Food Pharmacy recenzja

Jak już wiecie z bloga, tematy związane ze zdrowym trybem życia, wpływem jedzenia na organizm są mi bardzo bliskie. Interesuję się tym kilka lat, mniej więcej od momentu pierwszej ciąży i ciągle staram się tę wiedzę pogłębiać. Kiedy pierwszy raz poszłam do naturopaty dowiedziałam się, że mam problem z prawidłowym funkcjonowaniem jelit. Wiele osób zresztą ma podobną przypadłość, ale lekarze przy diagnozach różnych dolegliwości totalnie na to nie zwracają uwagi.

„Stres, lekarstwa, spaliny i brak ruchu to czynniki, które mogą negatywnie wpłynąć na florę jelitową, jednak prawidłowe odżywiania jest najprostszą, najszybszą i najbardziej efektywną drogą do poprawienia stanu swojej flory jelitowej i zapobiegania stanowi zapalnemu.”

Ciągłe dokształcanie się w tym temacie uważam za swego rodzaju obowiązek, bo nie chodzi tu o chwalenie się, że jest się na modnej diecie, a zielone koktajle, które są aktualnie bardzo popularne to tylko chwilowa zmiana w naszym sposobie odżywiania. Chodzi o inwestycje w nasze zdrowie, jakość życia i dobre samopoczucie. Nie ma nic ważniejszego. Ja patrzę na to z jeszcze większą odpowiedzialnością, bo mam małe dzieci, które chciałabym uchronić przed błędami w sposobie odżywania, które popełniłam w przeszłości. Nie obwiniam się o to, nie miałam dostępu do takiej wiedzy jaka jest dzisiaj, w głowie mi się nie mieściły pewne sposoby odżywiania i tryby życia. Jednak skoro tyle informacji można zyskać z książek i blogów, to nierozsądnym byłoby z nich nie korzystać. Z uśmiechem na twarzy sięgnęłam po nową książkę Food Pharmacy, autorstwa szwedek Liny Neterby Aurell i Mii Clase. Podczas czytania prologu, odnalazłam w nim część siebie. One również kilka lat temu zaczęły się interesować tym, jaki wpływ na nasze samopoczucie ma jedzenie. Obydwie są mamami. Im również pewna osoba uchyliła drzwi do zupełnie nowego świata.

Co mi się spodobało?

Wielką zaletą tej książki jest sposób w jaki została napisana. Jest sporo poczucia humoru, luzu, ale również wiele interesujących faktów, ciekawych przepisów i wskazówek jak poprawić funkcjonowanie swojej flory jelitowej. Czytałam już książki na zbliżone tematy i uważam, że forma tej, bardzo przyjaźnie opisuje tematy, które dla wielu ludzi mogą być wstydliwe. No cóż, nie każdy lubi czytać i pogłębiać wiedzę o jelitach, wypróżnianiu itp.

Podoba mi się również to, że autorki nie upierają się, że ich podejście jest jedynym słusznym wyborem. Że czytając książkę musimy stać się niewolnikami zawartych w niej zaleceń. Wiedzą i mówią o tym bez ogródek, że każdy popełnia grzechy i odstępuje od „idealnej diety”. Bardzo bliskie jest mi takie podejście, bo sama staram się trzymać wszystkich zasad wpojonych przez naturopatów i jeść „czystą michę”. Kiedyś czułam się bardzo źle jak „zboczyłam z drogi” i zjadłam pizzę na wyjeździe albo kawałek ciasta. Teraz wiem, że takie stresowanie się działa jeszcze gorzej na mój organizm niż małe odstępstwo od idealnej diety. O tym samym piszą autorki już na samym początku książki.

Poza tym książka jest bardzo estetyczna, pięknie wydana i okraszona ładnymi zdjęciami. Po każdym rozdziale jest krótkie podsumowanie i wskazówki, jak wprowadzać zmiany w swoim trybie życia, aby poprawić funkcjonowanie flory jelitowej. To lubię!

„1. Gdzieś we wszechświecie istnieje idealny talerz doskonały (świat idei).

2. Wiemy, że nie każdy posiłek przez resztę naszego życia będzie odzwierciedlał talerz doskonały (co jest całkiem w porządku, ponieważ znajdujemy się w świecie materialnym).

3. Dążymy jednak do ideału i staramy się, jak tylko możemy.”

O cukrze…

Cieszę się, że usystematyzowałam wiedzę o cukrze i indeksie glikemicznym. Byłam przerażona jak Matylda przez moją nieostrożność zjadła pół pudełeczka słodkich pianek, które kupiłam do zrobienia zdjęć. Widok swojego dziecka, które nakręcone jak króliczek Duracell’a, nie umie sobie poradzić samo ze sobą i biega z kąta w kąt było dla mnie ciężkim widokiem. Jej zachowanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze robię nie kupując słodyczy (poza gorzką czekoladą).

Autorki piszą o cukrowym detoksie, który powinien trwać cztery tygodnie i że już po kilku dniach odczuwa się się zmniejszenie ochoty na słodkości. Sprawdziłam sama na sobie i potwierdzam, że smak się zmienia i to diametralnie. U mnie wystarczyły dwa tygodnie. Kiedy już wiele miesięcy temu wyeliminowałam cukier z diety, każda słodka bułka okazywała się za słodka, każdej kawy smakowej z sieciówki nie dało się wypić.

„Według szwedzkiego instytutu Livesmedelsverket maksymalnie 10 procent kalorii spożywanych przez dzieci może pochodzić z produktów z dodanym cukrem. Wiele dzieci przekracza tę liczbę już przy śniadaniu”

Czy dowiedziałam się czegoś nowego?

  • Na pewno zaskoczyła mnie część o zielonych bananach. Byłam przekonana, że najzdrowsze i najbardziej wartościowe są te dojrzałe, żółte. Według profesora Stiga, dzięki któremu Lina i Mia zmieniły swój sposób odżywiania, podczas dojrzewania owocu błonnik roślinny zamienia się w niezdrowy cukier. Jedzenie zielonych bananów wg niego o wiele bardziej wartościowe dla flory jelitowej. Bardzo mnie to zaciekawiło i chcę jeszcze zgłębić ten temat, bo bananów jem sporo, szczególnie na śniadanie.
  • Zaciekawił mnie również fakt dotyczący odstawiania ziemniaków do ostygnięcia przed jedzeniem. Autorki dokładnie tłumaczą proces zamiany skrobi opornej w cukier podczas gotowania. Wyjaśniają również, że po przygotowaniu roślin okopowych, wystarczy odstawić je do wystygnięcia i wówczas odzyskają swoje wcześniejsze właściwości. Warzywa już raz przestudzone można podgrzewać właściwie bez ryzyka ponownej przemiany błonnika w cukier. Tę wiedzę również chcę zgłębić, bo to dla mnie zupełna nowość.
  • Dowiedziałam się o próbie topinamburu. Nie znałam tej metody, próbowałam jedynie na sobie test z buraka. O co chodzi? Mianowicie chodzi o właściwości topinamburu. Jest on bogaty w ciężkostrawny błonnik. Więc jeśli możesz go zjeść bez dolegliwości jelitowych, możesz być pewien, że Twoja flora jelitowa działa prawidłowo.
  • Postanowiłam również, że spróbuję dodawać kawałki pestki awokado do smoothie. Autorki piszą, że mieści się w nich bardzo dużo przeciwutleniaczy, pożywnych olei oraz dużo błonnika nierozpuszczalnego w wodzie. Czemu nie pomyślałam o tym wcześniej?
  • Bardzo ciekawy był dla mnie rozdział o wysokich temperaturach podczas przygotowania posiłków. Jeszcze przede mną wypróbowanie przepisu na chrupkie pieczywo wypiekane w temperaturze 70 stopni. Nabrałam jeszcze większej ochoty na kuchnię RAW, zabieram się do tego od kilu miesięcy jak pies do jeża, więc czuję się dodatkowo zmotywowana.

Przykazania flory jelitowej według Food Pharmacy

  • Skup się raczej na tym, co powinieneś jeść, niż na tym co masz wykluczyć.
  • Jedz bardzo dużo surowych, różnokolorowych warzyw.
  • Mięso jedz oszczędnie.
  • Objadaj się zielonymi liśćmi.
  • Codziennie pij zielone smoothie
  • Jeśli jadasz ryby, wybieraj te niehodowlane.
  • Jedz powoli, gryź dokładnie.
  • Wyklucz przetworzone jedzenie.
  • Wybieraj produkty ekologiczne.
  • Podwajaj wartości odżywcze przez hodowanie kiełków i kiszenie.
  • Zmniejsz temperaturę o kilka stopni.
  • Tłuszcz wybieraj z namaszczeniem,
  • Podkręć jedzenie ziołami i przyprawami.
  • Naucz swoją rodzinę spędzać czas wolny bez słodyczy.
  • Poluj na składniki odżywcze i zapomnij o napchanym brzuchu.
  • Pozwól organizmowi zregenerować się od czasu do czasu przez okresowy post.
  • Gdy tylko jesteś zestresowany, weź głęboki oddech i spróbuj skupić się na tym, co w życiu pozytywne.
  • Często się ruszaj.
  • Niech jedzenie będzie twoim podstawowym źródłem składników odżywczych, ale wspomagaj się witaminą D, kwasami tłuszczowymi omega-3 i synbiotykami.
  • Ciesz się życiem i nie bądź dla siebie zbyt surowy. To najważniejsze.

Warto kupić?

Dla osób niezaznajomionych z tematem–koniecznie. W książce znajdziecie dużo wiedzy i faktów przedstawionych w przystępny sposób. Język nie jest skomplikowany i przez to, że Food Pharmacy jest napisane z humorem, szybko się pochłania tę lekturę. Dla osób, które już od jakiegoś czasu interesują się zdrowym odżywianiem i tematem jelit, może być sporo oczywistych oczywistości. Ja jednak dowiedziałam się czegoś nowego i zrobiłam sobie podsumowanie dotychczasowej wiedzy na ten temat, więc zdecydowanie było warto.

Post powstał przy współpracy z Wydawnictwem Otwarte. Cytowane fragmenty przekładu autorstwa Justyny Högström.

 

Veganama Opublikowane przez: