Marian tu jest jakby luksusowo!

Drogie samochody, których nazw wcześniej nie słyszałam, jachty, szampany za tysiące złotych, suknie od projektantów i wakacje na Malediwach kilka razy w roku były dla mnie synonimem luksusu. Kiedyś…

W mojej głowie ciągle zachodzą zmiany. Luksus nabiera nowego znaczenia. Zaczynam dostrzegać, że jestem ogromną szczęściarą i tak naprawdę moje życie jest luksusowe (Marian tu jest jakby luksusowo!). Pragnienie posiadania rzeczy, ciuchów z logo najdroższych marek i eksluzywnych wakacji nie jest czymś do czego wzdycham. Za to moje ciało przechodzi w stan totalnego spokoju, kiedy siedzę na tarasie i piję zaparzoną własnoręcznie kawę, tak jak lubię. Patrzę na las, oddycham świeżym powietrzem. Dookoła mnie cisza, a ja obserwuje krętą drogę mrówki plączącą się koło moich stóp. Słońce pada na moje ramiona malując na nich najpiękniejsze piegowe wzory. Przyglądam się rozkwitającym drzewom, obserwuje ptaki i cieszę się jak dziecko, kiedy widzę, że domki zawieszone na drzewie mają swoich mieszkańców. Bujam się na hamaku i patrzę w niebo…

Świadomie wybrałam życie w lesie, mimo jego różnych niewygód. Bo przecież życie blisko natury powinno być naturalne. To przyroda trzyma mój pracoholizm na wodzy. Sprawia, że zatrzymuje się na dłuższą chwilę, chociażbym miała się tylko gapić przez okno i czekać na grzebiącą w jagodowych krzaczkach sarnę. Dla mnie to synonim życia w luksusie. W otoczeniu drzew, świeżego powietrza, bliskości jeziora, z możliwością obserwowania zmieniającej się natury w ciągu roku. I kiedy radość sprawia zakwitająca wierzba przed domem i nowo rosnące iglaki, to znak, że od takiego życia, nie ma już odwrotu…

Veganama Opublikowane przez: