Dieta dr. Dąbrowskiej #2 tydzień

Kolejny tydzień post tu za mną. Mimo natłoku zadań poradziłam sobie z zimnem, przemieszczaniem się z ciężkim sprzętem i aktywnością w szkole. W weekend byłam mistrzem produktywności, a Arek dał popis w kuchni i wymyślił dla mnie nowe danie na poście dr. Dąbrowskiej. Zobaczcie jak to było w drugim tygodniu.

8 dzień

Pierwszy dzień w szkole po osłabieniu organizmu/przeziębieniu. Na szczęście tylko pół dnia, więc mam nadzieję, że lekko wejdę w nowy tydzień z dietą dr. D. Z ciepłą wodą z imbirem i cytryną w butelce kroczyłam przez snieżne ścieżki do szkoły. Okazuje się, że w szkole jest awaria kaloryferów. Brrr, dobrze, że ubrałam ciepły sweter. Zakrywam się szalikiem na zajęciach i jakoś daję radę. Już na przerwach nie latam po kawę, w sumie to ta szkolna nigdy mi specjalnie nie smakowała, więc może to i lepiej. Po wykładzie jem zupę pomidorową, którą przygotowałam sobie wcześniej i lecę załatwiać sprawy na mieście. Czy to nie dziwne, że wszędzie widzę kawiarnie? Rany w Sztokholmie jest taki ogrom kawiarni, czemu tego wcześniej nie zauważyłam? A może to tylko moje kawowe tęsknoty dają znać? Wieczorem zajdam się ekspresowo przygotowanymi chipsami z jarmużu. Dawno ich nie robiłam, kiedyś nie przepadałam, a teraz wiem, że będą gościć conajmniej kilka razy w tygodniu w moim menu. Szczególnie jako dodatek do zup.

9 dzień

Dziś od rana w biegu, bo pracuję na targach mebli i oświetlenia. Nie wiem ile czasu będę na miejscu, więc zaopatruje się w suszone jabłka, dużą butelkę soku z marchwi i jadę. Na miejscu tysiące pokus, ciągle ktoś proponuje mi kawę, kanapki, lunch, soki itp itp. Grzecznie odmawiam, ale zapach kawy przypomina mi o moich małych rytuałach z kubkiem małej czarnej w dłoniach. Po targach biegnę do szkoły na drugi blok zajęć i cieszę się, że założyłam pod spodnie rajstopy, a pod oversizowy golf bluzkę z długim rękawem. Jest mi bardzo zimno odkąd jestem na diecie dr. D. Arek śmieje się, że w sypialni jest sauna, a ja i tak śpię pod kołdrą i grubym kocem.

10 dzień

Drugi dzień pracy na targach, ale wcześniej zdjęcia produktowe. I tu znów pokusy. A może kawę? Zamawiamy lunch, co dla Ciebie? Odmawiam, ale znów nęci mnie zapach świeżo zaparzonej kawy. I znów suszone jabłka, taki mój fast- food na diecie dr. D. Z targów czeka mnie długa droga do domu kilkoma środkami lokomocji, pociąg się spóźnia, a ja trzęsę się jak osika, mimo założenia na siebie wszystkich możliwych cebulkowych warstw. W domu Arek ratuje mnie ciepłym leczo i mogę siadać do składania filmiku z targów. To był dobry dzień, bardzo dużo zrobiłam, energii mi nie brakowało, głowa nie bolała. Aż sama jestem zaskoczona jak dobrze funkcjonuje z tak ograniczoną kalorycznością posiłków.

11 dzień

Dziś w szkole jabłka, sok marchwiowy i herbata rumiankowa. Nie miałam żadnych problemów poza tym, że było mi zimno. Na szczęście w szkole mieliśmy w sali grzejnik i jako tako można było wysiedzieć. Weszło mi także w nawyk szczotkowanie ciała i balsamowanie rano i wieczorem, czego wiecznie zapominałam wcześniej przy codziennej pielęgnacji. Nagle wykończyłam zalegające na półkach balsamy. Od razu lżej i można zacząć kolejne, czekające w kolejce. Czy post sprawia, że chce mi się bardziej dbać o siebie? Jeżeli tak, to widzę kolejną jego zaletę. Na kolację piekę sobie brukselkę. Ale pyszności!

12 dzień

Ostatnio bardzo dużo działo się w trakcie tygodnia, więc nie miałam zbyt dużo czasu, żeby przygotować sobie posiłki. Mam trochę wyrzuty sumienia i brakuje mi ciepłych dań. Za dużo suszonych jabłek matka! Weź się lepiej za zrobienie sobie dużego garnka leczo i zup na kilka dni i będzie po sprawie. Bardzo smakowała mi zupa kalafiorowo- brokułowa i pomidorówka, więc planuję przez weekend lepiej przygotować do nadchodzącego tygodnia w szkole. Czekają nas warsztaty modowe, więc pewnie będzie zamieszanie i lepiej mieć opcje jedzeniową pod kontrolą. Po szkole wchodzę do moich ulubionych eko delikatesów w poszukiwaniu czegoś do jedzenia, bo nie jadę na obiad do domu, tylko idę w odwiedziny. Znajduję chipsy pomidorowe i paprykowe (niestety dość drogie), wybieram składniki na sałatkę i idę do kasy. Kupiłam też kiszoną marchewkę i u Marty, która odwiedzam, przygotowuje coś na szybko. Zaczynam zabierać ze sobą wszędzie herbatę z rumianku. To ostatnio mój ulubiony napój po czystku.

13 dzień

Od rana się krzątam, a Arek częstuje mnie nowym daniem. Oczywiście zgodnie z zaleceniami postu dr.D. To gulasz z dyni. Rany jakie to dobre! Jestem uratowana! Jak takie jedzenie będę mogła sobie zabierać do szkoły to przetrwam najzimniejsze i najdłuższe dni. Po napełnieniu brzuchów jedziemy wszyscy do szkoły. Muszę działać z przygotowaniami do książki, a Arek jest moim modelem. Bez dzieci ani rusz. Zaopatrzeni w przekąski dla dziewczyn, termos herbaty z rumianka i resztkę chipsów z papryki zaczynamy zdjęcia.Czas w szkole się przedłuża (jak zwykle),a mnie dopada głód. Jak dobrze, że mam jabłko! Po powrocie do domu czekają mnie nowości! Kupiliśmy wyciskarkę do soków. W końcu nie będę musiała wydawać pieniędzy na kosztowe gotowce. Arek robi sok z marchwi, jabłka i imbiru. Delicje!

 

14 dzień

Rany to już dwa tygodnie! To moje minimum jakie sobie założyłam. Nie sądziłam, że to tak szybko zleci. Cieszę się, bo zaczęłam zauważać pozytywne zmiany. Skóra na brzuchu jest bardzo przyjemna w dotyku. Nie wiem, czy to zasługa diety, większej ilości picia wody, codziennego szczotkowania na sucho i balsamowania, a może wszystkiego na raz. W każdym razie cieszę się. Arek zauważył, że moja cera wygląda promiennie, bardziej „zdrowo”. Ja za to zauważyłam poprawę nawilżenia włosów. Są przyjemniejsze w dotyku. Fakt, zaczęłam częściej olejować włosy. Kondycja moich włosów, paznokci i cery była słaba przez te stresy i nieregularny sen. Mam nadzieję, że post mi pomoże wrócić do pionu. Jeżeli chodzi o utratę wagi, to wiele się nie zmieniło. Aktualnie jestem na -5 kg. Nie sądzę, żeby w moim przypadku spadek wagi był znaczący, bo nie jestem otyłą osobą. Wszystko co przybieram idzie w brzuch i talie i tu najwięcej zeszło do tej pory. W talii -5cm i w brzuchu -5cm. No i jak zwykle biust poszedł w dół. Zawszę jak tracę wagę to z biustu schodzi szybko. -3cm to przy moim średniej wielkości biuście trochę widać, ale mi to nie przeszkadza, bo jestem fanką niewielkich piersi.

Veganama Opublikowane przez:
  • brawo! dałaś radę, wiedziałam, że jakoś to przeleci a Ty się nie poddasz 🙂
    pewnie dajnie też widzieć potem te plusy diety, i oby tak dalej!
    a przepisami koniecznie się podziel, taki dyniowy gulasz to kusi już na samą myśl 🙂
    ściskam!

    • Może to przez to, że tak dużo teraz się dzieję jakoś mi łatwiej. Nie myślę po prostu o tym, że mam jakieś ograniczenia non stop 🙂 Dziś kończę 16 dzień i czuję się super, także mam nadzieję, że kolejny wpis będzie w równie pozytywnym tonie 🙂

  • Obserwuję i kibicuję 🙂 Powodzenia w kolejnych tygodniach!

  • Kamila Kwapisz

    Jak czytam te wpisy to wstępuje we mnie optymizm, że i ja dam radę! 🙂 Chcę zacząć tuż po zakończeniu roku szkolnego czyli w ostatnim tygodniu czerwca! Wtedy też warzywa i owoce będą łatwo dostępne. Powodzenia!!!

    • Na pewno dasz! Ja nie wierzyłam do końca, że ja dam radę po pierwszych dniach. Ale jak już przetrwa się ten najcięższy czas to idzie z górki 🙂 Trzymam za Ciebie kciuki!!!