Minimalizm, czy racjonalizm?

Ten tekst powstawał bardzo długo. Dużo myślałam o tym co chcę napisać w tym poście, to też zmieniało się na przestrzeni czasu. W końcu poczułam, że jestem gotowa i cieszę się, że w końcu mogę się Wam go przestawić.

mini

Zakładając bloga pisałam o sobie „raczkująca minimalistka”. Później skasowałam to stwierdzenie, bo po dołączeniu do grup na facebooku związanych z minimalizmem, stwierdziłam, że ja do tego nie pasuje. Przeczytałam tam, że minimaliści nie powinni mieć w posiadaniu pewnych rzeczy (które ja miałam np. produkty firmy z jabłuszkiem) albo powinni ograniczyć się do pewnej posiadanych przedmiotów. Oczywiście, wiem jak jest na różnego rodzaju grupach i forach. Mam mieszane uczucia na temat grup dotyczących weganizmu, więc postanowiłam się nie zrażać. Zrobiłam więc rachunek sumienia, poczytałam ciekawą literaturę i porozmawiałam sama ze sobą o tym, czy naprawdę jestem minimalistką i czy chce nią być.

„Jeśli mamy za dużo rzeczy, żebyśmy mogli być szczęśliwi, przynosi to efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego” James Allen

Zaczęłam od rozmów z mężem. Ponieważ zarówno w Warszawie, jak i w Sztokholmie mieszkaliśmy w małych mieszkaniach, ogrom rzeczy zaczynał nas przerastać. To wszystko było spowodowane przeze mnie, bo mój mąż już od lat jest minimalistą. Czuliśmy się przytłoczeni, więc zaczęliśmy powoli „odgracanie”. Z perspektywy czasu widzę, że to była kropla w morzu. Wtedy jeszcze nie czytałam o minimaliźmie, działaliśmy, bo tak czuliśmy. Ja miałam wówczas bardzo dużo odzieży i z częścią z nich wyjechałam do Szwecji. Ilość szpilek, w których chodziłam raz na rok, nieprzeczytanych książek, ozdób czekających na nie wiadomo co, to zostało w Warszawie po przeprowadzce za granice. Rok życia w Sztokholmie pokazał nam, że da się bez tego żyć i tak naprawdę nie chcemy tego spowrotem. To był ważny moment. W międzyczasie kupiłam kilka książek o minimaliźmie, chłonęłam widzę i cała idea wydawała mi się co raz ciekawsza.

„Minimalista ceni jakość, a nie ilość, we wszelkiej postaci” Leo Babauta

Zaczęłam wiele rozmyślać o minimaliźmie. Zauważyłam, że jego idea towarzyszy mi od dawna. Przecież kocham minimalistyczny design zarówno odzieży, jak wnętrz. Zaczynając przygodę z fotografią zawsze najbardziej przyciągały mnie minimalistyczne zdjęcia i sama teraz takie staram się robić. Dlaczego więc jestem otoczona tak dużą ilością rzeczy?

lublin

Odgracanie przeszło na wyższy level. Pozbyliśmy się wielu niepotrzebnych rzeczy, ja spakowałam dwie wielkie walizki ciuchów i butów do sprzedania i oddania. Co za ulga! Czułam się jakbym zrzuciła kilka kilogramów! Byłam zaskoczona jak wiele niepotrzebnych rzeczy trzymałam w szafie. Ale taka terapia szokowa była mi potrzebna. O wiele łatwiej było mi później zdecydować w co się ubiorę, pakowanie na wakacje przestawało być tak męczące jak kiedyś (nadal nie lubię, ale na ostatnie wyjazdy pakowałam się naprawdę ekspresowo).

loski

Do dziś mam worki z rzeczami w Polsce do sprzedania (w tym rzeczy dzieci). Oczywiście zniechęcam się, bo wystawianie wszystkich tych ubrań jest czasochłonne. Jednak jak dotychczas ze sprzedaży wszystkich niepotrzebnych rzeczy (odzieży, książk, akcesoriów dziecięcych) uzbierało się ponad 1000 zł i to jest dla mnie motywacja, aby poświęcić czas na przygotowanie nowych aukcji.

„Będąc zadowolonym ze zwyczajnego bycia, kim jesteś, bez porównywania się do innych i konkurowania z nimi, zaskarbisz sobie powszechny szacunek” Laozi

Moja garderoba na przestrzeni ostatnich 2 lat przeszła znaczną metamorfozę. Ale nie stylu. Ten mam już mniej więcej taki sam od lat i dobrze mi z nim. Jednak doprecyzowałam swoje kolory. Są to czerń, szarość, granat i biel. Rzadko noszę wzory i napisy. Robię wyjątek dla koszul w kartkę, które kocham. Lubię minimalistyczne kroje, ale również takie, które podkreślają kobiecość w subtelny sposób. Od czasu do czasu lubię vintage, ale łącze go z elementami nowoczesności, więc nie czuję się „przebrana”. Co się zatem zmieniło? JAKOŚĆ! Zdecydowanie stawiam teraz na wysoką jakość odzieży. Jestem w stanie wydać więcej na ubrania, bo wiem, że będą mi długo służyć. Mam już swoje sprawdzone „droższe marki”, których kroje i materiały mnie satysfakcjonują. Wiedząc to i znając swoje kolory, rzadko zdarza mi się, że nie trafię z zakupem. Kiedyś kupowałam dużo i tanio. Co nie oznaczało, że miałam większy wybór. Najczęściej chodziłam w podobnych zestawach, a o wielu nietrafionych rzeczach, zakupionych pod wpływem chwili zapominałam.

morningCo mi się jeszcze podoba w minimaliźmie? Zdecydowanie to, że wpływa nie tylko na wygląd naszej szafy i mieszkania. Rozmyślania o minimaliźmie skłoniły mnie również do zastanawiania się nad moim stylem życia. Zaczęłam myśleć nad swoimi znajomościami, przeczytanymi książkami, czasie jaki poświęcałam na różne czynności. No dobrze, już nie zahaczałam tak często o galerie handlowe, zaczęłam bardziej dbać o siebie, przykładać uwagę do jakości i składów kosmetyków, a nie ich cen i aktualnych promocji.

mydlo

Jednak nadal czułam niedosyt. Przez to, że dziele wiele obowiązków rodzinnych i domowych z blogiem, fotografią, nauką języka i aktywnością fizyczną, ciągle czułam, że za mało robię, robiąc bardzo dużo. Na dzień dzisiejszy uważam, że mogłabym ograniczyć pewne czynności. Dookoła jest wiele pokus. Wyzwania, kursy, książki, grupy na facebooku, rozmowy ze znajomymi. Wszystko to jest szalenie interesujące, ale też czasochłonne. W mimimaliźmie podoba mi się, że uczy nas wyznaczania priorytetów.

„Prostota, prostota i jeszcze raz prostota! Lepiej zajmować się jedną sprawą, dwiema, trzema sprawami niż setką czy tysiącem. Nasze szczęście jest współmierne do rzeczy, bez których możemy żyć” Henry David Thoreau

Jeszcze wiele pracy mnie czeka, żeby poukładać to wszystko jak należy. Tak jak Wam pisałam od 3 lat jestem weganką, to była dla mnie ogromna zmiana w życiu. De facto to też łączy się z minimalizmem. W przypadku odżywiania również można przyjąć postawę minimalistyczną. Jeść umiarkowanie, dobrej jakości produkty, dbając o swój organizm. Jednak na ten moment stwierdzam, że w pełni minimalistką nie jestem. Bardziej racjonalistką, ale do minimalizmu jest mi co raz bliżej, co bardzo mnie cieszy. Podsumowując chciałam Wam pokazać co się zmieniło odkąd zaczęłam się interesować minimalizmem:

Z czego zrezygnowałam

  • z oglądania telewizji i reklam
  • z toksycznych znajomości zajmujących mój czas
  • ze szkodliwego przetworzonego jedzenia
  • częstego jedzenia na mieście
  • kupowania odzieży i kosmetyków pod wpływem chwili
  • kupowania niepotrzebnych ozdób do domu
  • gromadzenia pamiątek i sentymentalnych gadżetów
  • biżuterii (posiadam tylko niezbędne minimum)

Nad czym muszę popracować

  • odkładaniem na później
  • czytaniem książek na bieżąco
  • porządkiem na komputerze i dysku
  • ograniczaniem zobowiązań
  • zajmowaniem się zbyt wieloma rzeczami na raz
  • byciem offline, kiedy tego potrzebuje
  • mniejszą ilością nieproduktywnych zajęć w ciągu dnia

Czego się nauczyłam

  • kupować mniej
  • cieszyć się z małej przestrzeni mieszkalnej
  • zamieniać problem w okazję
  • porządkować swoją szafę i pozbywać się rzeczy
  • lepiej komponować zestawy ubraniowe
  • być wdzięczną
  • zapisywać to chciałabym kupić i czekać co najmniej miesiąc z zakupem

dolessgetmore

Minimalizmem interesuje się co raz więcej osób, jest teraz dostępnych wiele książek na ten temat. Sama mam kilka i przedstawiam te, które przeczytałam na przestrzeni kilku lat. Niektóre, po pewnym czasie są bardzo oczywiste, ale ja lubię wracać od czasu do czasu nawet do tych, w których są głównie podstawy. Mój stosunek do minimalizmu ciągle się zmienia, więc warto co pewien czas odświeżyć swój punkt widzenia.

Na tym kończę, ale na pewno do tematu jeszcze wrócę, bo moje podejście do minimalizmu ciągle się zmienia. Zachęcam Was do podzielenia się w komentarzach Waszym spojrzeniem na  minimalizm. Jesteście minimalistami, chcielibyście być, a może to dla Was totalna abstrakcja? 

Veganama Opublikowane przez:
  • Jakbym czytała swoje przemyślenia <3
    Mi każda przeprowadzka (a w Sztokholmie mieszkam już w 3 mieszkaniu!) porządkuje, minimalizuje ilość rzeczy.
    Największe zapasy mam w jedzeniu – bo nienawidzę sytuacji, gdy czegoś nie mam w domu, a akurat potrzebuję – szczególnie, że z racji gotowanie bezglutenowego nie wszystko mogę kupić w najbliższym sklepie. Nad tym muszę popracować 🙂

    • <3 Ja też chomikuje jedzenie, ale to zrozumiałe w naszym przypadku, kiedy zwozimy je w dużym procencie z Polski 🙂 Cieszę się, że myślimy podobnie!

  • Zgadzam sie z kazdym slowem.I znow jak we wpisie o weganizmie, zgadzam sie z tym,ze zamiast glosno nazywac sie minimalista,lepiej po prostu naprawde zaczac tak zyc..i Ty to robisz…ja tez od wielu lat ide w kierunku minimalizmu choc wiele jest do zrobienia…ale tez nie biczuje sie,wiem ze to proces ktory prowadzi do zmian.. jeszcze bardziej zaczelam sie interesowac po prostu swiadomym zyciem i podejmowaniem swiadomych decyzji, nie ad hoc..ale takich gdzie wiem co i dlaczego robie czy kupuje..robie co polroczne wietrzenie szaf,oddawanie potrzebujacym..przestalam chodzic po galeriach,czesciej szukam konkretnych rzeczy,ktorych potrzebuje,a nie chodze na zakupy ktore sa impulsywne…na minimalizm w moim rozumieniu sklada sie wlasnie ta swiadomosc, swiadome zycie, ale tez wziecie odpowiedzialnosci, nie tylko co blisko wokol mnie ale tez za srodowisko,nasza planete..jest to np.szacunek do jedzenia i nie wyrzucanie go, sprawdzanie od kogo kupuje (np od lat nie kupuje produktow firmy Nestle,ktora nie odpowiada mi pod katem dzialan)..korzystanie z transportu publicznego, kiedy moge,etc… w sumie jak tak pomysle to robie bardzo dużo, bez wywyzszania sie,pewnie powyzej przecietnej, choc nie mam potrzeby przyklejania etykietek na sobie… gratuluje Ci wpisu i twojej drogi,tak trzymac! Super! zyc swiadomie to duze blogoslawienstwo!

    • Tak! Dokładnie tak Marta! Ja właśnie z tymi etykietami mam problem. Chyba faktycznie jak już ktoś napisał, chodzi o przynależność do grupy i tak było u mnie na początku. Ale co jak Twoja grupa odstaje w pewien sposób od wartości jakie reprezentujesz? Czy od razu masz rezygnować? Czy iść dalej swoją drogą i się nie przejmować? Doskonale rozumiem, że nie chcesz być w takich grupach. Mi się ostatnio dostało za wpis o wegańskim obuwiu na jesień. Kalosze Hunter były kojarzone z kałużami pełnymi krwi i polowaniami, więc jak widzisz i weganom się dostaje :/ Świetną masz postawę i bardzo ją popieram. Najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą 🙂

  • Katarzyna Straube-Czyż

    Nawet nie wiesz jak wiele zmieniasz w moim zyciu. Mam wrażenie ze otwierasz w mojej glowie te drzwi ktore sama zamykam.
    Nie wspomnę jak często odnoszę wrazenie, że łączy nas wiele przemyśleń. Dzis rano myslalam o swojek szafie i jej porzadku. A teraz przy drugim śniadaniu czytam o minimalizmie.
    Jestes jedna z wazniejszych postaci na mojej życiowej drodze.

    • Kasiu! Kochana! Jestem wzruszona po przeczytaniu Twojego komentarza <3
      Czuje teraz na sobie wielką odpowiedzialność i motywację, żeby ciągle nad sobą pracować i prowadzić bloga.

      DZIĘKUJE!!! <3

  • Magdalena

    Minimalizm pomógł mi uporządkować nie tylko przestrzeń wokół mnie – szafę, kosmetyczkę, pokój (jeszcze mieszkam z rodzicami) ale to co mam w głowie. Nie muszę sobie zaprzątać myśli tym co ubrać rano i się denerwować, nie potrzebuję następnego tuszu, bo jest przecena, wykorzystam to kupię następny. Potrafię lepiej się zorganizować, nie marnuję energii na niepotrzebne nerwy, bo właśnie to powodował konsumpcjonizm, bałagan myśli i otoczenia. Czuję się… wolna, chociaż wiem, że to jeszcze nie do końca do czego dążę. 🙂

    • No właśnie! Te zakupy na przecenach. W pewnym momencie ilość kosmetyków w mojej kosmetyczce była absurdalnie duża, a tak naprawdę używałam tylko kilku 😮 Wspaniale, że pracujesz nad sobą, nie ważne na jakim jesteś etapie. To, że zrozumiałaś, że da się żyć inaczej już jest wygraną!

  • Pierwszą książką jaką przeczytałam o tej tematyce była „Sztuka minimalizmu” Dominique Loreau. Uważam jednak, że jest zbyt hardcore’owa i surowa, niemalże ascetyczna. Ponieważ temat mnie interesował, szukałam dalej. Podobała mi się bardzo książka „Minimalizm po polsku” i wywiady z autorką. Powiedziała właśnie, że nie chodzi o to, żeby mieć jak najmniej, a o to, żeby mieć to, co jest nam faktycznie niezbędne i z czego korzystamy, najlepszej jakości na jaką możemy sobie pozwolić. Pamiętam jak trochę wcześniej ze wstydem przyniosłam do domu jakiś kuchenny sprzęt typu małe agd myśląc „zachciało mi się kolejnego grata”. Miałam wrażenie, że nie powinnam, ale bardzo chciałam. Dzięki Annie zrozumiałam, że skoro używam go kilka-kilkanaście razy w tygodniu to znaczy, że był mi potrzebny i wcale minimalizmu nie wyklucza. Kiedy w styczniu sprzedałam pół mieszkania, żeby wyjechać na Maltę, ludzie się pukali w czoło – jak można rozstać się z ksiązkami? Można, skoro stoją i się kurzą, raz przeczytane. Te ważne zostały ze mną i wciąż je mam, bo do nich wracam. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w galerii handlowej lub chodziłam po sklepach dla poprawy humoru (a jeszcze na studiach miałam ksywę Ajkadia – połączenie Ajki i Arkadii, bo się koleżankom kojarzyłam z wielogodzinnymi zakupami). Z drugiej strony przestałam oszczędzać na rzeczach, na które dotąd żałowałam: właśnie nowy sprzęt do kuchni (którego używam, nie maszynka do gotowania jajek czy obierania ananasa…), jakieś przedmioty użytkowe do domu, które ułatwiają codzienność. Przestałam robić zakupy spożywcze w hipermarketach typu Tesco czy Auchan, bo zwykle „tańsze” zakupy kończyły się przyniesieniem do domu sterty niepotrzebnych rzeczy. Kupuję częściej, a mniej, na bazarku i czasem w mniejszym sklepie spożywczym. Pozornie drożej, ale kupuję to, co potrzebne więc wychodzi na jedno. Nauczyłam się nie wyrzucać jedzenia, gotować z tego, co jest w domu i kończyć wszystkie resztki warzyw, kasz, serów. Kosmetyki kupuję jak się skończą te, których używam, bo kiedyś też dużo wyrzucałam zeschniętych lakierów do paznokci (miałam po 30, teraz 5 których używam na zmianę w zależności od nastroju), przeterminowanych szamponów, kremów do rąk itd. Myślę, że dobrze rozumiany minimalizm, to właśnie racjonalizm w codziennych decyzjach. Cieszę się bardzo, że Marek ma takie samo podejście, że ma bardzo mało rzeczy, że nie zbiera, że nie zależy mu na wystawnym życiu, a raczej na prostym i spokojnym.

    • Hehe ja miałam jeszcze do niedawna tak samo z książkami! Pukałam się w czoło jak Arek proponował, żeby je sprzedać 🙂 Ale jak sprzedawaliśmy mieszkanie i oddałam wszystkie książki do antykwariatu (których nie wzięłam ze sobą do Szwecji) to poczułam wielką ulgę. Ajkadia!!! Ależ się uśmiałam 😀 A z lakierami miałam identycznie. Od kilku lat jednak jestem wierna klasyce (czerwony, czarny, szary). Wspaniała i świadoma postawa Aga! Czekam na Was i nie mogę doczekać się, kiedy przestawisz mi Marka 🙂

  • Ja chyba jestem minimalistką, ale taką niespełnioną do końca. Też ograniczyłam ogromną ilość posiadanych rzeczy podczas przeprowadzki z jednego mieszkania do drugiego. Był to moment, kiedy stwierdziłam, że wiele z nich, po prostu nie potrzebuję. Żyje bez nich po dzień dzisiejszy i jakoś za tym nie tęsknie… Jednak mimo wszystko czuję, że mogłabym coś poprawić, np. w zakresie ubrań, może nie tyle ilości, ale jakości. Tak czy siak, myślę, że jestem na dobrej drodze i nie mam zamiaru zbaczać na jakichś rozdrożach 🙂

    • Ach te przeprowadzki! Narzeka się na nie, ale ile dobra przynoszą 🙂 Super, że pracujesz nad sobą! Grunt to obrać dobrą drogę i dążyć do celu! Brawo :*

  • Kochana, w moim prywatnym rankingu ten wpis na pewno byłby na podium top 3! Rewelacyjnie napisane, być może podoba mi się tak również dlatego, że praktycznie pokrywa się z moim myśleniem 🙂

    Ale… ja mam jeszcze dużo do zrobienia. Przede wszystkim gniecie mnie nadmiar rzeczy, mimo że przy ostatniej przeprowadzce już sporo się pozbyliśmy, wciąż jest za dużo. Chciałabym prościej a lepiej – lepsza jakość w zamian za większą ilość. Teraz staram się sprzedawać rzeczy które leżą i na tym się ich rola kończy, czyli np. przeczytane książki. Udało mi się już „upłynnić” około 15 sztuk i o ile mi lżej! Myśląc o kolejnej przeprowadzce i braku konieczności ich pakowania aż się uśmiecham!

    Bardzo zmądrzałam na przestrzeni ostatnich kilku lat jeśli chodzi o spontaniczne, nieprzemyślane zakupy. Robię ich coraz mniej, wyprzedaże mnie w ogóle nie kuszą choć czasem skorzystam – bo czemu nie, ale z głową. Za to drogerie, mój niegdysiejszy raj, praktycznie mogłyby przestać istnieć… W sumie nie widzę już nic czego stamtąd potrzebuję. Nawet papier toaletowy i pieluchy kupuję gdzie indziej 😉

    Ale tak zeszłam na prozę życia, a za tym wpisem stoi bardzo ważna myśl. Nie potrzebujemy wiele do szczęścia, a im mniej rzeczy tym więcej przestrzeni na obserwację i odczucia 🙂

    • Madziu bardzo pięknie Ci dziękuje <3

      Super, że działasz z książkami. Ja już dużo sprzedałam, ale nadal mam kilka do wystawienia na aukcje. Myślisz o kolejnej przeprowadzce? Chyba nie jestem na bieżąco 😀 Opowiadaj!

      No pewnie wyprzedaże z głową popieram, można kupić klasyki w dobrej cenie! No i lumpki są super, ale również trzeba wiedzieć po co się przyszło 🙂

      No właśnie nie potrzebujemy, ale zapominamy o tym. Z drugiej strony ciężko się dziwić, jak z wszelkich stron jesteśmy bombardowani reklamami i idealnym życiem. Można się pogubić…

      • Myślimy bardzo poważnie o ucieczce z miasta, znasz to skądś? 😉

        Pogubić się łatwo, to prawda. Dlatego trzeba pójść po rozum do własnej głowy 🙂

  • piknie to napisałaś <3

  • Masz bardzo mądre przemyślenia i niezmiennie piękne kadry. Minimalizm wpisuje się w racjonalizm, nie lubię jego skrajnej formy narzucającej ograniczenie stanu posiadania do konkretnej liczby przedmiotów. Podoba mi się, gdy minimalizm oznacza rozsądek, umiar, wyzbycie się tego, co zbędne, by zyskać coś dla siebie. Według mnie ta przestrzeń na własne myśli czy zachowania jest kluczowym efektem pozbycia się przywiązania do przedmiotów.

    • Dziękuję Kasiu 🙂 A mi podoba się co napisałaś. Ja jestem właśnie bliższa takiemu podejściu. Wczoraj i dziś robiłam kolejne porządki w domu. Zadziwia mnie, że za każdym razem, mam się czego pozbywać, a już myślałam, że posiadam niezbędne minimum…

  • Ja ze swoim minimalizmem się zapędziłam aż za bardzo, co trochę odbiło się na mojej psychice. W pewnym momencie doszłam do punktu, w którym pozwalałam sobie na mało, na wszystko było mi żal kasy i aż mnie mdliło, gdy chciałam sobie kupić coś ekstra, a głowa mówiła „stop”. Całe szczęście, przyszło opamiętanie i dotarło do mnie, że przecież nie o to w tym wszystkim chodzi 🙂 Dlatego teraz nie mówię o sobie „minimalistka”, ja po prostu upraszczam swoje życie. W szafie mam mało, ale są to rzeczy, które noszę z radością. Znajdą się tam droższe rzeczy, jak np. sukienka Cat Cat, ale nie stronię też od sieciówek – tylko w czasie wyprzedaży. Tym sposobem udało mi się latem dorwać w Reserved piękne ogrodniczki z długimi nogawkami (chodziły za mną od dawna) za niecałe 60 zł i długą koszulę w New Yorkerze za 19 (!) zł.

    Z kosmetykami miałam swego czasu chorą relację. Kłania się włosomaniactwo 😉 Miałam stanowczo za dużo mazideł, które po prostu zaczęły mnie przytłaczać. Teraz mam mało, ale eko i głównie polskie. I koniecznie nietestowane na zwierzętach! Zakochałam się w Ministerstwie Dobrego Mydła (bo jak tu nie kochać tych wspaniałych dziewczyn i ich produktów?). Nie kupuję kremów do dłoni i do stóp, mimo że czasem mnie kusi. I tak wiem, że ich nie zużyję, bo jestem leniuszek i nie chce mi się nimi smarować. Za to dobry balsam do ciała to podstawa.

    Co do włosów, mam jedną maskę, jedną odżywkę, jeden szampon. Raz w tygodniu nakładam na włosy olej. I żyję! I włosy mają się całkiem nieźle, mimo że okroiłam im pielęgnację. Kolorówka? Tak naprawdę nigdy się nie malowałam, więc nie mam tego wiele. Żel do stylizacji brwi, matowa kredka do ust z Golden Rose i mogę ruszać na miasto. Za to kiedyś byłam wielką fanką lakierów do paznokci (których nigdy nie byłam w stanie zużyć do końca, więc je wywalałam, bo nie nadawały się do użytku). Teraz mam tylko trzy. Ale tutaj się rozleniwiłam. Malowanie paznokci już nie sprawia mi takiej frajdy, jak kiedyś. Ograniczam się tylko do paznokci u stóp, dłonie są na ogół saute.

    Prosto mam też w kuchni. Zdrowo (chociaż czasem zdarzy się mały skok w bok w postaci pączka), sezonowo, smacznie. Ktoś tu wspominał wcześniej o etykietkach – że to bez sensu przyklejać sobie określone łatki. A ja te łatki bardzo swego czasu lubiłam. Więc chciałam się nazywać wegetarianką, a później jeszcze aspirującą weganką. Ale mój chłopak mi uświadomił, że to bez sensu. Przecież wszystko jest płynne. Więc: po prostu nie jem mięsa 🙂 Mleko krowie poszło w odstawkę (mam nietolerancję laktozy i w sumie nigdy go nie lubiłam, więc poszło łatwo). Czasem zdarzy mi się zjeść jakiś nabiał. Musi być dużo warzyw i strączków. Smaczny ryż jaśminowy, dobra kasza, mnóstwo przypraw… A warzywa kupowane głównie na lokalnym targu!

    Uprościłam też relacje z ludźmi. Odcięłam się od wampirów energetycznych. Utrzymuję kontakt tylko z tymi, których naprawdę lubię i którzy wnoszą do mojego życia coś fajnego. Uczę się asertywności. Uczę się spędzania czasu z samą sobą (i to nie oglądając kotki na Youtube, ale np. jedząc obiad w klimatycznej knajpce).

    Na pewno muszę jeszcze popracować nad redukowaniem stresu w swoim życiu, technikami relaksacyjnymi, regularnymi ćwiczeniami. Bo na co mi poukładane ubrania i lokalne warzywa, skoro w głowie będzie mętlik i mięśnie będą wiecznie napięte od nerwów? 🙂

    • Kochana! Pięknie Ci dziękuje za wyczerpujący komentarz. Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi :*

      Podoba mi się podejście „upraszczam swoje życie”. Ja również mam rzeczy z wyższej półki wymieszane z sieciówkami. Tak jest chyba najlepiej, równowaga musi być!

      Z kosmetykami mamy podobnie. Chociaż w Szwecji zaczęłam więcej używać balsamów do ust i kremów do rąk, szczególnie jesienią i zimą. Jednak wybieram kosmetyki naturalne i wegańskie. Jedynie z kolorówką mam ostatnio przygody, bo zaczęłam eksperymentować z makijażem oczu. Jednak nie są to jakieś szaleństwa, ale jednak paletka i pędzelek plus kredka przybyła 🙂

      Ja miałam problemy z odcięciem od toksycznych relacji :/ Jak u Ciebie z tym poszło? Wiesz mi jest przykro, jak teraz kiedy prowadzę bloga, mam dwójkę małych dzieci, uczę się fotografii, szwedzkiego, ludzie potrafią się obrazić, że nie mam dla nich czasu, nie lajkuje ich zdjęć… Słabe to co?

      Ściskam mocno :*

      • Marto, tego typu komentarze świadczą tylko o niedojrzałości tych osób. Nie rozumiem, jak można się obrazić o to, że ktoś nie lajkuje zdjęć, wieje mi to podstawówką… Myślę, że gdyby tym osobom zależało na dobrej relacji z Tobą, zrozumiałyby, że Twoje życie jest teraz bardzo intensywne i niekoniecznie teraz znajdziesz czas dla nich wszystkich. Zdrowe relacje opierają się na zrozumieniu, akceptacji i wsparciu.

        Nie będę oszukiwać, że mi odcinanie się od toksycznych osób poszło łatwo, bo wcale tak nie było. Lwią część życia byłam taką miękką bułą, która dawała sobą manipulować, ale przy kolejnej niezdrowej relacji na studiach doszłam do wniosku, że koniec z tym. Szkoda mojego życia, zdrowia i nerwów na toksyczne znajomości. Ta konkretna znajomość przelała czarę goryczy. Po kolejnym przepłakanym popołudniu postanowiłam, że koniec z tym. Rozmowy nie pomagały, więc podziękowałam. Nasze kontakty mocno się rozluźniły i teraz ograniczają się tylko do „cześć” na uczelni. I wiesz co? Czuję się lekko. Czuję się zdrowo. Wiem, że w moim życiu pojawią się inni ludzie i że świat się nie skończy, jeśli się odetnę od „wampirów” 🙂 Najważniejsze to nie czuć wyrzutów sumienia (chociaż to bardzo trudne). Ale i one z czasem miną.

        Trzymam za Ciebie kciuki, Kochana! Ślę moc pozytywnej energii 🙂

        • Nooo tacy są ludzie, co zrobisz…

          Ale powiem Ci, że z biegiem czasu niektóre osoby się wykruszają same i taka naturalna selekcja też nie jest zła 🙂

          Ściskam mocno 🙂

  • Lili zNotatnikiem

    Bliskie mi to co piszesz i do jakich wniosków dochodzisz.
    Myślę, że często niezrozumienie sprowadza się do zafiksowania na temacie. Jeśli „bycie minimalistą” staje się nową religią (tak jak „bycie weganką”, „bycie matką”, „bycie kimkolwiek”), to jasne jest, że takie osoby wykazują tendencję do głoszenia nowej ewangelii lepszego świata, kiedy się już zmienisz, pozbędziesz się tego czy tamtego, przestaniesz jeść to czy tamto. Wówczas albo Ty zabiegasz o „etykietkę” minimalistka/weganka, albo zawsze znajdzie się ktoś, kto spróbuje Cię zagiąć lub jej odmówić „bo to robisz inaczej, a to powinnaś koniecznie wyrzucić”.

    Osobiście myślę, że mimimalizm jest mi bliski. Weganką jestem tyle lat, że już nawet zapominam o tym, że jem w ten sposób i dlaczego tak zdecydowałam. Ale to też przyszlo z czasem.

    Zgadzam się z tym co piszesz o racjonalizmie. Dorzuciłabym to tego worka po prostu życiową równowagę we wszystkim. Jasne, można nawracać ludzi na minimalizm, jasne, można uczynić życiową misję z tego, by nawracać na weganizm. Ale tak szczerze – najlepiej działa po prostu twój własny przykład. Jesteś sobą, jesteś szczęśliwa z tym jak żyjesz, jesli nie jesteś – zmieniasz te aspekty życia. Dzielisz się tym z innymi – i nagle odkrywasz, że wokół ciebie 3 twoich znajomych nagle porządkuje szafę i prosi cię o radę, a 4 pozostałych podpytuje o wegańskie blogi i strony internetowe „na początek”, a mama twojego chłopaka częstuje Cię przy niedzieli wegańskim tofurnikiem z jadlonomii, którego nigdy nie chciało Ci się nauczyć robić. To miłe.

    Myślę, że harmonijne życie z samą sobą rezonuje też w innych ludziach. Czasami nieoczekiwanie. Jeśli robisz coś w co wierzysz, to będzie inspirujace dla innych ludzi :). I takich osób do okoła życzę Ci wielu!

    • A mi bliski jest Twój komentarz! Nawet nie wiesz jak bardzo 🙂 Życiowa równowaga, właśnie o to chodzi! Każde przegięcie jest nie wskazane, sprawdziłam sama na sobie.

      Dla mnie to największa radość, kiedy znajome osoby, mówią, że ograniczyły mięso albo uporządkowały swoją szafę. Jak czytam komentarze, że kogoś inspiruje, unoszę się nad ziemią pełna radości <3

  • świetny wpis i muszę przyznać, że sporo mnie z nim łączy 🙂
    po pierwsze, piąteczka za ubrania – moje ulubione kolory <3 jeśli chodzi o szafę zawsze byłam "Swego rodzaju" minimalistką, na dzień dzisiejszy jednak mam sporo ciuchów, których chcę się pozbyć, przede wszystkim tych starych, nie noszonych, niepotrzebnie zajmujących miejsce w szafie. nigdy nie kupuję pod wpływem chwili, jestem osobą, która dogłębnie przemyśli każdy zakup czy to ubrań czy kosmetyków co nie zawsze jest najlepsze, gdy rozmyślam zbyt długo i okazja ucieka mi przed oczami, ale zdecydowanie lepiej się czuję niż kupując coś co za jakiś czas i tak odejdzie w kąt. to samo jeśli chodzi o buty, tutaj zdecydowanie stawiam na jakość i jestem w stanie zapłacić więcej, a dzięki temu mieć je na lata.
    jeśli chodzi o telewizje, reklamy itd. – nie mam nawet telewizora, nie oglądam i czuję się o niebo lepiej niż w czasach jak mieszkałam w domu i z nudów kładłam się na kanapie przeglądając programy telewizyjne…
    nigdy też nie byłam fanką gromadzenia niepotrzebnych rzeczy, pamiątek itd. – chyba najlepszą pamiątką dla mnie są wspomnienia oraz zdjęcia <3
    biżuteria – tylko minimum, rzadko kiedy zmieniam, zazwyczaj noszę taką "codzienną" – kiedyś miałam o wiele więcej, ale ma też na to wpływ, że moja Mama jest jubilerem, jednak zrozumiała mnie w tej kwestii, że …. no jednak jestem minimalistką 🙂
    jeśli chodzi o rzeczy nad którymi chcesz popracować – u mnie jest identycznie! także trzymam kciuki za nas obie 🙂
    aaa, i co do jedzenia – staram się jeść jak najzdrowiej, głównie warzywa, owoce, ziarna, strączki, zdrowe tłuszcze – o tak, kocham awokado i orzechy, hehehe 🙂 ostatnio ograniczyłam też spożywanie roślinnych mlek, od czasu do czasu kupię, a najlepiej owsiane Oatly (naturalne i zdrowe) – you know what I mean 😉
    mieszkanie poza domem, a co więcej za granicą, z dala od rodziny, przy tym – nie mając stałego miejsca, tylko jeden pokój i niewiele przestrzeni nauczyło mnie wiele, a przede wszystkim właśnie by nieco ograniczyć ilość posiadanych rzeczy. muszę jeszcze popracować nad naczyniami, gdyż mam sporo miseczek, talerzyków itd. co nie jest "normalne" dla przeciętnego studenta, ale wiadomo – blogger kulinarny czasem potrafi zaszaleć w tej kwestii 🙂 w każdym razie, już dawno nic nie kupiłam i nie czuję potrzeby, ponieważ wiem iż mam wszystko czego mi potrzeba 🙂
    ok, rozpisałam się – znalazłam chwilę by oderwać się od nauki przy okazji 😀
    Pozdrawiam cieplutko :*

    • Dariuszko Kochana! Dziękuję Ci za tak długi szczery komentarz <3
      Cieszę się, że nie jestem sama z tymi kolorami 🙂 Kiedyś wydawało mi się, że są nudne. A teraz uwielbiam je tak mocno, że jedynie zmieniają się połączenia między nimi. Choć najbardziej lubię chyba czarny/ szary.

      Co do diety, jedziemy na tym samym wózku :p Mleka u nas w domu jedynie Oatly albo z Soyabelli 🙂 Także piąteczka! Jeżeli chodzi o naczynia i akcesoria do zdjęć…tiaaaa…skąd ja to znam 😀 Jak już ktoś napisał, minimalizm nie wymaga od Ciebie, żebyś rezygnowała ze wszystkiego. Jedynie ma wskazać drogę co jest nam potrzebne indywidualnie, a co jest zbędne. Ja np. zrezygnowałam z wielu gadżetów domowych, a dekorator wnętrz załamał by ręce na to co mam/czego się pozbyłam. Za to nie doceni mojej kolekcji talerzyków i kubków do zdjęć 😀

      Ściskam mocno D :*

  • Czasami tylko jestem minimalistką, ale podoba mi się on. 🙂

  • Bardzo fajne przemyślenia. A tak offtopowo, na stronie głównej wszystkie wpisy mają dzisiejsze daty :/ Da się to jakoś zmienić? Bo nie mogę się ogarnąć, który wpis kiedy opublikowany :/

    • Tak mam z tym kłopot, jeszcze nie wiemy z mężem co się stało, ale próbujemy to rozwiązać! Dzięki za zwrócenie uwagi 🙂

  • Te wszystkie trendy mogą być fantastyczną inspiracją, ale również ograniczającą szufladką, zależy jak na to spojrzeć, jak się tym kierować. Twoje podejście jest mi bliskie 🙂

    • Cieszę się, że nie jestem w tym sama 🙂 I zgadzam się z tymi szufladkami, mogą bardzo ograniczać!

  • Dla mnie minimalizm to kwestia czysto praktyczna – tak jest po prostu łatwiej żyć, wszystko jest uporządkowane i można nad wszystkim zapanować, gdy otacza nas mniej rzeczy, Inna sprawa, że mój minimalizm wynika z nieustannego szukania ideałów, zwłaszcza w kwestii ubrań (dłuższy wyjaśnienie na blogu: http://www.wczerni.pl/2016/11/minimalizm-perfekcjonizm.html), ale podobnie podchodzę również chociażby do wyposażenia mieszkania -głównie kuchni 😉

    • Dokładnie! Doceniłam to dziś podczas pakowania się na weekend w bagaż podręczny. Kiedyś to była dla mnie udręka!
      Chętnie zajrzę na bloga 🙂

      • Dziękuję 🙂 Też się dziś pakowałam, na 6 dni. I jeszcze jest sporo miejsca w torbie! A torba regularnych, podręcznych rozmiarów

  • Monika Meska

    Temat mi bliski opisany w taki sposób, że mogłabym się pod nim podpisać. 🙂

  • Marta, fantastyczny wpis! Przeczytałam tylko jedną książkę o minimalizmie, a właściwie jego wycinku dotyczącym mody („Slow fashion” Joanny Glogazy). Pod wpływem tej książki we wrześniu 2015 pozbyłam się 80% szafy. Od tamtej pory minął ponad rok, a ja nie kupiłam sobie prawie nic nowego. I żyję! 😉 Jednak trzeba wziąć poprawkę na to, że w tym czasie byłam w ciąży, a potem wracałam do dawnej figury, a wtedy inaczej podchodzi się do zakupów – wiele odkłada się „na później” 🙂 Do dawnej figury już wróciłam, więc pora na zakupy. Jednak tym razem będę robić je w duchu minimalizmu, z naciskiem na jakość, a nie ilość.
    Muszę głębiej się wgryźć w temat, bo czuję, że minimalizm jest mi bliski. Mam podobny jak Ty stosunek do jedzenia i kosmetyków. Poza tym nigdy nie lubiłam domowych bibelotów i ozdóbek zbierających kurz. Mam niewiele butów, a torebek w ogóle nie lubię.
    Jednak w innych obszarach życia dostrzegam nadmiar: mnóstwo nieprzeczytanych książek, kilkanaście notesów, w których nic nie mogę znaleźć, porywanie się na kilka kursów jednocześnie itd. Nie przyszło mi do głowy, że w zakresie nauki również warto postawić na minimalizm. Mam nad czym pracować! 🙂

    • Dziękuje Reniu. Też mam Slow Fashion, ale czeka w kolejce. No właśnie widziałam, że wróciłaś do figury w wyzwaniu foto btw. gratuluje wyróżnienia 🙂

      Fajny ten minimalizm, wiele upraszcza, uspokaja myśli, jak nie masz tylu zbędnych rzeczy dookoła. Ja też mam problem z książkami i to jest mój cel na najbliższe miesiące. Albo się pozbyć albo w końcu przeczytać. Wzięłam się już poniekąd za to i mam nadzieję, że pójdzie szybko 🙂

  • Kat

    Świetnie napisane Marta! I ja czuję podobnie. Nie nazywam tego ani minimalizmem, ani racjonalizmem, a świadomym życiem 🙂 Jak w większości komentarzy i u nas zaczęło się od przeprowadzki. Po roku spędzonym na 20m2 w japońskiej kawalerce zrozumieliśmy jak niewiele potrzeba do szczęścia. Każdy weekend był inny, nowe miejsca, smaki i ludzie. Zrozumieliśmy, że to my jesteśmy „panami” swojego czasu i życia. Po powrocie oczyściliśmy przestrzeń wokół siebie i relacje z innymi. Stale nad tym pracujemy. Tak jak piszesz, warto wracać do niektórych książek, artykułów, cytatów i sobie o tym przypominać. Ogromna trudność wcielenia tej „filozofii” w relacje z innymi wynika chyba z naszego katolickiego wychowania, gdzie najważniejszy jest Bóg, potem ludzie wokół nas, a na końcu my sami. Takie mam ostatnio przemyślenia. Ostatnio często wracam też do cytatu: „You can be a good person with a kind heart and still say no.” Banalne, ale mi pomaga. Ściskam!