Dieta dr. Dąbrowskiej #4 tydzień

Kolejny tydzień za mną. Ciągle dowiaduję się czegoś nowego o poście, widzę jak moje ciało się leczy i zmienia. Tempo w szkole jest intensywne, ale moje siły witalne pozwalają mi na działanie i nie opuszczam zajęć. Jeszcze tylko dwa tygodnie do końca!

22 dzień

Tydzień zaczynam od sesji zdjęciowej w pięknym miejscu. Jak zwykle pakuję termos z herbatą i chipsy jabłkowe i jadę w teren. W kawiarni pięknie pachnie kawą, ale nie cierpię już tak mocno jak na początku kiedy czułam ten ulubiony aromat. Zasiedziałam się jak zwykle po zdjęciach i w niesamowitych korkach w godzinach szczytu jadę po dziewczyny do przedszkola. Akurat dziś, kiedy muszę być wcześniej, na drodze wypadki i jakieś dziwne sytuacje. No nic, po powrocie gorąca kawa z cykorii i leczo warzywne. Wracam do pionu i siadam do pracy nad zdjęciami.

23 dzień

Dziś śni mi się, że nie mam zęba z przodu. Nie lubię tego snu, jednak to nie pierwszy raz. Zawsze śni mi się to, kiedy ma nadejść jakiś przełom w moim życiu. Wydaje mi się, że wiem dlaczego. Poprzedniego dnia myślałam dużo o swojej dalszej drodze zawodowej i fotograficznym sprzęcie jakiego używam. Z jednym i drugim postanawiam w końcu zadziałać. Tak naprawdę to samo z siebie wychodzi, tak lubię najbardziej.

Co do mojego zdrowia, to martwią mnie rozdwajające i łamiące się paznokcie. Czytam, że na diecie dr D., można brać witaminę D. Postanawiam zatem sobie jakoś pomóc (słońca u nas na lekarstwo). Dużo osób piszę, że po poście uzupełniają niedobory. Jednak jakoś mnie to nie przekonuje. Muszę zgłębić ten temat. Dziś kładę się wcześniej, dużo pracowałam po szkole i nie mam już siły racjonalnie myśleć. Budzik nastawiam na 5:00. Rano będę mieć więcej energii.

24 dzień

Wstaję wcześnie rano, kiedy wszyscy śpią, biorę prysznic i siadam do pisania. Dziś czeka mnie rozmowa na skypie z nauczycielką od historii fotografii. Robię sobie kawę z cykorii i działam. Coś dziś jestem rozdrażniona i troszkę pobolewa mnie głowa. Niestety cera ciągle nie wygląda ostatnio najlepiej. Pojawiły się krostki na policzkach i takie bolące grudki. Czekam, aż to minie, ale nie lubię takiego stanu. Czytałam, że to może być związane z przewodem pokarmowym, żołądkiem, z którym miałam nie lada problemy w młodości. Mam nadzieję, że mój organizm szybko da sobie z tym radę. Poza tym pobolewa mnie prawe kolano, to to które przeżyło kilka kontuzji związanych z bieganiem. Cieszę się, że i tu będzie lepiej po poście. Dziś kładę się spać bardzo wcześnie, czuję zmęczenie wieczorem, więc nie odmawiam sobie dłuższego snu. A może i wcale nie takiego długiego. Jutro znów pobudka o 5:00.

25 dzień

Wstaję znów bardzo wcześnie, żeby popracować. Zjadam sałatkę z roszponką (ostatnio to mój sałatkowy ulubieniec), wypijam kawę z cykorii i czuję się nasycona. Po szkole idę na siłownię. Piję dużo wody i ćwiczę z umiarkowanym obciążeniem. Po skończonym treningu jestem głodna jak wilk, ale czuję się bardzo dobrze. W domu zjadam zupę jarzynową i wypijam rumianek. Oczywiście jak zwykle czeka na mnie codzienna dawka świeżego soku warzywnego przygotowanego przez Arka. Tylko on dotyka wyciskarki do soków, bo ja mam lewe ręce do takich sprzętów. Nie pamiętam, żebym tak regularnie i dużo piła. Jednak odczuwam, że skóra szczególnie nóg i rąk jest sucha. Wiem, że jest zima, grzejniki itp, jednak staram się jak najbardziej nawilżać skórę.

 

26 dzień

Dziś ważny dzień w szkole. Jak zwykle zabieram ze sobą termos z herbatą ziołową i lunch zrobiony przez Arka. Dziś szef kuchni serwuje leczo z dyni. Pochłaniam je w tempie ekspresowym w przerwie między zajęciami. Zaczynam pracę nad książką podjadając chipsy jabłkowe. Jednak na grupie dowiedziałam się, że jem za duże ilości jabłek. Postaram się to zmniejszyć. Jak zwykle robię pomiary. Na wadzę od początku postu zeszło -6.5 kg. Za to w obwodach łącznie mniej o 23 cm. Najbardziej w talii (-7cm) i brzuchu (-6cm). To tu zawsze przybieram najłatwiej. Ubrania lepiej na mnie leżą, mam wrażenie, że na twarzy też wyglądam promienniej. Jakby mniej opuchnięta. Tylko się cieszyć! Jedyny minus to spadek pupy, jednak pracuję na tą partią mocniej na siłowni.

27 dzień

Dziś daje sobie odrobinę luzu. Miniony tydzień w szkole był bardzo pracowity. Może nie fizycznie, ale psychicznie. Książka, oddanie projektu modowego, zdjęcia w trakcie. Ale uff uff, czas na oddech. Zjadam miseczkę bigosu na śniadanie (hehe niezły początek) i ruszam z Lilą do ukochanego second handu. Kupuję świetne vintage jeansy od Calvina Kleina i czajniczek na herbatę. Ostatnio sporo rzeczy nam się zbiło, ale nie martwię się, bo nie do końca je lubiłam. Teraz będę wolno inwestować w to co naprawdę mi się podoba. Później krótki wypad do Goodstore (który wielbię), bo muszę wymienić podkład. Kupiłam za jasny. Lila dostaje małą paczuszkę wege chrupków i wracamy. Wieczorem trochę pracy, trochę uaktualniania planów. Znów czuję zimno, to wieczorna tradycja. Nie rozstaje się z super ciepłym płaszczykiem od Risk Made in Warsaw. Uwielbiam!

28 dzień

Wstałam lewą nogą. Znów dopada mnie stres związany ze zbliżającymi się terminami w szkole i własnymi planami. Postanawiam przedpołudnie i chwilę po przeznaczyć na chwilę relaksu. Robię chipsy jabłkowe z cynamonem, bo ostatnio strasznie dużo pieniędzy wydaje na gotowe. Wychodzą pyszne i chrupiące! Zjadam ostatki bigosu przygotowanego przez Arka i idę z biegówkami do lasu! Jak cudnie! Brakowało mi ruchu na powietrzu, a przez to, że jestem ostatnio zawalona obowiązkami, nie miałam na to czasu. Warunki są znacznie lepsze niż rok temu, więc mam w planach to wykorzystać i wyskoczyć jeszcze pare razy na trasę koło domu, która ma niesamowite widoki. Jestem bardzo szczęśliwa, że będąc na poście mam siłę na aktywność fizyczną. Poza pierwszym tygodniem, kiedy nie byłam w stanie normalnie funkcjonować jestem całkiem aktywna.

Veganama Opublikowane przez: