Post dr Dąbrowskiej podsumowanie

Za mną 6 tygodni postu dr Dąbrowskiej i wychodzenie. Szczerze mówiąc jestem z siebie bardzo dumna i cieszę się w tym natłoku zajęć i obowiązków dałam radę wytrwać w postanowieniu. Początek nie był dla mnie łaskawy. Bolący kręgosłup i oczyszczające się zatoki nie były miłym rozpoczęciem oczyszczania organizmu, ale pewnym rodzajem drogowskazu, że obrałam dobrą drogę.

Ponad rok temu u naturopaty dowiedziałam się o pewnych dolegliwościach i zaniedbaniach. Nie były to żadne choroby przewlekłe, bardziej ostrzeżenie, że jak dalej będę funkcjonować jak dotychczas mogę się nabawić czegoś poważniejszego. Kilka miesięcy nic z tym nie robiłam, bo przecież jak nic takiego się nie dzieje, to można żyć dalej. Jednak kiedy doszło do tego permanentne życie w stresie i pędzie, to organizm dawał sygnały, że już tak dalej nie chce. W trakcie wizyty w szpitalu po ataku paniki uświadomiłam sobie jak bardzo potrzebuje zadbać o siebie.

Wzięłam się zatem za rzeczy z listy plus zrobiłam dodatkowe badania. Testy na alergie pokarmowe potwierdziły moje obserwacje organizmu, a po nich w kolejce było oczyszczanie. Przewlekły, stres, zbyt małe picie wody, jedzenie w biegu… nic dobrego. Ale kiedy zrobić ten post? Ciągle coś. Wizyta u znajomych, wyjazd, warsztaty, zimno, w szkole ciągle nowe projekty. To się prędko nie zmieni. Z dnia na dzień, po przejrzeniu książki o diecie po raz kolejny (oczywiście chciałam zacząć już wieki temu) po prostu ją zaczynam. Wiem, że najlepiej jest solidnie się do tego przygotować, zrobić zakupy, zakwas powinien stać w lodówce. Jednak u mnie to musiało nastąpić teraz, o! Nie było na co czekać, odkładać, zastanawiać się i szukać nowych wymówek. Zawszę będzie nieodpowiedni czas.

W dziennikach opisałam wszystko na bieżąco :

Dzień po dniu, lepsze i gorsze momenty. Czytałam, że dobrze dla osób będących na diecie mieć spokój. Ja go nie miałam. Na początku myślałam sobie, że to może mnie zgubić. Nie będę miała czasu na gotowanie, przygotowanie posiłków. Jednak wielkim wsparciem był dla mnie Arek. Wymyślał coraz to nowe potrawy i pakował lunche do szkoły. Do było dla mnie hiper ważne, bo w tym natłoku zajęć nie miałam głowy, żeby eksperymentować.

Czy było warto?

No jasne! Moją motywacją (jak wiele osób sądziło) nie było zrzucenie dodatkowych kilogramów. Nie powiem, czuję się teraz lepiej z rozmiarem mniej, ale o tym później. Najważniejsze dla mnie było oczyszczenie organizmu, odbudowa flory jelitowej, poprawa stanu skóry, paznokci. Chciałam wrócić do dobrych nawyków żywieniowych. Włączyć regularność posiłków, skończyć z podjadaniem, nauczyć się w końcu pić więcej wody. Nie wszystko się udało, ale jednak wiele zmieniło się na lepsze. Regularność posiłków weszła mi w krew, szczególnie jak jestem poza domem. Mam ze sobą zestaw lunchowy, wodę w termosie i nie kuszą mnie dodatkowe przekąski. Z wodą też jest lepiej, ale widzę, że najgorzej jest podczas wyjazdów. Zapominam. Muszę nad tym jeszcze popracować, chociaż widzę poprawę. Jeżeli chodzi o paznokcie i włosy to nie zauważyłam zmian, a szkoda, bo bardzo mi na tym zależało. Jednak podczas wychodzenia z postu zauważyłam w końcu poprawę cery. Podczas diety było kiepsko. Bolące gule i wysyp krostek. Cera się oczyszczała. Teraz jest całkiem dobrze.

Wspominałam Wam już wcześniej o bólu kręgosłupa i bioder. Okropne uczucie, przypominające skurcze porodowe. Czy przejście tych męk w jakiś sposób mi pomogło? Tak. Kręgosłup ma się dobrze. Nie umiem ocenić jak z biodrami, bo nie mam rentgena w oczach, ale miejmy nadzieję, że stany zapalne i wszelakie dziadostwo powiązane z kontuzjami to już historia. Nie odczuwam bólu po ćwiczeniach na siłowni (a czasem się zdarzało). Bolało mnie również prawe kolano (to które było kontuzjowane podczas przygotowań do półmaratonu). Na dzień dzisiejszy ma się dobrze i niech tak zostanie.

To, że coś się we mnie zmieniło zauważyły również osoby z mojego otoczenia. Jaśniejsze oczy, „zdrowszy” kolor skóry, przyjemny zapach skóry. Poprawił mi się również oddech i skóra na całym ciele była przyjemniejsza w dotyku.

Co jadłam

Oprócz posiłków które zabierałam do szkoły, często jadłam dość spontanicznie. Pieczone warzywa, sałatki, zupy z dostępnych w domu warzyw. Miałam książkę Karoliny Szostak z przepisami, ale nie korzystałam z nich zbyt często. Kombinowałam sama. A Arek często eksperymentował i przyrządzał postne wersje znanych nam potraw. Kilka z nich znajdziecie na blogu:

Jeżeli jesteście jeszcze zainteresowani przepisami, które powstały podczas diety dr Dąbrowskiej dajcie znać.

Ile schudłaś?

Często pytali mnie o to znajomi albo czytelniczki bloga. Na poście dr Dąbrowskiej schudłam 9 kg, a podczas wychodzenia jeszcze 1 kg. Nie spodziewałam się, że skończę z takim wynikiem, szczególnie, że nie byłam otyła. Zmagazynowałam zapasy tłuszczu i wody wokół brzucha i tu najwięcej zleciało (po 10 cm w obwodach). Jak wiecie kilogramy schodzą swoimi własnymi „algorytmami” i nie ma tak dobrze, że w cyckach zostaje, a na brzuchu sześciopak. Ta dieta nie wymodeluje za nas sylwetki. Podczas postu zalecane są ćwiczenia i bycie w ruchu i tak robiłam, ale nie uniknęłam spadków tam gdzie bym nie chciała. Zakończyłam przygodę z postem rozmiar mniejsza, ale nie zakończyłam pracy nad swoją sylwetką.

Wychodzenie

Przyznam szczerze, że wychodzenie było dla mnie bardziej wymagające, niż sam post. Po tych 6 tygodniach dostępnych jest wiele rzeczy, ma się ochotę na nowe smaki i łatwo jest się w tym wszystkim zatracić. A przecież nie o to chodzi, żeby wrócić do złych nawyków i znów zanieczyścić organizm. Moje wychodzenie nie było wzorowe. Starałam się włączać produkty stopniowo, tak jak są zalecane. Jednak kawę wprowadziłam wcześniej i po 2 tygodniach napiłam się wina. Nie miałam żadnych sensacji żołądkowych, obserwowałam organizm. Efekt jojo mnie nie dopadł, ale były momenty, kiedy długo prowadziłam ze sobą dialog wewnętrzny, żeby nie zjeść jakiegoś badziewia.

Jakieś rady?

Pytałyście o rady. Zebrałam zatem kilka, które mogą Wam pomóc w podjęciu decyzji o poście i jego planowaniu

  • Przeczytajcie książkę, wejdźcie na stronę dr Dąbrowskiej. Nie sugerujcie się wszystkim co wyczytacie w internecie. Oczywiście jest wiele sprawdzonych informacji. Dużo osób po diecie opisuje swoje wrażenia (jak ja) i chcę pomóc innym, ale kiedy zaczynacie, dobrze mieć solidną bazę. Ja sama natknęłam się na jakieś błędne tabelki i sugerowałam się niepotrzebnie czyimiś subiektywnymi opiniami.
  • Sokowirówka/wyciskarka! Zaopatrzcie się, pożyczcie od znajomych. Bardzo Wam się przyda. Pijcie soki warzywno owocowe. Moje ulubione połączenie to marchew, jabłko, imbir. Pycha!
  • Przygotujcie się, że może być Wam zimno. Mi przed dietą było ciągle ciepło. Wszyscy dookoła marzli, a ja biegałam po śniegu, odkryte kostki itp. Nie tym razem. Wprawdzie z bosych spacerów nie zrezygnowałam, ale marzłam okropnie. Spałam w ciuchach na siłownię pod kołdrą i dwoma kocami.
  • Chipsy jabłkowe! Bez nich nie dałabym rady. Dobra przekąska, można łatwo zrobić w domu. Ratowały mi tyłek nie raz. Szczególnie podczas pracy poza domem.
  • Zakupy spożywcze. Zawsze razy 3! Normalne zapasy warzyw starczały mi na chwilę. Nauczyłam się kupować więcej, bo i tak wszystko szybko schodziło. Najwięcej jadłam kalafiora, dyni, marchwi.
  • Kawa z cykorii dla kawoszy i nie tylko. W poście oprócz zimna dokuczał mi brak kawy. To taki mój codzienny rytuał. Chwila dla siebie. Wyciszenie. Cykoria mi to częściowo zastąpiła. Na początku nie pałałam do niej miłością, ale później kupowałam na zapas. Z Polski przywiozłam sobie taką do parzenia, w Szwecji kupiłam instant. Sporo jej piłam przez 6 tygodni.
  • Dobrze jest postawić na jak najbardziej naturalną pielęgnacje skóry w czasie postu. Ja osobiście głównie używałam oleju kokosowego do ciała i różnych olejków do twarzy.
  • Na bóle kręgosłupa (jeżeli Was dopadną) pomocne jest rolowanie i ciepłe okłady (termofor, worek z owsem).
  • Polecam Wam przygotowywanie posiłków na zapas i zabieranie ich ze sobą. Zupy są świete na lunch! Rozgrzeją, nasycą i możecie je przygotować na kilka dni. U mnie królowały pomidorówki i przeróżne zupy z dostępnych warzyw. Krem z dyni, krem z marchwi z imbirem.
  • Pijcie dużo. Herbatki ziołowe, ciepłe napary, soki. Mi się zdarzało pić samą przegotowaną wodę jak nie mogłam dostać w kawiarni dozwolonej herbaty.
  • Nie bójcie się ćwiczeń! Bałam się, że na poście będę bardzo słaba. Jednak nie czułam wielkiej różnicy podczas treningu na siłowni lub na biegówkach.

 

Veganama Opublikowane przez: