Stawiam wszystko na jedną kartę!

Ostatnio na blogu cisza, na facebooku cisza, jedynie na instagramie starałam się jako tako być aktywna. A to wszystko za sprawą ważnych decyzji życiowych jakie musieliśmy podjąć. A raczej ja musiałam podjąć, bo to na mnie skupiają się zmiany. Nie umiem pisać tekstów, wrzucać „zapchajdziur” na bloga, czy na facebooka. Zależy mi na moich czytelnikach i zawsze mam wyrzuty sumienia jak mam dłuższą przerwę w kontakcie z Wami. Jednak chcę być autentyczna i nie chcę, żebyście tracili czas na jakieś na siłę wypisywane bzdury, które sprawią, że będę regularna.

Jak wiecie kocham fotografię. To pasja, która powoduje, że zapominam o wszystkim dookoła, o jedzeniu, picu, troskach dnia codziennego. To coś co siedziało we mnie od dawna, jednak nie dawałam sobie szansy, aby rozwinąć w sobie tę namiętność. Patrzyłam na piękne zdjęcia innych i zastanawiałam się, jak to jest. Jak ogromną wiedzę i talent trzeba posiadać, aby umieć tak wspaniale oddać emocje na zdjęciach. Wydobyć piękno w miejscach, które na pozór wydają się zwykłe i nijakie. Kiedy widziałam siebie na zdjęciach, nie mając jeszcze pojęcia o fotografii, już bym chciała je zrobić po swojemu. Inny kadr, mniejszy retusz, a może czarno białe? Nie znałam pojęć, nie umiałam obsługiwać aparatu, na początku na lustrzance Arka, robiłam wszystko na auto, a zmiana ustawień mnie stresowała. Jednak im więcej robiłam zdjęć, tym więcej tego chciałam. Tym bardziej mnie drażniło, że nie mogę osiągnąć pewnego efektu, nie jest tak jak chciałam. Zdjęcia nieostre, prześwietlone, źle skadrowane. Jednak nie poddawałam się. Youtube, blogi, podpytywanie doświadczonych fotografów.

Zdj. Marta Moosiątko Streng

 

Do dziś pamiętam pierwsze spotkanie z Martą Moosiątko Streng, jej uwagi o świetle (o co jej chodzi przecież to zdjęcie, zrobione z lampą wcale nie jest płaskie!), o kompozycji, sercu jakie wkłada w każdą sesję. Martuśka jesteś moją wielką inspiracją <3 To dzięki Marcie wiele zrozumiałam, nabrałam pokory, inaczej spojrzałam na swój fotograficzny rozwój. Marta dała mi siłę, uwierzyła we mnie i dostrzegła potencjał, którego ja ciągle w sobie nie widziałam. Wiedziałam jednak, że nie mogę obarczać jej ciągle pytaniami i zabierać jej cennego czasu, który miała dla mnie zawsze kiedy tego potrzebowałam.

Zdj. Marta Moosiątko Streng

Postanowiłam podjąć pewne kroki, aby nauka fotografii poszła mi sprawniej. Warsztaty, nauka online, studia w Polsce, studia za granicą, kursy. Stanęło na studiach w Szwecji. W końcu chcemy tu zostać, nauka szwedzkiego idzie mi wolno, więc będzie świetna okazja, aby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Jednak jak się na nie dostać? Tłumaczenie wymagań, jakie stawiała szkoła zajęło mi bardzo dużo czasu, więc czy dam radę ze studiowaniem? Już kiedyś w jednej szkole pytałam, czy jest szansa na naukę w języku angielskim, ale niestety powiedziano mi, że jeszcze nie w tym roku. Postanowiłam spróbować. Przygotowałam CV, załączyłam najlepsze zdjęcia, wysłałam dyplomy ze studiów i czekałam.

„Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w piękno swoich marzeń.” —E. Roosevelt

Jest odpowiedź! „Zapraszamy na interview, na którym porozmawiamy o Pani zdjęciach i trybie nauki w naszej szkole”. Aż zdrętwiałam, kiedy pomyślałam sobie jak będzie wyglądała moja rozmowa o fotografii po szwedzku. Matko! No, ale dobra, nie mam nic do stracenia, idę. Chyba tylko pozytywne nastawienie i wsparcie przyjaciół mnie trzymało w kupie, bo byłam niesamowicie zestresowana. Nie pisnęłam słowa po angielsku, chciałam pokazać, że jak przyjdzie co do czego, to dam radę ze szwedzkim, jakoś się dogadam. Usłyszałam dużo miłych słów o swoich fotografiach i powiedziano mi, że muszę czekać koło dwóch tygodni na odpowiedź jak mi poszło. To było najdłuższe czternaście dni w moim życiu (nawet więcej, bo to był okres majówkowy i jakoś się przeciągnęło). Sprawdzałam maila kilkadziesiąt razy dziennie, złożyłam w między czasie dokumenty o dofinansowanie studiów (są bardzo drogie). Dostałam odpowiedź bardzo szybko. Udało się, uzyskam pomoc finansową! No dobra, ale czy dostanę się na studia? Czekałam na tego ważnego maila dzień i noc i w końcu się pojawił! Zaczynam studia w sierpniu. Oczywiście poleciały łzy radości i cieszę się, że byli przy mnie moi przyjaciele, bo z nimi ta radość była jeszcze większa.

Przeglądam dokumenty, program studiów i niemalże skaczę z radości. Ciemnia, analog, dużo Photoshopa, studio. Do tego wystawa prac studentów, praca nad portfolio. Spełniają się moje marzenia? Oczywiście gdzieś tam z tyłu głowy siedzą mi opinie innych fotografów, że niektóre foto szkoły nie wiele dają, że najważniejsza jest własna praca już po. Jednak ja chcę wycisnąć z tego roku nauki jak najwięcej. Chociażby to, że chcę bez skrępowania o wszystko pytać. O to wszystko co mi nie wychodzi, do czego dochodzę godzinami własnej pracy po nocach w Photoshopie. Poza tym po kilku latach bycia w domu, mam ogromną chęć przebywania z ludźmi, z ludźmi, którzy kochają robić to co ja. Do tego mam nadzieję, osłuchiwać się ze szwedzkim.

„Co­famy się, aby skoczyć wyżej” —Gottfried Wilhelm Leibniz

To będzie ciężki rok dla naszej rodziny. Stawiamy wszystko na jedną kartę. Rezygnujemy z pewnych wygód na rzecz moich studiów. Możliwe, że będziemy musieli ze względu na finanse opuścić leśny domek, ograniczyć mocno wydatki. Jednak obydwoje z Arkiem mocno wierzymy, że ten czas będzie warty poświęceń.

Będę prowadzić cały czas bloga, instagrama, będę również na facebooku. Za wiele dla mnie znaczy moje miejsce w sieci, abym z niego rezygnowała. Może czasem będzie mnie mniej, ale nie zniknę. Mam nadzieję, że zrozumiecie, że ten rok będzie obfitował w ogrom nauki i pracy, więc proszę bądźcie ze mną. To wiele dla mnie znaczy!

Chciałabym na sam koniec podziękować wszystkim, którzy wspierali mnie w tym czasie. Moim przyjaciołom, którzy cieszyli się razem ze mną, rodzinie, która mocno we mnie wierzy i mężowi, który musiał pewne rodzinne plany odłożyć na dalszą przyszłość. DZIĘKUJĘ <3

Veganama Opublikowane przez: