Minimalizm, a dzieci

Jeszcze w ciąży z Matyldą, zastanawiałam się, czy da się być minimalistą i w tym duchu wychowywać dzieci. Przecież od urodzenia maleństwa jesteśmy bombardowani rzeczami jaki powinien mieć każdy rodzic. Krem na to, oliwka na coś innego, płyny, gadżety potrzebne podczas przewijania, odpowiednie zabawki stymulujące rozwój dziecka. Młody rodzic łyka nowości jak młody pelikan, wydaje majątek, a po czasie dopiero widzi, ze większość tych rzeczy była niepotrzebna. Zapraszam Was na post, w którym pokażę Wam jaki mamy stosunek do ilości rzeczy, które są „niezbędne” dla naszych dzieci.

Kosmetki

Po pierwszym roku Matyldy nauczyłam się bardzo wiele. W wielu kwestiach oczywiście, ale to czego dziecku do szczęścia nie potrzeba to już na pewno. Mam wrażenie, że większość tych wszystkich gadżetów ma za zadanie zaspokajać w jakiś sposób spokój psychiczny rodziców, a nie pomagać ich pociechom. Już na liście, którą dostałam w Polsce przed porodem było tyle rzeczy, że kompletowałam ją kilka tygodni. Jak się później okazało wiele tych rzeczy było zbędne, użyte raz albo w ogóle.

To co nam się się nie przydało na początku to zasypka, niezliczona ilość kremów np. na ciemieniuchę,  na odparzenia. Do tego balsamy, płyny do mycia, emolienty. Przez pierwsze dni wg. zaleceń od naszej lekarki dziecko myliśmy wodą, bez żadnych płynów do kąpieli. Jak Matylda miała problemy ze skórą, zanim przeszłam na weganizm, zalecano nam cuda niewidy, drogie specyfiki. A wystarczyło zmienić dietę, ograniczyć użycie kosmetyków, włączyć naturalną pielęgnację i po kłopocie.  Teraz używamy jedynie bardzo delikatnego płynu do mycia połączonego z szamponem i to nam wystarcza. Do smarowania ciała po kąpieli na początku była oliwka, ale później z miłą chęcią zastąpiłam ją naturalnymi olejami, których sama używam.

13914091_1177334415642280_8652041168413779603_o

Ubranka

Oj kiedyś jeszcze szalałam z zakupami ubranek (co było bez sensu, bo wielu z niemowlęcych rzeczy Matylda, nie zdążyła ani razu założyć). Mimo, że nadal dziewczyny mają ich sporo, szczególnie Lili (po Matyldzie). Teraz już się opamiętałam. Bardzo dużo odzieży kupowałam i nadal kupuje w second handach. W Szwecji można dostać naprawdę świetną odzież, dobrą jakościowo za przyzwoite pieniądze. Powiem Wam, że jeszcze jak mieszkałam w Polsce, to zdarzało mi się kupować w Pepco. Tanio, można było coś skompletować. Jednak jakość pozostawiała wiele do życzenia i czasem po jednym praniu dana rzecz wyglądała tragicznie. Zaprzestałam, choć wiem, że są fani takich jednorazówek. „Dziecko ubrudzi, to się wyrzuci”, „Nie szkoda mi kasy”. Jednak ubranka dobrej jakości można później sprzedać, oddać lub zostawić dla drugiego dziecka. My mamy takich całkiem sporo po Matyldzie, Lili przenosiła i nadal wyglądają świetnie. Jest to również ekologiczne i ekonomiczne. Nie kupujemy sterty jednorazowych tanich ciuszków, które lądują w koszu, czasem po 1-2 praniach, tylko inwestujemy w jakość (która nie koniecznie musi być droga patrząc na ceny w second handach). Ja nauczyłam się tak jak i w przypadku swojej szafy, kompletować dziewczynom ubrania w pasujących do siebie kolorach. Wiem w czym najczęściej chodzą, czego muszą mieć więcej, co się częściej brudzi i tak kupuję. Co nie oznacza, że ich szafa jest szara/czarna/granatowa. Są w niej kolory, wzory, ale takie, żeby względnie do siebie pasowały. Tiulowe spódniczki i cekinowe baletki też są, jednak wszystko ma swój umiar.

jablka6

Zabawki

Pokój Matyldy przez długi czas wypełniony był zabawkami, które tak naprawdę walały się bez sensu z kąta w kąt. Prezenty od rodziny, znajomych, oczywiście były miłym gestem, ale często później leżały gdzieś zapomniane i gromadziła się niezła kolekcja. Postanowiliśmy coś z tym zrobić. Nie żałujemy naszym dzieciom mieć zabawki i książeczki. Jednak wolimy kupić jedną porządną zabawkę, a nie dziesięć tanich i byle jakich, żeby było ich więcej. Poza tym kupiliśmy wiklinową skrzynię, w której trzymamy to czym nie bawią się dziewczyny i tam trzymamy rzeczy, które nie są używane. W pokoju wyjęte są na wierzch jedynie pojedyncze zabawki i książki, które najczęściej czytamy. Dziewczyny cieszą się z wyjętego ze skrzyni po kilku miesiącach misia, jakby był zupełnie nowy. Sporo nieużywanych zabawek oddaliśmy również w Szwecji do organizacji charytatywnych. Przecież zabawki od tego są, żeby cieszyć dzieci, a nie żeby leżały zapomniane w kącie, jak jest ich za dużo. dzikazgraja

Jeżeli chodzi o pluszaki, to zdecydowanie widzę, że lepsza jest jakość, a nie ilość. Matylda zakochała się w nowym Craft’ku, którego nazwała Kubuś.

craft1Craft’ki stworzyła japońska projektantka – Ikuko Yamamoto, a w Polsce chce zarazić nas miłością do tych minimalistycznych pluszaków Kasia (entuzjasta Japonii i marki Craftholic), która prowadzi sklep Zamami.  craft2

Nasz Craft’ek Kubuś jest bardzo przyjemny w dotyku. Porównywałam jego miękkość i delikatność z innymi zabawkami i faktycznie jest tak jak pisze producent. Plusz jest milutki. Matylda już nie raz na nim zasypiała, zresztą Lila i ja również, więc potwierdzamy zastosowanie „poduszkowe”.
craft4

Mnie jako wielbicielkę minimalizmu zachwyciło wzornictwo, wielofunkcyjność (pluszak, poducha, a jeszcze w małym łóżeczku Lili służył nam za ochraniacz przy szczebelkach). Craft’ki są przeróżne. Króliczek Rab, Misiek Sloth, Kotek Korat i Małpka Loris występują w wielu rozmiarach i wzorach. Rozmiar L Króliczka Rab to aż 40 x 111cm. To największy z Craftholicowych pluszaków w rozmiarze L, a wszystko przez gigantyczne uszy! Każda kolekcja jest limitowana i nie będzie wznowiona. Serdecznie Wam polecam te cudownie miłe w dotyku pluszaki i uwierzcie mi, sami będziecie z przyjemnością się do nich przytulać! Przed nami miesiąc zakupowo prezentowy, więc taki Craft’ek od Zamami będzie na pewno oryginalnym gustownym prezentem dla najmłodszych.

Gadżety

Już od samego początku nie byliśmy fanami gadżetów. Nie posiadaliśmy bujaczka, chodzika, adapterów do fotelika samochodowego, elektronicznej niani (w razie potrzeby można użyć darmowej aplikacji na dwóch telefonach- sprawdzone) i monitora oddechu. Łóżeczko zaczęliśmy tak naprawdę używać jak byłam w ciąży z Lili. Wcześniej spaliśmy wszyscy razem i było nam z tym bardzo dobrze. Do uspokajania chusta, która również na pewien czas wyparła wózek. Mata edukacyjna znudziła się szybciej, niż nauczyłam się ją prawidłowo składać do transportu. Hitem okazała się jednak wanienka Flexi Bath firmy Stokke, która skutecznie wyparła wielką wannę i stojak zajmujący pół łazienki. Jeżeli martwicie się, że nie macie kasy na te wszystkie nowe gadżety, NIE RÓBCIE TEGO. Wasze dziecko i Wy świetnie dacie sobie radę bez nich. W czasach kiedy my byliśmy brzdącami raczkującymi po podłodze nie było tego wszystkiego i udało się. Żyjemy i mamy się świetnie.

Książki

Uwielbiamy książki. Wszyscy bez wyjątku. Te używane znalezione w second handach, nowe pięknie ilustrowane. Mamy ich trochę, szczególnie dla tej pierwszej grupy wiekowej. Teraz kupujemy więc na zapas. W naszej biblioteczne znajdują się książeczki dla starszych dzieci, bo uważamy, że nie ma sensu kupować wciąż tych na teraz, których mamy sporo. Jeżeli kupujemy, to głównie klasyki albo książki o ciekawych ponadczasowych treściach poleconych na zaprzyjaźnionych blogach np. u Ronji. I tu również stawiamy na jakość. Przecież przedmioty, które otaczają nasze dzieci, wpływają na kształtowanie ich poczucia estetyki. Od zabawek, dekoracje pokoiku, po książki i ilustracje w nich zawarte.

dzieci

 

Jak widzicie da się ograniczyć zbędną ilość zabawek i gadżetów. Tak jak w przypadku minimalizmu dotyczącego mnie samej, ciężko mi określić jak jest w stosunku do dziewczynek. Znów na myśl przychodzi mi słowo RACJONALIZM. Jednak co jest najważniejsze w tym wszystkim, to zdać sobie sprawę, że nie potrzeba sterty rzeczy, żeby dzieci były szczęśliwe. A co Wy sądzicie wychowywaniu dzieci w duchu minimalizmu? Uważacie, że jest to możliwe? Koniecznie podzielcie się doświadczeniami jak wygląda w Waszych rodzinach!

Do 16.12 na hasło: Veganama dostaniecie rabat -10% na wszystkie Craft’ki  w sklepie Zamami

Post powstał przy współpracy z Zamami.

Veganama Opublikowane przez: