Lutowe inspiracje

1. Kinfolk Table

Długo się zastanawiałam nad tą książką. Na początku widywałam ją często na instagramie u dziewcznyn, które obserwuję, później trafiłam na nią w kawiarni i wreszcie mogłam ją na spokojnie obejrzeć i poczytać co nieco. Już po kilku stronach wiedziałam, że muszę ją mieć. Jak zawsze w przypadku Kinfolka oczarował mnie design i zdjęcia. Ale nie tylko! Ta książka to ciekawe przepisy (wiele z nich nie jest wegańskie) zachęcające mnie do eksperymentów w kuchni. Do tego inspirujące historie kucharzy, zarówno profesjonalnych jak i pasjonatów kulinarnych z Wielkiej Brytanii, Kopenhagi, Portland, Brooklynu i Oregonu. Jestem pewna, że do tej książki będę sięgać nie raz, więc nie powstrzymywałam się przed jej zakupem, szczególnie, że znalazłam ją w sklepie internetowym w cenie archiwalnych numerów magazynu Kinfolk.

2. Balsam do ciała LUSH Christingle

Balsam ten kupiłam podczas wyprzedaży w okresie świątecznym. Zapłaciłam za niego niewiele i teraz trochę żałuję, że nie kupiłam więcej opakowań. Jest to świetny wegański produkt o dobrym składzie. Uwielbiam używać go po bieganiu, ponieważ jest bardzo orzeźwiający dzięki zawartości olejku z mięty pieprzowej, mięty zielonej i grejpfruta. Poza tym zawiera organiczny olejek jojoba, masło shea i masło murumuru. Ciekawostką jest jego użycie, a mianowicie po umyciu ciała nakładamy na wilgotną skórę balsam, a następnie go spłukujemy. Nawilżenie i orzeźwienie ciała jest na prawdę cudowne. Minus tego produktu jest taki, że występuje jedynie w okresie świątecznym, ale jedna z dziewczyn w sklepie powiedziała, że możliwe, że wejdzie do regularnej sprzedaży.

3. Szczoteczka soniczna Philips Sonicare

To prezent od męża. Zupełnie nie interesowałam się tematem dopóki jej nie dostałam. Fantastyczna sprawa i miłość od pierwszego użycia. Jestem zawsze bardzo ostrożna co do wszelkiego rodzaju nowości i wynalazków i tak też podchodziłam do szczoteczek sonicznych. Wykorzystują one technologię czyszczenia zębów za pomocą ultradźwięków, która zapewnia intensywne i dynamiczne czyszczenie. Philips zapewnia, że różnica w czyszczeniu w porównaniu do szczoteczki manualnej dostrzegalna jest po pierwszym użyciu. Jest tak jak mówią. Serio, obydwoje z Arkiem po umyciu zębów szczoteczkami sonicznymi, zauważyliśmy kolosalną różnicę. Po pierwsze, uczucie czystości i świeżości. Stwierdziliśmy, że jest to porównywalne z odczuciami po oczyszczaniu zębów u dentysty. Zniknęła spora ilość kamienia (nie w 100%) i zęby wydały nam się bielsze. Ja miałam problem z krwawiącymi dziąsłami (w ciąży i po porodzie) i obawiałam się jak to będzie z tą szczoteczką w tym przypadku. Zupełnie niepotrzebnie się martwiłam, bo później doczytałam, że zastosowana technologia delikatnego czyszczenia pozwala chronić przed podrażnieniami i cofaniem się dziąseł, łagodząc nadwrażliwość zębów. Czy tak będzie w dłuższej perspektywie? Ciężko mi na razie powiedzieć, bo używam jej za krótko. Jednak wiem, już na pewno, że nie sięgnę więcej po zwykłą manualną szczoteczkę. Na prawdę widzę w niej ogrom zalet. Co jeszcze mi się w niej podoba, to dwuminutowy timer, który wyłącza szczoteczkę po upływie zalecanego przez stomatologów czasu mycia zębów i quadpacer, czyli krótkie przerywanie pracy szczoteczki po upływie 30 sekund, informujące o konieczności przejścia do kolejnej strefy jamy ustnej.

4. Podcasty The Tim Ferriss Show

Na słuchanie podcastów namówił mnie mąż. Jakiś czas temu podczas dłuższych podróży samochodem puszczał mi swoje ulubione i tak się zaczęło. Wśród nich były właśnie podcasty Tima Ferrissa, którego pewnie większość z Was już zna. To niesamowity człowiek, ciężko mi jest go opisać w jednym zdaniu, a dopiero słucham go od niedawna. Jest przedsiębiorcą, mówcą, pisze książki, a poza tym wydaje się być fajnym gościem. Jego podcasty i książki są numerem jeden w Stanach od kilku lat. Ja zaczęłam słuchać ich wtedy, kiedy mam czas tylko dla siebie i mogę skupić się na swoich myślach, czyli podczas biegania. Na początku myślałam, że się zanudzę, więc w zanadrzu miałam muzykę. Nic bardziej mylnego! Przy długich wybieganiach te podcasty są wybawieniem. Słuchanie ich sprawia, że wpadam w trans, czas leci mi zdecydowanie szybciej, a jeszcze dowiaduje się szalenie ciekawych rzeczy. Zawsze po wysłuchaniu kolejnego, opowiadam Arkowi, czego nowego się dowiedziałam i jestem pozytywnie nakręcona do działania. Polecam każdemu. U mnie jedynie nie sprawdza się słuchanie ich w domu jako „tło” przy wykonywaniu codziennych czynności. Nie mam aż tak podzielnej uwagi, więc na  takie okazje zostawiam sobie luźniejsze tematy albo muzykę.

5. Creative Live

W lutym zarwałam wiele nocy, oj tak. Ale nie przez bezsenność, nie przez oglądanie seriali, ale przez naukę fotografii. Platoformę Creative Live poznałam kilka miesięcy temu, ale nie korzystałam regularnie. Widziałam, że co jakiś czas przychodzą mi powiadomienia o coraz to nowych kursach, ale kasowałam wiadomości. W końcu ogarnęłam się i stwierdziłam, że niesamowicie marnuję tak wspaniały dostęp do darmowej wiedzy! Jeżeli nie znacie jeszcze Creative Live to koniecznie to nadróbcie. To platforma na której znajdziecie warsztaty z zakresu fotografii, filmu, designu, biznesu, muzyki. Możecie korzystać z zajęć na żywo, wtedy nie płacicie, a jeżeli chcecie mieć nieograniczony dostęp do materiałów i odtwarzać go o dowolnej porze, musicie zapłacić. Często w trakcie trwania warsztatów są różnego rodzaju zniżki. Ja korzystałam dotychczas z darmowych zajęć, więc oglądałam je na żywo. Niestety wiele z kursów odbywa się w USA, więc pory warsztatów są późnym wieczorem i w nocy. W tym miesiącu trwał „Tydzień Photoshopa” więc brałam w nim udział, czasem siedząc do 2:00, 3:00, ale te zajęcia były tak ciekawe, że traciłam poczucie czasu. Do tego szalenie ciekawe wykłady dotyczące fotografii reportażowej i dziecięcej. Polecam Wam gorąco!

6. Szklany pilnik Meraki

Kolejna skandynawska firma, której stałam się fanką. Tym razem postanowiłam wypróbować szklany pilniczek do paznokci, który oferuje duńska marka Meraki. Wiele się o nim nie będę rozpisywać, po prostu uważam go za świetny produkt. Paznokcie podczas piłowania nie zadzierają się tak jak w przypadku klasycznych pilników. Piłowanie jest delikatne i mam wrażenie, że nie niszczy tak paznokci. Mimo, że upadł mi nie raz, nie stłukł się, ani nie uszkodził. A i co ważne, Matylda, też go lubi. A ja jakoś nigdy nie byłam fanką tych dziecięcych pilniczków.

7. Kusmi Tea BB Detox

Te piękne kolorowe pudełka herbat Kusmi zwróciły moją uwagę kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze w ciąży przechadzałam się po Södermalm. Trafiłam na nie w jednym z moich ulubionym sklepów ze skandynawskim designem. Byłam ich bardzo ciekawa, widziałam, że wiele osób po nie sięgało, ale jednak odstraszała mnie cena. Pod ręką miałam wiele tańszych ekologicznych dobrych jakościowo herbat. Postanowiłam trochę o nich poczytać i sprawdzić, w czym tkwi ich fenomen. Ta marka istniejąca od 1867 roku ma za sobą piękną historię, która już mnie przekonała, żeby bez względu na wszystko spróbować chociażby jednej mieszanki. Herbaty Kusmi są uznawane za jedne z najbardziej ekskluzywnych herbat na świecie. Jeszcze ani razu nie przejechałam się na firmach z wieloletnimi tradycjami, których produkty są najwyższej jakości. Wybór pierwszej herbaty nie był trudny. Od pierwszej chwili oszalałam na punkcie zapachu mieszanki Detox (swoją drogą mam jakąś fazę na oczyszczające herbaty, Pukka Detox też jest moim ulubieńcem). Zielona herbata, mate, guarana, mniszek lekarski, grejpfrut. To wszystko zapakowane w piękne metalowe pudełeczko w barokowym stylu. Napar smakował tak samo dobrze jak pachniał. Później dopatrzyłam się, że to ich bestseller. Myślę, że jak skończę tę mieszankę, to jeszcze skuszę się na na coś nowego, ale pod warunkiem, że zapach oczaruje mnie jak w przypadku Detox. Z tym nie powinno być ciężko, gdyż firma ta słynie ze swoich oryginalnych smaków i połączeń. Uważam, że takie piękne metalowe pudełeczko z pyszną herbatą doskonałej jakości, będzie idealnym prezentem dla każdego.

8. Świeca L:A Bruket

O świecach, ich składach i działaniu na zdrowie pisałam niedawno na blogu. Ponieważ jestem ogromną fanką firmy L:A Bruket, byłam przeszczęśliwa, że to właśnie u nich trafiłam na świecę, spełniającą moje wymagania. Pierwsze co mnie urzekło to zapach. Niesamowicie odprężający, niezbyt nachalny, zapach lasu (określony jako Black Oak). Świeca jest wykonana z organicznej soi, do tego piękne szklane ręcznie robione opakowania i drewniane wieczko z wytłoczonym napisem firmy. W Polsce możecie produkty tej marki kupić w sklepie NAP. Po zrobieniu świeczkowego śledztwa znacznie zmniejszyłam używanie świec, dlatego mam teraz tylko tą jedną, a reszty parafinowych koszmarków się pozbyłam.

Veganama Opublikowane przez:
  • Jak zwykle zestawienie starannie wyselekcjonowanych i ciekawych rzeczy! U Ciebie nigdy nie znajdzie się „byle czego”. Podziwiam za to siedzenie do rana, jesteś wielka! A wpis przeczytałam w parku na słoneczku, popijając z termosa… Pukka Detox! 😀

    • Dziękuję za te miłe słowa! Selekcja do inspiracji trwa cały miesiąc, niestety sporo odpadało po drodze, szczególnie kosmetyków, a szkoda, bo miałam wysokie oczekiwania wobec nich. Ostatnio siedzenie do rana odpada, przez codziennie wczesne wstawianie i szykowanie się do przeszkola z Matyldą. Znów muszę odnaleźć swój rytm do nauki ☺️ Pukka Detox rządzi ✌🏻️

  • Wczoraj zrobiłem spokojne 20km z podcastem Tima Ferrissa. Szczerze mówiąc podszedłem do tego z rezerwą i zabrałem Ipoda na wszelki wypadek. Podcast bardzo mi się spodobał, przesłuchałem pierwsze półtora odcinka i myślę, że w następny weekend dokończę 🙂 Dzięki za polecenie. Do tej pory jeśli chodzi o podcasty słuchałem Michała Szafrańskiego z bloga Jak Oszczędzać Pieniądze. Jest świetny!

    • Powiem Ci Arkadiuszu drogi, że spokojne 20 km brzmi w dniu dzisiejszym dla mnie jak marzenie. Pewnie Angelika Ci wspominała o mojej kontuzji. Nie minęła. Od prawie 1.5 tygodnia byłam tylko raz pobiegać 3 km, więcej nie dałam rady. Więc ogromnie zazdroszczę takich długich wybiegań, a jeszcze z Timem to już w ogóle. Ja również zaczynałam z dużym dystansem, cieszę się niezmiernie, że Ci się spodobały te podcasty. Michała Szafrańskiego słuchałam jakiś czas temu, coś mnie zraziło, nie pamiętam co. Lubię jeszcze Richa Rolla, tylko czekam, aż noga się naprawi, to wrócę do moich rozkminek podcastowych 🙂

  • marzy mi sie ta Kusmi tea… musze w koncu ja kupic. Moja przyjaciolka jest totalnym herbacianym freakiem i zawsze ja pije u niej… jest taka pyszna. Ta świeca też mnie zaintrgowała… zapach lasu powiadasz…. 🙂

    • Koniecznie Tosiu 🙂 Skoro wiesz jak smakują, to tym bardziej! Ciekawa jestem jaką piłaś 😀

      Ta świeca jest jedyną jaką mam, palę ją niezwykle rzadko, ale traktuje to jak pewien relaksacyjny rytuał, zapach jest obłędny 🙂