycieczkę”, piszę mu na messengerze wracając ze szkoły w nienajlepszym nastroju. Mija kilkadziesiąt minut, odpisuje „szykuj się, jedziemy do Malmö”. Pojechaliśmy!

Dość spontanicznie po drodze postanowiliśmy zrobić sobie przystanek, żeby zobaczyć łosie. Uwielbiam tak poznawać nowe miejsca. Po prostu jedziemy/idziemy i zatrzymujemy się tam, gdzie coś nas zainteresuje. To nasze drugie podejście do łosi. Pierwszy raz po drodze do Umeå, park niestety był zamknięty. Tym razem wszystko zagrało! I było to niesamowite doświadczenie.
Park można było zwiedzać autem lub czekać na kolejkę, która około 45 minut jeździła po wyznaczonym szlaku. W tym czasie można było podziwiać łosie, karmić je lub po prostu obserwować z daleka, jak wylegiwały się w lesie.
Przyzwyczajone do odwiedzających, domagały się jedzenia i chętnie zaglądały do środka samochodu. Matylda była lekko przerażona, a Lila na luzaku siedząc na kolanach mamy piszczała z zachwytu. Niesamowite było zobaczyć te majestatyczne zwierzaki z tak bliska. Jak wiecie ja jestem zakochana bez pamięci w sarnach, ale takie spotkanie z łosiami zostanie na pewno na długo w mojej pamięci!

Malmö przywitało nas deszczem, dlatego też zamiast długiego spaceru wybraliśmy się do restauracji. To była nasza pierwsza wizyta w miejscu, gdzie wyłącznie podawane są potrawy RAW. Dziewczyny próbowały złotego mleka i wrapów z różnymi sosami, a my wzięliśmy burgera i talerz z różnymi przysmakami dnia. Nowe smaki, nowe rozwiązania. Lubię to!

Przyznam się, że czuje spory niedosyt po tak krótkim czasie w tym mieście i chętnie wrócę na dłużej. Ps. widziałam przepiękne jasne biuro do wynajęcia na starym mieście i rozmarzyłam się na całego. Przystanęłam na chwilę, zrobiłam zdjęcia i wyobraziłam sobie swoją pracownię, która na razie jest odległym planem (ale mocno wierzę, że realnym).Następnego dnia po dość wczesnej pobudce i śniadaniu wyruszyliśmy do głównego celu wycieczki, plaży w Skanör. Wiem, że to trochę szalone jechać ponad 600 km w jedną stronę, żeby pobyć trochę na plaży, ale cieszę się, że mąż akceptuje moje dziwactwa i z entuzjazmem wozi nas po Szwecji (szukam już następnej miejscówki!). Co tu dużo się rozpisywać o plaży w Skanör. Piękna, długa, piaszczysta, z pastelowymi domkami wzdłuż wybrzeża. W tym miejscu można odpoczywać na całego.  Na sam koniec krótki przystanek na herbatę (którą wylałam idąc do samochodu) i krótki spacer do ruin zamku Brahehus, które kiedyś już odwiedzał Arek. Malownicze miejsce, ale czas wracać. Oby do następnej podróży!

Veganama Opublikowane przez: