Marzenia, czy cele?

Kolejnym tematem jaki poruszamy w projekcie #eksperymentujeszmarzenia. Ucieszyłam się, bo jestem osobą, która lubi bujać w obłokach i wizualizować swoją lepszą rzeczywistość.

Jednak zdaję sobie sprawę, że marzenia to nie wszystko. Od myślenia o tym, jak ma wyglądać moja przyszłość, mój dom, moja figura itp, nic się nie zmieni. Oczywiście afirmacje i pozytywne myślenie o swoich celach są szalenie ważne, ale ważne jest również działanie. Tego mi ostatnio trochę zabrakło. Za dużo się zastanawiałam, za dużo siedziałam i myślałam jak wykonać daną czynność, zamiast po prostu wcielić dany projekt w życie. W tym miesiącu w ramach naszego między blogowego projektu zmotywowałam się do działania. Jestem w połowie miesiąca i uważam, że jak na razie idzie mi całkiem nieźle.

Był taki jeden dzień w marcu, kiedy usiadłam przy biurku i ogarnął mnie chaos. Karteczki, niedbale pozapisywane notesiki , nie przetłumaczone pisma po szwedzku, sterta książek. Postanowiłam coś z tym zrobić. Przewertowałam kilka wpisów Kasi z bloga Worqshop, wzięłam się w garść i pojechałam do sklepu. Kupiłam w końcu bullet journal, który od dawna chciałam założyć. Do tego trzy kolorowe długopisy, usiadłam znów przy biurku i zaczęłam pisać. Przejrzałam mój stary pomazany notes, w którym zapisane były moje „marzenia” i stworzyłam w nowym, stronę zatytuowaną „plany”.

Nie chcę już żyć z myślą, że może kiedyś uda mi się zrealizować projekty, które siedzą mi w głowie od lat.

A jest ich całkiem sporo. Niektóre po części udało się już wcielić w życie, nad niektórymi zaczęłam powoli pracować. Część z nich będzie trwała wiele miesięcy albo lat, ale najważniejsze, że działanie zaczęłam od zaraz. Nie będę Wam pisać o wszystkich, bo bym Was pewnie zanudziła. Przedstawię te, w które inwestuję teraz najwięcej swojego czasu i energii.

Własny leśny domek

Zawsze marzyłam o swoim własnym leśnym domku. Takim z białymi deskami na podłodze, piękną starą wanną w łazience, widokiem na las z wielkich okien i słonecznym drewnianym tarasem, na którym będzie wylegiwał się nasz psiak. Bardzo intensywnie o tym myślałam i po części znajduję się aktualnie w miejscu bardzo zbliżonym do wymarzonego. Jednak nie jest to nasz domek, wynajmujemy go i nie mamy takiej swobody w urządzaniu rodzinnej przestrzeni. Kiedy opuszczaliśmy Warszawę, mieliśmy w całości odnowione i urządzone przez siebie mieszkanie. Totalnie w naszym klimacie i mimo niewielkiej powierzchni i tego, że była to kawalerka w bloku, czuliśmy się w niej bardzo dobrze. Od tego czasu ciągle żyjemy w wynajmowanych przestrzeniach i choć staramy się urządzić je „pod siebie”, to ciągle nie jest to. Często oglądamy z Arkiem domy na sprzedaż w okolicach Sztokholmu, zachwycamy się położeniem, pięknymi widokami, ale ceny są dla nas powalające. W tym miesiącu postanowiliśmy, że w końcu opracujemy jakiś plan, żeby to marzenie o własnym rudym leśnym domku, nie było jedynie w naszych myślach, a stało się celem do osiągnięcia. Nie koniecznie zaraz już, ale podejmiemy długofalowe działania, które pozwolą nam osiągnąć cel.

Nauka szwedzkiego

No właśnie, często cele się ze sobą wiążą. Jeden mniejszy cel pomaga nam zrealizować ten większy. Tak jest i w moim przypadku. Odkąd przyjechałam do Szwecji chcę nauczyć się języka. Na początku nie dowierzałam, że to jest w ogóle możliwe z moją barierą językową. Po przeprowadzce do Sztokholmu, bałam się mówić po angielsku nawet w sklepie spożywczym, więc wyobraźcie sobie co dopiero po szwedzku. Szwedzki jest niezbędny aby zdobyć fajną pracę, pomaga przy prowadzeniu swojej firmy w tym kraju i dzięki niemu można swobodnie funkcjonować w społeczeństwie. Poza tym ten język mi się podoba i chcę się go nauczyć. Wiele moich planów i celów wiążę się z posługiwaniem się szwedzkim, więc podejmuję aktualnie działania, aby w końcu mówić płynnie. Mam w planach post o nauce języka od dawna, ale dopiero teraz czuję, że mam odpowiednie doświadczenie, aby o tym napisać. Spodziewajcie się wkrótce informacji na ten temat.

Zdrowie

Nie bądźcie zdziwieni, tak tak, chcę poprawić swój stan zdrowia. To moje marzenie od lat. Dlatego właśnie zainteresowałam się weganizmem, zdrowym trybem życia, regularną aktywnością fizyczną. Aktualnie nie mam żadnych chorób przewlekłych, nie przyjmuję leków, mam świetną odporność itp. Więc o co mi chodzi? Chodzi mi o mój układ kostny. Od dawna dokuczały mi różne bóle odcinka lędźwiowego, kiedyś miałam dyskopatię, a ostatnio podczas przygotowań do półmaratonu przydarzyła mi się kontuzja. Chciałabym w końcu zrobić z tym porządek. Chcę bez bólu wstawać rano, biegać, brać dzieci na ręce i uprawiać sport bez obaw o swoje plecy. Te lęki związane z kondycją mojego kręgosłupa towarzyszą mi już lata i nie chcę tak dłużej. Dlatego też podejmuję wszelkie działania aby to zmienić. Od regularnej rehabilitacji, po wizyty lekarskie i dokładniejszą diagnozę. Kiedyś podczas badania u naturopaty dowiedziałam się o nieprawidłowym ustawieniu miednicy. Mam zamiar sprawdzić to również podczas najbliższej wizyty w Polsce. Nie chcę tego zostawiać na „kiedyś”, bo nigdy tego nie sprawdzę.

Projekt dzik

To projekt, który wiecznie odkładałam na później, bo kontuzja, bo ciąża, „dojdź do siebie, dopiero rodziłaś”. Ciągle szukałam usprawiedliwień na niezadowolenie ze swojej figury. Kiedyś nosiłam rozmiar 42, więc moja aktualna sylwetka wydawała się w porządku w porównaniu do poprzedniej. Jednak jędrność ciała po dwóch ciążach pozostawiała wiele do życzenia, brzuch i boczki ciągle kłuły w oczy podczas przeglądania się w lustrze, a sukienki nie leżały tak jak bym chciała. Postanowiłam, że zawalczę o dobre samopoczucie i lepszą samoakceptację. Do tego dochodzą niezrealizowane plany biegowe z zeszłego roku i mamy #projektdzik. Nie jestem w nim sama, bo wiem jak ważne jest wsparcie bliskich osób, szczególnie kiedy mają podobne cele i plany. W projekcie biorą udział  ze mną Angelika i Arek z A Dreamer’s Life. Możecie śledzić ich przygotowania i postępy na blogu oraz na kanale YT Arka. Zajrzycie też do mojego postu wprowadzającego, jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej.

Koniecznie dajcie znać jak podchodzicie do marzeń. Czy właśnie traktujecie je jak cele do wykonania, czy raczej są one w Waszej głowie i czekacie na odpowiedni moment, aby je spełnić. Jestem bardzo ciekawa jak to widzicie! Zajrzyjcie również na blogi dziewczyn, które biorą udział w projekcie #eksperymentujesz: Agnieszki, Julii, Kasi, Moniki i Uli.

Veganama Opublikowane przez: