Wakacyjne migawki 2017

W tym roku nasze „wakacje” to jeden wielki rozjazd. Bardzo chcieliśmy odwiedzić rodzinę na południu Polski, a to wiążę się z podróżą samochodem, więc postanowiliśmy zrobić sobie miesięczną wycieczkę, tym razem nie samolotową. Ruszyliśmy z leśnego domku w okolice Göteborga, później promem do Niemiec, zatrzymaliśmy się w Poznaniu, żeby złapać oddech i wylądowaliśmy z Warszawie. Stamtąd był jeszcze Wrocław, Muszyna i Kraków. Był to zdecydowanie intensywny czas, ale pełen spotkań, rodzinnych pogaduch i inspirujących wydarzeń. Przebrnęłam więc przez ogrom zdjęć z podróży i przygotowałam dla Was fotograficzną relację z naszych rodzinnych wojaży. Gotowi? Włączcie sobie muzykę i zobaczcie co się działo u Mytychów tego lata.W te okolice trafiliśmy dzięki gościnności szefa Arka. Niesamowite miejsce na zachodnim wybrzeżu. Maleńka miejscowość, którą łatwo pominąć, ale kryje w sobie tyle atrakcji. Podobno w okolicy mieszka sporo hipisów, którzy sami sobie stawiają domy wyglądające mniej więcej jak ten second hand i kawiarnia w jednym (na zdjęciach poniżej). Tu mieszkańcy przychodzą coś przekąsić, wymienić się książkami, porozmawiać o sztuce. Tu również odbywają się koncerty muzyczne na kilkaset osób (gdzie oni się mieszczą?) dzięki naturalnemu amfiteatrowi (stoję tam w żółtej kurtce). Tuż obok znajduje się miejsce do którego ludzie z całej Europy przyjeżdżają na warsztaty rzeźbiarskie. W okolicy jest kamieniołom i można „wynająć sobie” miejsce do pracy z kamieniem (podobno jakiś wyjątkowy materiał). Kawałek dalej jest szkoła, w której studenci pogłębiają sztukę malarską (bardzo ciężko jest się dostać), a plenery jakie mają i widoki ze szkoły cudowne. Niektórzy mieszkańcy miasteczka mają w piwnicach swoje „second handy” i wystawiają przed dom tabliczki w weekendy zachęcając do zakupów vintage. Oszaleć można! Czy mogę się tu przeprowadzić?
Nasz pierwszy króciutki rejs łódką. Śmiejemy się z Arkiem, że nasze córki wszystko robią wcześniej od nas. Podróże samolotem, promem, łódką. Rodzicie po 30 stce zaliczyli dopiero pierwszy raz taki rejs i oczywiście zachciało się na mieć własną (like a swede!). Póki co oglądamy tylko na zdjęciach, ale pragnienie jest silne. W końcu żywiołem mojego znaku zodiaku jest woda! W Göteborgu byliśmy dosłownie na chwilę. Gonił nas czas, ale jak zwykle nie mogliśmy odmówić sobie spaceru po mieście, o którym słyszeliśmy tak wiele dobrego. Widzieliśmy największe cynamonowe bułeczki, ja zrobiłam zakupy życia w tutejszym second handzie, zjedliśmy co nieco i trzeba było jechać dalej.

Poznań był naszym miejscem na odpoczynek po długiej podróży ze Szwecji do Polski. Deszczowa pogoda nie zniechęciła nas na spacerowanie i trochę pozwiedzaliśmy okolice. Nie mogliśmy oczywiście pominąć dobrej kawiarni. Trafiliśmy do Kawiarni Stragan i pierwszy raz zdecydowaliśmy się na kawę z syfonu. Dość spontanicznie trafiliśmy do Rogalowego Muzeum Poznania i udało nam się dołączyć do grupy harcerzy na pokaz, w którym uczestniczyłam z dziewczynami. Do Lili Pan prowadzący zwracał się jak do chłopca (bo grzywka i nie ubrana na różowo), a ja uśmiechałam się pod nosem, bo jak byłam malutka było tak samo!

W Warszawie jak zwykle tak dużo się działo, że jak widać aparat wyciągałam niezbyt często. Spotkań było co nie miara, więc skupiłam się na tych bezcennych chwilach z rodziną i znajomymi. W między czasie był też Wrocław i Błędne Skały. Kto zna dziewczyny z PiggyPEG, na pewno widział efekty naszej wspólnej pracy! U mojej siostry pojawił się nowy członek rodziny, poznajcie Lolo <3

W Muszynie zawsze czas płynie jakoś wolniej. Dziewczyny bawią się z kuzynkami, wszyscy przesiadują prze domem na ławeczkach, grillach, obserwujemy zwierzaki i cieszymy się swoim towarzystwem.
Dawno nie byliśmy w rodzinnych stronach Arka, więc z wielką radością odwiedziliśmy Muszynę, Złockie i Krynicę. Świętowaliśmy też drugie urodziny Lilusi, tort oczywiście musiał być własnej roboty!

Ostatni przystanek Kraków. Dosłownie na chwilę całą rodziną, bo Arek wracał do Warszawy, a ja zostałam na warsztaty z Kamilą Rowińską. Jednak udało nam się razem coś przekąsić. Dzięki poleceniom na instagramie trafiliśmy do Hamsy na Kazimierzu i było pysznie. Humus pierwsza klasa, miła obsługa, a wnętrze bardzo klimatyczne. Polecam gorąco.

W Krakowie odwiedziłam jeszcze jedno „pyszne” miejsce, ale o tym już w kolejnym wpisie!

Veganama Opublikowane przez: