O pracy nad sobą słów kilka…

Kiedy piszę tego posta w czwartek po północy, wiem, że powinnam kłaść się spać, ale nie mogę. Nie mogę, bo od powrotu z Berlina, mam problemy ze snem. Wystawa, emocje. nowi ludzie 24 h na dobę, robienie wielu rzeczy na raz. Jazda samochodem ze Szwecji do Niemiec wtem i z powrotem. Introwertyk z 20 latkami na wyjeździe, w pubach, imprezach i rozmowach o sztuce w nie do końca płynnym języku brzmi jak wyzwanie. Tak też było. Nie jestem zwierzęciem imprezowym, otwieram się po czasie i dla wybranych. Taka jestem i akceptuje to w pełni. Dlatego takie sztuczne sytuacje/środowiska są dla mnie trochę stresujące.

Początki były ciężkie, ale jak to na wyjazdach bywa ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać, trochę przez to, że są do tego zmuszeni. Ale to dobrze, bo poznajemy się lepiej, osoby, z którymi mieliśmy najmniejszy kontakt okazują się największymi sprzymierzeńcami. Niektóre znajomości się zacieśniają.

Tak już mam, że staram się z każdej nawet najbardziej niewygodnej lekcji, wyciągnąć coś dla siebie. Jakieś najmniejsze wnioski, przemyślenia, a może motywację na jakieś nowe działania. Berlin mimo wielu cudownych zdarzeń, ciekawych miejsc i spełnionego marzenia o odwiedzeniu Helmut Newton Foundation (miejsca poświęconego jednemu z moich ulubionych fotografów), dał mi trochę w kość. Ale będę go wspominać cudownie, bo utwierdził mnie w przekonaniu…

Nie bój się być sobą!

Nie bój wyrażać swoich opinii, chociażby były najdziwniejsze. Nie bój się ubrać tak jak masz ochotę, mimo, że sytuacja wymaga od Ciebie czegoś innego. Nie bój się powiedzieć, że Ci smutno, jak naprawdę tak się czujesz. Czemu masz udawać, że rzygasz tęczą. Nie bój się milczeć, kiedy w towarzystwie każdy gada, żeby gadać. Mów wtedy, kiedy naprawdę chcesz i masz coś do powiedzenia. To wszystko sprawdziłam sama na sobie. Z niektórymi sytuacjami było dziwnie na początku, ale później poczułam dużą ulgę, że nie muszę udawać.

Kiedy decydujesz się pracować nad sobą, to musisz liczyć, że często będzie pod górkę. Człowiek nie zmienia się z dnia na dzień. Nie wprowadza zmian w życie po przeczytaniu jednej motywującej książki i wszystko jest pięknie. To jest naprawdę ciężka praca. To czas kiedy zmieniamy myślenie, walczymy z przyzwyczajeniami i myślami zbieranymi przez lata. Jest wiele momentów, kiedy mózg podpowiada, żeby sobie darować. Bo przecież kiedyś było wygodniej, to po co teraz to wystawianie się na próbę i przełamywanie strachów. Bywa też tak, że ciężko poradzić sobie z nowymi uczuciami, zmianami w świadomości. Odkrywając siebie na nowo, poszerzając horyzonty, próbując nieznanego można poczuć się przytłoczonym, trochę przerażonym. Nie ma w tym nic złego. Ja nauczyłam się akceptować te momenty. Pozwalam sobie na smutek, wyciszenie i analizę. Wiem, że jak będę tłumić te uczucia, to będzie gorzej. To przechodzi, wzmacnia i idę dalej.

„By robić postępy jako człowiek, nie poprzestawaj na walce ze swoimi wadami, ale rozwijaj także swoje zalety”. Christophe Andre

Praca nad „lepszą wersją siebie” daje wiele satysfakcji. Trzeba tylko cierpliwości. To coś czego uczę się każdego dnia. To tak jak z ważeniem się po rozpoczęciu diety. Nie schudniesz 5 kg po dwóch dniach odstawienia ciasteczek. Tak samo jak nie zrobisz zdjęcia na wysokim poziomie po zakupie lustrzanki. Czas, pokora, cierpliwość, chęć poszerzania wiedzy i pogadamy za 2 lata.

I miej tę świadomość, że niektórym nie będzie się podobało się, że ciężko pracujesz nad sobą. Że możesz stracić „znajomych” lub akceptację Twoich wyborów. To tak naprawdę najlepsza selekcja osób, którymi się otaczasz. Na początku może być to ciężkie doświadczenie. Szczególnie jeżeli ze swoimi przekonaniami i wyborami idziesz mocno pod prąd lub jesteś bardzo wrażliwą osobą. Ale przecież liczy się jakość, a nie ilość prawda?

Ten rok w szkole staram się wykorzystać na maksa, do każdego większego zdania podchodzę bardzo poważnie i nie idę na łatwiznę. Nikt mi nie kazał brać się za eksperymenty z grafiką komputerową i fotografią. Nikt nie kazał robić projektów starym Hasselbladem, który waży tonę i zajmuję połowę bagażu podręcznego. Ja sama chcę próbować nowego. Tym jest dla mnie praca nad sobą. Wiem, że nawet jeżeli nic spektakularnego z tego nie wyjdzie, to ilość wiedzy jaką uzyskam podczas samego dochodzenia do celu, jest o wiele cenniejsza niż sam efekt. I pojęczę sobie, ponarzekam, że nie umiem, ale w końcu swoim pokrętnym sposobem dojdę do celu. Tak właśnie było z wystawą, ale o tym opowiem, w następnym wpisie…

Veganama Opublikowane przez: