Matka weganka w Sztokholmie, czyli jak się odnaleźć w nowym miejscu i nie zwariować

Do tego wpisu zainspirowała mnie blogerka Mo bloguje, która zapytała swoich czytelników o to jak po przeprowadzce odnaleźli się w nowym miejscu. Postanowiłam pozbierać swoje wszystkie spostrzeżenia i przedstawiłam je w kilku punktach poniżej.

Przeprowadzka do nowego miejsca jest nie lada wyzwaniem. Od nowa trzeba przecierać szlaki, szukać ulubionych miejsc, sklepów, kawiarenek. Tak było w moim przypadku gdy przeprowadzałam się z Bielan na Gocław w Warszawie parę lat temu. Na początku każdy budynek na blokowisku, wydawał mi się identyczny i miałam problem ze znalezieniem swojego, kiedy szłam z innej strony niż zwykle. Gubiłam się w tym wszystkim. Poza tym byłam wtedy sama. To była mała szkoła życia dla młodej, niedoświadczonej, zarabiającej grosze dziewczyny.

Teraz jest inaczej, mam rodzinę, męża, córeczkę i właśnie w takim składzie postanowiliśmy sobie zrobić trochę większą szkołę życia, czyli przeprowadzkę do nowego kraju. W tym wypadku również trzeba było znaleźć ukochane miejsca, ale to nie było najtrudniejsze. Tym razem wszystko trzeba było zacząć praktycznie od nowa…

Chciałam jeszcze raz podkreślić moje ostatnie słowa. Przy przeprowadzce do nowego kraju startuje się od zera. Nie mówię o finansach, bo w naszym przypadku nie jechaliśmy w ciemno. Arek miał podpisany kontrakt. Ale jednak nie mieliśmy na miejscu własnego mieszkania (tylko wynajmowane), nie znaliśmy terenu (gdzie warto zamieszkać, jakie dzielnice najbardziej spełniają nasze wymagania). Nie znaliśmy niektórych zasad tu panujących (np. z parkowaniem). W trakcie tego 1,5 roku wiele się nauczyliśmy. Przede wszystkim elastyczności, otwartości na naukę nowych rzeczy, przebojowości. Aby poczuć się dobrze w kraju w którym się mieszka dobrze jest poznać kulturę i zwyczaje jego mieszkańców. To na prawdę pomaga, ale i jest ciekawe. Mnie Skandynawia fascynuje, więc z miłą chęcią dowiaduje się nowych ciekawostek. 

Język

Może zacznę od tego, że najprostsze sprawy wydają się wielkim problemem, gdy ma się barierę językową. Szwedzkiego nie znałam w ogóle, a angielski był używany w Polsce niezwykle rzadko (poza serialami i filmami oglądanymi bez polskich napisów). Zawsze jak trzeba było coś powiedzieć po angielsku już będąc w Szwecji, wypychałam Arka to przodu, a sama chowałam się jak najdalej się dało. Mówiłam, żeby on poszedł się zapytać, bo ja nie wiem jak to powiedzieć. Wiedziałam, ale się bałam. To minęło z czasem, głównie dzięki niemu, bo kazał mi załatwiać sprawy samej. Szłam wściekła, zawstydzona, zestresowana, ale dawałam radę. W pewnym momencie bariera pękła, choć wiem, że mój angielski wymaga jeszcze wiele pracy. Jednak nie praktykując nigdy się nie nauczę, więc gadam ile się da. W Szwecji po angielsku mówią praktycznie wszyscy, starsi, dzieci, urzędnicy i ludzie pracujący w supermarketach. Zdarza się czasem osoba nie operująca tym językiem, ale jest to niezwykła rzadkość. Kiedyś w metrze jakiś starszy Pan zaczepił mnie, zwracając uwagę na Matyldę (Szwedzi uwielbiają dzieci, na większości spacerów po mieście, ktoś się do niej uśmiechnie, zagada, coś zaśpiewa) i powiedział, że on uczy się angielskiego oglądając filmy po angielsku ze szwedzkimi napisami. Uczy się do dziś, a ma 87 lat! Teraz równolegle pracuję nad szwedzkim, tu jest trochę trudniej, bo nie miałam podstaw, jak przy angielskim. Jednak zapisałam się jak tylko szybko się dało na naukę szwedzkiego. Staram się czytać prasę po szwedzku (darmowe METRO idealne do nauki), mam zainstalowane aplikacje do nauki szwedzkiego, jak również wiadomości codzienne w tym języku.

W międzyczasie zapisałam się na naukę języka szwedzkiego (SFI), chwilę po tym jak dostałam personnummer. Najpierw chodziłam do szkoły 2 razy w tygodniu, później po przeprowadzce jeden raz. Nie miałam wyboru, tak te placówki prowadzą zajęcia. Są takie, które mają jeszcze częściej. W pierwszej szkole, z tego co pamiętam, można było dodatkowo przychodzić na wyższym poziomie. Ja zaczynałam od poziomu B, aktualnie jestem na D. Przeskoczyłam jeden poziom, bo moja nauczycielka zasugerowała, żebym spróbowała podejść do testu wcześniej. Udało, się, brawo ja. Na początku bardzo się stresowałam, bo jednak w tej ostatniej grupie większość osób płynnie mówi po szwedzku. Są w Szwecji wiele lat. Jednak cieszę, że do niej trafiłam, się bo jest to dla mnie wyzwanie i większa motywacja do nauki. Niektórzy narzekają na SFI, że niewiele się tam uczą, że strata czasu. No cóż, dla tych, którzy pracują i mają kontakt z językiem, to faktycznie może nie być tak potrzebne. Jednak dla mnie, kiedy jestem w domu z dziećmi, jest to jedna z niewielu form osłuchiwania się z językiem. Poza tym jako pilny uczeń odrabiam te prace domowe, oddaje do sprawdzenia i zawsze jest to jakieś ćwiczenie. 

Poza tym na razie jeszcze w większości posługuje się językiem angielskim, który znacznie się poprawił. Czasem brakuje mi słowa, szczególnie jakiś medycznych nazw w przychodni albo szpitalu. Ale poza tym jakoś sobie radzę. Po szwedzku zaczęłam od zamówienia kawy w kawiarni, później jakaś krótka rozmowa na stacji benzynowej. Działam takimi mikro kroczkami. Nawet jak nie wiem jak coś powiedzieć, to zaczynam po szwedzku, a w razie trudności, przestawiam się na angielski.

Codzienne zakupy

W tym wypadku zasada prób i błędów. Pamiętam, że zaczęliśmy od znajomych nam marketów typu LIDL, ale jak już czegoś nie było, trzeba było iść do innego i wtedy nie raz kupowaliśmy w tych najdroższych, bo nie znaliśmy „rynku”. Teraz już wiemy, w którym warto kupić ekologiczne warzywa, a w którym dobre płatki owsiane. Tak samo z produktami. Nie znając do końca nazw, zdarzyło mi się kupić maślankę zamiast mleka i podać gościom do kawy!

Jeżeli chodzi o zakupy to wiele się nie zmieniło. Do LIDLA chodzimy po konkretne produkty. Między innymi po jarmuż, orzechy, warzywa ekologiczne, wiórki kokosowe. Jednak najbardziej lubię zrobić zakupy w markecie COOP. Jest tam sporo żywności ekologicznej marek takich jak UrtekramSaltå Kvarn. Supermarket ma też swoją ekologiczną linię własną, którą osobiście lubię. Jest to średnia półka cenowa, na pewno droższa niż LIDL. Jednak wybór jest o wiele większy. Ja w takich miejscach odwiedzam niewiele działów. Kupuje warzywa, owoce, kasze, makarony, orzechy. Inne działy raczej mnie nie interesują, więc jak wybieram się na zakupy kieruję się bogatym asortymentem w działach owocowo/warzywno/ekologicznych. Pozostałe zakupy staram się robić w Polsce. Jeżeli chodzi o żywność EKO, zaopatruje się w nią w sklepie Dr Pelc. Kupuję zazwyczaj sporą ilość i mam zapasy na kilka miesięcy. Te delikatesy prowadzą również wysyłkę za granicę. Dodatkowo w mojej okolicy jest takie miejsce gdzie mogę kupić taniej warzywa i owoce. Coś na zasadzie małej hurtowni. Ten sklep jest czynny cały rok i często ma duże promocje, również na żywność ekologiczną. Tu kupiłam pierwszy raz strąki bobu i maniok za grosze. Czasem dobrze jak jest na coś mniejszy popyt, np. na dojrzałe banany (określone przez sklep „bananami na smoothie”), a przecież takie są najlepsze.

zakupyzakupy1rene

Moje miejsca

Jeżeli chodzi o ulubione miejsca, to moja zasada zgub się i nie przejmuj jest idealna. Ja się wiecznie gdzieś zawieruszam. Źle skręcę, wydaje mi się, że idę w dobrą stronę, a idę w przeciwną. Dzięki temu poznałam tyle miejsc, że chyba zacznę w sobie to lubić.  Lubię spacerować już od dawien dawna. Zawsze na wakacjach i w nowych miejscach w ten sposób poznaję „teren”. Uważam, że to najlepsza opcja. Czasem jadąc autem lub autobusem mija się za oknem coś ciekawego, ale nie ma gdzie się zatrzymać albo przystanek daleko i zapomina się o temacie. Chodząc, może więcej czasu zajmuje poznawanie nowego miejsca, ale przecież liczy się jakość. Warto poświęć na to więcej czasu i na prawdę znać każdy kąt, szczególnie jak się w danym miejscu mieszka. W ten sposób, często przypadkowo znalazłam świetne second handy, sklepy z wyposażeniem do urządzania wnętrz, kawiarnie i sklepy ze zdrową żywnością.

Nic się nie zmieniło od tego czasu. No, może poza ulubioną kawiarnią. Aktualnie moje ulubione miejsce na fika jest na Södermalm. Wspominałam już nie raz na blogu, czy facebooku jak uwielbiam tę dzielnicę. Za każdym razem jak tam jestem poznaje nowe zakamarki. W tych okolicach chodziłam do położnej jak byłam w ciąży z Lili. Arek przez jakiś czas jeździł tam do biura. Jakoś ciągnie nas do tego miejsca. Jakbyśmy mieli mieszkać w samym Sztokholmie to na Södermalm, ale, jednak jesteśmy większymi entuzjastami mieszkania blisko natury, więc pozostajemy na razie na przedmieściach.  

Jeżeli chodzi o kawiarnie to zdecydowanie do faworytów należą Johan & NyströmDrop CoffeeCoffice. W restauracjach rzadko jadamy, ale od czasu do czasu lubimy wstąpić do Légumes.

droppcoffe1week11week15O sklepach z wyposażeniem wnętrz muszę przygotować oddzielnego posta, bo mogłabym pisać i pisać. Zdecydowanie jest tego sporo. Do moich ulubieńców należą zdecydowanie GranitHabitat i Lagerhaus

zakupy3

Sklepy z odzieżą również zasługują na oddzielnego posta. Zarówno szwedzkie męskie, damskie i dziecięce marki można znaleźć w bardzo dobrym stanie w second handach, do których namiętnie chodzę. Odzież jest najczęściej wyceniona, wyselekcjonowana, więc można trafić na prawdziwe perełki marek takich jak Acne StudiosFilippa K, czy COS. Poza tym zauważyłam, że w Szwecji można obkupić się na wyprzedażach. Przeceny -50%, -70%  i można wybrać na prawdę wiele dobrych jakościowo rzeczy. Z przystępnych cenowo marek uwielbiam Monki.

Jedzenie

W tym wypadku wiele się nie zmieniło. Przyjechałam do Szwecji będąc weganką i tak jest do dzisiaj. Preferuję gotowanie w domu, jak najmniej przetworzoną żywność, dużo świeżych warzyw, owoców, orzechów i kasz. Stąd nie pojawiło się zbyt wiele nowych rzeczy w moich codziennych zakupach. Czasem zdarzy mi się kupić gotowe lody sojowe, ryżowe bądź owsiane albo wegańskie burgery. Tutaj takie są praktycznie w każdym sklepie i w cenach jak każde inne. Poza tym jak wspomniałam wcześniej, gotowych produktów nie kupuję wiele, więc nie mam takich nowych, ulubionych. Jednak gotowych produktów jest tutaj duży wybór. Praktycznie w każdym sklepie jest dział bezglutenowy i wegetariańskie strefy w zamrażarkach np. z vege odpowiednikami mięsa, czy vege fast foodem typu kebab, falafel. Są produkty laktoowowegetariańskie, wegańskie, wegetariańskie. Ja staram się ich unikać, ale nie powiem, w sytuacjach kryzysowych zdarzyło mi się coś takiego nabyć. W tym wypadku tak samo, metoda prób i błędów. Arek namawiał mnie niejednokrotnie do próbowania nowości, jak sięgałam po to co zwykle. Moja dietetyczka zresztą mówiła tak samo. Dieta ma być urozmaicona.

W przypadku jedzenia (jak już wspominałam przy zakupach), mamy swoje miejsca, gdzie najbardziej lubimy zaopatrywać się w żywność. Produktów wegańskich jest na prawdę dużo. Wybór mlek roślinnych, jogurtów, mrożonych produktów gotowych (nie tylko na bazie soi). Poza tym w kawiarniach, poza mlekiem sojowym, można dostać również owsiane ku mojej wielkiej uciesze. W restauracjach personel wie, czym jest weganizm, więc nawet, jeżeli nie jest to miejsce wegańskie, szef kuchni zazwyczaj coś zaproponuje. 

granat

Strefa towarzyska

Nowe kontakty to jedna z najtrudniejszych rzeczy do zorganizowania w Szwecji. Tak mi się przynajmniej wydaje. Szwedzi są bardzo powściągliwi, jeżeli chodzi o zawieranie przyjaźni, szczególnie z obcokrajowcami nie mówiącymi w ich języku. Poza tym Arek i ja należymy do osób raczej spokojnych i rozkręcających się powoli, jeżeli chodzi o zawieranie nowych bliższych znajomości, także w naszym wypadku trwa to odrobinę dłużej. Oczywiście najważniejsze to nie zamykać się w domu. Ja mam trudniejsze zadanie, bo nie pracuję zawodowo i większość czasu jestem w naszym mieszkaniu z Matyldą. Na razie staram się utrzymywać kontakt z nowo poznanymi osobami na nauce szwedzkiego. Jednak po urodzeniu Panny L, mam zamiar chodzić na takie bezpłatne spotkania dla mam z dziećmi, gdzie przy kawie można poznać nowe osoby, a jednocześnie spędzić trochę czasu w towarzystwie innych dzieci, co jest wskazane również dla Matyldy.

Z towarzyskimi spotkaniami jesteśmy nadal na bakier. Może przez to, że swobodne wieczorne wyjścia bez dzieci aktualnie nie wchodzą w grę, to nawet nie próbujemy takowych zorganizować. Aczkolwiek w ostatnim czasie poznałam fantastyczne osoby w totalnie różnych okolicznościach. Po prostu nie zamykam się na nowe znajomości i jestem otwarta na ludzi. To się znacznie zmieniło odkąd przyjechaliśmy do Szwecji. Myślę, że ważne jest aby nie zamykać się w domu, tak jak robiłam to na początku. Wychodzić na różne eventy, zajęcia sportowe, jak posiadacie jakieś hobby, to może znaleźć grupę na facebooku, która spotyka się, aby wspólnie razem podziałać. Chodzić z dziećmi na place zabaw, poszukać jakiś spotkań dla mam (są takie spotkania dla polskich mam w Sztokholmie, grupa jest na facebooku). 

7F6A7359

Jeśli macie jakieś rady dla mnie lub innych, którzy zmienili miejsce zamieszkania, podzielcie się nimi. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

Veganama Opublikowane przez:
  • Sylwia

    Co to jest vege mięso? 🙂

    • veganama

      Sylwia pisząc o wege mięsie, miałam na myśli gotowe farsze lub kotleciki na bazie soi, ciecierzycy lub grzybów. Coś na kształt mięsa mielonego, kotletów do hamburgerów, parówek, kebaba, falafela. Nie polecam jeść tego zbyt często, ale w razie „W” , raz na jakiś czas ujdzie 😉

  • W zasadzie pod wszystkim mogę się podpisać obiema rękami i nogami 🙂
    Może poza językiem o tyle, że angielki nie stanowi dla mnie problemu – ale po szwedzku bardzo boję się odezwać (gdy ostatnio w pracy śmiałam się ze zdania „ona ma łyżkę” to okazało się, że wymawiam je raczej jak „ona ma tyłek” 🙂 więc trzeba być bardzo uważnym, hehe).

    Jedyne, czego nie robię w Szwecji, to zakupy odzieżowe – zwykle podczas wyprzedaży jestem w Polsce, a tutaj nie potrafię wygospodarować czasu na przejście się po sklepach.
    Będę wyczekiwała postu o Twoich ulubionych sklepach, może się skuszę 😉

    • No właśnie, fajnie, że możesz takie „pomyłki” weryfikować w pracy, ja niestety z moją wymową pójdę w świat haha No ale przynajmniej będzie śmiesznie 😛

      Ja początkowo unikałam zakupów odzieżowych tutaj, wszystko wydawało mi się drogie, ale później jak weszłam do kilku sklepów to okazało się, że nie taki diabeł straszny, szczególnie na wyprzedażach. No, ale i tak lumpeksy rządzą 😛

  • Najciężej z zawieraniem nowych znajomości. Od mojej przeprowadzki minęło prawie 2 i pół roku, a ja dalej tęsknię za znajomymi w Polsce. Podczas krótkiego urlopu nie umiem się nimi nacieszyć, a rozmowa na FB czy nawet skype to dla mnie nie to samo.

    Dobrze, że wspominasz o kursach – moja przyjaciółka po urodzeniu dziecka była bardzo samotna. Wiadomo, wszyscy w pracy i ona sama z dzieckiem od rana do wieczora. Zapisała się do lokalnej grupy mam i dzięki temu, wychodzi czasami na kawę i spotyka się z mamami. Mają szkraby w tym samym wieku, więc tematy wspólne szybko się nie kończą.

    • Dokładnie, mam tak samo. Jednak kontakt twarzą w twarz to zupełnie co innego. Tęsknie za rodziną i znajomymi, ale skoro mieszkam w danym kraju, to też nie zamykam się na nowe znajomości, chociaż z nimi w Szwecji łatwo nie jest. Was w UK jest sporo, to te spotkania blogowe możecie robić częściej 😀

  • Te sklepy to skradły mój wzrok…tyle tam wspaniałości, że sama chętnie bym tak pobuszowała;)

  • Agnieszka Pietrzyk

    Już po przeczytaniu książki o Szwecji wiedziałam, że chcę kiedyś odwiedzić ten kraj, a Ty tylko mnie utwierdziłaś w tym przekonaniu! 🙂 być może w te wakacje…
    A co do zwiedzania „na pieszo”, ojj jak ja to też uwielbiam! Pozorne zagubienie prowadzi do największych perełek, a rodząca się orientacja w nowym mieście to chyba największa wakacyjna frajda 🙂
    Pozdrawiam!

    • Agnieszka dzięki za komentarz! Szwecja jest piękna również jesienią, jakbyś nie zdążyła 🙂 Ja chyba najbardziej lubię taką ciepłą, złotą jesień, swetry, siedzenie na pomoście z kubkiem ciepłej herbaty.

      A piesze zwiedzanie! Piąteczka, najlepiej <3

      • Agnieszka Pietrzyk

        Bilet lotniczy na koniec sierpnia zabukowany 🙂 Malmo czeka! :))