Historia pewnej kontuzji

Kontuzja. Nie wiem dlaczego, ale jakoś żyłam w przeświadczeniu, że mi się nie przytrafi. Przecież nie trenuję bardzo ciężko, robię sobie przerwy od biegania, dni regeneracji. A jednak. Gdzieś w tym wszystkim zapomniałam, że przecież niecałe 8 miesięcy temu miałam rozcinane powłoki brzuszne i urodziłam dziecko, więc powinnam traktować się z większą troską. Kontuzja mi o tym przypomniała dość dosadnie.

Zaczęło się od biegu 14 km, w trakcie którego trochę bolały mnie biodra. Następnego dnia poszłam przebiec 5 km w grupie biegowej jak co środę. Do testów były kolejny raz nowe buty Nike. W trakcie biegu było źle. Bolała prawa strona pleców i biodro. Ukończyłam trening, ale z perspektywy czasu myślę, że powinnam go przerwać w trakcie.

Następnego dnia ból stopy. Jakbym złamała kości środstopia. Kuleję, utykam, jedynie chodzenie bez obuwia daje mi minimalną ulgę, jednak kiedy założę jakiekolwiek buty np. trampki, tragedia. Do tego dochodzi ból łydki, uczucie ściśniętych mięśni. Kupuję piłeczkę do lacrosse i masuję bolesne miejsca, boli przeraźliwe, ale działam. Do tego roller i ćwiczenia rozciągające. Trochę pomaga, ale problem wraca i nie mogę normalnie chodzić, nic nie mówiąc o bieganiu.

Łapie mnie psychiczny dół. Nie mogę biegać! A tak dobrze mi szło, wpadłam w fajny rytm regularnych treningów, zwiększałam dystanse i czułam ogromną przyjemność z tego co robię. Chce biegać dalej! Półmaraton za 1,5 miesiąca, przecież kupiłam pakiet, przecież zdeklarowałam się moim czytelnikom, rodzinie. Trenuję od kilku miesięcy, aby osiągnąć ten cel! Jest mi przykro, ale z drugiej strony myślę sobie, że nie mogę od tak się poddać. Więc szukam informacji jak sobie pomóc. Wchodzę na różne strony związane z bieganiem, rehabilitacją sportową. Sama sobie stawiam diagnozy, ale stwierdzam, że to nie ma sensu. Muszę iść do specjalisty. Ale do kogo? Podejrzewam, że na rehabilitację lub ortopedę będę musiała czekać długo, a ja potrzebuje natychmiastowego działania. Na pomoc przychodzi mi Wellbelicious, która podrzuca mi pomysł osteopaty. Że ja wcześniej na to nie wpadłam! Przecież, kto mi pomoże lepiej niż wyszkolony medycznie terapeuta, który ma holistyczne podejście do pacjenta. Sama przecież zaufałam kilka lat temu naturopacie i była to jedna z lepszych decyzji w ostatnim czasie (poza przejściem na weganizm oczywiście).

Jedną z zasad OSTEOPATII jest leczenie całego człowieka, ponieważ ciało jest jednością. Druga ważna zasada to zdolność ciała do samoleczenia. Osteopatia jest dla pacjentów w każdym wieku. Dla niemowląt, dzieci, sportowców, kobiet w ciąży , osób starszych, a właściwie dla wszystkich, którym zależy na dobrej jakości życia, unikaniu chorób lub szybkim powrocie do zdrowia.

Na pierwszej wizycie, po tym jak opowiedziałam całą swoją historię, osteopatka Matilda po samym obejrzeniu mojego kręgosłupa i bioder w pozycji stojącej widziała, że mam problem. Prawa strona wyżej niż lewa. Biodro, ramię, wszystko w dużej asymetrii, napięciu. Rozpoczęła terapię. Trochę się bałam, że będzie nieprzyjemnie, bo przypomniało mi się jak kiedyś byłam u kręgarza i nie wspominam tego zbyt miło. Ale zupełnie niepotrzebnie. Fakt, że strzyknięcie kości kilka razy usłyszałam, ale nie wiązało się to z bólem. Natomiast niesamowite było dla mnie to, że podczas naciskania przez Matildę pewnych punktów np. w stopie, czułam napięcie w biodrze. Ta samo było z różnymi innymi miejscami. Cała terapia trwała około 50 minut. Nie czułam się jak „nowonarodzona” po tym zabiegu. Jednak zauważyłam różnicę w lustrze, jeżeli chodzi o asymetrię mojego ciała. Biodra i ramię nie były idealnie równe, ale zdecydowanie lepiej ustawione niż na początku (że też nie zrobiłam zdjęcia przed i po). Teraz tak sobie łączę fakty, że Arek niejednokrotnie mówił mi, podczas robienia zdjęć na bloga, ‚stań prosto’. Stawałam prosto jak się da, a on ciągle, że stoję krzywo, że jestem skręcona. Nie wiedziałam o co mu chodzi, teraz stało się to dla mnie jasne. Po spotkaniu z Matildą stopa nadal bolała. Ale osteopatka powiedziała, że mój problem nie jest specjalnie złożony, więc za 2-3 dni powinno odpuścić i mogę wybrać się na marszobieg. Oczywiście półmaraton będzie osiągalny. Do tego zaleciła mi ćwiczenia wzmacniające mięśnie głębokie brzucha i jogę.

Polecam Wam kanał Yoga with Adriene, który poleciła mi osteopatka. Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w energii Adriene i temu jakie ma podejście do jogi. Aktualnie ćwiczę z nią codziennie. Poza tym polubiłam również kanał Agaty Ucińskiej i jej sekwencję pomagającą rozciągnąć nogi.

joga

Stopa odpuściła po około 7 dniach, ale pozostał ból w okolicach kolana i prawego biodra. Bieganie nadal nie było komfortowe, bo ciągle bardzo uważałam na stopę i bałam się, że jak będę biegać z bolącymi stawami, to jeszcze bardziej sobie zaszkodzę. Zapisałam się na drugą wizytę. Matilda znów mnie obejrzała, zobaczyła, że jest znaczna poprawa w ruchomości stawów w stopie. Jednak coś nadal nie grało. Ja za to przypomniałam sobie,  że przecież od jakiegoś czasu odczuwam ból mięśnia brzucha po prawej stronie. Jednak miałam wrażenie, że jest to związane z osłabieniem po operacji, że to wszystko się tak zrasta, goi i nie należy tego na razie ruszać. Osteopatka zbadała i tu miała co robić. napięć było sporo. Niesamowite dla mnie było to, że winny nie był tylko mięsień brzucha, ale również błona żołądka, przejście między jelitem cienkim, a grubym i macica.

Byłam w wielkim szoku jak się o tym wszystkim dowiedziałam. Ale w sumie później jak pomyślałam o tym na spokojnie, to nie wiem dlaczego mnie to zdziwiło. Przecież organizm to nie odrębne części, noga, brzuch, głowa itp. Wszystko się ze sobą wiąże. Wiedziałam o tym od lat, ale jakoś ta wiedza mi umknęła w życiu codziennym.

Zapominałam o tym, aby się należycie rozciągać, nie uprawiałam regularnie jogi, którą tak bardzo polecała mi moja naturopatka. Robiłam ćwiczenia, które na moim etapie powrotu do pełnej sprawności nie były wskazane (np. planki). Tyle błędów popełniłam, więc trudno się dziwić, że kontuzja w końcu się pojawiła.

Teraz nie wiem, czy za 3 tygodnie będę w stanie przebiec półmaraton. Na razie robię wszystko na spokojnie, nie przyspieszam procesu gojenia. Próbuję biegać, ale jak czuję, że coś zaczyna boleć, przestaję. Więc zamiast 5 km, robię np. 3 km. Dla mnie najważniejsze jest teraz abym w ogóle mogła biegać, półmaraton może poczekać. To nie jedyny w tym roku.

Jakie wnioski wyciągnęłam z tej całej historii

  • Muszę wsłuchiwać się w swoje ciało, nie cisnąć go na siłę, kiedy daje znaki, że ma dość. Muszę pamiętać, że nie jestem jeszcze w 100% sprawna, niewiele ponad pół roku temu przeszłam poważną operację, więc nie mogę forsować swojego organizmu.
  • Powinnam codziennie się rozciągać, a szczególnie po treningach biegowych.
  • Powinnam uprawiać regularnie jogę, po której czuje się znacznie lepiej i sprawia mi ona przyjemność.
  • Powinnam wzmacniać mięśnie głębokie brzucha. Jest to nie tylko dobre dla mojego osłabionego operacją ciała, ale również dla kręgosłupa.
  • Powinnam uważać na gwałtowne zmiany obuwia biegowego. Nie każdy but jest dobry dla mojej wymagającej stopy.

yoga

Postanowiłam opisać Wam historię tej kontuzji, abyście byli mądrzejsi ode mnie i w przyszłości nie powielili moich błędów. Bieganie i regularne treningi to nie wszystko. Trzeba pamiętać, aby odpowiednio wzmacniać organizm innymi treningami, prawidłowo rozciągać i dobierać treningi na miarę sprawności naszego organizmu. Pewnie wielu z Was, regularnie uprawiających sport to wszystko wie. Jednak jeżeli przydarzy się kontuzja lub kiedy poczujecie spadek formy, jakieś niedogodności, wiecie gdzie możecie się zgłosić. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak działa i jakie korzyści może przynieść osteopatia.

Veganama Opublikowane przez:
  • Jak milo znalezc swoje pozytywne miejsce w tej na pozor nie pozytwynej historii. Choc ja wychodze z zalozenia, ze nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo! Predzej czy pozniej Twoj organizm upomnial by sie o swoje, o relaks, uwage, wsluchanie…o to zeby go potraktowac holistycznie..A ze zazwyczaj takie rzeczy wychdza w stresowych momentach, to wyszlo wlasnie w momencie kiedy cala uwage i energie skupilas na walce o maraton co z pewnoscia wiazalo sie z olbrzymi stresem i napieciami. A ze w takich momentach odzywaja sie zazwyczaj slabsze punkty w ciele, odezwaly sie miejsca ktore byly przeciazone wlasnie juz w postawie, sylwetce etc.. Jednak najwazniejsze, ze wyciagnelas lekcje z tego i ze nauczylas sie kolejnej rzeczy o sobie i o swoim ciele! I ze przyjdzie poprawa! Wierze, ze przebiegniesz jeszcze nie jeden maraton! I ze osiagniesz swoj cel. Dobrze, ze o tym napsialas. Sciskam mocno! <3

    • Dziękuję Martusiu, że jesteś ze mną od początku tej sytuacji i jesteś moim głosem rozsądku (wraz z Arkiem) <3 To była i jest nadal dla mnie cenna lekcja, więc co by nie było, jestem bogatsza o nowe doświadczenie życiowe.

  • Jestes madra i silna kobieta. Lubie te Twoje spontaniczne wpisy, zawsze wyciagne z nich cos dla siebie. I po raz kolejny udowadniasz, ze mozna sie od Ciebie uczyc, brac przyklad. Chyba wszyscy czujemy, ze jestesmy niezniszczalni, ze pewne rzeczy nas nie dotycza, dopoki nie odczujemy czegos na wlasnej skorze. Podziwiam Cie za determinacje i sile, a takze za madrosc i zdolnosc przyznania sie do bledu.
    Trzymam mocno kciuki za szybka regeneracje. A czy pobiegniesz ten polmaraton czy inny za kilka miesiecy – co za roznica? 🙂

    • Dziękuję Ci Kochana! Dokładnie, zabrakło mi tego słowa „niezniszczalni”. Do póki nie ma problemu, to przecież mnie to nie dotyczy. Ale tak jest chyba w wielu dziedzinach życia. No, ale jak mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni, więc poza życiową lekcją, mam nadzieję, że mój organizm wróci, ze zdwojoną siłą.

      Jeszcze wszystko pod znakiem zapytania, więc zobaczymy. Najważniejsze, że czuję od Was wsparcie, to dla mnie bardzo ważne <3

  • Katarzyna Straube-Czyż

    Martuchna kochana !!!! trzymam najmocniej kciuki jak sie da za szybki powrót do formy ! Wiem z czym się borykasz, bo 4 lata temu wybiłam sobie – wprawdzie – bark na snowboardzie, ale uniemożliwiło mi to życie na maksa. Pierwsza wizyta w szpitalu, skończyła się tak, że szyna którą dostałam od GOPru została mi zabrana, bo była „jakościowo lepsza od szpitalnych” i wsadzono mi rękę w nożną szynę unieruchamiając mnie całkowicie …..
    Lekarz dyżurny stwierdził, że mam się oszczędzać i pozostać w takim unieruchomieniu przez 3 tygodnie …. reka mdlała , a ja z dnia na dzień czułam się gorzej. Psychicznie gorzej. Był to prawy bark więc mogłam zapomnieć o fotografii gdyż nie byłam w stanie nawet udźwignąć aparatu . Zaczęłam szukać i czytać – tak jak Ty.
    Trafiłam na człowieka który w 45 min poprawił moją sprawność fizyczną o 80% ! W moim przypadku unieruchomienie barku oznaczało by trwały uszczerbek w stawie. Po miesięcznej kuracji, powróciłam na stok by zakończyć sezon. Owszem nie na 100% ale to był ogromny krok.
    Jesteś wspaniałą kobietą, a przede wszystkim mądrą i wiesz co dla Twojego zdrowia i organizmu jest najlepsze. Działaj i się nie poddawaj. Zdróweczka !!!!

    • Widzisz, Twoja historia potwierdza, że warto sięgać po alternatywne opcje leczenia. Jak to możliwe, ze zabrali Ci szynę 😮

      Moją pierwszą myślą również był oczywiście lekarz ortopeda, szpital itp. Ale już zmagałam się kiedyś z kontuzją i wiem ile to trwa, ile się czeka i jak wygląda leczenie. A wiesz, że potrzebowałam szybkiego działania. Dziękuję Ci Kochana za ciepłe słowa wsparcia <3 Powoli wracam do siebie, ale półmaraton nadal pod znakiem zapytania. Jednak życiowa lekcja cenniejsza, niż medal, który otrzymałabym na mecie.

  • Kochana, SUPER że to opisałaś! I ja wiedziałam że ta historia czegoś Cię nauczy, wyciągniesz z niej dobre wnioski. Mimo że oczywiście jak tylko mi o tym opowiedziałaś było mi bardzo przykro, ale czułam że tak naprawdę to się dobrze skończy. Cieszę się :*

    • Nie ma smutno! Co nas nie zabije to nas wzmocni 😉 No wiadomo, był smuteczek, ale takie życiowe lekcje są potrzebne. A w perspektywie nadchodzących lat, co to za drobnostka, nie przebiegnięcie półmaratonu w ustalonej dacie. Nie teraz to kiedy indziej, chociaż jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa 😛

      • Smutno, bo wiedziałam jak Ci zależy a wiesz jaka ja jestem empatyczna 🙂 Ale oczywiście, otrzymana lekcja jest ważniejsza i wiedziałam że w dłuższej perspektywie przyniesie to same korzyści 🙂

  • No ja nie wiedziałam, że to aż tak poważna kontuzja była. Myślałam, że tylko stopa, a tu proszę. Takie buty 😉 Wiesz, że w sumie to nie słyszałam wcześniej o osteopatii. Fajnie, że do kogoś takiego trafiłaś i wygląda na to, że Matilda wie co robi.
    Bardzo fajnie opisałaś historię kontuzji i myślę, że przyda się wielu osobom i zwróci uwagę na to by rozsądniej podchodzić do tego co się dzieje z naszym ciałem i nie bagatelizować „niewinnych” sygnałów.
    Kochana nic się nie przejmuj tym półmaratonem jak nie ten to będzie inny 😉

    • No była, była, w sumie jest jeszcze 😉 Takie buty właśnie! Może to nie wina Lunarów, ale możliwe, że się trochę przyczyniły 😮

      No pewnie, że będzie inny, jeszcze kiedyś razem pobiegniemy 😀

  • peregrino

    przeczytałem jednym tchem .. fajnie, że słuchasz swego ciała .. półmaraton choć jest wielokrotnie łatwiejszy niż pełen maraton jest jednak nadal ogromnym wysiłkiem dla całego organizmu … nie próbuj na siłę .. będzie jeszcze wiele innych okazji .. najważniejsze jest aby ciało było w harmonii wszystko inne może poczekać… nie wiem czy biegasz tylko po twardszej nawierzchni (jak asfalt?) jeśli tak to spróbuj znaleźć bardziej miekką ścieżkę naturalną … także buty na okres treningu i samego półmaratonu lepiej nic nie zmieniać .. starsze znane buciki najlepsze .. wiele dobrych fal Marta ~~~~~

    • No dla mnie będzie ogromnym wysiłkiem z tego względu, że jeszcze nie biegałam tak długich dystansów, więc z jakim czasem bym go nie ukończyła, będę się bardzo cieszyć jak się uda. Ostatnio biegam głównie po asfalcie, ale mam w planie teraz w więcej leśnych biegów 🙂 Dziękuję Piotr za tyle cennych rad i ciepłych słów 🙂

  • Ann

    Zastanawiałaś się nad zajęciami jogi w szkole, nie w domu? Powiem Ci szczerze, że nie ma porównania! Chyba, że ćwiczyłaś kiedyś jogę na kursie i potem przeszłaś na ćwiczenia w domu. Jeśli jednak tak jak ja, uczyłaś się jej w domowych warunkach, to rozważ zapisanie się na kurs.

    Ja ćwiczyłam pilates i jogę przez kilka lat, właśnie w domu z youtube’m, niedawno (po problemach z kręgosłupem i rocznej przerwie w ćwiczeniach) postanowiłam zapisać się do szkoły jogi, gdzie pracują instruktorzy wyszkoleni w jodze terapeutycznej. Po pierwszych zajęciach kursu podstawowego bolały mnie nawet koniuszki palców xD Okazuje się że ćwicząc w domu, w połowie nie wchodziłam w pozycje tak jak należy. Na youtubie nie korygują postawy w asanach, a ta ma ogromne znaczenie, bo nawet w prostej asanie góry powinny pracować stopy, czego ja nie robiłam. I nagle okazuje się, że pozycje, które były dla mnie relaksujące wywołują silne rozciąganie i pracę mięśni i powiedzmy szczerze ból, ale ten pozytywny ból pracującego ciała. Instruktorzy nazywają to fajnie, że bolą nas zaniedbania. Także polecam Ci zapisanie się na kurs, bo jeśli nie miałaś wcześniej przeszkolenia, to na 100% nie ćwiczysz poprawnie ;). A jeśli ćwiczyłaś już z instruktorem to rozważ chociażby jogę terapeutyczną jako dodatek do ćwiczeń w domu. Może Ci pomóc szybciej wrócić do formy.

    • Ann, pięknie dziękuję za ten komentarz! Wiele ciekawych informacji i wiedzy na przyszłość. Bardzo, bardzo chciałabym zapisać się na kurs. Sama wcześniej chodziłam w Warszawie do szkoły jogi i jest dokładnie tak jak mówisz. W domu nikt Cie nie skoryguje. Ja podstawy mam, ale sądzę, że jest to nadal za mało, aby wykonywać wszystkie asany prawidłowo. Jednak zapisanie się do szkoły jogi na razie nie wchodzi w grę, ze względu na fundusze i moją znajomość języka szwedzkiego. Pisałam do kilku szkół, czy mają zajęcia po angielsku, ale niestety to nie wchodzi w grę. A na razie jeszcze nie znam tak dobrze języka, żeby wyciągnąć z zajęć 100%. Więcej skupiam się na tłumaczeniu niż na prawidłowym ustawieniu ciała. Chodziłam jakiś czas na jogę na siłowni, ale jednak nie czułam klimatu, zdecydowanie wolę małe kameralne miejsca. Bardzo zaciekawiłaś mnię tą jogą terapeutyczną, nie słyszałam o niej wcześniej. Dzięki!

  • Wszelkiego rodzaju kontuzje to moja zmora. Dlatego bardzo pilnuję dni na regenerację, w których jedynie się rozciągam lub nie robię absolutnie nic. Kilka razy byłam u osteopaty i również mile wspominam te wizyty. Teraz mamy genialną masażystkę, która współpracuje z naszą szkołą tańca. Najczęściej w trybie natychmiastowym stawia mnie na nogi 🙂

    • Widzisz, mądrze pochodzisz do tematu. Ja niestety zaniedbałam rozciąganie. Robiłam to bardzo nieregularnie. Mój błąd. Ale na masaż chętnie bym się przeszła, oj tak. Myślę o tym, czy nie zafundować sobie jak będę w Warszawie niebawem.

  • Marta Bartosiewicz

    Właśnie dziś sie przekonałam jak słabe mam ciało po cc. Troszkę łez poleciało. Najbardziej załamały mnie ograniczenia jakie muszę sobie nałożyć zeby nie zrobić sobie krzywdy. Patrzę w lustro i wszystko niby ok. Waga jakbym w ogóle nie była w ciazy. Ale dotykam brzucha i brrr. Z zapałem zaczęłam sie ogarniać, bo myślałam ze jak minęło 5 miesięcy i pięknie sie zagoiła skóra to juz moge. O jakże byłam w błędzie! Póki co zostaje przy jodze i spacerach. Ale samopoczucie mi siadło bardzo.

    • Oooj a co takiego się stało? No własnie z tymi ograniczeniami jest najgorzej. Jeżeli chodzi o brzuch, to mądre słowa powiedział pewien lekarz, że ciało po takiej operacji na prawdę wymaga dłuższego czasu na powrót do sprawności sprzed. Rok to jest absolutne minimum, a każdy organizm jest inny, goi się w swoim tempie. Mam najlepszy tego obraz po wizytach u osteopaty. Matilda mówiła, że stopa powinna odpuścić od razu, a u mnie trwało to kilka dni. Tak samo z biodrem i kolanem. Nadal nie jest idealnie. Wierzę więc, że organizm potrzebuje czasu. Nie martw się Kochana, robisz już bardzo dużo, trzeba czasu, nie spinaj się. A ćwiczysz mięsnie głębokie brzucha? To jest znaczące w powrocie mięśni brzucha (i jego wyglądu) do sprawności.

  • ile mądrości w jednym wpisie! naprawdę jestem pod wrażeniem 🙂 i bardzo kibicuję w tym półmaratonie, ale obie wiemy, że nie to jest najważniejsze, a przede wszystkim – nic na siłę. A jestem przekonana, że sama ta lekcja jest już cenniejsza od przebiegnięcia trzech maratonów! Dalej trzymam kciuki, ale niezależnie, jak się zakończy przygoda z półmaratonem, to Ty i tak już wygrałaś!

    • Bardzo dziękuję za te słowa wsparcia Tosiu <3 To wiele dla mnie znaczy. Dokładnie, ta lekcja była dla mnie cenniejsza, same przygotowania do biegu pomogły mi wiele nauczyć się o sobie, swoim ciele i wytrzymałości psychicznej/fizycznej. Jeszcze nie wiem, czy się zdecyduje, nadal jestem niepewna jak to będzie z biodrem i prawą stroną pleców, jednak cieszę się, że mam w tylu osobach wsparcie. Ściskam mocno i jeszcze raz dziękuję :*

  • Ależ ciekawie to opisałaś! Jak wiesz ja też właśnie wracam do formy po cesarskim cięciu. Na razie bardzo powoli, bo wciąż mam poważne problemy ortopedyczne. Mam skierowanie na rehabilitację (naświetlania laserem), ale po tym co napisałaś zastanawiam się nad wizytą u osteopaty. Być może będzie miał inne podejście niż mój ortopeda, który twierdzi, że ćwiczenia tylko pogorszą sprawę…

    Dziękuję też za polecenie kanału z jogą! Kilka lat temu ćwiczyłam regularnie, ale potem moja ulubiona nauczycielka wyprowadziła się z Warszawy i od tamtej pory nie mogę znaleźć fajnego miejsca, a właściwie – równie fajnego prowadzącego. Spróbuję w domu z Adriene!

    • No właśnie powiem Ci, że osteopata może wiele zdziałać. Pokieruje Cię, jakie ćwiczenia możesz wykonywać, a jakich nie powinnaś. Oczywiście zgodnie z Twoją kondycją organizmu. Ja nigdzie nie znalazłam w sieci na ten temat informacji, ale ciężko się dziwić, każdy organizm jest inny i dochodzi do siebie w różnym tempie.

      Adriene jest super, ma różne zestawy ćwiczeń, są też takie na ból pleców. Polecała mi je osteopatka. Plus te mięśnie głębokie brzucha i ich wzmacnianie. To jest mega ważne!

  • Masz rację…półmaraton nie jest najważniejszy, najważniejsze jest zdrowie. I tego Ci z całego serca życzę;)

  • Ania Zając

    Az sie wzruszylam jak czytalam Twoj wpis… nie mialam czasu na blogi
    ostatnio i zajrzalam tylko do Ciebie wczesniej obiecujac sobie ze
    przeczytam ten fragment porzadnie. No i dzis to byl ten dzien kiedy byl
    mi potrzebny. Obudzilam sie z mocnym bolem szyi po lewej stronie i
    odcinka ledzwiowego po prawej (tez mam asymetrie i zniesione naturalne
    krzywizny w tych odcinkach kregoslupa). Moje standardowe rozciaganie nie
    pomaga. Po zajeciach zdrowego kregoslupa na ktorych akurat bylam jest troszke lepiej ale w trakcie cwiczen musialam bardzo uwazac na kazdy ruch. Zdarza mi sie miec lzy w oczach gdy przy prowadzeniu auta musze
    glowe przesunac mocno w prawo. Wiem juz co z tym zrobic, wiem ze trzeba
    tez czasu ale wiem tez ze dalam mojemu organizmowi popalic ostatnio na
    treningach i spacerach z psem a zapomnialam o najwazniejszym czyli
    rozciagnieciu i wypuszczeniu z ciala calego zgromadzonego napiecia. Po
    raz kolejny przekonuje sie ze nasze cialo jest madre i wie kiedy nam dac
    „po lapach” za to ze o siebie nie dbamy. Zdrowia
    Ja tez bardzo lubie Adriene. Polubilam tez SaraBethYoga ostatnio ale i tak Adriene rzadzi.

    • No właśnie! Czyli mamy podobną historię. Ja jestem strasznym niecierpliwcem, wszystko chce na już. Ale organizm ewidentnie pokazał mi, że nadałam sobie za szybkie tempo i zapomniałam o rozciąganiu. Do dziś mam problem z bólem po prawej stronie, ale wrzuciłam teraz na totalny luz i mam nadzieję, że niebawem wrócę do biegania 🙂 Dziękuję za polecenie kanału SaraBethYoga, sprawdzę jak tylko wrócę do Szwecji.

      Ściskam i całuję :*

  • Magdalena

    Ja również uwielbiam ćwiczyć z Adriene i kocham biegać, więc dla mnie dni bez biegania to katorga… w chwili obecnej bolą mnie kolana, więc jeżeli sama nie dam sobie odpocząć to kontuzja mnie wyścignie i zetnie totalnie… nie wiem co robić z tymi kolanami, gdzie się udać, robić usg czy też nie. Mętlik.