Najlepsze momenty 2016

Piszę ten post kilka dni po nowym roku słuchając soulowej playlisty na Spotify. Właśnie kiwam głową i pośpiewuje „Respect” Arlety Franklin. Tak się zastanawiałam, czy w ogóle robić takie podsumowanie, ale jak zaczęłam zbierać te dobre chwile w jedno, stwierdzam, że to świetne ćwiczenie wdzięczności. To był dobry rok. Mam wrażenie, że dzięki pozytywnemu nastawieniu, otworzeniu się na ludzi, blogowi i kraju w którym mieszkam tak miło wspominam minione miesiące. Wiadomo zawsze coś tak nie wyjdzie, zdarzy się coś nieprzyjemnego, emocjonalnie zapamiętujemy smutniejsze chwile. A jakby skupić się tylko na tych dobrych i pozytywnych? Mój dzisiejszy post będzie właśnie o tym. Przed Wami najlepsze momenty 2016.

Podwójna mama

W sierpniu 2015 na świecie pojawiła się Lili. Poród i opiekę po nim wspominam niesamowicie miło. Jestem bardzo wdzięczna, że udało mi się urodzić bez komplikacji i moja regeneracja trwała tak krótko. Mimo, że mieliśmy już z Arkiem doświadczenie z opieką nad Matyldą, to jednak druga córka to organizacja na nowo. Wstąpiła we mnie niesamowita energia, godziłam wiele rzeczy na raz. Przygotowywałam się do półmaratonu, pisałam bloga, robiłam zdjęcia, uczyłam się fotografii,  szwedzkiego, podróżowałam, czytałam książki. Nie sądziłam, że uda mi aż tak wiele zrobić, mając tak ograniczony czas. Oczywiście w tym wszystkim bardzo ważne jest wsparcie drugiej połówki, więc wielkie wyrazy wdzięczności należą się Arkowi, który bardzo mi we wszystkim pomaga i wierzy w moje czasem szalone plany.

Sesje zdjęciowe

W minionym roku zdecydowanie postawiłam na swój rozwój fotograficzny. Oczywiście to nie koniec, ale myślę, że te miesiące były przełomowe. Działo się bardzo dużo, uczyłam się bardzo dużo. Zaczęłam od sesji zimowych z Tosią i Magdą na początku roku, po zdjęcia w Szwecji w plenerze, edytorial w Magazynie Vege, sesje noworodkowe, ciążowe i narzeczeńskie. Zostałam zaproszona również na ślub i wesele jako drugi fotograf przez Beatę, która robiła zdjęcia na naszym ślubie w Muszynie. A cały czas wspierała mnie niezastąpiona Marta Moosiątko Streng. Wszystko dzieje się bardzo szybko, najbliższe miesiące zapowiadają się jeszcze bardziej intensywnie. Mam  nadzieję, że pozwolą mi się nadal się rozwijać i odkryć swoją dalszą fotograficzną drogę.

Strona fotograficzna

To był dla mnie przełomowy moment. Ciągle odwlekałam to w czasie. Bałam się, nie wiedziałam, czy jestem wystarczająco dobra, czy mam odpowiednią ilość materiału. Przekonali mnie znajomi i przyjaciele oraz mąż. Myślę, że bez ich wsparcia jeszcze długo bym czekała. To chwila, kiedy byłam bardzo wzruszona, a zarazem czułam niepokój. Zaczynało się dziać coś, o czym nie śmiałam marzyć. Coś co wydawało się dla mnie nieosiągalne, stawało się realne. Strona powoli od kwietnia się rozkręca i pojawiają się kolejne sesje, głównie inspirowane naturą.

Podróże

Wydawać by się mogło, że miniony rok nie będzie obfitował w podróże. Mamy małe dziecko, nie mamy możliwości pomocy od rodziców, którzy są w innym kraju. Ale czy faktycznie? Dla chcącego nic trudnego serio. Podróże związane z moimi fotograficznymi projektami mamy już opanowane do perfekcji. Wówczas łączę przyjemne z pożytecznym. Robię zdjęcia, odwiedzam rodzinę i przy okazji pakuje walizkę w produkty, które są w niższych cenach w Polsce. Arek opiekuje się dziewczynkami. Zwiedzanie z małymi dziećmi? Przetestowane. Obydwie nasze córki od początku są przyzwyczajane do jazdy samochodem i podróży samolotem. Latałam z nimi dwoma sama, lataliśmy razem. Wszystko jest do zrobienia. W minionym roku sporo kursowałam między Polską, a Szwecją. Mieliśmy również sporo gości, co nas ogromnie cieszyło. Będąc całą rodziną w Polsce wybraliśmy na wspólny weekend z Arkiem i poznawaliśmy okolice Lublina i Nałęczowa, Arek był pierwszy raz w miejscu, gdzie korzystał ze SPA, a ja spełniałam się jako przewodnik po nowym miejscu, dzierżąc papierową mapę w dłoniach. Odwiedziliśmy też rodzinne okolice męża na południu Polski, gdzie spędziliśmy fajny rodzinny czas. W sierpniu pierwszy raz odwiedziłam UK i poznałam sporo nowych miejsc w Szwecji. To, że nie byłam w dalekiej egzotycznej podróży nie martwiło mnie zupełnie. Choć jestem typem odkrywcy i chętnie poznaję nowe miejsca i kultury. Jednak tak wiele się działo w tym roku, że nawet nie miałam czasu o tym pomyśleć.

 Instagram

Tę aplikację poznałam dzięki mojej siostrze, kiedy pokazywała mi czyjeś zdjęcie. Byłam na początku mocno zagubiona. Pamiętam, że byłam zaskoczona ilością lajków pod niektórymi zdjęciami (nadal jestem), ale postanowiłam, że coś tam będę wrzucać raz za kilka dni. Na początku były to jakieś niedbale wykonane zdjęcia telefonem, bardzo przypadkowe. Później pojawiło się pierwsze wyzwanie Jest Rudo, w którym wzięłam udział i zaczęłam wrzucać swoje zdjęcia z aparatu. W ten sposób poznałam osoby o podobnych zainteresowaniach, ciekawe profile, ale i jak się okazało bardzo wartościowe znajomości. To właśnie przy wyzwaniu fotograficznym Natalii poznałam Angelikę A Dreamer’s Life, z którą widuje się bardzo często, mimo dzielących nas odległości (Angelika mieszka aktualnie w UK, a ja w Szwecji). Do dziś jestem pod wrażeniem jak wiele nas łączy i że udało nam się na siebie trafić. Tak samo poznałam Martę Wellbelicious , z którą zaczęłyśmy rozmawiać o aparatach fotograficznych i również miałyśmy okazję spotkać się mimo dzielących nas odległości. W ostatnim czasie miałam przyjemność zapoznać wiele osób, z którymi może nie mam tak bliskiego kontaktu, ale nawet spontaniczne wypady na kawę są świetne i sama świadomość, że jak będę w danym zakątku świata to możemy się umówić i pogadać. Poza tym dzięki Instagramowi mogłam szerszej publiczności pokazać siebie, swoją estetykę, swoją pracę. Zaczęłam jeszcze bardziej zwracać uwagę na dopieszczanie swojego otoczenia, na ład, porządek, piękne przedmioty.

Tatuaże i kolczyki

No coż, cała ja. Dopiero od niedawna przestałam się przejmować, czy to się komuś podoba, czy nie. Miałam już kilka kolczyków, ale raczej niewidocznych. Coś mnie ciągle blokowało, ale gdzieś ta blokada w końcu pękła. Zaczęło się od kolczyka w nosie, niedawno pojawił się kolejny w tej samej okolicy. Tak samo było z tatuażami. Czekałam, czekałam i wyczekałam. Jedna ciąża, karmienie piersią, zaraz druga, karmienie piersią. W końcu nadszedł odpowiedni moment i są. Wiedziałam u kogo, wiedziałam co. Oczywiście to nie koniec. Liczę, że w nowym roku pojawią się kolejni przyjaciele dla mojej sarenki.

Przeprowadzka do leśnego domku

Wierzyłam bardzo mocno, że to kiedyś w końcu nastąpi. Ale nie wiedziałam, że tak prędko. Wizja niewielkiego domku w lesie, gdzie mogę czuć się swobodnie, chodzić boso po trawie i mchu była widocznie tak silna, że ją przyciągnęłam. Jak Arek przywiózł mnie, żeby obejrzeć domek i podjąć decyzję, mało nie podskoczyłam z radości. Nie ważne dla mnie były jakieś niedogodności, na które kiedyś na pewno bym się nie zgodziła. Przekonałam się, jak wiele zależy od nas samych. Nastawienie to podstawa. Mieszkanie tak blisko natury, przytulanie drzew, chodzenie boso przed domem, obserwowanie ptaków. Kocham życie w leśnym domku, wiem, że dla niektórych może wydawać się to odludziem, niewygodą itp. Ale ja już wiem, że kolejnym krokiem jest skierowanie myśli na tor leśnego rudego słodziaka na własność (w sensie domku, ale rudy lisek tatuaż na ramieniu też by się przydał).

To taka moja forma podsumowania minionego roku. Bez liczb, bez statystyk, jakoś nie czułam, że to będzie pasowało do tego wszystkiego o czym chciałam Wam napisać. W moim odczuciu ważne było, abyście zobaczyli na czym się skupiłam, co było dla mnie ważne. Chciałam pokazać, że nie tylko te wielkie wydarzenia dają sens życiu, ale również te małe i to właśnie na nich powinniśmy się skupiać na co dzień. Chętnie dowiem się, czy robicie takie podsumowania, a jeżeli tak to jaką formę najbardziej lubicie? 

Veganama Opublikowane przez: