Projekt dzik #3

Minęło trochę czasu od ostatniego wpisu z cyklu #projektdzik. Ale to nie dlatego, że projekt przestał istnieć. Co to to nie. Po prostu zarobiona byłam. Serio, to był dla mnie bardzo intensywny miesiąc pod wieloma względami. Goście, moje podróże, podróże Arka, sesje zdjęciowe, wizyty u lekarzy, spotkania i długo wyczekiwany półmaraton. Mimo, że życie pędziło jak pendolino, nie zapominałam o aktywności. Były przerwy, była kontuzja stopy, pilnowanie diety, ale i kulinarne grzeszki. Zresztą wszystko Wam opowiem po kolei…

Moje treningi

Przez najbliższe dwa tygodnie moje treningi będą wyglądały tak jak ostatnio. Zostawiam więc rozpiskę z poprzedniego wpisu. O zmianach poinformuję Was w następnym dzikowym poście. W związku z kontuzją stopy i skoncentrowaniu się na bieganiu przez zawody, mój plan treningowy w ciągu ostatnich czterech tygodni zmienił proporcje. Wtedy kiedy nie mogłam biegać ćwiczyłam na siłowni, odciążając nogę. Poszłam do fizjoterapeutki, która wymasowała mi stopę, obkleiła ją i kazała odpoczywać. Nie powiem, że na kilka tygodni przed półmaratonem bardzo mnie to zestresowało. Pomyślałam sobie przez chwilę, że to powtórka z zeszłego roku. Jednak kontuzja nie była tak poważna, skupiłam się na pozytywnym myśleniu, rolowaniu, rozciąganiu i masowaniu. Udało się. ból ustąpił, a noga wróciła do sprawności. Chwilę później wytrącił mnie z równowagi wyjazd do Warszawy, podczas którego nie ćwiczyłam. Powrót do biegania nie był lekki, ale byłam bardzo zdeterminowana i myślałam tylko o półmaratonie. Pokazało mi to, że wszystko siedzi w mojej głowie. Oczywiście umysł mi podpowiadał, żeby odpuścić, przecież przebiegłam ostatnio jedynie 10 km, później miałam długą przerwę, nie wybiegałam tyle ile trzeba. Jednak zawalczyłam o marzenie! Zrobiłam tyle treningów ile mogłam, w tym sporo podbiegów, pamiętałam o odpowiednim odpoczynku i rozciąganiu. Osiągnęłam upragniony cel! Szczęście milion!

  1. Treningi na siłowni
    Na siłowni spędziłam sporo czasu w pierwszej części miesiąca, przez kontuzjowaną stopę. Tak jak pisałam w ostatnim wpisie,  udało mi się tak je wpasować w rytm dnia, że przestały być dla mnie „wyjściem na siłownię”, tylko normalnym elementem codziennej rutyny. Na każdym treningu rozpisanym przez trenerkę skupiałam się na innych partiach ciała. Najbardziej lubię treningi obwodowe na dolne partie i te ze sztangą. Ogólnie są to 4 treningi w tygodniu, na których pracuję z ciężarami.
  2. Treningi biegowe
    Treningi biegowe przed kontuzją polegały głównie na zwiększaniu dystansu i włączeniu większej ilości podbiegów. Biegałam jedynie na siłowni, jednak po powrocie z Warszawy, wróciłam na leśne ścieżki i szybko przekonałam się, że jest to zupełnie inne bieganie. To jest to, co kocham najbardziej. Las, sarny przebiegające drogę, ścieżki z przeszkodami, błoto. Jedynie mocno narzekałam na górki, których w mojej okolicy nie brakuje. Podziękowałam im po półmaratonie, bo na trasie dzięki nim, żadne wzniesienie nie było dla mnie problemem. Aaa no i wróciłam do biegania z wózkiem.
  3. Treningi w domu
    Treningi w domu staram się robić raz w tygodniu, chyba, że nie mam innej opcji, bo mam dużo na głowie danego dnia, to wtedy częściej. Mam rozpisany jeden trening HIIT plus zdarza mi się robić program Ewy Chodakowskiej.

Dodatkowo do tego wszystkiego oczywiście rozciąganie i rolowanie. Kiedyś tego nie lubiłam, zapominałam i traktowałam jak coś niepotrzebnego. Aktualnie tak bardzo polubiłam rozciąganie, że wykonując je regularnie, doszłam do szpagatu. 

Liczby

Tak jak pisałam wcześniej, waga nie jest dla mnie wyznacznikiem postępów. Nadal jest to 66 kg, ale podczas tych czterech tygodni były jej wahania. Dopadła mnie kontuzja, musiałam wstrzymać się z bieganiem na prawie dwa tygodnie, więc treningi aerobowe odpadły. Ponieważ nie chciałam zupełnie zaprzestawać treningów robiłam co mogłam w domu i na siłowni. 

Wymiary się nie zmieniły, nadal  92-74-94.

 

Dieta

Czysta micha w domu, żaden kłopot. Śniadania są dla mnie najłatwiejszym posiłkiem. Zazwyczaj piję smoothie z bananem, masłem orzechowym, olejem kokosowym i białkiem roślinnym. Do tego szpinak lub jarmuż, owoce i porządna dawka energii jest gotowa w kilka chwil. Kolejnym posiłkiem jest najczęściej sałatka ze strączkami, tahini i pestkami. Nie brakuje również ciepłego posiłku, Zazwyczaj jest to chill sin carne, dahl z soczewicy albo curry z kalafiorem i słodkim ziemniakiem. To moje ukochane dania. Zastanawiam się nad wpisem z moimi ulubionymi posiłkami w ciągu dnia. Zainteresowani?

Podczas wyjazdu do Polski zdarzyły się grzeszki, ale widzę z perspektywy czasu, że jest ich znacznie mniej. Myślę, że za dużo poszalałam z pieczywem, glutenem itp. Od razu widzę to po mojej cerze i wzdętym brzuchu. Ponieważ czeka mnie w tej wiosny/lata sporo podróży, muszę jakoś lepiej to kontrolować. Ale cieszę się, że święta spędziłam bez obżarstwa i aktywnie. Dużo biegałam, jadłam zdrowo, żadnego picia winka przed zawodami 😉 Pod tym względem byłam konsekwentna.

Cele

Największy cel jaki miałam na ten rok, to półmaraton. Udało się. Jestem bardzo szczęśliwa, że mimo wielu przeszkód nie poddałam się, zawalczyłam o marzenie i je spełniłam. Więcej o tym wydarzeniu napiszę jeszcze na blogu. Przeglądam sobie kalendarz biegowy w Sztokholmie i pewne zawody mnie kuszą, ale na razie skupiam się na wzmocnieniu i ujędrnieniu sylwetki. Podczas wizyty u specjalisty terapii manualnej dowiedziałam się, że jestem zbyt „wiotka” i muszę wzmocnić mięśnie. To już kolejna taka diagnoza. Moja rehabilitantka w Szwecji mówiła to samo.

Co u ekipy dzików?

U dzików rewolucje życiowe. Arek na kursie, w między czasie podróżuje po Polsce, ale cały czas trenuje. Jego celem jest triathlon w Warszawie, który już w czerwcu. Za to Angelika po wyprowadzce z Wielkiej Brytanii ciągle w biegu, odwiedza przyjaciół, rodzinę, znajomych, także również ma intensywny czas przed sobą. Jednak nie zapomina o treningach, biega, chodzi na basen, także trzymam kciuki za jej szybkie 5 km, które już całkiem niedługo.

 

Veganama Opublikowane przez: