Dieta dr Dąbrowskiej #3 tydzień

15 dzień

W szkole zaczęły się warsztaty modowe, jest lekka nerwówka, bo nie ma wystarczającej liczby ubrań dla wszystkich. Jednak tworzymy małą grupę i dzielimy się obowiązkami i ogaraniamy stylizacje. Umawiamy się na zdjęcia u nas, więc wieczorem po odebraniu dziewczyn jadę do sklepu po zakupy na obiad dla gości i coś dla siebie. Już nie działa na mnie zapach słodkich cynamonowych bułeczek, które wybieram dla znajomych ze szkoły. Nagle stały się obojętne i nie kuszą jak na początku. Znów rozmawiam z Arekim o tym jak zmieniam się w trakcie diety dr D. Zauważa kolejne pozytywne strony, a ja niemalże skaczę z radości, że tak spontanicznie zdecydowałam się na ten post. Pracuje do bardzo późna, bo chcę jak najszybciej oddać zdjęcia i filmy z targów. Zazwyczaj takie przesiadywanie po nocach kończyło się nocym podjadaniem. Na szczęście jakoś sobie radzę ze złymi przyzwyczajeniami i popijam cały wieczór rumianek. Z uczuciem lekkości kładę się spać.

16 dzień

Od rana zamieszanie, bo w leśnym domku sesja. Warsztaty modowe trwają, więc trzeba się streszczać ze zdjęciami. Część robimy analogowo, część cyfrowo, więc przed nami dużo pracy. Z przygotowanym przez Arka dzień wcześniej leczo jest mi lżej. Dla gości mamy osobny obiad, dla siebie dyniowe leczo i sałatę z pomidorami. Do tego świeżo przygotowany sok marchwiowo jabłkowy z imbirem, jabłko i zupełnie nie czuje się głodna. Mam bardzo dużo energii, czuję takie pozytywne przypływy dobrych myśli. Nie wiem jak to określić, ale mam takie poczucie, że wszystko dobrze się ułoży. Kiedyś podobnie czułam się na początku przejścia na weganizm i przy odstawieniu glutenu. Nadal jest mi zimno, szczególnie wieczorem kiedy kładę się spać.

17 dzień

Drugi dzień warsztatów, znów wczesna pobudka i 1,5 h jazda z termosem na kolanach do parku. Robimy zdjęcia. Niestety nie zjadłam zbyt wiele na śniadanie, więc koło 12:00 czuję spadek mocy. Dopiero koło drugiej coś przekąszam, wypijam dużą butelkę soku marchwiowego i odzyskuje siły. Do późna siedzę przy zdjęciach i jest mi wyjątkowo zimno. Czytam na grupie wsparcia, że sporo osób ma tak samo, więc uspokajam się, że to przejściowy stan. Poza tym zdecydowałam się na post zimą, więc nie ma co się dziwić.

18 dzień

Kolejny dzień warsztatowy, od rana siedzę i kończę zdjęcia, które mamy oddać. Tak dużo się dzieje, że zupełnie nie myślę o poście dr  D. Jednak, wiem, że już do pewnych rzeczy nie wrócę po zakończeniu diety. Słabej jakości kawa, no way. Już wiem, że później to będzie jeszcze większy rytuał niż był do tej pory. Uczę się też picia większej ilości wody. Polubiłam ją szczególnie podgrzaną. Nawet samą. Kiedy wracałam do domu i chciałam się rozgrzać, poprosiłam w kiosku herbatę, ale nie było żadnej, którą mogłam wypić. Wzięłam więc torebkę zielonej dla Arka, a sama piłam podczas drogi ciepłą wodę. Nie sądziłam, że sprawi mi to przyjemność, ale zadanie zostało spełnione. Pragnienie znikło, a ja się rozgrzałam. Usłyszałam też miłe słowa od koleżanki w szkole, ale byłam na początku trochę zaskoczona. Powiedziała, że moje oczy są bardziej „szczęśliwe” i białka mniej żółte. Nie ma to jak wzrok fotografa!

19 dzień

Pobudka o 6:00 rano, jakoś ciężko mi się wstaje. Za długo wczoraj siedziałam przy zdjęciach, więc nie pospałam za długo. Jednak czeka mnie cudowny dzień z Martą Moosiątko, więc zwlekam się z łóżka. Zjadam rozgrzewającą brokułową zupę, żeby zaspokoić głód na dłużej i z termosem z ciepłą herbatą jadę na spotkanie. Spędzamy pół dnia nad wodą, robimy zdjęcia, pływamy promami. O dziwo nie jest mi tak zimo, jak przypuszczałam, a pozuję bez kurtki. Dobrze, że mam herbatę! Ostatnio termos i ciepłe golfy z &Other Stories to moi najlepsi przyjaciele. W trakcie dnia jem jeszcze suszone jabłka, a po powrocie drugą porcję zupy i leczo przygotowane przez Arka. Jestem pełna! I zasiadam do zdjęć z herbatą z czystka. Dziś mnie tak wywiało w ciągu dnia, a wieczorem zupełnie nie odczuwam zimna, jak zwykle. Dziwne? Nie wiem, ale cieszę się tym stanem.

20 dzień

Dzisiejszy dzień spędzam głównie przy komputerze. Jednak wcześniej wizyta w lumpeksie i upolowane vintage 501 Levisa. Lepiej się czuję ostatnio w spodniach z wysokim stanem, bo mój brzuch jest bardziej płaski i jakoś lepiej leżą. Arek po południu robi obłędną zupę jarzynową z kalafiorem, więc mam zapas na dwa dni. Wieczorem mierzenie. Czy coś się zmieniło? Obwody pozostały takie same, jednak waga poszła trochę w dół. Od początku zeszło – 6kg. Kilka osób widząc moje zdjęcia w internetach mówi, że widzą duże zmiany, szczególnie na twarzy. Ja tego tak mocno nie dostrzegam. Może dlatego, że cera mi się pogorszyła w ciągu ostatnich kilku dni i nie ekscytuje się tak mocno. Chyba nikt nie lubi mieć nagłego wysypu na twarzy. Jednak tak jak z plecami traktuje to jako kolejny przystanek w samoleczeniu organizmu i mam nadzieję, że szybko przejdzie.

21 dzień

Yesss! Trzy tygodnie na poście dr D. Ten tydzień zleciał w mgnieniu oka! Niedzielę zaczęłam od frytek z dyni na śniadanie i pojechałam na sesję, która jeszcze wiążę się z warsztatami modowymi. Mimo, że trochę czasu spędziłam z modelką na zewnątrz, nie odczuwałam specjalnie zimna. Wzięłam ze sobą dwa termosy. Z herbatą Yogi i z kawą z cykorii. Do tego chipsy jabłkowe i dałam radę do ciepłego obiadu w domu. Zupa nieźle mnie rozgrzała, więc usiadłam trochę do komputera. Jednak po tym intensywnym tygodniu czułam, że musze trochę wrzucić na luz, odpocząć. Ubrana w strój do biegania z długim rękawem i ciepłymi skarpetami przynoszę kołdrę do salonu i włączamy z Arkiem film. Znów mi zimo, jak zwykle wieczorem, może w końcu się przyzwyczaję?

 

Veganama Opublikowane przez: