PASJA.


Ja: Chciałabym mieć pasje. Tak jak Ty. I być dobra w tym co robię. Tak jak Ty.

A: To ją znajdź

Ja: Nie umiem.

A: To zacznij jej szukać.

Ja: A nie znajdzie mnie sama… ?

 

Ja

Nauka. Obsługa aparatu. Photoshop. Nieprzespane noce. Powtarzanie do znudzenia tych samych czynności, żeby w końcu weszło w nawyk i było szybciej. Czemu to takie żółte? Youtubowe tutoriale. Tysiące złotych zainwestowane w sprzęt. Pożyczki studenckie. Nietrafione inwestycje, kursy, albumy, warsztaty. Kolejne lata w szkole po 5 latach studiów.

Spanie w akademikach albo gdzie popadnie (byle był koc). Ekonomiczne wyjazdy, żeby tylko zrealizować wizje w głowie. Inwestycje, inwestycje, inwestycje. Czas wolny poświęcany na jedno. Coraz większy garb na plecach od dźwigania wszędzie ze sobą plecaka ze sprzętem (bo może analog się przyda, a instaxa zawsze trzeba brać). Zamiast wakacji wyjazdy fotograficzne. Zamiast pracy i zarabiania pieniędzy, studia w obcym języku i robienie sobie długów. Frustracja z miliona powodów. Łzy. Chwile zwątpienia.

Ale…..

Łzy szczęścia, kiedy dzieje się coś o czym marzyłam od kilu lat. Gęsia skórka, kiedy pojawiają się w głowie nowe pomysły na projekty. Poznawanie ludzi i przełamywanie własnych socjalnych barier (wyłącznie dzięki fotografii). Większa śmiałość w sięganiu po swoje. Większa śmiałość z pytaniu o niewiadome. Zachwycanie się innymi ludźmi. Skakanie podczas sesji przy zerkaniu na matrycę aparatu. Piegi, pieprzyki, krągłości, przygryzane usta, mrugające oczy. Patrzenie na świat kadrami. Zachwyty najmniejszymi szczegółami. Nieodwracalne zmiany w głowie…

On.

Niekończące się rozmowy, żeby go namówić, że to właśnie to co kocham. Że to nie słomiany zapał. Że nagle nie przestanę, jak po miesięcznej euforii na siłowni.

Wysłuchiwanie lamentów i oglądanie performanców ciskania przedmiotami, po tym jak coś mi nie wychodzi. Błaganie na kolanach, żeby wskrzesił aparat, który nagle przed sesją stwierdził, że się wyłączy i przestanie działać.

Pożyczanie pieniędzy na pierwszą lustrzankę, kredyty, spłacanie, pożyczanie jeszcze raz, kredyty, spłacanie, pożyczanie…..

Poświęcanie swojego wolnego czasu na MOJĄ PASJĘ. Asystowanie, trzymanie blendy, teł, dzieci ( ! ) zawożenie na plany zdjęciowe, nocne pociągi, autobusy i samoloty. Myślenie za mnie. Robienie herbat, obiadów, napełnianie termosów kawą i kopanie w tyłek przed każdą sesją. Opiekowanie się dziewczynkami najlepiej na świecie.

Wstrzymywanie się ze swoimi planami na rzecz moich…

Ego.

Ojesssuuuuu. Już zaraz muszę być najlepsza. Czemu mi to nie wychodzi. Czemu to tak długo trwa. Czemu mój profil na instagramie nie jest popularny. To umiem robić te zdjęcia, czy nie? Mam talent? Za mały warsztat. Za mało kursów. Za mało szkół. Muszę dostać się na tę uczelnię. Muszę sobie udowodnić. Muszę Tobie udowodnić…

NIC NIE MUSZĘ. Nie tworzę na siłę. Nie tworzę pod algorytmy i czyjeś upodobania. Słowa „rób to dla siebie, to Tobie ma to sprawiać przyjemność” zaczynają mieć sens, kiedy pełna zapału tworzę własnoręcznie książkę ze swoimi zdjęciami i widzę ją tylko ja i mój mąż. Czy muszę od razu dzielić się nią z całym światem? Mogę pracować komercyjnie, ale nie muszę. Zastanawiam się co jest dla mnie najlepsze. DLA MNIE, nie dla kolegi fotografa. Nie dla znajomych i prestiżu. Dla mnie. Sięgam w głąb siebie.Bywa, że pytam siebie kilka razy dziennie. I nie wiem. Mam jednodniową depresję. Wyciągam na stół nowe teorie. Nadal nie wiem. Ale coraz więcej opcji odrzucam. Zdaje sobie sprawę, że to męczące i to potrwa, ale powoli dochodzę do sensownych wniosków. Cieszę się, bo wiem, czego NIE CHCĘ. Rozwijam się, presja jakby odeszła…

Veganama Opublikowane przez: