Garderoba minimalistki- podstawy

Kilka lat temu byłam zakupocholiczką (zaczynam z grubej rury). Pracowałam w sklepie z odzieżą, lubiłam modę, radość sprawiało mi tworzenie „total looków” klientkom, wymyślanie stylizacji na manekiny. Przez to, że miałam spore rabaty na ciuchy, miałam ich mnóstwo. Nosiłam bardzo dużo kolorowych rzeczy. Lubiłam beże, brązy, printy i szpilki w kolorze fuksji na niebotycznie wysokim obcasie. Czerń się pojawiała, ale nie był to mój główny kolor. Teraz moja szafa diametralnie się zmieniła. Zmieniła się, bo i zmieniło się moje podejście do odzieży. Zaczęło drażnić mnie, że wiele rzeczy było z różnej bajki, często kupowanych pod wpływem impulsu, przecen, a jeżeli w lumpeksie, to patrząc na logo. Jakość była rzeczna drugorzędną, liczyły się trendy. Ilość butów, torebek i dziwnych dodatków zakładanych kilka razy w roku zaczęła mnie przytłaczać. Po co ja to kupiłam? Bluzki, które po jednym praniu wyglądały jakby były noszone kilkanaście miesięcy, ścierająca się biżuteria, torebki, których uszy urywały się po kilku cięższych spacerach z zakupami. Na co to komu? No właśnie, mi chyba nie.

T-shirt Momu

Moja transformacja trwała kilka lat. Zaczęłam oddawać ubrania rodzinie i znajomym, sprzedawać i pozbywać się nieprzemyślanych zakupów. Nadal w mojej szafie widniały wyraziste kolory, ale było ich znacznie mniej. Za to coraz więcej pojawiało się czerni, szarości, granatu.

Moje kolory

Kalosze Hunter, Buty Fairma Ethical Design

Droga do moich kolorów była długa, ale był to najważniejszy punkt, jaki określił moją minimalistyczną szafę. Miotałam się niesamowicie, tak jak z kolorem swoich włosów (wiele lat nosiłam czarne, czarne z niebieską poświatą. czarne z czerwonymi refleksami, brąz z jasnym balejażem, aż w końcu stanęło na blondzie i moim naturalnym słowiańskim odcieniu).

Na przestrzeni kilku ostatnich lat zaczęłam się zastanawiać się, w jakich tonacjach najlepiej się czuję. Widziałam to najlepiej po częstotliwości noszenia ubrań w różnych kolorach. Postanowiłam więc, że nie będę na siłę odziewać się w to za czym nie przepadam, a jest modne, tylko zostanę przy tym w czym najlepiej się czuje i noszę z przyjemnością. Teraz kiedy widzę swój wieszak z najczęściej noszonymi ubraniami jestem bardzo dumna, że panuje na nim taki ład kolorystyczny. Czerń, szarość, trochę granatu, trochę przygaszonej bieli.

Sukienka COS

Według analizy kolorystycznej mojego typu urody jestem zgaszonym latem, więc pasują do mnie : piaskowa żółć, karmelowy brąz, jasne i średnie szarości, biel kremowa, wszystkie zgaszone, mniej intensywne odcienie niebieskiego, np. gołębi błękit, zgaszony granat, błękit nieba, malinowa czerwień, karmazynowa czerwień, żurawinowa czerwień, głęboki, pudrowy róż, jasny granat, szmaragd, zieleń morska, oliwkowa zieleń, ciemny turkus. Jak widzicie moje ulubione kolory zgadzają się z tym co mówi analiza kolorystyczna. Według niej krzykliwe kolory są nie dla mnie, czyli moje odczucia, że w fuksji i kobalcie jestem „przebrana” są nie bez powodu. Poza tym taką analizę traktuję jak drogowskaz, nie trzymam się sztywno wszystkich barw, żeby nie dać się zwariować.

Kroje dopasowane do mojej sylwetki

Tunika COS

Zawężenie krojów odzieży jakie noszę bardzo ułatwia mi zakupy i oczywiście sprawia, że czuje się komfortowo na co dzień. Już nie wciskam się na siłę w biodrówki, które swego czasu były dla mniej jednym dopuszczanym rodzajem spodni. Nie noszę obcisłych mini spódniczek, ani sukienek. Dresowe spodnie, dzwony, t-shirty z printami lub dużymi napisami i obcisłe sweterki to przeszłość. Polubiłam się za to z ubraniami oversize, trójkątnymi dekoltami, spódnicami z wysokim stanem. W mojej szafie jest dość klasycznie, ale przez to, że ubieram się w bardzo stonowane kolory, nie boję się od czasu do czasu zaszaleć z formą. Uwielbiam głębokie dekolty na plecach, marszczenia na bluzkach i sukienkach, które potrafią w delikatny sposób sprawić, że dana rzecz jest bardzo prosta, ale i efektowna. Moją bazą są czarne sukienki. Te noszę bardziej dopasowane, ale za to stawiam na długość midi, do której pasują zarówno trampki, sandałki jak i szpilki. Lubię je za to, że są bardzo uniwersalne. Noszę je do pracy, kiedy fotografuje, na co dzień, na imprezy. Zmieniam jedynie dodatki, fryzurę, które za każdym razem tworzą nowy „look”. Lubię rzeczy, które można nosić na wiele sposobów.

Stawiam na jakość

Płaszcz Tretorn, T-shirt COS

Jakość odzieży jaką aktualnie kupuje jest dla mnie szalenie ważna. Jestem metkowym sprawdzaczem, niezależnie od tego czy kupuję przez internet, czy w galerii handlowej. Potrafię wydać więcej pieniędzy na odzież moich ulubionych marek, kiedy wiem, że będą długo mi służyły. Znam już swoje kolory i kroje, więc łatwiej mi jest określić co będzie się u mnie sprawdzało. Tak mam np. z sukienkami z Risk Made in Warsaw, które swoje kosztują, ale jeszcze nie zawiodłam się na żadnej i noszę je z wielką przyjemnością od kilku lat. Inwestuję w dobrą bazę mojej garderoby, zostawiając miejsce na jakieś szaleństwa danego sezonu. Polując w lumpeksie, materiał z jakiego wykonana jest dana rzecz jest dla mnie bardzo istotny. Często można to już wyczuć w ręku, ale zawsze szukam potwierdzenia w składzie. Przekonałam się również, że nie ma co kupować podróbek i warto inwestować w sprawdzone klasyki. Najlepszym przykładem są dla mnie kalosze Hunter, które mam już kilka lat i noszę je na okrągło, zarówno zimą z ocieplaczami, jak i podczas deszczowej pogody. Tak samo piankowe klapki Birkenstock, służą mi już kolejny rok i mimo mocnej eksploatacji, nie wyrzuciłam ich po jednym sezonie, jak to bywało wcześniej.

Marki, którym ufam

Miewałam takie okresy, kiedy byłam mocniej związana z jakimiś markami. Zaczęło się od kilu rzeczy, które się sprawdzały i dana firma zdobywała moje zaufanie. Niestety niektóre marki z biegiem czasu zaczynały oszczędzać na materiałach, odzież traciła na jakości i się żegnaliśmy. Teraz mam kilka, które chętnie kupuje, ale po tych wpadkach z jakością, bardzo zwracam uwagę na materiał i wykonanie. Czasem zdarza się jakiś niewypał i nie chcę od razu obrażać się na firmę, więc po prostu używam, obserwuje i oczywiście w między czasie nie zamykam się na nowości. O moich ulubionych markach będę jeszcze pisać, ale z moich ostatnio odkrytych polskich perełek mogę Wam serdecznie polecić Tyszert i Nenukko. Obydwie marki zachwyciły mnie doskonałą jakością. Nigdy nie miałam jeszcze tak miłej w dotyku bluzki jak od Tyszerta i o przemyślanym kroju, który pięknie wysmukla sylwetkę. Nenukko za to bardzo przypomina mi minimalistycznego faworyta ze Szwecji -COS i rozwiązał mój problem z poszukiwaniem idealnej dużej torby, która jest mi potrzebna na zbliżające się studia. Poza tym jestem wielką fanką skandynawskich firm odzieżowych, które oprócz dobrych materiałów, uwodzą mnie swoimi ciekawymi krojami. ACNE, &Other Stories i COS to moi zdecydowani ulubieńcy. A co najlepsze odzież tych marek jest bardzo często dostępna w szwedzkich second handach, więc wyostrzam mój zmysł lumpeksowego łowcy i wynajduję perełki, które później namiętnie eksploatuje.

Jeansy Acne Studios

W kolejnych wpisach z serii Garderoba Minimalistki, skupię się na konkretach. Poznacie moje ulubione sukienki, kroje spodni, ulubione marki odzieżowe, materiały, które najbardziej lubię. Podzielę się również lumpeksowymi perełkami i akcesoriami bez których nie mogę się obejść. Bądźcie ze mną!

Veganama Opublikowane przez:
  • Rekoma i nogami! Od lat również pracuje nad jakościa szafy, zmniejszajac jej objetość i ograniczajac do kolorów Ziemi, które sa mi najbliższe. Trochę capsule wardrobe, ale bez panicznego trzymania sie ściśle określonej liczbie ciuchów, żeby nie przesadzać w druga strone 😉 Idzie za tym niezwykła ulga przy pakowaniu do podróży, czy codziennym wybieraniu co na siebie włożyć, oszczedzajac swój czas, który można kreatywniej wykorzystać. Tym samym oszczedzajac sobie nerwów zakupowych, gdyż nigdy nie cierpiałam tej czynności. Czekam na więcej! 😘

    • Och tak! Tobie jest najpiękniej w tych Tyszertowych zieleniach <3 No właśnie mi też zależy, żeby się na siłę nie określać i nie ograniczać. Mniej, ale lepiej ze zdrowym rozsądkiem. Właśnie miałam pisać o tym pakowaniu, niesamowita ulga!! Kiedyś na samą myśl o przygotowywaniu się na wyjazd krzywiłam się niemiłosiernie, a teraz luzik, szybko zapełniam walizkę i wcale nie muszę jej upychać nie wiadomo jak 🙂

      Cieszę się, że post Ci się podobał, właśnie myślę, o czym w następnym 🙂 Trochę jest tych tematów związanych z szafą, mimo, że minimalistyczną 😀

  • Ale fajny wpis!!! Wszystko tak do mnie trafia i tak zgadza się z moją stylistyką, że napiszę tylko jedno – więcej takich wpisów, Marta. 😀 Czekam z niecierpliwością.

    • Dzięki Aniu 🙂 Wiem, że mamy podobny gust, więc tym bardziej się cieszę, że post Ci się podobał 🙂 Już knuję plany na kolejny z serii 😀

  • Katarzyna Wójcik Respendowicz

    Będę chętnie śledzić te wpisy bo u mnie przydałaby się taka rewolucja w garderobie. Pomału się do tego przygotowuję:)

    • Bardzo się cieszę 🙂 Polecam regularne przeglądanie szafy. Często mając dużo rzeczy zapominamy o upchniętych w szufladach ciuchach, które niepotrzebnie zalegają i robią tłok. Ja zawsze przed wyjazdem do Polski robię takie czystki i dzięki temu w mojej garderobie jest dużo więcej luzu 🙂

  • Jeśli chodzi o ubrania, to mnie minimalistką nazwać nie można. Kolory, wzory, faktury i kształty nie sprzyjają umiarowi i małej ilości ubrań. Jednak dzięki przeprowadzce, która mnie właśnie czeka, zmniejszam ilość posiadanych rzeczy, również ubrań, co bardzo mnie cieszy!

    • No tak z fakturami i wzorami tak jest, że ma się ich więcej, bo nie wszystko do siebie pasuje. Ale nie dajmy się zwariować, że wszyscy musimy chodzić na czarno 😀 Ja mam przyjaciółkę, która jest wielką fanką printów i wygląda w nich pięknie i nie widzę jej w gładkich sukienkach i czarnych koszulach. Jednak wiadomo, nie ma co gromadzić nie wiadomo jakich ilości tych rzeczy 🙂

  • U mnie zmiany w szafie zaczęły się po przeczytaniu książki Asi Glogazy „Slow Fashion. Modowa rewolucja”. Od tamtego czasu (a właśnie mijają dwa lata) uporządkowałam zawartość szafy, nauczyłam kupować się ubrania, które świetnie pasują do pozostałych, wiem w czym najlepiej wyglądam i w jakich kolorach najlepiej się czuję. Wciąż jednak poszukuję marek, o których będę mogła powiedzieć, że to te naj i bardzo bym chciała zacząć od COS i tshirtów tej marki, bo czytam na ich temat same dobre opinie 🙂

    • Chyba nawet mam tę książkę w domu, ale jeszcze nie dotarłam w mojej kolejce 🙂
      COS jest super, bardzo polecam, choć zdarzyła mi się u nich jedna wpadka i zdążyłam ją zareklamować po jednym praniu. Jednak na ilość rzeczy jaką od nich mam, to tylko taka jedna rysa. Mam nadzieję, że więcej się nie powtórzy 🙂 Będę pisać o t-shirtach na pewno, bo przeszłam przez sporo marek i mam już swoich ulubieńców 🙂

  • Kat

    Cudowny wpis! Czekam na więcej! Przydałby się Twój vlog w tej tematyce. Te znalezione na youtube są bardzo słabe 😉 Jestem na etapie tworzenia swojej idealnej szafy. O ile czytam etykiety produktów spożywczych odkąd pamiętam, w przypadku odzieży w ogóle się na tym nie znam!

    • Ja odzieżą, składami i minimalizmem w szafie zaczęłam się interesować kilka lat temu, ale droga była kręta do tego co jest teraz. Myślę, że tak jak w przypadku każdych dużych zmian, trzeba dać sobie czas. W końcu pozbycie się połowy szafy, to spore wyzwanie dla kogoś, kto lubił bawić się modą 🙂

      Co do vlogowania, mówisz, że się nadaje? 😉

      • Kat

        Zdecydowanie!!! Masz fantastyczny styl, który baaardzo do Ciebie pasuje. Wystylizowana nadal jesteś ubrana, a nie przebrana. Uwielbiam to!

  • Paulina Kajzer

    Świetny wpis! Od siebie dodałabym jeszcze, że w szafie minimalistki (którą ja również jestem) muszą się znaleźć ubrania mniej lub bardziej zbliżone do ideału fair trade i produkowane na mniejszą skalę (albo właśnie z second handu!), gdyż przemysłowa produkcja ubrań związana jest z nieetycznym wykorzystywaniem pracowników oraz nieekologicznym traktowaniem środowiska. Dlatego np. marzy mi się (na razie portfel nie pozwala na inne sformułowania) plecak http://www.fjallraven-shop.pl/pl/p/RE-KANKEN-PLECAK/1230, który nie dość, że ma śliczny, minimalistyczny design to jeszcze jest w 95% z materiałów poddanych recyklingowi <3

    • Mam bardzo dużo rzeczy z second handów, które w Szwecji są naprawdę pełne perełek i aż szkoda byłoby nie skorzystać 🙂 A co do tego plecaka, mam, polecam i moim dziewczynkom kupiłam do przedszkola. Swoje kosztują, ale są warte tej ceny. Ja się z nie rozstaje z Kankenem, który służy mi głównie jako plecak fotograficzny 🙂

      I zgadzam się co ubrań produkowanych na mniejszą skalę. Masz jakieś swoje ulubione marki?

      • Paulina Kajzer

        Tak, second handy są super, potwierdzam! Zazdroszczę tych szwedzkich, w Polsce trudniej upolować coś z podawanych przez Ciebie marek, jakoś sobie nie mogę wyobrazić ACNE np. w poznańskim „lumpeksie”. Ja korzystam również z sąsiedzkich grup na fejsbuczku, często ludzie sprzedają perełki za grosze, a co najważniejsze –
        mogę podskoczyć by je odebrać gdzieś w swojej okolicy. Często niestety nie mam czasu pobuszować po second handach w mieście swobodnie, więc takie zakupy „online” są dla mnie super rozwiązaniem, korzystam też z serwisu vinted, można znaleźć świetne rzeczy. 🙂
        Dziewczynki muszą wyglądać przeuroczo z tymi plecaczkami 🙂 super, że je macie! Słyszałam, że są nie do zdarcia. To na pewno tak samo praktyczny zakup jak inwestycja w oryginalne Huntery, wszystko to posłuży Wam całe lata.
        Co do marek, od siebie dodałabym chyba tylko the odderside, polską markę tworzącą tak ukochane przez minimalistki, śliczne „bejsiki”.

        • No powiem Ci, że jestem bardzo szczęśliwa, że w szwedzkich lumpeksach taki dobrobyt 😉 Teraz właśnie trafiłam na płaszcz zimowy w super cenie, zawsze o takim marzyłam, więc tym bardziej się ciszę 🙂

          Znam vinted, ale jeszcze nic tam nie kupowałam, chociaż powiem Ci, że na OLX też można wynaleźć super rzeczy. Mi się udało wyszperać sukienkę Riska z dobrej grubej bawełny (jedna z pierwszych kolekcji) za dobrą ceną.

          A co do The Odder Side, to mam kilka rzeczy od nich baaaardzo dobrych gatunkowo, ale niestety trafiły się też niewypały :/ Więc mam mały niesmak…

  • U mnie od nie dawna rozpoczął się porządek w szafie. Kolory ubrań mam stonowane ale mam ich za dużo i tutaj rano przed wyjściem do pracy tworzy się problem. Do tego niestety większość do siebie nie pasuje. Więc minimalizuję ilość, stawiam na jakość i do tego chcę żeby każdy element pasował do drugiego i żebym nie musiała się godzinami zastanawiać co do czego 🙂 Będę śledzić z ciekawością kolejne Twoje wpisy.

    • No właśnie ta jakość! O nią się cały czas rozchodzi. Dla mnie to teraz podstawa zakupów, przez to, że inwestuje w rzeczy na lata, a nie na jeden sezon. W tym tygodniu pojawi się kolejny post o mojej garderobie. Lubisz nosić sukienki? 🙂

      • Lubię nosić sukienki. Jednak zakładam je zbyt rzadko. Wolę spodnie zwłaszcza jak jestem w pracy 🙂

        • Ja też często noszę spodnie. Jeansy przede wszystkim, ale sukienki tak od dwóch lat zdominowały moją szafę 🙂

  • justti | www.hungryformore.pl

    Ach, wiedziałam, że wpis będzie super! Tym bardziej czekam na więcej 🙂
    Moja garderoba też kształtuje się od zeszłego roku, gdy postawiłam na projekt 333 i zorientowałam się, że te 33 rzeczy to faktycznie to, co noszę najczęściej, bo bardzo te rzeczy lubię. Latem jest ciężej, mam wrażenie, że ilość sukienek i spodenek mnie przytłacza. Ale może to właśnie jest motywacja do porządków? Zainspirowałaś mnie, szczególnie tą analizą kolorystyczną i fajnymi markami. Niech to teraz pracuje u mnie w głowie! Czekam na więcej wpisów, uściski!

    • W tym tygodniu będzie kolejny wpis z tej serii, ale zanim nastąpi, to jutrzejszy powinien Cię zainteresować. Będzie również o markach 🙂 Nie słyszałam o projekcie 333, mogłabyś coś więcej o nim opowiedzieć?

  • Chętnie zajrzę do wpisów o konkretach. Mam ochotę na porządki w swojej szafie, ale okazuje się, że trochę się pogubiłam. Z jednej strony chciałabym coś nowego, z drugiej to, co mam, nadal do mnie pasuje. Będę czytać i się inspirować.

    • Co najbardziej Cie interesuje z tych konkretów? Ja przyznam się, że jestem fanką sukienek i na pewno im poświecę trochę miejsca 🙂

      • Sukienki to nie tak aż moja bajka. Z racji zbliżającej się jesieni to chętnie o okryciach wierzchnich poczytam.

  • Wpis na poziomie, jak zawsze! Chętnie bym ukradła kilka elementów z Twojej szafy. Masz super styl :3

    U mnie przygoda z minimalistyczną szafą zaczęła się ponad dwa lata temu i do dziś jestem tej idei wierna.Kilkukrotnie sama sobie utrudniałam życie, ale teraz mogę powiedzieć, że nareszcie jestem świadoma tego, co lubię, w czym dobrze wyglądam, na co zwracać uwagę w czasie zakupów. Na pewno dużo mi dała lektura „Slow Fashion” Asi Glogazy i bloga Ubieraj się klasycznie. Teraz w szafie mam o wiele mniej ubrań niż kiedyś (ok. 50 elementów na wszystkie sezony), ale każdy element uwielbiam i noszę z przyjemnością.

    Lubię ubrania dobrej jakości, ale staram się zachować równowagę. Czekam na promocje, żeby kupić ubrania droższych marek w dużo niższej cenie. W sieciówkach też zdarza mi się znaleźć perełki za grosze. Ale najbardziej lubię cuda upolowane w second-handach. A, staram się kupować w większości polskie marki.

    Porządek w szafie zrobił mi porządek w głowie. I co najfajniejsze, zaraziłam też tą ideą moją siostrę. 🙂

    Czekam ze zniecierpliwieniem na kolejne teksty z tej serii! 🙂

    • Ewelinko <3 Niesamowicie mi miło!

      Mam książkę Asi, ale dopiero pobieżnie przeglądałam. Z chęcią przejdę przez całą lekturę w wolnym czasie.

      Robię dokładnie tak jak Ty! Ja również jestem łowcą promocji i wyprzedaży. Polskie marki wielbię, mogłabym wykupić pół Showrooma 😛 A second handy wielbię ponad wszystko, szczególnie te szwedzkie <3

      Cieszę się, że praktykujesz piątek z tiulówką 🙂 Sama nadal praktykuję 🙂

      Kolejny post z serii już w tym tygodniu!

  • bardzo fajny wpis! zdecydowanie i ta zmiana nastąpiła u mnie, choć dalej jeszcze zmniejszam zawartość swojej garderoby i tak sporo już poszło! i nawet podobne kolory uwielbiamy, jednak u mnie nadal są też jakieś bardziej kolorowe printy, itp.
    ja też teraz zwracam znacznie większą uwagę na etykę kupując ubrania, a jakość zawsze była dla mnie ważna, tego raczej nauczyła mnie Mama, że lepiej czasem zapłacić więcej i mieć na lata 🙂
    przy okazji, dzięki za linki do stron, na 100% się przydadzą 🙂
    ściskam i czekam na więcej! :*

    • Ja kiedyś też lubiłam printy, ale zupełnie ich nie nosiłam po kilku latach zmian w garderobie i postanowiłam się ich pozbyć. Pan tu nie stał był moim ulubieńcem 🙂

      Z chęcią będę się dzielić linkami zaufanych i sprawdzonych firm 🙂
      Buziaki Dariuszka 🙂

  • Przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Też byłam zakupoholiczka w kwestii ubrań i kupowałam duzo i tanio. Po urodzeniu dziecka patrzę na składy i kolory, fasony. Kupuje mniej ale mam w swojej garderobie jedwabne bluzki, swetry 100% wełny.

  • Ja z kolei nigdy nie byłam zakupowym łowcą, ale mimo to moja szafa nigdy nie spełaniała swojej funkcji w 100%. Odkryłam to jakieś 2-2,5 roku temu (brawo!), a i to dzięki mądrym dziewczynom z polskiej blogosfery. Nie wyrzucam, a rozdaję po rodzinie i znajomych. I też ciągle szukam „siebie” w szafie. Widzę co mi przeszkadza, a co pomaga w komponowaniu sensownych zestawów i w miarę czasu będę to doprecyzowywać. Piekne te COSowe rzeczy, ach piękne!!!

    • Brawo brawo! To wcale nie jest takie łatwe w erze konsumpcjonizmu! Cudownie, że obdarowujesz innych. Ja również tak robię. Moja siostra i mama nie narzekają 🙂

      COS ma bombowe rzeczy, ale też zdarza im się coś z cienkiej słabej jakościowo bawełny (pierwszy raz ostatnio zawiodłam się na t-shircie). Pełen zachwyt dla rzeczy Tiger of Sweden. Jednak mają sporo odzwierzęcych składników (wełna, skóra, jedwab), więc też przeglądam zawsze składy 🙂

  • Malgorzata Lasota

    Przepraszam, jeśli nieco nie na temat, albo zbyt bezpośrednio, ale… Dlaczego nie masz linków partnerskich np. w tym wpisie? Właśnie obczajam sklepy, które poleciłaś i prawdopodobnie dokonam w nich zakupów. Byłoby super, gdybyś dostała od tego kilka groszy – wtedy mogłabym mieć nadzieję, że po jakimś czasie zwróci Ci się przynajmniej za hosting. 😉 No i istnieje większa szansa, że wtedy blog przetrwa przez wieeeeele, wieeeele lat (czego Tobie i nam – czytającym – życzę). 🙂

    • Kiedyś już ktoś mi o tym wspominał. Ale nie zagłębiałam się w to. Czy tu chodzi o linki afiljacyjne? Dobrze myślę?