Przecież Ty tak naprawdę nie rodziłaś…

Co jakiś czas spotykam się z takim tekstem w mediach społecznościowych. Czy to na facebooku, czy na jakiś forach (kiedyś dzieciowych, teraz już na nie wchodzę). Kobieta, która rodziła przez cesarskie cięcie to nie prawdziwa matka, bo przecież „z niej dziecko wyjęli”. Nie czuła skurczy porodowych, nie rodziła tak długo w bólach. Ona się tylko położyła na stole operacyjnym i już, myk bobas na świecie. Dziecko będzie miało słabszą odporność, mniejszą więź z matką, samo zło, mówią ekspertki… Sama spotkałam się z tekstami, że ja to miałam dobrze, bo nie czułam tych prawdziwych skurczy, to jest dopiero… Że taki poród jak miałam to pikuś.

Poród przez cesarskie cięcie to nie pikuś. To strach przed wieloma rzeczami. To emocje, to ból. To poród, nie pikuś.

Rodziłam dwa razy przez cesarskie cięcie. Pierwszy raz próbowałam naturalnie, kilkanaście godzin. Skończyło się porodem cesarskim z przyczyn fizjologicznych. Czy czułam rozczarowanie, że nie nie urodziłam naturalnie? Nie. Czy czułam się niepełnowartościową kobietą, matką? Nie. Cieszyłam się, że moje dziecko jest zdrowe. Pewnie, gdybym żyła w innych czasach, mogłabym nie przeżyć. Cieszę się, że tak się nie stało.

W szpitalu, w którym rodziłam w Polsce, kobieta po cesarce, kobieta po operacji brzusznej, nie może leżeć na sali pooperacyjnej z dzieckiem. Po znieczuleniu nie ma czucia od pasa w dół i dziecko zabierają położne. Czy to właśnie ten raj dla matki?

Kobieta po cesarce ma bliznę na brzuchu. Na lini majtek mówią jej lekarze. Nie będzie widać. To prawda, ale ona widzi. Ja mam dwie. Mój ginekolog w Polsce powiedział, że lekarz który mnie operował miał poczucie humoru. „Twoja blizna jest w kształcie znaczku Nike. Hehe”. Ale Szwedzka lekarka zepsuła to piękne logo odnóżką w drugą stronę. Moje blizny goiły się długo. Te widoczne na skórze szybciej, ale z tymi w środku do dziś mam pewne problemy…

Poród naturalny ma swoje komplikacje, wiążę się z bólem i ogromnymi emocjami. Poród cesarski też. Po co te porówania, po co te przechwalanie się, że ja to bez znieczulenia i to jeszcze w 3h. Przecież każdy jest inny, każda z nas ma inną psychikę, próg bólu, fizjonomię. Po co te osądy? Niech każda kobieta rodzi jak chce (lub jak może). Jak nie chce naturalnie, bo się boi albo nie chce, bo nie, to jej sprawa. To my kobiety powinnyśmy się w takich sprawach wspierać, w internetach wirtualnie przytulać, a nie dzielić na obozy tych „prawdziwie rodzących” i tych „innych”. Wiele z nas puści mimo uszu takie słowa, jednak nie każdy. Szczególnie w tak emocjonalnym okresie jakim jest połóg. Takie słowa potrafią mocno zranić. Zastanów się zanim rzucisz słowa w eter…

Veganama Opublikowane przez: