One little word 2018: Courage

W zeszłym roku było tak : „Nowy rok, nowa ja” trochę się podśmiewuję z tych słów, ale tak naprawdę sama jestem najlepszym przykładem ich prawdziwości. Nie planowałam tego, nie założyłam sobie, że od 1 stycznia nagle zmieni się moje życie. Że przestanę przypalać mleko, co mam w zwyczaju kilka razy w tygodniu, że będę uprawiać sport regularnie, mimo wyjazdów, imprez i innych wydarzeń w życiu. Minęło kilkanaście dni od wkroczenia w nowy rok, a ja mam wrażenie, że bardzo dużo się zmienia. Zmienia się bardzo moja wrażliwość, mam wrażenie, że pękają we mnie kolejne bariery. Kiedyś bałam się założyć bloga, jeździć autem, sięgnąć po aparat i przedstawić swoją wizję na zdjęciach. Jak wiele się zmieniło, kiedy powalczyłam ze swoimi demonami i mogłam poczuć radość ze spełnionych mniejszych lub większych marzeń.”

Mleko nadal przypalam doprowadzając do szału mojego męża (a może już się z tym pogodził?) i nadal bardzo się zmieniam. Coroczne podsumowania jak zwykle trochę w biegu, ale najważniejsze, że dają pogląd, że dzieje się dobrze. Że praca nad sobą popłaca, że może być ciężko, ale po coś. To, że czasem narzekam i jęczę, choć staram się coraz mniej, to wszystko dlatego, że ciągle chcę więcej i lepiej (w wielu sferach życia, co czasem ciężko pogodzić). Tak tak, wiem, że w dzisiejszych czasach mówi się o wielozadaniowości i robieniu kilku czynności na raz. Otóż ja staram się robić w jednym momencie jak najmniej. Nie wiem jak Wy, ale ja podzielność uwagi mam, ale wiem, że za długo już w swoim życiu robiłam „trzy rzeczy na raz”. Tak się da długo, uwierzcie mi, ale na dłuższą metę może być to męczące i prowadzić do wypalenia. Wy, w moim przypadku pewnie widzicie to po obecności w social mediach i po ilości wpisów na blogu, ale ja ograniczam różne rzeczy również poza „internetami”. Może nawet nie ograniczam, ale robię wolniej, staram się robić dokładniej. A co ze znajomościami? Również jest ich mniej i w tym wypadku „mniej znaczy więcej” to najwłaściwsze stwierdzenie. Nie da się przyjaźnić ze wszystkimi, nie da się poświęcić każdemu swojego cennego czasu, a każda bliska osoba tego potrzebuje. Nie neguję absolutnie internetowych pozornie powierzchownych znajomości. Ja sama mam przyjaciół, których poznałam przez instagramy/blogi. Jednak ucząc się sama na swoich błędach, wiem, że trzeba mieć do tego dystans.

Przez minione 12 miesięcy próbowałam nowych rzeczy, testowałam sama siebie w nowych środowiskach. Poszłam do szkoły, weszłam na nieznane tereny fotografii, otworzyłam się na ludzi (a zwierzęciem imprezowym i pierwszą do poznawania nowych osób to nie jestem). Jednak w tym wszystkim ciągle towarzyszył mi strach. Strach przed nieznanym, skrzywdzeniem, osądem, porażką. Mają na to na pewno wpływ moje 32 letnie doświadczenia, pewne niewypały, stereotypy, zaniżona samoocena. Mimo, że wiele się we mnie zmieniło, moja głowa się otworzyła, światopogląd poszerzył, to jednak w wielu sferach strach mnie hamował. Za strachem przyplątał się stres i mieszanka wybuchowa dała mi popalić przez ostatnie miesiące. Postanowiłam, że w tym roku powalczę z jednym i drugim.

One little word to jedno słowo, które scali Twoje 12 miesięcy walki o marzenia i realizowania wytyczonych celów. W moim wypadku będzie to słowo courage.

 

Odwaga

Wierzę mocno, że tylko brak odwagi wstrzymuje mnie przed osiągnięciem swoich celów i marzeń i chcę to zmienić. Ale chcę to zmienić realnie, bez ściemy, będąc z Wami szczera. Odwagi brakowało mi wiele lat i wiem, że nie będzie to łatwe zadanie dla introwertyka i osoby nieśmiałej w towarzystwie (szczególnie na początku), ale wiem, że warto nad tym pracować.

„Nikomu z nas życie, zdaje się, bardzo łatwo nie idzie, ale cóż robić, trzeba mieć odwagę i głównie wiarę w siebie, w to, że się jest do czegoś zdolnym i że do tego czegoś dojść potrzeba. A czasem wszystko się pokieruje dobrze, wtedy kiedy najmniej się człowiek tego spodziewa.”

Maria Skłodowska-Curie

Miałam nie raz to uczucie, kiedy chciałam coś zrobić, to były super łatwe czynności, ale bałam się zapytać/zadzwonić/spróbować/pojechać gdzieś. Wiem, że przez to, że strach był silniejszy ode mnie wiele traciłam. Czas/pieniądze/możliwości, to wszystko uciekało mi sprzed nosa przez to, że nie miałam w sobie odwagi. A czy coś takiego złego się stanie jak Ci nie wyjdzie? Jak ktoś odmówi, odłoży słuchawkę, odpisze negatywnie na maila?

Odwaga to też coś innego dla każdego. Dużo osób mówi, że jestem odważna, bo zrobiłam sobie tatuaż, czy kolczyki. Że wyprowadziłam się za granicę z małymi dziećmi. Dla mnie wydaje się to dość oczywiste. Dla niektórych nie. To nic złego, że postrzegamy różnie rzeczywistość i mamy gdzie indziej granice. Moim zdaniem jednak warto jest te granice w jakiś sposób przesuwać. Oczywiście według uznania. Dla mnie może być to sesja zdjęciowa z profesjonalną modelką w studio, a dla Ciebie rozmowa o wymarzoną pracę, na którą się nie decydowałeś, bo masz za słabe kwalifikacje (na pewno?).

Zastanów się, czy naprawdę chcesz iść przez życie bojąc się próbować? Ponosić porażki, ale wyciągać z tego lekcje. Poznawać nowe, nie koniecznie dobre dla Ciebie, ale chociaż posmakować koniuszkiem języka. Cieszyć się chwilą, zamiast się martwić, że coś od razu nie wyjdzie. Ja nie chcę, a Ty?

Veganama Opublikowane przez:
  • Kasia | Na Walizkach

    Mam wrażenie, że doskonale Cię w tej chwili rozumiem. Sama walczę z różnymi strachami, ostatnio w zasadzie stale 😉
    Nie lubię odbierać telefonów, a na zakupach w sklepie miewałam problemy z podejściem do ekspedientki i poproszeniem o paczkę sera na wagę. A potem zdecydowaliśmy się wyprowadzić do Sztokholmu i teraz sama zaczynam small talk po szwedzku, bo chcę ćwiczyć język. Rozmowy w angielsku stały się codziennością, bo przecież w tym języku pracuję.
    Pod koniec roku zaczęłam się wspinać – poszłam na kurs sama i choć wejście na górę (12-14m) to nieraz dalej dla mnie wyczyn, to najbardziej mnie cieszy, że ze stanu ‚Nie mam siły, zero techniki, a co jak spadnę?’ doszłam do etapu kibicowania sama sobie i powtarzania, że jak spadnę to spadnę, w końcu po to jest uprząż z liną 🙂

    Co do wielozadaniowości, to jeden z mitów, z którym walczę w pracy. To, że robimy 3 rzeczy na raz wcale nie oznacza, że zrobimy wszystko 3 razy szybciej. Co więcej, często ‚przełączenie kontekstu’ może nas tyle kosztować, że albo stracimy więcej czasu albo część zadań będzie zrobiona niechlujnie. Bycie zajętym nie oznacza bycie produktywnym 🙂 A działając tak długoterminowo po pierwsze tracimy coś innego – zdolność do koncentracji na jednym zadaniu, a po drugie przynosimy szkodę naszym mózgom.

  • Odwaga to dobre słowo na ten rok, te grancie zawsze będą się przesuwać, ale dzięki temu człowiek odważy się robić jeszcze więcej i pokonywać swoje słabości, wychodzić poza te sfery komfortu. ja w tym roku będę kończyć studia, na razie daję z siebie wszystko by poszło bardzo dobrze, ale wiem, że w głowie mam już wiele takich myśli odnośnie przyszłości, pracy, strach i stres. dlatego pomyślałam, że tym one little word (o czym pisałam też już u Klaudii http://klaudiakoldras.pl) będzie dla mnie present – by żyć tym co jest teraz, cieszyć się każdą chwilą, być obecnym całym sobą w danym momencie.. a nie wybiegać panicznie w przyszłość (nie mówiąc już o przeszłości!).