Mix styczniowo-lutowy

Nie zdążyłam w styczniu z mixem. Za dużo się działo i miałam wyrzuty sumienia na początku miesiąca, pod koniec było mi głupio, bo za późno, więc publikuje łączony mix z dwóch miesięcy w marcu. Zebrało się tego sporo. Styczeń zaczęłam towarzysko. Po Nowym Roku świętowanym z Martą Moosiątko, następnego dnia jechałam odebrać Angelikę i Arka z A Dreamer’s Life z lotniska. Wracali do Sztokholmu ze swojej podróży po Stanach, więc mogliśmy spędzić ze sobą kilka dni. Wybraliśmy się chwilę później na krótki rejs, na który chciałam się wybrać z ciekawości odkąd przyjechałam do Szwecji. A co na takim rejsie? No impreza, więc i my imprezowaliśmy, oczywiście kulturalnie heh, bo samochód zostawiony i trzeba było jakoś wrócić do leśnego domku.

Niewiele czasu minęło od naszego pożegnania w Szwecji, a ja zbierałam się do podróży do Cambridge. Tym razem Angelika i Arek pokazali mi Londyn i rozbudzili chęć za poznanie go lepiej. Przyczyniła się również do tego Aga, która prowadzi bloga I saw pictures. Cudownie było razem pospacerować po Hackney, zjeść coś dobrego i poznać ciekawe zakamarki tego zupełnie nowego dla mnie miasta.

.W lutym wybrałam się do Warszawy. Powodów było kilka. Sesja dla Magazynu VEGE, a dzięki niej poznanie Agnieszki znanej wszystkim z youtube jako nissiax83. Bardzo się ucieszyłam, że będę mogła pracować z Agnieszką, bo jest śliczną dziewczyną i chętnie zaglądam na jej kanał. Po sesji miałyśmy okazję trochę porozmawiać i zjeść pyszności w Vege Mieście. Poza tym Kasia z PINK MINK Studio zorganizowała sesję w świetnym miejscu na Starym Mieście, a ja nie mogłam być szczęśliwsza, bo Agnieszka miała do dyspozycji stylizacje od mojej ukochanej marki Risk Made in Warsaw. Oczywiście nie omieszkałam zajrzeć do butiku i na wyprzedaży sezonowej kupiłam sobie piękną szarą sukienkę. Pokazywałam się w niej na insta stories, ale zapewne jeszcze zrobię w niej jakąś sesję.

Kolejnym powodem dla którego odwiedziłam Polskę były warsztaty w Złodziejewie z Damianem Drewniakiem. Było dla mnie bardzo ważne, że zapłaciłam za nie wyłącznie pieniędzmi zaoszczędzonymi dzięki moim fotograficznym zleceniom. To było dla mnie bardzo motywujące i postanowiłam, że z kolejnymi zrobię tak samo. Jak tylko zarobię jakieś pieniądze dzięki fotografii, będę w nią inwestować dalej. Warsztaty, sprzęt, akcesoria, zawsze jest na co zbierać. O samym pobycie i warsztatach napiszę w oddzielnym poście, mam dużo do przekazania w tym temacie.

Pod koniec miesiąca wybraliśmy się we czwórkę na północ od Sztokholmu do Parku Narodowego Skuleskogen i do miasta Umeå, które bardzo chciałam zobaczyć. Dziewczyny bardzo dobrze zniosły długą podróż, a Lila testowała swój nowy fotelik samochodowy (zdecydowaliśmy się na taki sam jak ma Matylda, czyli Britax High Way II). Relacja z wyjazdu również pojawi się na blogu, już mam niemalże wszystkie zdjęcia obrobione.

Inspiracje

Krem odżywczy i woda micelarna Bio IQ

Dostałam je do do testów jeszcze w zeszłym roku. Używałam długo, bo kilka miesięcy. Obydwa produkty były tak wydajne, że dopiero teraz wyrzuciłam puste opakowania. Obydwa sprawdziły się wyśmienicie. Wody micelarnej używałam jako toniku i zmywałam nim makijaż. Nigdy nic nie szczypało, a oczy mam wrażliwe i na różne płyny reagują podrażnieniem i zaczerwienieniem. Zapach był bardzo przyjemny, więc używałam z przyjemnością. Zdarzało mi się również przecierać twarz w trakcie dnia i woda ładnie pozbywała się zanieczyszczeń ze skóry. Jak dla mnie świetny produkt, bo uniwersalny. Mogłam zapomnieć o specjalnym mleczku do zmywania oczu i toniku, także wielki plus za to.

Kremu natomiast używałam codziennie rano przed nałożeniem makijażu (o ile go nakładałam). Bardzo lekki, wydajny. Niewiele go potrzeba, aby nawilżyć skórę. Piękny zapach, tak samo jak w przypadku wody micelarnej. Nie zauważyłam działania przeciwzmarszczkowego, ale na pewno ujednolicał kolor cery. Skóra po nałożeniu kremy była miękka i delikatna w dotyku, więc przyjemnie nakładało się krem BB lub puder mineralny.

Obydwa produkty z chęcią stosowałabym dalej, są wegańskie, nietestowane na zwierzętach, mają dobre składy, dobre działanie.

Słuchawki Marshall Major II

Długo szukałam zastępstwa dla moich poprzednich słuchawek. Douszne ciągle mi wypadały, bolały mnie uszy i zastanawiałam się nad nowymi, których głównie potrzebowałam  do treningów i samotnych wyjść na miasto. Zrobiłam wywiad w internecie, potestowałam co nieco w sklepach z elektroniką i wybrałam model Marshalla, Major II. Uderzyła mnie jakość dźwięku, piękny minimalistyczny design oraz to, że działają z telefonem i mogę przez nie rozmawiać. Długo ich szukałam w Sztokholmie. Jeździłam do kilku sklepów i wszędzie były pustki. Trafiłam na ostatnią sztukę fartem tuż przed zamknięciem centrum handlowego. Polecam gorąco, a dla osób z większym budżetem oczywiście bezprzewodowe.

Wystawa Insomnia w Bonniers Konsthall

Po wizycie w galerii w Londynie, nabrałam większej ochoty na obcowanie ze sztuką. Postanowiłam więc wybrać się na wystawę o bezsenności do zupełnie nowego dla mnie miejsca. Zachwyciłam się już samym budynkiem zanim jeszcze weszłam do środka, więc wiedziałam, że to będzie świetne doświadczenie.

Wystawa opowiadała o bezsenności jako o popularnym zjawisku społecznym. Zobaczyłam instalacje kilku artystów, w tym filmy w zaciemnionych pomieszczeniach, rzeźby i Two Roaming Beds, czyli dwa łóżka na ogromnej sali, które powoli poruszają się, prezentując różne fazy snu. Dla chętnych podczas czas trwania wystawy można było dokonać rezerwacji i spędzić noc w muzeum. Podobno śmiałkowie czuli się dziwnie i nie spali zbyt dobrze. Ale doświadczenie musiało być ciekawe. Na insta stories zachwycałam się biblioteką z bogatą kolekcją albumów, magazynów i książek oraz świetnym industrialnym widokiem. Bardzo chętnie wrócę do tego miejsca na kolejną wystawę, może w nadchodzący weekend?

Mydło z węglem drzewnym Misterstwo Dobrego Mydła

Pierwsze mydło, które zużyłam bardzo szybko. A to dlatego, że jego działanie bardzo miło mnie zaskoczyło i chciałam używać go codziennie. Ponieważ wróciłam do intensywnych treningów, pojawiły się drobne krostki na moich plecach (szczególnie w okolicach karku i tam gdzie noszę stanik sportowy). Nie wiedziałam co z tym zrobić i trochę się martwiłam. Akurat podczas zimowych zakupów w Polsce zrobiłam zapas wegańskich mydeł z Ministerstwa i postanowiłam wypróbować kostki o nazwie Detoks. Sprawdziła się wyśmienicie. Po kilku dniach stosowania, krostki się zmniejszyły, a z czasem ich ilość nie była już tak duża. Mydło właśnie mi się skończyło i ciekawa jestem, czy stan moich pleców się pogorszy. Mam nadzieję, że nie. Teraz zaczynam testować koleje mydło tej marki, więc zobaczymy.

Branzoletka Mishi

Ostatnio jakoś obraziłam się na biżuterię. Zgubiłam mój ukochany pierścionek i od tej pory noszę tylko obrączkę i pierścionek zaręczynowy. Jednak odkąd Mishi obdarowało mnie bransoletką zaprojektowaną przez bliską mi uzdolnioną Anetę (tę która projektowała logo na bloga) jakoś wraca mi chęć na noszenie czegoś więcej. Bransoletka jest bardzo prosta, ma jedną większą zawieszkę i dwie malutkie. Na jednej stronie widnieje napis „When it rains look for rainbow”, a na drugiej „When it’s dark look for stars” (bliskie mojej filozofii życiowej). Lubię nosić tę biżuterię, bo pasuje do wszystkiego, fajnie gra z moim zegarkiem ze srebrną tarczą. W trakcie dnia lubię się nią bawić ( szczególnie jej zapięciem i dużą zawieszką). Wygodnie się ją zdejmuje, nie ściera się. Jak dla mnie bomba. Myślę, że również ciekawie by się komponowała z drugą srebrną bransoletką albo łańcuszkiem.

Serial na Netflixie „A Series of Unfortunate Events”

Razem z Arkiem stwierdziliśmy, że to jeden z najlepszych seriali jaki ostatnio widzieliśmy. Wspaniała obsada, piękne kostiumy, świetny humor. Neil Patrick Harris przeszedł samego siebie, mam nadzieję, że dostanie jakąś nagrodę za ten serial. Obrazy niczym z filmów Wesa Andersona (którego filmy również uwielbiamy). Serial opowiada o perypetiach rodzeństwa, które straciło rodziców w tajemniczym pożarze. Sunny, najmłodsza z tej trójki, jest tak cudowna, że nie można oderwać od niej wzroku, a jej „zdolności” powodowały, że nie mogłam przestać się śmiać. Jak zwykle, nie opowiadam zbyt wiele, bo chce Was zachęcić do obejrzenia serialu. Podobno kolejny sezon dopiero w przyszłym roku, więc będę cierpliwie wypatrywać.

Co na blogu?

Trochę się uspokoiło, pojawiło się mniej wpisów, przez to, że te dwa miesiące były szalone. Warsztaty, wyjazdy, goście, no i czasu było mało na pisanie.

Styczeń

Luty

W lutym dołączyłam do projektu #eksperymentujesz, do którego zaprosiła mnie Kasia z bloga Ograniczam się. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam na wpis „Bo kocham siebie”.

Co w sieci?

A w marcu?

A w marcu wyjazdy do Brukseli i #projektdzik, czyli przygotowania do biegów w marcu i kwietniu i poprawa formy. Razem z Angeliką i Arkiem, wspieramy się w walce o nasze sportowe marzenia. Będzie się działo również zdjęciowo, mam w planach dwie sesje zdjęciowe, także na mytych.photography zobaczycie wkrótce efekty.

Veganama Opublikowane przez: