Grudniowe inspiracje

1. Nikon poradnik użytkownika

Zacznijmy od fotograficznego klimatu. Tym razem ogrom informacji technicznych, ale nie tylko, dotyczących sprzętu firmy Nikon. Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy macie aparaty tej firmy, ale może tym czasopismem natchnę Was do szukania informacji i publikacji dotyczących nauki fotografowania. Sama ciągle się dokształcam w tym temacie. Przede mną jeszcze dużo pracy i Was również do tego zachęcam. Każdy robi zdjęcia, czy aparatem w telefonie, czy aparatem cyfrowym. Warto podszkolić się z podstaw, aby codzienne zdjęcia na instagram, czy do rodzinnego albumu były lepsze. W poradniku Nikona, na prawdę prostym językiem opisane są zasady działania aparatu, podstawowe techniki, sztuka kompozycji. Wszystko opatrzone przykładami i zdjęciami (np. jak prawidłowo kadrować, ustawiać ostrość, fotografować w ruchu).

2. Biżuteria OM Design

Pisałam Wam o tej biżuterii przy okazji Mustache Yard Sale Warsaw. Przepiękne minimalistyczne kolczyki, naszyjniki i bransoletki skradły moje serce od pierwszego wejrzenia. Zdecydowanie moją uwagę przyciągnęły zwierzęce motywy, dlatego też, zdecydowałam się na graficzny naszyjnik w tym stylu. Co mnie urzekło w tej biżuterii? Zdecydowanie dbałość o każdy detal. Piękne wykończenie, szczególnie zapięcie z tyłu robi wrażenie. Uwielbiam je prawie tak samo jak przód. Poza tym mam słabość do prostej, minimalistycznej biżuterii. A OM Design, właśnie taką tworzy.

 3. Fotografiska

O Muzeum Fotografiska w Sztokholmie pisałam Wam całkiem niedawno w oddzielnym wpisie. To miejsce to niesamowite źródło inspiracji, sztuki, fotografii. Piękne miejsce samo w sobie. Ceglany budynek kryje w sobie muzeum fotografii, sklep, kawiarnię, restaurację, a latem oferuje miejsce spotkań na zewnątrz. Z okolic Fotografiska rozpościera się piękna panorama na Gamla Stan, Djurgården i Skeppsholmen. Poza tym miejsce jest położone blisko centrum miasta, więc zwiedzając Sztokholm warto do niego zajrzeć. Może kiedyś spełnię swoje wielkie marzenie o ukończeniu kursu fotografii w tym muzeum, jednak najpierw muszę perfekcyjnie nauczyć się szwedzkiego. Gra jest warta świeczki!

4. Albumy Taschen

Jakiś czas temu rozmawiałyśmy z Wellbelicious o tych albumach. Ja jeszcze ich nie znałam. Marta zachwycała się nowo zakupionym tomem o jodze. Postanowiłam, że kiedyś również sobie taki sprawię. Nie wiedziałam jednak, że stanie się to tak szybko. Wychodząc 2 dni po naszej rozmowie na zakupy do centrum Sztokholmu, trafiłam na świeżo otwarty sklep Muzeum Fotografiska. Wcześniej znajdował się on tylko w samym budynku muzeum, a teraz otworzyli swój drugi punkt. Albumów było mnóstwo. Spędziłam sporo czasu na wybieraniu, ale finalnie zdecydowałam się na Pretty Much Everything, Inez van Lamsweerde/Vinoodh Matadin. To przepięknie wydany album słynnych fotografów mody. Znajdziecie w nim zdjęcia gwiazd takich jak Natalie Portman, Toma Cruisa, Penelope Cruz, czy Kate Moss. To 700 stronnicowa księga inspiracji. Jest to wspaniały prezent dla wielbicieli sztuki, fotografii, mody. Do albumu dołączone są naklejki (miniaturki zdjęć z tomu), tak aby można go było spersonalizować. Fantastyczna sprawa! Polecam Wam gorąco albumy Taschen. Tematyka tych tomów jest bardzo szeroka. Architektura, muzyka, moda, sztuka, popkultura, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie.

5. Miękkie biustonosze H&M

Jestem ogromną fanką miękkich biustonoszy, ale nie zawsze wszystkie kroje na mnie pasują. Najczęściej są za bardzo powycinane. Dla mojego rozmiaru biustu B/C wskazane są bardziej zabudowane modele. Przynajmniej ja się lepiej w takich czuje. Testowałam na prawdę wiele biustonoszy tego typu. Pełen przekrój, od znanych bieliźnianych marek, po modele z sieciówek. Jednak te z H&M leżą perfekcyjnie. Dwupak białego i czarnego stanika kosztuje 60 zł. Więc cena jest na prawdę atrakcyjna. Na razie prałam jej kilka razy, ale nie zauważyłam jakiś większych zniszczeń, prucia, rozciągnięcia.

6. Glinka zielona Organique

Podczas mojego miesięcznego pobytu w Polsce, moja cera znacznie się pogorszyła. Nie wiem z jakiego powodu. Zmiana klimatu. powietrza, wody, eksperymenty z olejami do twarzy, nieregularne jedzenie, zmęczenie. Skóra zareagowała znacznym przetłuszczeniem, pojedynczymi wypryskami i zaskórnikami. Wiadomo, jeden kosmetyk nie poradzi sobie z tym problemem od tak. Najważniejsze to zadbać o balans organizmu od środka. Jednak zamin wróciłam do Szwecji, postanowiłam sobie trochę pomóc i zakupić zapas glinki, o którym myślałam jeszcze przed wyjazdem do Polski. Postawiłam między innymi na zieloną glinkę Organique. Duże wygodne opakowanie miało być wydajne według Pani, która mi to sprzedawała. Po kilku użyciach zobaczyłam, że jest tak jak mówiła. Zdążyłam zrobić już kilka maseczek na twarz i nadal jest tego sporo. Do jednorazowego użycia potrzebne są 2 łyżeczki, a gotowego produktu wychodzi bardzo dużo. Starcza spokojnie na całą twarz i szyję. Z działania glinki jestem bardzo zadowolona. Cera po zabiegu jest oczyszczona, gładka, odświeżona. Mam wrażenie również, że skóra jest ”uspokojona”. Znikają zaczerwienienia, pojawia się efekt zmatowienia. Ja po kilku użyciach tej glinki i odstawieniu olejów, które prawdopodobnie zapchały mi pory, zauważyłam poprawę. Mam zamiar nadal stosować te maseczki po powrocie do Szwecji, bo tego produktu mam jeszcze na wiele użyć.

7. Torba sportowa Rookie

Mój mąż szukał torby sportowej baaardzo długo, aż w końcu znalazłam mu ją ja. Wcześniej oczywiście też nie raz szperałam w sklepach sportowych, ale nic nie podobało mi się na tyle, żeby mu ją sprezentować. Arek tak jak ja lubi minimalizm w dodatkach, więc torba nie mogła mieć wielkiego logo znanej sportowej marki, raczej coś delikatnego, nierzucającego się w oczy. Szukałam, szukałam i w końcu trafiłam na polską firmę Rookie. Ich produkty cechuję właśnie prostota, minimalizm, świetne wykończenie i klasyczne kolory. Mi trochę ta marka kojarzy się ze szwedzkim Sandqvistem (który mój mąż wielbi), chociaż materiał z jakiego wykonywane są produkty Rookie, jest inny. Arkowi torba przypadła do gustu, a ja chętnie raz na jakiś czas ją pożyczę, bo mi też zdecydowanie się podoba.

8. Magazyn Usta

To był zdecydowanie miesiąc tego magazynu. Jak ja się nim zachwycałam. Sama do siebie robiłam głośne ochy i achy jak go oglądałam po raz pierwszy. Jeżeli go jeszcze nie znacie to w wielkim skrócie, jest to polski magazyn kulturalno-kulinarny z pięknymi zdjęciami, ilustracjami i ciekawymi artykułami. Trochę przypomina mi Kinofolka. Wydanie jesienno-zimowe i zdjęcia z artykułu „Pewnego razu w lesie” skradły moje serce. Po przewodniku kulinarnym po Śląsku, miałam ochotę wybrać się tam na objazd po restauracjach i kawiarniach, a po przeczytaniu artykułu o owsiance, rozmyślałam nad nowymi pomysłami na śniadanie. Będąc w Warszawie zakupiłam również archiwalne numery tego magazynu. Jest takie fantastyczne miejsce MITO, gdzie oprócz wspomnianych wcześniej magazynów, możecie również kupić książki, napić się kawy, zjeść coś, czy podziwiać dzieła sztuki. Ale więcej o tym miejscu jeszcze wspomnę niebawem.

9. Konturówka do brwi w żelu Inglot

Odkryłam ją dość przypadkowo. Poszłam do nowo otwartego salonu Inglota w Sztokholmie po eyeliner, zamiast niego kupiłam ten żel. Byłam zadowolona z mojego zestawu do stylizacji brwi Catrice, ale postanowiłam spróbować czegoś nowego. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że coś ten produkt przebiję. A jednak! Ten żel to mój hit. Potrzebny jest do niego pędzelek, może być ten od cieni Catrice. Ja miałam kupiony dawno temu w Sephorze, nie używałam go zbyt często, a teraz jest grany codziennie. Co jest fajne w tych żelach, to na pewno duży wybór odcieni. Ja przyszłam do Inglota z nieumalowanymi brwiami, więc Pani pracująca w salonie, idealnie dopasowała mi kolor żelu. Wygląda bardzo naturalnie, jest wodoodporny i nie rozmazuje się. Dla mnie to na prawdę świetny produkt.

10. Kubek For.rest

Widzieliście go nie raz na moich zdjęciach. Piękny minimalistyczny kubek z liskiem. Do tego zaparzacz do herbaty z mini choinką na przykrywce. Cudowna, ręcznie malowana polska porcelana i ceramika. Będąc na targach Mustache Yard Sale stałam przy tym stanowisku bardzo długo. Nie mogłam zdecydować się co wybrać, tyle rzeczy mi się podobało. Jednak stanęło na lisim kubeczku z zaparzaczem i drewnianą podstawką. Polecam go wszystkim fanom ciepłych napojów i skandynawskiego designu.

11. Notes Brainstorm Design Letters

Jestem od dłuższego czasu zakochana w przedmiotach Design Letters. Naczynia, tekstylia, przedmioty do biura i pokoju dziecięcego. A wszystko to ozdobione literami pierwotnie utworzonymi w 1937 roku przez światowej sławy duńskiego architekta Arne Jacobsena. Mam już kilka z drobiazgów tej marki, ale moim ostatnim odkryciem jest notes Brainstorm. Służy mi on za mini moodboard, czyli miejsce gdzie zbieram pomysły na sesje zdjęciowe i inspiracje do zdjęć na bloga. Ponieważ sam notatnik jest piękny, to staram się również aby to co z nim zapisuje i wklejam było estetyczne i cieszyło moje oczy. Poza tym polecam Wam również inne przedmioty tej marki. Mi jest ciężko się oprzeć jak widzę je w sklepie. Są takie proste w formie i minimalistyczne. Tak jak lubię najbardziej.

12. Batony Zmiany Zmiany

Na te batony miałam chrapkę od dłuższego czasu. Tylko czekałam na okazję i miejsce, w którym będę mogła je kupić. Znów targi Mustache Yard Sale, okazały się pomocne. Na stanowisku Zmiany Zmiany spróbowałam wszystkich smaków, bo troszeczku. Niektóre smaki mniej mnie zachwyciły, ale jednak znacżna większość dała czadu. Zdecydowanie moimi hitami są Kosmos i Lewy Sierpowy, ale i Petarda była niezła. Te wegańskie batony to świetna alternatywa dla komercyjnych przesłodzonych syropem glukozowo- fruktozowym słodyczy. Cena jest wyższa, ale jeżeli już mam zjeść batona (czy dać kawałek Matyldzie), to wolę raz na jakiś czas kupić tego typu przekąskę. Producent zapewnia: „Nasze batony są w 100% roślinne, odpowiednie dla osób na diecie wegańskiej i bezglutenowej. Nie zawierają zbędnych dodatków i polepszaczy. Nie dodajemy cukru, słodzików, syropów, utwardzonego tłuszczu ani środków przedłużających okres przydatności do spożycia.”

13. Sezonownik 

Niestety mój kalendarz i planer w jednym uległ zniszczeniu, więc postanowiłam nie drukować go kolejny raz i zakupiłam nowy. Tym razem zdecydowałam się na zakup Sezonownika. Jego zdobycie wcale nie było takie łatwe. Jest on dostępny w kilku punktach stacjonarnych w Polsce oraz w internecie. Z racji tego, że byłam w Warszawie, dałam sobie za cel znalezienie go na miejscu. Byłam w wielu wskazanych na stronie punktach, ale niestety wyprzedawał się jak świeże bułeczki. Dopiero zaprzyjaźniona z autorką kalendarza kawiarnia na Bielanach Czytelnia, załatwiła mi jeden egzemplarz. Co jest takiego wyjątkowego w Sezonowniku? A to, że jest to też przewodnik warzywno- owocowy. W każdym miesiącu jest wybrana jedna gwiazda, a do niej dołączone kilka przepisów na jej przygotowania. W styczniu np. królują buraki, a w lutym marchew. Do tego w każdym miesiącu na początku, podana jest tabela z dostępnymi w danym okresie warzywami i owocami. Sezonowość w Szwecji jest zbliżona do tej w Polsce, z tego co zdążyłam zauważyć, więc powinno wszystko się zgadzać. Do tego dużo ciekawych porad, piękny design i ilustracje. Ja jestem zachwycona każdą stroną.

Veganama Opublikowane przez: