Garderoba minimalistki-sukienki

Tak się zastanawiałam od czego zacząć wpisy, po opublikowaniu podstaw mojej minimalistycznej garderoby. Na co na początku zwrócić uwagę? Co najczęściej noszę, co jest najbardziej uniwersalne? Myślałam, myślałam i postanowiłam, że na pierwszy ogień pójdą sukienki. Dlaczego? Sukienki sprawiają, że czuję się kobieco, niezależnie od kroju. Sukienki dodają mi pewności siebie. Mogę je nosić w zależności od nastroju z trampkami, szpilkami, klapkami i zawsze wyglądają dobrze. A dzieje się tak, bo kupuję uniwersalne kroje, w stonowanych kolorach, więc każde dodatki pasują wraz ze zmieniającymi się trendami. Dla mnie sukienki to taka baza mojej garderoby i przybliżę Wam w kilku krokach, czym kieruję się podczas ich zakupu.

Kolory

Tak jak pisałam w pierwszym wpisie moja szafa opiera się na kilku kolorach w których czuję się najlepiej. Jest to szarość, czerń, granat, złamana biel. W takich też barwach mam sukienki. Dominuje w nich czerń, bo jest to kolor niesamowicie uniwersalny i taki do którego mogę nosić niezliczoną ilość dodatków. Nie mam jedynie „małej czarnej”. Posiadam sukienki o różnych długościach, bo skoro już tak tak zawęziłam paletę kolorystyczną, to lubię różnorodność form, tekstur i krojów. Chciałam też, żebyście wiedziały, że ciągle czynię próby eksperymentowania z kolorami. Ostatnio starałam przekonać się do czerwieni. Chyba z 5 razy wchodziłam do przymierzalni, zdejmowałam, zakładałam, później przymierzałam taki sam krój w czerni. Nie zdecydowałam się, bo wiedziałam, że nie będę tego nosić tak często jak moich ubrań w ulubionych kolorach. A na takie zbędne okazyjne ciuchy nie mam miejsca i nie stać mnie na nie. Tak, tak, nadszedł studencki czas, kiedy planowanie budżetu pokazało mi, że każdy kolejny zakup odzieżowy musi być solidnie przemyślany.

Jeżeli chodzi o sukienki na okazje typu wesela i większe wyjścia, to już nie daje się ponieść szałowi zakupowemu. Nie muszę mieć nowej kreacji na każdą okoliczność i świetnie czuje się i bawię w swoich sprawdzonych perełkach. Wystarczy zmiana dodatków, inna fryzura i stylizacja jest już zupełnie inna. Nadal za mało? Zapisz się na profesjonalny makijaż u wizażystki lub w drogerii i poczujesz się wyjątkowo (sprawdziłam sama na sobie!). Kiedyś kupowałam sukienki na każdą okazję, a później wisiały smętnie w szafie i zbierały kurz. Zamiast wydawać pieniądze na sukienki na raz, postanowiłam zainwestować w bazę, która może nie jest taka kolorowa, ale za to starczy mi na długo i na różne wyjścia i na co dzień. Poniżej Marta Wellbelicious w pięknej szarej Tiulewnie od Risk Made in Warsaw.

Kroje

Swoje ulubione kroje dziele na oversize i kobiece. Oversize noszę namiętnie odkąd przeprowadziłam się do Szwecji zaprzyjaźniłam się ze skandynawskimi markami. Lubię zestawić taką luźną stylizację z czymś kontrastowym. Np. oversizowy sweter z rurkami, obszerną sukienkę ze szpilkami. Wtedy najczęściej podkreślam nogi, czy to spodniami, czy to butami. Jednak mam też sporo kobiecych sukienek, które lubię nosić na codzień, do pracy, na spotkania i aktualnie do szkoły. W zależności od okoliczności zestawiam je z półbutami, białymi sportowymi butami, trampkami, mam też szpilki na specjalne okazje. Wybieram kroje od midi do maxi. Takich typowych dopasowanych mini nie noszę, ale mam dwie krótsze sukienki na cieplejsze dni. Długość midi jest moją ulubioną i najbardziej uniwersalną. Jeżeli chodzi o dekolty, to preferuje te na plecach. Od czasu do czasu lubię sukienki podkreślające biust, ale lepiej czuje się z odsłoniętymi plecami. Jest to dla mnie również bardziej wielofunkcyjna opcja, bo idąc do pracy, na uczelnię, można założyć coś na ramiona i nie widać żadnej golizny. Przód sukienki najczęściej jest zabudowany, a długość midi świetnie pasuje do płaskich butów. Później za to, wystarczy zdjąć kurtkę/żakiet i mamy bardziej efektowną wersję. Poniżej Ania z PiggyPeg w pięknie podkreślającej figurę sukience Vesper od Risk Made in Warsaw i ja w zbliżeniu od przodu (zobaczcie jak mało tatuaży na przedramieniu ;))

Na zdjęciu poniżej natomiast sukienka z COS, która była przede mnie mocno eksploatowana przez dwa sezony letnie, ze względu na piękny „plecowy” krój oraz ekspresowo schnący materiał. Mogłam ją prać codziennie, nie traciła swojego koloru i fasonu i zajmowała minimum miejsca w walizce. Sprzedałam ją tylko i wyłącznie dlatego, że kupiłam wielofunkcyjną sukienkę, która miała możliwość takiego wiązania na plecach. Ale o niej opowiem za chwilę przy okazji marek, którym zaufałam.

Materiał

Materiał kiedyś nie odgrywał dla mnie roli przy zakupie odzieży. Liczył się krój, cena, ewentualnie marka. Aktualnie jest to jeden z ważniejszych kryteriów wyboru. I nie jest to taka prosta sprawa. Jakość materiałów w dzisiejszych czasach bywa różna. Bawełna bawełnie nie równa, czasem rozciągała się po kilku praniach (premium też). Ale mam i taką, która trzyma jakość po kilku latach. Trochę loteria, trochę kwestia wyczucia, zaufania do marki. Co się u mnie sprawdza najlepiej? Latem na pewno len. Mam wprawdzie niewiele lnianej odzieży, ze względu na dostępność i cenę, ale te kilka sztuk noszę z przyjemnością i nie dzieje się w nimi nic złego. Na zdjęciu poniżej Monika z PiggyPeg ma na sobie jedną z moich krótszych sukienek (100% bawełna) z The Odder Side.

Poza tym bardzo dobrze sprawdzają mi się sukienki z mieszanek wiskozy i lycry oraz bawełny (takiej grubszej, na wyczucie w ręce). Świetnie sprawdza mi się również tencel.

Monika z kapeluszem w sukience (z Risk Made in Warsaw), w której najchętniej chodzę na sesje fotograficzne. Świetnie sprawdza się do sportowych butów i sandałków latem.

Marki

Jak już pewnie zdążyłyście zauważyć bardzo lubię skandynawskie marki. Najbardziej chwalę sobie & Other Stories i COS i jakby było trzeba mogłabym ubierać się tylko w nich. Oversizowe sukienki w tym drugim sklepie należą do moich ulubieńców. Ten pierwszy kusi za to bardziej kobiecymi krojami, często odkrytymi plecami, koronkami. Lubię to! Na zdjęciu poniżej sukienka z Monki, kolejnego sklepu, w którym króluje oversize i dobrze mają się klimaty vintage, które są mi bliskie.

Z naszych rodzimych marek uwielbiam Risk Made in Warsaw. Nie są to najtańsze rzeczy, ale mam niektóre sukienki i spódnice od kilku lat i nie dzieje się z nimi nic po wielokrotnym praniu i noszeniu w różnych sytuacjach. Często czekam na promocje i wyprzedaże i wtedy kupuję wypatrzoną rzecz. Riskowe sukienki są bardzo uniwersalne i wygodne. Lubię jak się układają, jak przemyślane kroje mają i to, że pasuję na różne figury. Uwielbiam je w ruchu, cudownie się kręcą w tańcu i podkreślają figurę. Nie jest to post sponsorowany przez Riska, ja poprostu lubię ich rzeczy. A już kompletną petardą jest ich ostatnia sukienka jaką kupiłam. Można ją wiązać na wiele sposobów, odkrywać plecy, dekolt, wiązać paski wokół talii, puścić luźno, plątać w cienkie sznureczki. Służy za kilka sukienek w jednym, więc bez emocji sprzedałam dwie inne, które miały podobne dekolty na plecach. Poniżej Infinity w bardzo klasycznym wiązaniu.

Właśnie dlatego lubię inwestować w dobrą jakościowo przemyślaną odzież. Noszę wiele lat, uniwersalne kroje nie wychodzą z mody, mogę ją zestawiać z najróżniejszymi dodatkami, a nawet jak mi się znudzi, to zawsze znajdę chętnych do odkupienia. To samo tyczy się lumpeksów. Mam sporo rzeczy z second handów, szwedzkie są pełne perełek, więc nie trzeba wydawać majątku, aby zrobić sobie (nie tylko) sukienkową bazę. Mam nadzieję, że moje wskazówki pomogą Wam uporządkować szafę i przemyśleć kolejne zakupy.

W następnym poście opowiem Wam o dodatkach. W jakie warto inwestować, czy noszę torebki i jakie buty są uniwersalne i pasują do wielu stylizacji. A póki co czekam na Wasze ulubione sukienki i zdjęcia w nich. Podzielcie się swoimi ulubieńcami.

Veganama Opublikowane przez:
  • Tym wpisem uświadomiłaś mi że tego lata nosiłam zbyt mało sukienek. Kiedyś robiłam sobie małe wyzwanie – przez cały tydzień sukienka lub spódnica, żadnych spodni i wiem uszę do tego wrócić.
    P.S. Pięęęęęękne zdjęcia <3

    • O wspaniałe wyzwanie! I ja powinnam spróbować 🙂 Spodnie lubię nosić, szczególnie z wysokim stanem, ostatnio do szkoły głównie tak chodzę ubrana 🙂 Dziękuje pięknie!

  • Piękne sukienki:)

  • Też uwielbiam RISK <3 piękne zdjęcia, modelki i sukienki również 🙂

  • Caroline Coffincat

    Hej Marta, mam pytanie. Czy rzeczy marki Monki są Twoim zdaniem nieco lepszej jakości niż te tanie produkty z sieciówek, które mamy w Polsce?

    • Ciężko mi określić, bo nie mam ich dużo, ale jeansy są bardzo w porządku. Mam już moje całkiem długo, prałam wiele razy i nic się z nimi nie dzieje 🙂 Nie tracą koloru i kroju, są z dobrego jeansu.

  • Przepiękną masz kolekcję! Ja mierzyłam sukienki Risk i jakoś nie za dobrze się w nich czułam. Wydaje mi się, że uszyte są raczej na osoby wyższe, ja czułam się mocno przytłoczona ilością i wagą materiału. Aczkolwiek lubię Twoje sukienki, są niesamowicie kobiece i uniwersalne.

    U mnie też królują sukienki i spódnice, choć ostatnio chodzą za mną nowości, a że lato nadciąga to chyba się na coś skuszę. Zdecydowanie też wolę odkryte plecy, niż dekolt 🙂

    • No tak, to prawda, riskowe sukienki swoje ważą, ale właśnie dlatego tak pięknie leżą i super układają się w trakcie ruchu 🙂

      Twoja nówka kwiatowa jest bardzo fajna 🙂 Choć nie noszę wzorów, to z chęcią bym zmierzyła taką 🙂