Rocznicowa Trosa

2.06.2015- trzecia rocznica naszego ślubu. Nic nie zapowiadało hucznego jej świętowania, więc rano po zjedzeniu śniadania z Matyldą, jeszcze nie rozbudzona do końca, szykowałam się na siłownię. Jednak plany się zmieniły jak dostałam wiadomość od męża, że o konkretnej godzinie mam być na stacji metra Liljenholmen. To mnie trochę zdziwiło, bo było wcześnie rano, a na tej stacji metra nigdy się nie umawialiśmy. Coś się święci, ale przecież mieliśmy nigdzie nie jechać, bo praca, bo zaawansowana ciąża, różne czekające nas wydatki. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać, ale spakowałam rzeczy Matyldy jak na standardowy spacer i pojechałyśmy w umówione miejsce. Okazało się, że tata/mąż zabiera nas na wycieczkę poza miasto, do urokliwego miejsca o nazwie Trosa. Idealnie! Lubimy poznawać nowe miejsca, a szczególnie malownicze i spokojne. Z wymienionej wcześniej stacji metra do centrum miejscowości autobus jedzie ok. 1h. Także na podróż z szybko nudzącym się maluchem i kręcącej się z miejsca na miejsce ciężarnej w sam raz. Bilety kosztują standardowo 130 SEK, a niektóre kursy w wybranych godzinach 80 SEK. Maluchy podróżują za darmo.

Gdy dotarliśmy na miejsce udaliśmy się do informacji turystycznej i tak polecam zrobić każdemu odwiedzającemu to miejsce. Oprócz mapki i krótkiego przewodnika, są też informacje o kursujących tu statkach, wycieczkach, wędkowaniu i innych wartych odwiedzenia miejscach okolicy. Mój mąż mówi, że bez mapy podczas zwiedzania jakiegokolwiek miejsca robię się nerwowa, więc jak już ją zdobyłam wybraliśmy się na spacer trasą zalecaną przez przewodnik. Cudownie spacerowało się wzdłuż kanału prowadzącego do portu oraz wąskimi uliczkami ze starymi pięknie zachowanymi domami. W trakcie spaceru postanowiliśmy zrobić przerwę na obiad i wstąpiliśmy do starej wędzarni ryb Fina fisken. Bardzo przyjemne miejsce. Mąż miał dużą ochotę na rybę, a ja cóż… bałam się, że skończy się kawie. W końcu miejsce zdecydowanie wskazywało na to, że nie mają raczej wege propozycji. I niestety w karcie nie figurowało żadne wegańskie danie. Jednak kelner po konsultacji z kucharzem przedstawił ciekawą opcję, więc postanowiłam zaryzykować. Dostałam pięknie podaną wariację szparagową, jak to sama nazwałam. No, niebo w gębie! Przed restauracją znajduje się sklepik, w którym można kupić świeże pieczywo, serwowane również w restauracji oraz różne słodkości. 

Kontynując gastronomiczną fazę poszliśmy do kawiarni i manufaktury czekolady w jednym Kutterkonfekt. Miejsce malutkie i niepozorne, ale ile dobroci w środku! My byliśmy przed sezonem turystycznym, ale wszystkie stoliki były zajęte. Na miejscu można napić się kawy (jest mleko sojowe i bez laktozy), czekolady, zjeść ciastko, wybrane wcześniej czekoladki lub marcepanowe figurki. Wszystko własnej produkcji. Przy każdym produkcie są oznaczenia dla alergików, co zawiera dana słodkość. Bosko, ile to ułatwia osobom takim jak ja!  Arek jest ogromnym fanem czekolady, więc był w raju. Ja troszkę mniej, ale nie powiem, że skusiłam się na co nieco.

Samo miejsce, jak się później dowiedziałam, jest bardzo chętnie odwiedzane przez szwedów. Szczególnie w sezonie, który zaczyna się od połowy czerwca. Trosa jest na prawdę urokliwa, spokojna i idealna dla fanów aktywnego wypoczynku takich jak żeglowanie, jazda na rowerze, jazda konna itp. Myślę, że kiedyś jeszcze tu wrócimy!

IMG_1104

IMG_1116

IMG_1110

IMG_1150

IMG_1148

IMG_1159

IMG_1137

IMG_1139

IMG_1169

IMG_1132IMG_1135IMG_1128IMG_1101IMG_1193IMG_1094

Veganama Opublikowane przez: