One little word 2019

W 2018 moim one little word było słowo COURAGE.

Muszę przyznać, że wzięłam sobie do serca te słowa, bo przez cały rok grubo wystawiałam swoją strefę komfortu na próby. Studiowałam w dwóch szkołach fotografię po szwedzku, brałam udział w dwóch fotograficznych wystawach grupowych, sama zorganizowałam swój pierwszy wernisaż. Dużo podróżowałam sama i mimo mojej głowy w chmurach nadal żyję, nic mnie nie przejechało i zdążyłam na każdy samolot (choć niewiele brakowało żeby…). Założyłam w Szwecji firmę, a w międzyczasie poszłam do pracy i godziłam to ze szkołą. Walczyłam ze swoimi lękami (w tym przestrzeni) podczas podróży w Norwegii i pierwszy raz pracowałam jako asystent fotografa przy projekcie na Islandii. Po latach zastanawiania się i trzęsienia portkami, poszłam w końcu na terapię. Nauczyłam się pytać, prosić, nie bać się…

Nauczyłam się też, że nie zawsze wrzucanie swojej strefy komfortu na głęboką wodę ma sens. Nauczyłam się rezygnować z bezsensownych projektów, które zaczęłam (a nie lubię zostawiać nieskończonego). Nauczyłam się, że żadne pieniądze i ludzie nie są warci mojego zdrowia. Niestety to ostatnie trochę zaniedbałam.

W związku z tym, słowo które będzie mi towarzyszyć w tym roku to CARE.

Chcę zatroszczyć o to co najważniejsze w moim życiu. O swój organizm, kontynuować troskę duszy, która była jedną z lepszych inwestycji w siebie w minionym roku i poświęcić więcej czasu bliskim. Na tym chcę się skupić bardziej.

Jaki mam plan? Oczywiście czas pokaże i są to tak rozbudowane sfery życiowe, że nie chcę tu rozpisywać każdego miesiąca na czynniki pierwsze. Ale zaczynam od razu, nie ma na co czekać. Na pierwszy ogień idzie ciało, które w ostatnich miesiącach bardzo zaniedbałam, bo poświęciłam się pracy i codziennie walczyłam ze stresem. To bardzo wpłynęło na całą kondycję mojego organizmu, szczególnie kręgosłup. Po wielotygodniowej walce z nerwobólami, badaniach i konsultacjach z różnymi specjalistami ustaliłam plan powrotu do zdrowia. Za 2 tygodnie rozpoczynam rehabilitację i już pracuję nad wzmocnieniem mięśni, które totalnie się rozsypały po dwóch cesarkach. I nie chodzi tu o sześciopak, czy figurę kulturystki. Proszę samą siebie o motywację do tego, abym w końcu mogła swobodnie i bez bólu wziąć dzieci na ręce i podejść pod górkę z siatkami z zakupami (ostatnio obydwie rzeczy są niemożliwe). Tylko i aż tyle.

Plan na czas z bliskimi jest prosty. Wyjazdy. To zaczęło się sprawdzać w zeszłym roku i widzę, jak wiele korzyści przynosi. Zamiast prezentów wspólne weekendy. Bez wypasionych hoteli i luksusów na miejscu. Szlakiem Ryanaira byłam już w tym roku z przyjaciółką na Sardynii i za kilkudniowy wyjazd (bilety i spanie) zapłaciłyśmy niecałe 400 zł. Zresztą nie zawsze trzeba jechać za granicę. Ja mam większość bliskich w innym kraju, więc chce się nimi nacieszyć dłużej niż podczas plotek na kawie. Szczęście, kiedy macie siebie na miejscu, możecie sobie planować wspólny czas bez wsiadania w samolot (co najwyżej w autobus). Moje przyjaźnie zacieśniają się na wyjazdach, bo wtedy poświęcamy sobie 100 procent czasu.

Powiem Wam szczerze, że to kolejny rok, w którym wybieram sobie to jedno słowo, które ma mi towarzyszyć przez najbliższe 12 miesięcy i widzę jak się tego trzymam. Taka jedna drobna rzecz, a jak pomaga! Życzę zatem sobie i Wam, żeby ten rok był pełen troski. Dla Was samych, Waszych organizmów i bliskich <3

Veganama Opublikowane przez: