Terapia EMDR

Pisałam Wam całkiem niedawno, że od około roku chodzę na terapię. Zaczynałyśmy od behawioralno- poznawczej, ale bardzo szybko moja terapeutka stwierdziła, że w przypadku moich doświadczeń, zasobów i tego jak otwarta jestem na terapię powinnyśmy spróbować EMDR. Przyznam, że wpisując ten termin w internet przed pierwszą sesją w gabinecie byłam trochę sceptyczna, ale gotowa, żeby spróbować. Już wyjaśniam czemu i czym jest ten rodzaj terapii.

EMDR, czyli Eye Movement Desensitization and Reprocessing „terapia odwrażliwiania za pomocą ruchu gałek ocznych” to forma psychoterapii skierowana do osób, które przeżyły bolesne, traumatyczne doświadczenia i nie mogą sobie poradzić z ich psychicznymi konsekwencjami.”  Zapoczątkowała ją amerykańska psycholog Francine Shapiro w 1987 roku. EMDR opiera się na stymulacji zmysłów pacjenta, głównie ruchu gałek ocznych.

Terapia EMDR jest rekomendowana przez instytucje międzynarodowe, takie jak m.in. Światową Organizację Zdrowia (WHO),  Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, Ministerstwo Obrony i Lecznictwa dla Weteranów USA.

„Symptomy traumatyczne nie są wywoływane przez samo wydarzenie. Powstają wtedy, gdy energia pozostała z doświadczenia nie zostanie usunięta z ciała. Energia ta pozostaje uwięziona w układzie nerwowym, skąd może powodować spustoszenie w ciele I umyśle”. Peter Levine

I właśnie o tej nierozerwalności ciała z duszą mówiła moja terapeutka na pierwszym spotkaniu. O tym, że te wszystkie traumy i trudne wydarzenia ciągle są w moim ciele. Że mimo, że na swój sposób poradziłam sobie, żeby przez nie przejść, to jednak nie pozbyłam się ich konsekwencji (na poziomie psychicznym i fizycznym). Musiałam się jednak przekonać na własnej skórze (i na pierwszej sesji), że tak właśnie jest, bo moja głowa podpowiadała mi, że może to na kogoś to zadziała, ale na mnie to na pewno nie.

„Od ponad 20 lat tego rodzaju sposób pracy terapeutycznej sprawdza się w swojej skuteczności w traumie typu prostego i jednorazowego (katastrofy naturalne, nadużycia seksualne, fizyczne, uszkodzenia ciała, wypadki, bycie świadkiem wydarzeń zagrażającym życiu i zdrowiu, a także upadki, urazy sportowe, operacje, pobyty w szpitalu czy trauma narodzin) i typu złożonego-interpersonalnego (powtarzające się zdarzenia stresowe w okresach rozwojowych dziecka, oddzielenie od matki-opiekuna, brak reakcji na potrzeby dziecka, zaniedbanie emocjonalne).”

Stymulacja ruchu gałek ocznych w EMDR polega na tym, że pacjent podąża oczami za ruchem ręki terapeuty obserwując czego doświadcza skupiając się na swoim traumatycznym doświadczeniu. (bardzo mocno skupiamy się na sygnałach z ciała, ale i na myślach, słowach, obrazach). EMDR może być wykonywany także poprzez tapping (dotyk dłoni lub kolan przez terapeutę), kiedy niemożliwe jest podążanie wzrokiem za dłonią (np. kiedy ten kontakt wzrokowy jest utrudniony przez płacz).

Rozpoczynając terapię EMDR skupiłam się na jednym wydarzeniu w moim życiu. Takim najbardziej traumatycznym i myślałam, że ono odpowiada, za wszystkie problemy „mojego świata”. Jak bardzo się zdziwiłam, kiedy zamiast skupić się na nim, zaczęłyśmy od pierwszych wspomnień z lat dziecięcych. Grzebałyśmy bardzo głęboko i sięgałyśmy do źródłowych wspomnień, żeby pozamykać wszystko od początku.

Byłam zdumiona jak wiele rzeczy wyszło po drodze. Jak wiele dowiedziałam się o sobie zanim doszłyśmy do wyżej wspomnianej traumy z czasów późniejszych. Jak wiele mogą w nieukształtowanym i chłonnym umyśle dziecka zrobić czyjeś słowa, żartobliwe zachowania, komentarze dorosłych, których w tak młodym wieku bierze się za autorytety pod wieloma względami.

Każdy z nas ma różną wrażliwość, wychowuje się w różnych warunkach, różnym otoczeniu ludzi. W różny sposób reaguje na sytuacje dotyczące jego życia. I co dla jednego będzie przykrym momentem, o którym zaraz zapomni, dla drugiego może być traumą ciągnącą się całe życie. Przekonałam się o tym na własnej skórze wypierając przez lata krzywdę, która mnie spotkała albo raczej schowałam ją głęboko w sobie, bo przecież nie jestem jedyna na świecie, której przydarzyło się coś przykrego. Trzeba żyć dalej mówili, to żyłam, ale skrywając w sobie milion emocji. Wyciszyłam je.

Wyciszyłam je, ale one wciąż były w moim ciele. To wyszło właśnie na terapii EMDR, kiedy podczas stymulacji ruchu gałek ocznych nagle zaczynały boleć mnie różne miejsca w ciele. To było niesamowite, kiedy czułam jak ten ból narasta, a później zanika do zera. To samo dotyczyło emocji. W trakcie terapii wracając do bolesnych wspomnień potrafiłam płakać i totalnie się rozkleić, a pod koniec ogarniał mnie spokój i ulga, że dano wydarzenie jest już dla mnie neutralne.

Pamiętam też, że nie raz po terapii dziwnie się czułam. Byłam wyczerpana, wyprana z emocji, spałam, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać, byłam rozdrażniona, często nieobecna. Moja terapeutka mówiła, że to normalne, choć dla mnie ta huśtawka emocji była bardzo uciążliwa, bo czułam się jakbym nie była sobą. Musiało minąć dużo czasu, żebym doszła do siebie „na nowo”, choć terapii jeszcze nie skończyłyśmy.

Terapia trwa (często latami), zależy od indywidualnych potrzeb, zasobów i tego jak jesteśmy otwarci, żeby dać sobie pomóc. Terapia jest kosztowna, nie będę nikomu mydlić oczu, jednak jest to jedna z najlepszych inwestycji jaką można sobie sprawić w życiu…

 

Zapraszam Was również na pierwszy wpis opisujący moje doświadczenia z terapią:

Czy terapia ma sens?

Veganama Opublikowane przez: