Moja droga do weganizmu

Moje przejście na weganizm to nie była decyzja podjęta w 5 min. Nie było to związane z tym, że ten rodzaj odżywiania staje się co raz popularniejszy. Nie chciałam nikomu zaimponować, Nie była to też kolejna dieta odchudzająca. W moim przypadku był to proces trwający co najmniej kilka miesięcy. Ciężko mi jest dokładnie określić ten czas, bo wszystko przyszło naturalnie, bez planowania.

Zacznijmy od tego, że zanim to się zaczęło, jadłam wszystko. Poza nielicznymi wyjątkami takimi jak podroby, niektóre owoce morza, sushi. Nie zwracałam uwagi na planowanie posiłków, odżywiałam się nieregularnie. Jadłam to, na co mam ochotę i o różnych porach dnia i… nocy. Moja figura pozostawiała wiele do życzenia. Chorowałam często. Co najmniej 2 razy w sezonie jesienno-zimowym. Z lekarzem laryngologiem znałam się bardzo dobrze i jak tylko do niego szłam, wiedziałam, że będzie antybiotyk i zapalenie krtani/zapalenie gardła/grypa/zapalenie oskrzeli. Standard. Poza tym dochodziły do tego jakieś przeziębienia i wirusy w ciągu pozostałych miesięcy. Gripex i inne leki przeciw przeziębieniu kupowane w dużej ilości, zawsze coś było w domu. Teraz jak to piszę to mi trochę przykro, że kiedyś tak żyłam i uważałam, to za normalne.

FAZA 1

Zaczęłam próbować różnych diet, ze względu na swoją wagę. Źle się czułam we własnym ciele. Nosiłam rozmiar 40/42. Najdłużej byłam na Dukanie. Za długo. Fakt schudłam dużo, ale ilość skutków ubocznych jaki niesie ta dieta jest zatrważająca. Zaczęłam też ćwiczyć na siłowni, w domu. To był pierwszy moment kiedy zainteresowałam się odżywianiem, dietami. Teraz z perspektywy czasu widzę, że to było potrzebne, mimo, że wybór tego rodzaju odżywiania nie był dobry. Przekonałam się na własnej skórze co robią z człowiekiem nieodpowiednio skomponowane posiłki, monotonne jedzenie i ograniczanie się z kalorycznością. Czy wiecie, że w diecie Dukana, dozwolona była Coca Cola light?! Jak mogła nie zapalić mi się czerwona lampka przed oczami, jak zobaczyłam w jego książce taką rzecz! Jeżeli chodzi o chorowanie to nic się nie zmieniło.

FAZA 2

Zaszłam w ciążę. Podczas tych 9 miesięcy odrzucało mnie od mięsa i ryb. Miałam anemię, zalecano mi jedzenie wątróbki, wołowiny itp. Jadłam przez pewien czas, ale anemia mimo to wciąż była. Tłumaczyłam to sobie tym, że zawsze miałam słabe wyniki żelaza i czerwonych krwinek, a takie niedobory w ciąży to powszechna sprawa. Po pewnym czasie przestałam. I to był moment przełomowy. Dobrze mi było z tym. Można powiedzieć, że stałam się wegetarianką. W tym samym czasie w wyniku spotkań z różnymi ludźmi trafiły w moje ręce książki dotyczące zdrowego odżywiania. Chłonęłam te wiedzę jak gąbka. Dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak kasza jaglana (aktualnie moja ukochana kasza, bez której nie wyobrażam sobie życia i potrafię zjeździć pół miasta, żeby ją kupić). Chorowanie nadal się zdarzało, ale ponieważ w ciąży nie można brać leków, leczyłam się domowymi sposobami (imbir, czosnek, cytryna, miód, witamina C lewoskrętna). To również przełomowy moment, bo od tej pory nie kupiłam ani razu żadnego leku przeciwgrypowego i przeciw przeziębieniom. Nie mówiąc o antybiotykach. Minęło ponad 2 lata i nadal nie posiadam.

FAZA 3

Urodziła się Matylda. Nadal nie jadłam mięsa. Jednak w wyniku mojej anemii w ciąży i konfliktu grup głównych krwi Mati miała niedokrwistość. Musiała być leczona. Wiele wizyt u lekarzy, bo jeszcze doszły alergie skórne. Arek jest alergikiem na wiele rzeczy, więc spodziewaliśmy się, że i nasze dzieci mogą nimi być. W szpitalu zalecono maści, drogie specyfiki do kąpieli. Chodziliśmy do różnych lekarzy, radziliśmy się wielu osób. Jednak finalnie trafiliśmy na Panią doktor naturopatkę. Kolejny moment przełomowy. Dowiedzieliśmy się wielu rzeczy o zdrowym odżywianiu, dostaliśmy zalecenia dotyczące mojej diety podczas karmienia piersią, aby wyeliminować alergię, Wprowadziłam te zmiany w mój jeszcze wegetariański jadłospis i stałam się WEGANKĄ. W zaleceniach od Pani doktor była między innymi eliminacja nabiału i glutenu. Robiłam to z bólem serca, bo kochałam ser żółty. Na początku było ciężko, ale to co działo się ze mną po około 1 tygodniu jest niesamowite. Lepiej się czułam, miałam więcej energii, byłam bardziej pozytywnie nastawiona do świata. Może uważacie, że przesadzam albo koloryzuję, ale to szczera prawda. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Już wiedziałam, że to moja droga. Dlaczego miałabym wracać do odżywiania, które sprawiło, że byłam ociężała i miałam gorsze samopoczucie. Było tylko lepiej. Nie chorowałam. Matylda urodziła się w październiku, więc to środek sezonu na moje chorowanie. Nic mnie nie brało. Nawet jak Arek był chory i rozsiewał wirusy po domu. Matyldzie zniknęła alergia w momencie. Czytałam co raz więcej książek o zdrowym odżywianiu. Otworzyłam oczy na to co się dzieje w przemyśle spożywczym (!). Kupowałam wegańskie książki kulinarne. Czułam się coraz pewniej w wegańskim gotowaniu. Miałam wrażenie, że moje życie zmieniło się o 180 stopni. Nabrało lepszej jakości. Miałam większą ochotę na sport. Ćwiczyłam w domu. Doszłam do najlepszej formy jaką miałam w życiu. Zaczęłam biegać. Mój mąż mówił, ze ma żonę wersję 2.0.

FAZA 4

Byłam już bardzo wkręcona w weganizm. Czytałam co raz więcej książek na ten temat, obserwowałam blogi. Do gotowania już nie zawsze potrzebowałam przepisów. Eksperymentowałam, poznając nowe smaki, przyprawy. Sprawiało mi to ogromną frajdę. Eliminowałam coraz więcej produktów odzwierzęcych w swoim życiu. Z jedzenia miód. Z życia codziennego kosmetyki zawierające składniki pochodzenia zwierzęcego i testowane na zwierzętach. Jednak nie od razu. Nie wszystkie na raz. Powoli. Poznawałam nowe firmy, szukałam informacji. Nadal posiadłam pewne rzeczy firm, mających składniki odzwierzęce. Czasem nie umiałam znaleźć wegańskiego odpowiednika. Dawałam sobie czas.

FAZA 5

Zakładam bloga, na początku nieśmiało, informując znajomych o tym, że jestem w kolejnej ciąży. Konsultuję się z dietetykiem specjalizującym się w wegańskich ciążach. Uzyskuję ogrom informacji i inspiracji. Jestem pod dobrą opieką i czuję się świetnie całą ciążę. Jestem aktywna fizycznie prawie do końca. Nie tyję tyle, ile w pierwszej ciąży. Nie pojawiają mi się rozstępy. Resztę znacie z bloga. Lilianka rodzi się zdrowa, a ja szybciej wracam do siebie. Aktualnie jestem na etapie eliminowania odzieży, która ma w swoim składzie odzwierzęce składniki. Jak na razie idzie mi tak sobie. Nie chcę się zmuszać na siłę do wyrzucenia/oddania wszystkich swetrów zawierających wełnę w składzie lub skórzanych butów. Po prostu staram się nie kupować już więcej produktów zawierających niechciane składniki. Nie jest to łatwe jesienią, bo jednak do wielu swetrów/płaszczy dodawana jest aktualnie wełna. A ja takowych aktualnie potrzebuję. Więc szukam. Ale na spokojnie. Daję sobie czas, aby to, że eliminuję te produkty nie było karą, tylko świadomym, przemyślanym wyborem.

Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca. Wiem, długa ta historia. Jednak każda jej część jest ważna. To te wszystkie momenty sprawiły jaką jestem osobą teraz i jakich wyborów dokonuje na co dzień. Nie namawiam nikogo na siłę do weganizmu. Ale zachęcam do prób, eksperymentowania i edukacji o zdrowym żywieniu. W końcu „jesteś tym co jesz”.

Ten wpis dedykuję Matyldzie, mojej kochanej córeczce, która zmieniła moje życie. Mam nadzieję, że kiedyś go przeczyta i zobaczy jak wielkim szczęściem była i jest dla mnie.

MatimamaMA5 MA1MA3

Veganama Opublikowane przez:
  • Super że o tym napisałaś! Byłam bardzo ciekawa jak to u Ciebie wyglądało. Pamiętam, że jak się poznałyśmy jadłaś pizzę chyba z pepperoni:)) Teraz to w ogóle mi do Ciebie nie pasuje.. Dobrze, że odnalazłaś lepszą drogę, a przede wszystkim swoją, taką która Ci pasuje, uzdrawia i uszczęśliwia. A jeszcze biorąc pod uwagę, że znalazłaś ją dzięki córeczce, to już w ogóle bosko! 🙂

  • a, i jeszcze chciałam dodać, że na tych fotkach wyglądacie jak dwa aniołki 🙂

  • Hehe….nie przepadłam nigdy za pepperoni, ale kto wie, to było tak dawno 🙂 Dziękuje Madziu!

    • To prawda, więc też nie jestem pewna, ale wydaje mi się że było to coś z mięsem 😉

  • Wychodzę z zupełnie przeciwnego źródła – od dziecka nie chciałam jeść zwierząt, z czasem gdy rodzice zaczęli odpuszczać (bo było to jeszcze w czasach, gdy „dziecko musiało jeść mięso, żeby rosnąć) stałam się wegetarianką, dopiero bliżej trzydziestki niż dwudziestki zainteresowałam się weganizmem.

    Podoba mi się Twoje podejście „eliminuję te produkty nie było karą, tylko świadomym, przemyślanym wyborem.”… U mnie wszystkie zmiany też przychodzą organicznie i niczego sobie nie narzucam. Dlatego na razie dryfuję gdzieś miedzy wegetarianizmem a weganizmem i czuję, że pewnego dnia po prostu zauważę, że już od bardzo bardzo dawna nie zjadłam nic pochodzenia zwierzęcego.

    Jak w środowisku została odebrana Twoja wegańska ciąża – nie słyszałaś komentarzy o tym, że szkodzisz dziecku?

    Piękne zdjęcia!

    • Kasiu ja również zaczęłam się interesować weganizmem koło 30-stki 😉

      Bardzo słusznie robisz. Nic na siłę. Wychodzę z założenia, że tak ważne decyzje w życiu muszą być gruntownie przemyślane i najzwyczajniej w życiu trzeba do nich dojrzeć.

      Odnośnie wegańskiej ciąży były różne komentarze. Żyje aktualnie w kraju ogromnej tolerancji, gdzie lekarze i położne, wiedzą czym jest weganizm i nie krytykują z tego powodu. Wręcz odwrotnie, mówią miłe słowa, w związku z zainteresowaniem zdrowiem i zdrowym odżywianiem. Jednak wśród rodziny i znajomych komentarze były różne. Mimo to nie zmieniłam swojego podejścia i sposobu na życie. Wewnętrznie czuje, że dobrze robię i w związku z tym nic nie zmieniam.

  • Jesteś przepiękną kobietą i na pewno super Mamą. Niesamowite mieć taką inspiracje od urodzenia!
    Ja jestem na początkowym etapie i zawsze gdy przypilnuje się z weganizmem czuje się rewelacyjnie. 😀 idę w Twoim kierunku. Dzięki za wpis 🙂

    • Andżelika bardzo, bardzo dziękuję! Początki z weganizmem są bardzo ekscytujące. Te próby wegańskich potraw i smaków. Trochę Ci zazdroszczę 🙂

  • Kasia Skiwska

    Świetny wpis i ogólnie blog. Cieszę się, że tu trafiłam. Za 31 dni (teoretycznie ;)) zostanę mamą więc jest tu dla mnie dużo ciekawych informacji. Co prawda jestem wegetarianką, ale podążam w kierunku weganizmu.
    Pozdrawiam
    Kasia

    • Kasiu bardzo mi miło!Jeżeli tylko masz jakieś pytania uwagi odnośnie odżywiania w ciąży, pisz śmiało! Może czegoś jeszcze nie poruszyłam na blogu. Całuję

  • Bardzo fajnie do tego podeszłaś. Duże brawa za odwagę by zmieniać dietę w czasie i po ciąży. Tak jak piszesz najważniejsze to dać sobie czas. Spokojnie stopniowo czytać, dowiadywać się, uczyć, szukać zamienników.

    • Dziękuje Evelina! To fakt, czas dość wyjątkowy. Jednak tak widocznie musiało być. Wierzę, że te wszystkie perypetie były potrzebne, żebyśmy teraz cieszyli się weganizmem.

  • Co za wspaniała historia, możesz być inspiracją dla swoich córek. Szczerze gratuluję!

    Ja jestem na fazie poznawania – czytam dużo na ten temat, unikam gdy mogę, ale też daję sobie na luz, gdy wychodzę ze znajomymi na pizzę.

    Zaczęłam Cię obserwować na instagramie, przepiękne zdjęcia! Pozdrawiam

    • Aniu słusznie robisz, nic na siłę. Jakby ktoś mi kilka lat temu powiedział, że będę weganką, to bym się szczerze zaśmiała. Na wszystko jest odpowiedni czas.

      Bardzo cieszę się, że podobają Ci się zdjęcia! Nie ukrywam, że to moja wielka pasja!

      Ściskam!

  • Bardzo się cieszę, że napisałaś ten wpis. Pozwolił mi on spojrzeć nieco inaczej na weganizm oraz wegetarianizm. Widać, że jesteś mądrą kobietą, która podejmuje świadome decyzje, które mają wpływ na całą Twoją rodzinę. Jest to post niezwykle osobisty.

    Nie mówię nigdy, ale wiem że trudno byłoby mi zostać wegetarianką, a co dopiero weganką. Jednak od kiedy odżywiam się zdrowo, uprawiam sport i jestem bardziej świadoma tego co jem, moje zdrowie uległo poprawie, mam lepsze samopoczucie i więcej energii, więc widzę pewne podobieństwa do tego co napisałaś. W sumie jakoś naturalnie ograniczyłam spożycie mięsa, ale nie umiałabym z niego zrezygnować całkowicie. Wydaje mi się, że zdrowy rozsądek, sport, zdrowa żywność i odpowiedni dobór produktów żywieniowych może zmienić więcej niż nam się wydaje.

    PS. Po raz kolejny zachwycam się zdjęciami! Są przepiękne.

    • Angelika bardzo cieszę się, że znalazłaś czas i przeczytałaś ten wpis. Fakt jest on bardzo osobisty, długo się zastanawiałam, czy go napisać. Zdecydowałam się jednak, bo chciałam zainspirować inne osoby do prób z weganizmem, który na prawdę potrafi zmienić wiele w życiu.

      Masz rację, zdrowe odżywianie, sport, podejmowanie świadomych decyzji dotyczących zakupów (nie tylko żywieniowych), sprawiają, że czujemy się lepiej sami ze sobą.

      Mój mąż jeszcze je mięso, ale bardzo mało, a jeżeli już, to wybiera mięso ekologiczne dobrej jakości. Nie naciskam na niego (no może czasami coś palnę, ale od razu się hamuję), bo wiem, że taką decyzję trzeba podjąć samemu. Trzeba sobie wiele rzeczy poukładać w głowie przed przejściem na weganizm.

      Dziękuje za komentarz o zdjęciach! To umacnia mnie w przekonaniu, że jestem na dobrej drodze, w spełnianiu swojego marzenia <3

  • Ja na tę chwilę nie chcę przechodzić na weganizm, ale w związku z problemami ze zdrowiem (przewlekłymi) musiałam mocno zmienić dietę i wierzę w to, że jedzenie ma gigantyczny wpływ na nasze samopoczucie, siłę, energię. Mięsa jem mało, ale jadam, głównie ryby i drób z eco hodowli. Mleko krowie wywaliłam, ser żółty i biały też, kupuję jednak sery pleśniowe, kefir bo mi służy i jogurty naturalne. Aktualnie usunęłam z diety 90% cukru i powiem szczerze, że to dla mnie chwila olśnienia i jasności mózgu. Niesamowite jakie spustoszenie cukry w naszym ciele sieją!! Wiele ludzi zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

    • To prawda, wierzę w to, że jedzenie ma ogromny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie i energię. Na mnie bardzo źle działa gluten, szczególnie na moją cerę. Wystarczy, że kilka dni pod rząd zjem coś mącznego i zaraz mam wysyp krostek na twarzy. Przetestowałam to kilka razy i zawsze jest tak samo.

  • Aska

    Nie wiem, gdzie zapytac, wiec pytam tutaj 🙂 Mam takie pytanie odnosnie witaminy B12. Skoro weganizm jest uwazany za ultymatywny sposob odzywiania i przez niektorych uznawanym za jedyny odpowiedni dla czlowieka jako gatunku ssaka, to dlaczego on powinien suplementowac sztuczna witamine B12 w tabletkach, bo jest ona tak bardzo potrzebna ludzkiemu organizmowi, a moze on jej sobie dostarczyc jedynie przez jedzenie miesa? Jakos to dla mnie sie wyklucza. Bo po co mam jesc tabletki, jak moge raz na tydzien zjesc mieso. I nie chodzi mi tu o mieso supermarketowe, ale od masarza badz rzeznika mojego zaufania. Prosze mnie zle nie zrozumiec. Lubie zdrowe odzywianie. Szanuje ludzi, ktorzy z powodow etycznych nie jedza miesa, jednak patrzac juz czysto przez pryzmat zdrowia mojego, to jednak jakos wole zjesc mieso niz sztuczna tabletke i napedzac przemysl farmaceutyczny, do ktorego jestem mocno sceptycznie nastawiona, szczegolnie jezeli chodzi o suplementy…

    • Joanno, dziękuje za to pytanie. Powiem Ci szczerze, że chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią na nie. Jest to dla mnie totalnie zrozumiałe, że masz takie odczucia. Sama nadal mam pytania odnośnie odżywiania jako takiego (nie tylko wegańskiego) i metodą małych kroczków układam sobie w głowie wszystkie informacje. Czytam dużo książek i staram się rozmawiać z mądrzejszymi ode mnie w tej kwestii np. z dietetykami, doświadczonymi weganami. Ja również, podobnie jak Ty, jestem sceptycznie nastawiona do przemysłu farmaceutycznego. Nawet nie wiesz jak bardzo! Dzięki weganizmowi skończyło się wiele moich problemów zdrowotnych, o których pisałam już w poście o mojej drodze do weganizmu. Napędzałam pieniądze koncernom chorując kilka razy w roku, biorąc antybiotyki lub leki przeciwgrypowe/przeciwbólowe. Wolę o wiele bardziej kupić witaminę B12, która nie należy na szczęście do drogich, niż ekstremalne drogie antybiotyki lub inne leki. Nie mówiąc już o ich tragicznym wpływie na organizm. Każdy ma prawo wyboru swojego stylu życia/odżywiania. Ja nikogo na siłę nie namawiam, nie krytykuje, że ma inne poglądy na ten temat (np. mojego męża, który nie jest weganinem).

      Jeżeli chodzi o mięso, to dla mnie nie jest to argument z jakiego jest ono źródła. Mój wybór przejścia na weganizm początkowo był tylko wyborem żywieniowym/zdrowotnym, teraz zaczął być moralnym.

      A odnośnie tego, że na weganiźmie trzeba jeść B12… Było już dużo dyskusji na ten temat. Padały zdania, że przy dzisiejszym skażeniu gleby chemikaliami i nowoczesnych formach uprawy, w pożywieniu witaminy B12 naturalnie występującej już nie ma (witaminę tę wytwarzają drobnoustroje bytujące w ziemi). Inaczej było dawniej, kiedy żywność była przygotowywana w gorszych warunkach higienicznych i często zanieczyszczona różnego rodzaju mikroorganizmami, w tym produkującymi właśnie witaminę B12.

  • ASKA

    Dziekuje za odpowiedz.Jak juz wspominalam, kwestia etyczna jest dla mnie zrozumiala, ale co do kwestii zdrowia. to wole sie trzymac z dala od wszelkich form lekow czy supelmentow, ile sie da. Jestem zwolennikiem myslenia „wszystko w umiarze i balansie” i nie popadania w ekstrema, czym jednak weganizm w jakims stopniu dla mnie jest. Rozumiem tez inne powody i szanuje je, jednak ja chyba pozostane w wywazonym dla mnie srodku. Nie jem miesa czesto i „byle jakiego” i staram sie przygotowywac wszystkie dania sama. Raz jeszcze dziekuje za odpowiedz i zycze powodzenia, aby obrana droga byla dalej tak odpowiednia, jak do tej pory. Pozdrawiam serdecznie!

    • Rozumiem i szanuję Twoje zdanie. Weganizm nie jest każdego. Najważniejsze, żeby podjąć decyzję zgodnie ze sobą, nic na siłę. Pozdrawiam i dziękuję za pytanie, które zmusiło mnie do pewnych przemyśleń. Za to właśnie kocham blogowanie!

  • Martyna

    Martusiu Kocham czytac Twojego Bloga. Nie moge wyjsc z podziwu z Ciebie jak przez te lata sie zmienilas;) Chcialabym brac z Ciebie przyklad ale mam strasznego” lenia” w sobie I jak czytam Twoje wpisy to wiem ze mozna zmienic swoje zycie jak bardzo sie chce;)))) Trzymam mocno kciuki za Twoje nowe pomysly I Przesylam Buziaaaaki dla calej 4:) ps. Pamietam jak mi pisalas ze Ty z dzieckiem to jeszcze poczekasz jeszcze nie czas, a teraz jestes juz Mama x 2;))))

  • Martina! Kochana moja 🙂 Dziękuje Ci ślicznie za te miłe słowa. No fakt, dużo się w moim życiu zmieniło. To w dużej mierze zasługa dzieci, to one mnie mobilizują do działania! Jeszcze 3-4 lata temu nie widziałam się w roli mamy, ale przyszedł taki moment, że po prostu wiedziałam, że to już czas. Każdy ma w sobie czasem lenia, uwierz mi. Ale jak to przezwyciężysz najmniejszym nawet staraniem, później satysfakcja jest nieziemska! Trzymam kciuki za Twoją nową piękną kawiarnię <3 Chętnie wpadałabym na kawkę jak macie mleko roślinne 😛 W grudniu będę w Polsce!

  • Dobrnęłam do końca. Bardzo inspirująca historia i bardzo przydatna dla mnie. Od niedawna nie jem mięsa, ale zastanawiało mnie, co będzie jak zajdę w ciążę. Natomiast tutaj jest aż o weganizmie i ciąży! W takim razie na pewno poczytam u Ciebie trochę więcej 🙂

  • zagubiona.

    Piękny Wpis! Sama jestem w 20tyg ciązy i zastawiam się na przejście na weganizm. BO do mięsa i tak mam odrzucenie jakieś. Jem bo muszę te cholerne mięso ;( Najchętniej bym przestała ale jak sobie radzić … Co powiedzą wszyscy jak przeje na ten weganizm i to teraz w połowie ciązy. No i jak sobie poradzę bez produktów mlecznych? co zrobić… Ciebie podziwiam 😉

    • Kochana! Dziękuję bardzo. To nie jest łatwa decyzja. Sama zmierzyłam się z krytyką ze strony rodziny, służby zdrowia, znajomych. To nie jest łatwe, ale warto przetrwać te ciężkie chwile. Ja ciążę wegańską zniosłam znacznie lepiej. Miałam lepsze wyniki badań krwi. Lepiej się czułam i miałam więcej energii.

      Bez nabiału wbrew pozorom nie jest ciężko. Mleko możesz zastąpić wieloma napojami roślinnymi. Mlekiem migdałowym, owsianym, ryżowym, jaglanym. Jeżeli chodzi o sery, serki, jogurty to również znajdziesz odpowiedniki wegańskie. Możesz używać płatków drożdżowych dla dodania serowego posmaku.

      Polecam Ci skonsultowanie się, nawet on-line z dietetykami specjalizującymi się w wegańskich ciążach. Pisałam o nich w ostatnim wpisie.
      http://veganama.pl/5-krokow-do-weganizmu/
      Wtedy będziesz miała pewność, że Twoja dieta jest rozpisana przez specjalistę i nie będziesz miała niedoborów.

      Gra jest warta świeczki. Moje dzieci nie chorują, rozwijają się dobrze, w ciąży i po ciąży czuje się świetnie.

      • zagubiona.

        no włąsnie nie wiem od czego zacząć . Czy powinnam juz od razu odstawić mięso i jeść rośliny czy robi to powoli nie tak drastycznie. Bo nie chcę też brać jakiejś obszernej suplementacji . . . I tak muszę brać już żelazo i femibion. To i tak sporo. Ale smak mięsa mnie tak odrzuca że nie mogę sobie z tym poradzić. Jeszcze do tego nie podchodzę pod względem krzywdy zwierzęcej bo myślę, że muszę więcej poczytać. I też nie wiem co z moim półtorej rocznym synem zrobić. Czy mu też wprowadzić taką dietę? sama chyba wolałabym żeby sam zadecydował w przyszłości. 😉

        • Jeżeli mogę coś doradzić i co się sprawdziło u mnie, to dać sobie czas. Powoli i stopniowo eliminować pewne grupy produktów, ale jeżeli jesteś w ciąży to zdecydowanie polecam rozmowę z dietetykiem specjalizującym się w prowadzeniu wegańskiej ciąży jak Monika Areczuk lub Iwona Kibil. Dziewczyny właśnie robiły wszystko abym brała jak najmniej suplementów.

          Jeżeli chodzi o syna, to jak będzie widział co jesz i jak przygotowujesz posiłki, to po jakimś czasie stanie się to dla niego naturalne. Nie polecam drastycznej zmiany diety u nikogo, tak samo u dzieci. Więc również proponowałabym stopniowe odstawianie produktów. Tłumaczenie dziecku czemu nie jesz takich produktów, tak aby synek wiedział, że to nie jest żadna kara. A może też pomóc Ci w tym literatura dla dzieci tłumacząca taki rodzaj odżywiania np. http://wegarnia.pl/ksiazki-dla-dzieci/229-tosia-i-pan-kudelko-jedzeniowe-dylematy.html albo http://wegarnia.pl/home/283-mamo-tato-dlaczego-nie-jemy-zwierzat.html

          Ale nic na siłę. Jeżeli nie masz przekonania, że powinnaś przestawiać całą rodzinę na taki rodzaj odżywiania, to może spróbujcie robić 2 razy w tygodniu wegańskie dni i jedzcie tylko produkty roślinne. Może oswoicie się z takim rodzajem jedzenia i zasmkuje to Twoim najbliższym.

  • Bardzo fajna historia i śliczne zdjęcia! Osobiście jestem wegetarianką, a do weganizmu mam spory dystans, więc dajnie będzie zostać czytelnikiem tego bloga i poznać inne spojrzenie na dietę wegańską. Pozdrawiam!

    • Jest mi bardzo miło! Mam nadzieję, że poeksperymentujesz z moimi przepisami. Szykuje nowe wpisy kulinarne, może coś Ci przypadnie do gustu 🙂

  • Marta A. Drabik

    Trafiłam tu przypadkiem poprzez jakieś inne blogi, komentarze, wpisy… i tak czytam, czytam już któryś wpis i oderwać się nie mogę 🙂 sama jestem w końcówce ciąży, termin na Dzień Kobiet 🙂 Jestem wegetarianką z nietolerancją laktozy, więc w sumie tylko i aż krok dzieli mnie od weganizmu, ale na to potrzebuję jeszcze chwili… Chciałam tylko wspomnieć o tym, że też miałam/mam anemię tak mniej-więcej od połowy ciąży i aż nie policzę ile to razy musiałam słuchać o tym, jak szkodzę małej przez moje „fanaberie”. Szkoda, że w Polsce świadomość jest jeszcze taka mała wśród lekarzy i ludzi ogólnie, moja mama potrafiła przyjechać do mnie na 24h (mieszka 300km ode mnie) tylko po to, żeby przywieźć mi jakieś potrawy z mięsem, no ręce opadają… Na szczęście mój upór i walka o roślinne żelazo w codziennych koktajlach i daniach się opłaciły i wyniki szły w górę 🙂 Jak już przyjdzie do karmienia piersią/karmienia dziecka, to na pewno też czeka mnie walka z ludem, ale będę czytać Twojego bloga w poszukiwaniu wsparcia 😀 P.S. Twoja młodsza córeczka będzie na pewno super babką, bo urodziła się dokładnie tego samego dnia, co ja! 😉 Buziaki veganmamuniu! Niech moc będzie z Tobą!

    • Po pierwsze ogromne gratulacje <3 To już niebawem! Brawo za walkę jaką podejmujesz w tym okresie. Wiem jak trudne jest zrozumienie przez rodzinę tego jaką drogą chcesz podążać. Szczególnie w ciąży, kiedy jesteś bardziej wrażliwa i emocjona, każde słowa krytyki przeżywa się mocniej. Jednak jest to do zrobienia, trzeba tylko przetrwać ciężkie początki, a później jest z górki 🙂 Jest mi niesamowicie miło, że zostaniesz na dłużej. Jak masz jakieś pytania, obawy, pisz śmiało, również na maila.

      Wow! Ale ekstra 🙂 Zawszę się ekscytuje takimi newsami, niestety nie znam wielu osób które urodziły sie jak ja 12 lipca, ale jak tylko mam okazję poznać to jestem ciekawa, czy coś nas łączy 😉 Buziaki również dla Ciebie (Was)! Trzymam kciuki za spokojną końcówkę! Daj znać jak już będziecie w komplecie <3

  • Nie wiem, czy długa historia, bo pochłonęłam ją nie wiadomo kiedy i z chęcią dowiedziałabym się jeszcze więcej, dlatego zostaję tu na dłużej 🙂

    • Bardzo mnie to cieszy! Pracuję nad nowymi wpisami dotyczącymi mojej przygody z weganizmem, także mam nadzieję, że znajdziesz interesujące Cię treści 🙂

  • Sylwia Fowler

    Natknelam sie na Twoj blog i pozostane tu dluzej:) Nie wiem czy slyszalas of filmie amerykanskim „Forks over knives”, jak rowniez calej „grupie veganskiej” pod tym samym tytulem. Dal mi tem film duzo do myslenia, a szczegolnie jego 2 czesc, w ktorej lekarze i naukowcy potwierdzaja pozytywne aspekty veganskiego stylu zycia. Powoli probuje i eliminuje produkty. Z miesem nie mam najmniejszego problem, ale mleko czy ser….wciaz ciezko. Pozdrawiam Cie serdecznie Z USA.
    https://www.forksoverknives.com/

    • Dziękuję i bardzo się cieszę 🙂 Tak słyszałam i widziałam go jakiś czas temu.
      Znam te trudności. Miałam tak na poczatku drogi, ale to wszystko w czasem minęło, kiedy już swobodniej poruszałam się po wegańskiej kuchni. Wierzę, że i u Ciebie tak będzie 🙂

      Ściskam mocno i pozdrawiam 🙂