Samotność, mnie to nie dotyczy.

Czy czułeś się kiedyś samotny? Nie uzależniam tego uczucia jedynie od bycia samemu, bez partnera. Mam na myśli raczej uczucie samotności mimo otaczających nas ludzi. Poczucie braku przynależności jakiejś grupy, izolacji, braku zrozumienia, braku osoby, której możesz szczerze opowiedzieć o swoich uczuciach i troskach.

Samotność nie musi wiązać się z chorobą i starością, choć niestety bywa i tak. W wysoko rozwiniętych zamożnych krajach, gdzie ekonomia jest na pierwszym miejscu, ludzie są bardziej skoncentrowani na sobie, karierze, przyjemnościach. W natłoku obowiązków zapominają o bliskich, dlatego też w takich społeczeństwach jest większe zapotrzebowanie na osoby, które zawodowo zajmują się pomocą i opieką nad starszymi osobami.

Jednak problem samotności dotyka o wiele młodsze osoby. Wszystko to wiąże się z tym, w jaki sposób żyjemy w dzisiejszych czasach. Oczywiście nie chcę generalizować, każdy z nas jest inny. Piszę to na podstawie własnych obserwacji różnych środowisk, w różnych grupach społecznych. Ważne jest życie w dobrobycie, konsumpcjonizm, w wielu przypadkach chęć zaimponowania innym (czy to stanowiskiem, rzeczami materialnymi, statusem). Ludzie są tak skoncentrowani na osiągnięciu tych celów, że zapominają o najważniejszym, relacjach międzyludzkich.

Jestem osobą, która dość szybko ufa ludziom. Chcę wierzyć, że każdy ma wobec mnie dobre intencje. Pisałam Wam o tym w poprzednim wpisie. Jednak co jakiś czas przewijają się sytuacje, kiedy okazuje się, że dana osoba w relacji ze mną oczekuje czegoś w zamian. Nie jest bezinteresowna w swoich działaniach. Mam już radar na takie osoby i szybko to rozgryzam. Za każdym razem staram się wytłumaczyć działanie danej jednostki różnymi doświadczeniami życiowymi. Nie znam jej historii, więc staram się nie oceniać. Jednak szybko się wycofuję z takiej znajomości.

Czemu o tym wspominam? Dlatego, że wierzę w bezinteresowność i chęć pomocy innym. Wierzę, że jeżeli bardziej byśmy skupiali się na sobie nawzajem, a nie na tym co jeden drugiemu może załatwić albo jak go wykorzystać do osiągnięcia swoich celów, to problem samotności byłby zdecydowanie mniejszy. Wierzę również, że okazywanie sobie zainteresowania na codzień pomogłoby znacząco. Kiedy ostatnio zapytałeś swoich bliskich znajomych i przyjaciół jak się naprawdę czują? Ale nie na zasadzie „Co u Ciebie?” „A powoli do przodu” i koniec tematu. Chodzi mi o taką szczerą rozmowę o uczuciach, nie koniecznie o problemach. Wstydzimy się tak szczerze cieszyć, mówić, że jesteśmy szczęśliwi, skoro dookoła tyle nieszczęść, chorób i niespełnionych marzeń.

W dzisiejszych czasach jesteśmy wiecznie zajęci. Sama wpadłam w taki kołowrotek, nakręcałam się i stresowałam, że robię za mało. Bo przecież ludzie mają idealne życie w mediach społecznościowych, są idealnie zorganizowani, podróżują, zarabiają i uśmiechają się szczerze. A ja ciągle w niedoczasie, maile wiszą w skrzynce, znajomi obrażają się, bo nie mam czasu pogadać, a ja już mam ataki paniki, że nie umiem zapanować nad swoim życiem. Prawdziwe wartościowe relacje schodzą na drugi plan, bo przecież jest milion ważniejszych rzeczy do zrobienia. Poczeka, zrozumie, sam jest zarobiony. Przyznaję, że sama nie jestem człowiekiem roku i mam ogromne wyrzuty sumienia, że zaniedbuję bliskich. Jednak wiem, że jest to duży problem i chcę nad tym pracować. Bo najważniejsze to zauważyć, że coś jest nie tak prawda?

Jestem aktualnie otoczona młodymi ludźmi, wychowywanymi w inny sposób niż ja. Ważne, jest żeby szybko się usamodzielnić, mieć dobrą pracę i być człowiekiem sukcesu. Na pierwszym miejscu jestem ja i mnie ma być dobrze. Inni są mniej istotni. Zapatrzeni w smartfony i wirtualne znajomości zatracają potrzebę szczerej rozmowy, na rzecz pogaduszek o tym jak tu szybko się dorobić. Związki, hmmm, no dobra, seks, fajnie jest z kimś iść na randkę, ale jeżeli zaczyna się docieranie i pierwsze sprzeczki, to nie, podziękuję. To mi ma być dobrze i wygodnie, przecież jest Tinder. Nie wiążę tego oczywiście tylko z wiekiem, widzę to również u równolatków. Ale jak tak ciągle jesteśmy skupieni na sobie, wybieramy szybkie rozwiązania na zaspokojenie potrzeb, nie wchodzimy w głębsze relacje z ludźmi (nie mówię jedynie o związkach) to trudno się dziwić, że czujemy się później samotni.

Mam znajomą tu w Sztokholmie, z którą lubię rozmawiać o relacjach międzyludzkich. Urodziła się w Szwecji i mówi, że w jej kraju samotność jest bardzo dużym problemem. Sama się tak czuła, jej znajomi tak się czuli, a mimo wszystko większość nie starała się nic zmienić. Na pierwszym miejscu ekonomia, dostosowanie się do tego jacy są inni, bo w ten sposób łatwiej zapewnić sobie poczucie przynależności do społeczeństwa. A jak jest w rzeczywistości?

Na koniec mam coś dla Was. Obejrzyjcie, zastanówcie się.

 

Bardzo ciekawi mnie Wasze zdanie na ten temat. Czy czuliście się samotni, mimo, że otaczali Was ludzie? Jak sobie z tym poradziliście? Czy znacie ludzi, którzy otwarcie mówią, że czują się samotni z jakiegoś powodu. Choroba? Emigracja? Brak zrozumienia? Odmienność? Temat samotności w dzisiejszych czasach wiążę się z czymś nad czym pracuję i będę jeszcze pracowała długo, więc bardzo chętnie zapraszam Was do kontaktu. Każda historia, każda osoba, która ma ochotę podzielić się ze mną swoimi odczuciami jest na wagę złota!

Veganama Opublikowane przez: