Poród w Szwecji

Liliana ramka portret

Dokładnie 6 dni temu na świecie pojawiła się nasza druga córeczka Lilianka. Miałam pełno obaw przed tym porodem. Że się nie dogadam, bo nie znam jeszcze zbyt dobrze szwedzkiego. Że coś będzie nie tak ze znieczuleniem, bo na wizycie z anestezjologiem nie do końca się zrozumieliśmy (Pan słabo mówił po angielsku). No i oczywiście, tysiąc innych myśli, czy dzidzia będzie zdrowa, jak przebiegnie operacja, czy nie będzie komplikacji. Dostałam też informację, że skoro Matylda miała konflikt grup głównych krwi, dość silną żółtaczkę i później była leczona na niedokrwistość, to drugie dziecko będzie miało to samo. Byłam przygotowana więc, że dłużej zostaniemy w szpitalu.

Na szczęście rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Do szpitala mieliśmy zgłosić się na 7:30, w dzień planowanego porodu. Po wejściu do budynku jeszcze nie czułam, że to będzie już za chwilę. Położna zbadała mi ciśnienie, urządzeniem wyglądającym jak zabawkowe mini usg, sprawdziła bicie serca dziecka i jego położenie. Później przyniosła nam nasze super stroje na salę operacyjną w tym mega śmieszne długie skarpety, kazała połknąć 2 tabletki paracetamolu i czekać na operację. Arek wypił jeszczę kawę i poszliśmy. Była 8:15. Położna była mega sympatyczna, uspokajała i ciągle pytała, czy nie zrobić nam zdjęć. Myślę, że to dzięki niej opanowałam płacze i lamenty przed operacją. Później na sali, każda osoba z zespołu operacyjnego przyszła do nas aby się przedstawić. Cały czas siedział przy mnie pielęgniarz, który opowiadał co dokładnie będzie się działo, wtrącając co jakiś czas jakieś dowcipy i śmieszne historie. Arek również dostał swoje krzesełko tuż koło mnie i zaczęło się. Najpierw wenflon, później znieczulenie podpajęczynówkowe, którego najbardziej się bałam. Bólu zero. Przez 1 sekundę czułam lekkie rozpieranie w okolicy wkłucia, poźniej przyjemnie rozchodzące się ciepło. Po chwili mnie mocno zemdliło, myślałam, że zwymiotuję, Arek przerażony, bo moje tętno spadło ze 100 do 50. Na szczęście zaraz wszystko się unormowało i zaczęła się operacja. Bólu nie było, ale przez chwilę czułam szarpanie, gniecenie. Arek ciągle przy mnie był, widzę, że się cieszy, mówi, że to już za chwilę. I jest! Widzę ją zza parawanu, łzy lecą ze szczęścia. Nasza Lili! Jest idealna. Lekarz mówi, że jest zdrowa. Jeszcze moment szycia i będę mogła ją wziąć w ramiona. Wcześniej ważna chwila, odcięcie pępowiny. Tego nie widziałam, ale wszystko jest udokumentowane na zdjęciach. Dumny tata ubrał Lilianę w pieluszkę i cały czas miał ją na rękach. Po przetransportowaniu nas do sali pooperacyjnej dostałam ją do siebie do karmienia i już nie rozstawałyśmy się do dnia wyjścia ze szpitala. Bardzo się z tego cieszyłam, bo Matyldę zabrano mi po operacji na całą noc i później na różnego rodzaju badania.

Znieczulenie przestało działać bardzo szybko. Jeszcze tego samego dnia wieczorem stanęłam na nogi i wyjęto mi cewnik. Wszystko działo się o wiele szybciej niż przy poprzednim porodzie. Tak samo z jedzeniem. Byłam mile zaskoczona tym, że mogłam normalnie zjeść i napić się zaraz po przetransportowaniu do pokoju. Przyszła do nas Pani z listą posiłków i mogliśmy wybrać co chcemy zjeść na lunch i kolację. Wersja wegańska była dostępna, więc wygłodniała od razu zamówiłam posiłki. Zdecydowaliśmy się, że Arek zostanie ze mną cały pobyt w szpitalu, skoro jest taka możliwość. To była świetna decyzja pod każdym względem. Po pierwsze, fizycznej pomocy dla mnie. Po cesarce wstawanie, poruszanie się, opiekowanie się noworodkiem jest jednak utrudnione. Po drugie psychicznej pomocy, bo jednak obecność najbliższej osoby w takich chwilach jest bardzo ważna, doceniłam to teraz bardzo, mając porównanie z pobytem w szpitalu z Matyldą. Po trzecie Arek mógł być z Lili od pierwszych chwil, mieć z nią cały czas kontakt, obserwować ją. Wiem, że było to dla niego bardzo ważne.

W szpitalu byliśmy 2 noce, czyli wg. planu. Na szczęście Lili nie miała żółtaczki, żadnych problemów zdrowotnych przez które musieliśmy zostać dłużej. Drugiego dnia wieczorem dostaliśmy wypis i następnego po śniadaniu pojechaliśmy do domu.

IMG_2661Lili4 Lili3

Lili6Lili1

Lili 88

FullSizeRender 4

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie porodu w Szwecji, śmiało piszcie. O prowadzeniu ciąży już pisałam na blogu, ale mogłam coś przeoczyć, także pytania mile widziane!

Veganama Opublikowane przez:
  • Madzia

    Tylko tyle powiem: a nie mówiłam!?? 🙂 super że już jesteście razem w domku 🙂

    • veganama

      Zawsze słuchaj Madzi- nauka na przyszłość 😀 Dzięki Kochana :*

  • Chyba specjalnie weszłam tutaj na Twojego starego posta, by się poryczeć przy czytaniu;) Ach, jakie Lili miała blond włoski zaraz po przyjściu na świat, cudowna!:)

  • Jak kruszynka z niej malutka <3. Aż się wzruszyłam czytając ten wpis!