Dieta dr Dąbrowskiej #5 tydzień

29 dzień

Wstaję lewą nogą. No nic mi nie pasuje. Mam jakiegoś doła i najchętniej zostałabym pod kołdrą. Dziś mam spotkanie i zdjęcia, a na mojej twarzy wysyp i bardzo mocno łuszcząca się skóra. Nie wiem o co chodzi. Peeling robię regularnie, kremuję się ultra nawilżającym kremem i nic nie pomaga. Czytam na grupie, że kilka osób ma podobnie, szczególnie ta sucha skóra to częsty objaw, więc liczę, że minie. Na drogach ciężkie warunki, ulice nieodśnieżone i już niemalże pod miejscem w którym jestem umówiona mam pierwszą w życiu stłuczkę. Nie z mojej winy wprawdzie, ale emocje są. Spóźniam się na spotkanie, ale uspokaja mnie rumianek, który zabrałam ze sobą w termosie. W wielu kawiarniach nie ma dostępnych herbat, które mogę pić, więc jestem zawsze przygotowana.

30 dzień

Dziś czuję się znacznie lepiej. Siadam do pracy z cykorią i świeżo przygotowaną sałatką. Czeka mnie sporo dłubania na komputerze, więc w między czasie robię ćwiczenia rozciągające. Wieczorem zakupy w Lidlu. Kupuję głównie świeże warzywa, sporo ekologicznych. Dwie dynie, ogórki kiszone, marchew, sałaty, buraki, jabłka, wszystko co dozwolone na diecie dr D. Powinno starczyć do końca tygodnia. Wynoszę trzy bardzo ciężkie siatki, a nie płacę dużo. To kolejna zaleta postu! Wracając odbieram przesyłkę z punktu pocztowego. To mój nowy aparat! Cieszę się jak dziecko! Mój stary sprzęt od wielu miesięcy wariował i czułam, że to czas na zmiany.

31 dzień

Mam silne postanowienie iść na narty. Cały czas pada śnieg, więc nie wiem jak z warunkami na trasach. Decyduję się, żeby ruszyć tyłek i wsiadam w auto. Mąż ostrzega mnie, że na drogach niebezpiecznie, o czym przekonuje się 5 minut później lądując w mega zaspie i zakopując się na amen. Arek ratuje mnie z łopatą, ale ja nie zmieniam moich planów i po prostu podpinam narty i jadę przed siebie. Drogi nieodśnieżone, więc można jeździć na biegówkach po ulicach w naszej leśnej okolicy. Dziś eksperymentuję w kuchni z nowymi burgerami buraczanymi. Serwuje je sałatą rzymską, roszponką i pomidorami. Smakują wybornie, ale się rozpadają. Muszę jeszcze nad nimi popracować. Na wieczór zaplanowałam krem z brokuła i oczyszczanie jelit. Niezły duet hehe

32 dzień

Dziś zaczynam dzień od pracy przy biurku. Chrupię dwie marchewki i popijam cykorię. Coś mnie zaczyna brać. Czyżby jakiś wirus z przedszkola się przyplątał? Matylda ostatnio pokasływała. Nie zwlekając robię napar imbirowy z cytryną i i wypijam szklankę wody z witaminą C. Dziś przyjeżdża moja siostra i muszę być w formie! Na obiad zjadam zupę jarzynową i wybieram się na miasto. Muszę oddać aparat do serwisu i załatwić parę spraw. Ubrana jak buka, w kaloszach z ocieplaczami, kurtce zapiętej pod szyję, obowiązana szalikiem toczę się jak kuleczka. Niewiele później odbieram siostrę z dworca i kierujemy się do leśnego domku. Ależ mi zimno! Myślę tylko o ciepłej herbacie i moim ukochanym kocu. Arek wita nas przygotowanym drewnem w kominku! Najlepiej! Kolejna porcja zupy na kolację, napar imbirowy i jest mi zdecydowanie lepiej.

33 dzień

Nadal delikatnie czuję łamanie w kościach, ale nie ma czasu na chorowanie. Dziś z siostrą jedziemy do studia w szkole, robić zdjęcia do mojego projektu. Może nam zejść kilka godzin, więc pakujemy torbę z jedzeniem. Dla mnie jabłko, zupa w słoiku do podgrzania i czystek w termosie. Ponieważ aktualnie trwają ferie, szkoła nie jest w pełni ogrzewana i w naszym studiu zimnica. Nie zdejmuję czapki i cieszę się, że ubrałam ulubiony ciepły golf. Po sesji robimy szybkie zakupy w pobliskich delikatesach eko. Zabrakło mi szamponu i odżywki do włosów. Tym razem wybrałam coś nowego od Urtekram. Podobno produkty mają dobrze zadziałać na mój skalp. Zobaczymy. Zaglądam na inne działy i zaczynam tęsknić za niektórymi produktami. Słodki ziemniak i kasza jaglana. Aż czuję te smaki w ustach. Ale wytrzymam, już niemalże koniec postu.

34 dzień

Moja siostra z Arkiem wieczorem raczyli się nalewką z pigwy, a ja rumiankiem. Jakoś nie brakuje mi strasznie alkoholu. Odzwyczaiłam się od wieczornego winka. Ale czytałam na grupie, że ludzie po poście mają niezłe sytuacje z trunkami. Niektórzy bardzo źle reagują. Tak samo z pewnymi potrawami lub ich składnikami. Ciekawa jestem jak u mnie będzie wyglądało wychodzenie z postu. Już zaczynam snuć plany na pierwsze potrawy. Po głowie ciągle chodzi mi kasza jaglana. Może z suszonymi pomidorami i pietruszką? Albo frytki z batata z sosem czosnkowym. Muszę to jakoś dobrze zaplanować. Dziś na obiad pieczona dynia z surowymi warzywami. Na kolację zupa kalafiorowa. Wieczorem dostaję okres. Zupełnie zero bóli w podbrzuszu. Trochę mnie to zaskakuje, bo zazwyczaj mam więcej objawów przed. Fakt cera nie była idealna, ale jednak zawsze coś więcej mi doskwierało. Zobaczymy jak będzie jutro.

35 dzień

Wczesna pobudka i zero bóli menstruacyjnych, które zawsze były pierwszego i drugiego dnia. Czyżby to zasługa postu? Siostra dziś wyjeżdża, a mnie dopada zmęczenie. Takie zmęczenie materiału, mojej własnej osoby, mojej kreatywności. Jak wiecie jestem ostatnio na najwyższych obrotach. Staram się pogodzić rodzinę, szkołę, wszystkie zobowiązania, media społecznościowe i swoje prywatne plany. Wiem, że to sporo, ale z niczego nie mogę zrezygnować i czuję się przytłoczona. Postanawiam wyjść do lasu na biegówki. Pogoda jest idealna, ścieżka ładnie rozjeżdżona, więc warunki idealne. Daje sobie wycisk, aż czuję kropelki potu na brzuchu. Wracam do domu z przewietrzoną głową i odpoczywam. Czystek dwie marchewki i chwilka z książką. Już miałam kończyć posta, ale zaraz zaraz. Ważenie i mierzenie. Trochę się zmieniło. Na wadze od początku postu -8 kg, w obwodach najbardziej spadło w talii i brzuchu (po 7 cm).

Veganama Opublikowane przez: