Czy to co robię ma sens?

W przeciągu ostatnich kilku miesięcy przeszłam dwa dość mocne kryzysy twórcze. Byłam już bliska zawieszenia konta na instagramie, usunięcia fanpage mytych.photography na facebooku, zastanawiałam się nad sensem robienia zdjęć. „Teraz wszyscy są fotografami” mówili mi, po co Ci aparat, zobacz jakie dobre zdjęcia robią telefony komórkowe. Teraz kiedy zrozumiałam co chcę robić w życiu, kiedy znalazłam pasję, dzięki której czuję się szczęśliwsza, różne komentarze i sytuacje były dla mnie jak uderzenie obuchem w czoło.

Ci, którzy z Was mają konta na instagramie i facebooku widzą, że od kilku miesięcy zasięgi spadły na łeb na szyję. Algorytmy, płatne reklamy, kursy jak zwiększyć liczbę serduszek i nowych obserwujących. Jakoś mnie to wszystko przytłoczyło. Zmartwiło. Nie chcę wyjść na jakąś żądną żerbrolajków osobę, ale wiecie, jak nagle widzicie, że Wasze konto przestaje obserwować kilkadziesiąt osób w ciągu jednego dnia, a ilość polubień Waszego zdjęcia jest równa liczbom, kiedy zakładaliście swoje konto, to zaczynacie się zastanawiać. A może Wasze zdjęcia są słabe, za mało „instagramowe” za mało kwiatów, selfie, kotów, flatlayów. No i nadchodzi kryzys. „NA CO TO KOMU? PO CO TO?” A no właśnie…

No i nachodzi kawalkada myśli. Po co ja właściwie robię zdjęcia? Czy wyznacznikiem jakości w dzisiejszych czasach jest naprawdę ilość serduszek i podniesionych kciuków? Czy ja chcę robić zdjęcia takie jakie podobają się komuś, społeczności facebookowej, ludziom z instagrama, znajomym ? Czy zależy mi na uniwersalności i na tym aby lubili mnie wszyscy? Mam być na bieżąco i nadążać za trendami? Wiadomo, że miło jest jak jesteś doceniana, jak dostajesz pozytywny feedback, ale czy to nie zaszło za daleko? Czemu swoją wartość oceniam przez pryzmat innych?

Takie myśli nie dają mi spokoju, wchodzą na tematy bloga, nieregularności pisania (bo życie), nie bycia ciągle online (choć i tak wydaje mi się, że jestem dużo i często). Przepraszanie, tłumaczenie się. Dość. Dochodzi do mnie, że staję się niewolnikiem tego wszystkiego, a nie taki był zamysł prowadzenia bloga, a przede wszystkim pasji, która jest dla mnie szalenie ważna. Nie chcę stracić miłości do czegoś co tak naprawdę w perspektywie całego mojego ponad trzydziestoletniego życia jest czymś nowym. Wrzucam więc na luz. Kieruję swoje myśli na inne tory. Nie mogę i nie będę wszędzie, nie będę mieć do siebie pretensji, że nie napisałam nowego posta, bo chciałam spędzić czas przytulając dzieci w hamaku. Być może nie dla mnie bycie etatowym blogerem lub instagramowiczem. Ale lubię swoje życie i chcę być w nim obecna.

Lubię też robić zdjęcia. Ba! kocham wręcz. Teraz trochę śmieję się, że po tym jak ktoś mnie skrytykował, chciałam wszystko rzucić w kąt. Pewnie stanie się to jeszcze nie raz, przecież nie każdemu muszą podobać się moje twory. No i właśnie, bo jakiejś bezsennej nocy spędzonej w łóżku z komputerem na kolanach, dochodzę do punktu zwrotnego. Będę robić swoje choćby nie wiem co. Będę pisać, będę tworzyć, będę robić zdjęcia. Dużo zdjęć. I będą one totalnie moje, mimo braku czyjejś akceptacji. Czasem sięgające głęboko mojego wnętrza, czasem pokazujące moją codzienność. Nie będę nic kasować, zamykać, ani zamrażać. Wszystko będzie jak jest, bo głęboko WIERZĘ, ŻE TO CO ROBIĘ MA SENS. Za miesiąc idę do szkoły. Będzie to zupełnie inny poziom nauki, bo świadomy, z ogromną rządzą wiedzy. I WIERZĘ, ŻE TO WŁAŚNIE MA SENS.

I Ty nie załamuj się kiedy przyjdą Ci chwile zwątpienia. Nawet najwięksi pasjonaci mają słabsze momenty i kryzysy. Jeżeli dasz sobie chwilę oddechu, przemyślisz i z podniesioną głową pójdziesz dalej, to staniesz się silniejszy. I nie martw się serduszkami i lajkami. Dawaj je sobie wewnętrznie codziennie <3

Veganama Opublikowane przez:
  • Pięknie!

  • Moje zdanie znasz. Wszystko to tylko numerki, większość to tylko ludzie, którzy dziś są, za chwilę zapomną, pójdą z innym nurtem. Jednak wśród nich pozostaną ci, co chcą być przy Tobie, którzy Ci kibicują i czekają na kolejne nowe. To co robisz nie musi podobać się każdemu, ważne żeby odzwierciedlało Ciebie. To Twoja pasja, Twoje zaangażowanie, Twoja praca. Wystrzeliłaś jak z procy, w szalonym tempie osiągasz coraz piękniejsze efekty. I o to w tym wszystkim chodzi. A najważniejsze, tak jak piszesz, żeby nie zapominać o swojej codzienności i otaczającym pięknie, bo łatwo to zgubić w pogoni za tymi numerkami.

    • justti | www.hungryformore.pl

      Nie wiem czy byłabym w stanie napisać to lepiej! Podpisuję się pod Twoimi słowa dwiema rękami, by Cię nie parafrazować. Do przodu dziewczyny, kto ma być to będzie, a my róbmy to, co nam sprawia radość i spełnienie! <3

    • Znam, znam i przyczyniłaś się do mojej zmiany nastawienia, wiesz dobrze :*
      No właśnie doszło do mnie, że ja wręcz nie chcę aby się podobało każdemu i wiem, że tak nie będzie. Więc to chyba był przełom, który nastąpił całkiem niedawno (samo przyszło we śnie hehe). Martuś cenie każde Twoje opinie na temat moich zdjęć (te negatywne również), więc uwierz mi z łezką w oku czytam Twój komentarz <3

      Czasem mam chwile, że się wyłączam z sieci. Muszę dla higieny psychicznej.

  • Cześć, jestem z Tobą w tej nierównej walce. 🙂 Uściski!

  • Przelewasz na klawiaturę to, co i mi ostatnimi czasy chodzi po głowie. Pęd za seduszkami i kciukiami także mnie zaczął uwierać. Szczerze? Szkoda mi życia na to ściganie się. Wolę poświęcić się chwilowo moim dwóm babolkom. Może tracę na tym jako blogerka, ale czas tak zasuwa, że marnowanie go to grzech. Albo mój czas jeszcze nie nadszedł 😉

    I po raz kolejny rozpływam się nad wspaniałością zdjęć. Nie porzucaj pasji, bo tworzysz naprawdę cudowne zdjęcia!

    Klem og kyss 😉

    • Dobrze napisane. Może jeszcze nie nadszedł? To Ty wybierasz swoje priorytety. Ja to doskonale rozumiem, bo też jestem mamą dwójki, która jest teraz najważniejsza 🙂

      Dziękuje Kochana <3 Nie zostawiam, nie mam mowy. Kryzys poszedł sobie na długi spacer!

      Puss & Kram

  • Z ust mi to wyjęłaś… Tak właśnie jest 🙂 Ja myślę, że nawet trzeba znaleźć się w tym momencie, który opisałaś, żeby zobaczyć czym jest czysta kreatywność. To ten stan, gdy tworzymy dla tworzenia, a nie dla serduszek. Te serduszka brzmią tak konsumpcyjnie, ale można to przecież sparafrazować: „nie dla innych” – i tutaj już więcej osób się zawaha. Bo mówi się (moim zdaniem nieprawdziwie), że każdy twórca potrzebuje odbiorcy. A myślę, że to są dwie różne potrzeby – potrzeba tworzenia i potrzeba odbiorcy. Faktycznie, czasem ta pierwsza wyrasta z drugiej. Ale czasem… istnieje zupełnie niezależnie. I nawet jeśli na krótkie chwile łączy się z drugą potrzebą, to tylko momenty, w których człowiek zapomina, po co tak naprawdę tworzy. Piszę „tworzy”… ale to wielkie słowo to tak samo robienie zdjęć czy programowanie, jak i gotowanie albo ubieranie choinki. Ciekawe, ale kiedy jesteśmy tu i teraz, nie ma jeszcze odbiorcy. Odbiorca to przyszłość. A kreatywność jest tylko teraz 🙂

    • Chyba pamiętam wpis z Twojego bloga na ten temat. O dochodzeniu do tego czego się chcę i co Ci sprawia radość w fotografii. Ja powoli do tego dochodzę, ale czuje, że tak czy inaczej długa droga przede mną. Mam nadzieję, że szkoła mi trochę w tym pomoże.

      Wiesz co, u mnie w głowie są takie kadry, które po prostu zrobię. Bez względu na to, czy spodobają się komuś, czy nie. Nie muszę ich nawet publikować. To takie twory, które nie dają mi spać i mam nadzieję, że wkrótce je zrealizuje <3

      • Myślę, że cała trudność pojawia się wtedy, gdy to, co kochamy zamieniamy w pracę. 🙂 To oczywiście stan idealny, ALE wcale nie jest łatwo zachować tę chęć tworzenia w takich warunkach na długo. I trzeba sobie przypominać. I wyłączać przyszłość w trakcie tworzenia (np. zdjęć) – te myśli o ambicji, oczekiwaniach i opiniach. Dla mnie trudne, ale jestem zdecydowanie dalej niż rok temu, a co za tym idzie jestem zdrowsza psychicznie niż rok temu. 😉

        Ale bardzo mnie ciekawi dlaczego postanowiłaś postawić na szkołę. Mi w miejscu pełnym ocen byłoby trudno znaleźć to, czego chcę i co rzeczywiście sprawia mi radość, bo pewnie sugerowałabym się innymi. Napisz proszę jak do tego podchodzisz, jeśli znajdziesz chwilę.

  • Uważam, że to wszystko zależy od Ciebie i Twojego nastawienia. To co, że spadły Ci zasięgi? Ci, którzy lubią to, co robisz i doceniają włożoną w to pracę, będą nadal przy Tobie. Mnie też czasami nachodzą takie wątpliwości. Ostatnio czytałam, że jedna z blogerek ma 100 nowych lajków na FB dziennie. DZIENNIE! Matko…Jak ja mam 3 to jest święto. Na początku zmartwiłam się nieco, bo co ja mogę w tym blogoświecie, taki robaczek. Ale z drugiej strony, mam u siebie ludzi, którzy odwiedzają mnie regularnie, komentują, udzielają się i czuję się jakbym ich znała osobiście i to dla nich piszę i wstawiam rzeczy na FB, a nie dla tych, co skomentują raz, bo mają nadzieję, że ja też u nich zostawię komentarz. Rób, to co robisz i nie przejmuj się statystykami 🙂

    • Jest dokładnie tak jak piszesz, najważniejsza jest jakość, a nie ilość 🙂 100 nowych lajków na FB? WOW! Nadejdą dla nas kiedyś takie czasy? 😀

      Powiem Ci, że dla mnie taki kontakt z czytelnikami jest szalenie ważny, z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam 😛 A te lajki za lajki, nie lubię…

      Dziękuje za słowa wsparcia <3

  • No i nic dodać, nic ująć 🙂 przechodziłam przed to kilkukrotnie od momentu jak syn mój kochany pojawił się na świecie. I doszłam DOKŁADNIE do tych samych wniosków. To pasja, chcę to robić ale nie będę się dla tego zapiłowywać, nie spać po nocach itp. Mam teraz na to mniej czasu, a zwykle wcale a mimo to czasem siadam i piszę bo mi tego brakuje. Wiem że kto ma czekać, ten poczeka ❤

    • Cieszę się, że nie jestem sama z tymi przemyśleniami 🙂 U mnie dojdą jeszcze za chwilkę studia, więc z regularnością może być ciężko, ale tak jak piszesz to ma być szczere, posty mają wynikać z chęci pisania i pasji, a nie podtrzymywania na siłę ciągłości pisania. Cieszę się, że mam mądrych i wyrozumiałych czytelników, którzy rozumieją- że życie 😛

      • Oj ja to wiem aż za dobrze, więc jak mogłabym nie rozumieć 🙂 ale super że inni też są wyrozumiali. Jest na co czekać! :*

  • Z tymi zdjęciami to mam to samo. 🙂 Sama czasami zadaję sobie pytanie, czy ta fotografia to dobry kierunek, jeśli tylu jest już właścicieli lustrzanek!
    Z drugiej strony – kiedyś nie było internetów, serduszek, lajków i natychmiastowej gratyfikacji i jakoś ludzie robili całe życie to, co kochają. A Tobie już mówiłam, że Twoje zdjęcia rozwijają się fantastycznie i jeśli jakimś cudem przestaniesz je robić, to osobiście przylecę do Szwecji i włożę z powrotem aparat w Twoje ręce! 😀

    • Lustrzanek i telefonów, które mają nas wyprzeć 😀

      Świetnie napisane <3 Kiedyś nie chwaliłaś się, że idziesz na trening, na wycieczkę, czy do restauracji. Teraz świat wygląda zupełnie inaczej i my się do niego dostosowujemy. Może właśnie to kwestia tego odpowiedniego nastawienia, do którego trzeba dojrzeć. Ja na pewno musiałam…

      Dziękuje Aniu, bardzo miło mi to czytać. A co przylotu to zapraszam serdecznie niezależnie od motywacji 😀

      • Może wystarczy robić jakieś internetowe detoksy? Sama nie wiem. Może to być całkiem spoko myśl.
        A za zaproszenie dziękuję! 🙂 :*

  • dobrze napisane kochana, skądś to znam… ile razy ja to już miałam takie kryzysu, a bloguje od kilku lat. i co?! i nie poddałam się tym gorszym myślą, jestem dalej, a dzięki temu się rozwinęłam i wiem, że może być jeszcze lepiej 🙂 ostatnio sama nie bloguje zbyt często, bo podróże, czas, i inne sprawy, które czasem są po prostu ważniejsze. staram się też robić przerwy od social media, bo pochłonęło mnie to zbyt bardzo, a nie chcę by moje życie było od tego uzależnione,ten czas mogę poświęcić na wiele innych rzeczy i inspirować się tym co wokoło, a nie tylko na ekranie laptopa czy telefonu. za każdym razem kiedy mam gorszy czas nagle ktoś piszę, że wypróbował przepis, albo, że zdjęcia genialne czy też Mama dzwoni i mówi jak bardzo jest dumna widząc jak rozwija się moja pasja, a to motywuje mnie jeszcze bardziej by działać dalej i się nie poddawać, bo robię to nie tylko po to by dzielić się tym co kocham z innymi, ale przede wszystkim dla siebie, bo właśnie kocham to robić i sprawia, że jestem szczęśliwa! więc po co przestawać, skoro to MA SENS! 🙂

    • Oj Daria! Ja w Ciebie bardzo mocno wierzę! Wcześnie zaczęłaś, więc jesteś od nas wszystkich duuuużo do przodu. A że masz studia, podróże, to zrozumiałe. Jeszcze przyjdzie czas na nowe przepisy, pisanie książek itp. Jesteś autentyczna, Twoje przepisy są wyśmienite, więc życzę Ci samych wspaniałości w przyszłości <3 A słowa od czytelników, rodziny i przyjaciół działają mega motywująco, więc tego się trzymajmy!

  • Marta, ostatnio, a nawet od dłuższego czasu, mam w sobie podobną mieszankę uczuć, doznać, spostrzeżeń, przemyśleń.

    Do blogowania i robienia zdjęć wracam po każdym kryzysie, bo mimo że często mnie to przytłacza, czuję ogromną radość i spełnienie, kiedy działam kreatywnie. Ostatnio nawet o tym pisałam, chcę działać w sieci, ale nie mam zamiaru przeżyć życia na Facebooku i Instagramie. Ja nawet nie jestem tego typu osobą. Lubię inspirować, dzielić się swoją codziennością czy przemyśleniami, ale nie wiem, czy potrafię zrobić ze swojej codzienności biznes. Gdzie szukać tej granicy? Wciąż dojrzewam do pewnych spraw i wiem, że przeszłam już ogromną metamorfozę przez rok blogowania i obecności w social mediach.

    A co do Ciebie kobieto, nie przestawaj. Nie szukaj poklasku, a po prostu rób swoje. Ja nieustannie zachwycam się Twoimi zdjęciami, a nie każdy od razu zaczyna od perfekcji. Zresztą… czym jest perfekcja? Zasady są po to, by je łamać. W fotografii, oprócz podstaw, najważniejsze są emocje, które Ty potrafisz wydobyć z każdej osoby. <3

    Ściskam!

    • Kochana podeślij linka do wpisu, chętnie przeczytam o ile jeszcze tego nie zrobiłam 🙂

      Co do perfekcji… myślę, że do niej dnie dążę. Bardziej zależy mi na swoim stylu, określeniu swojej drogi, która nie do końca musi się wszystkim podobać, tak jak np. moje tatuaże 😛

      Ciesze się, że piszesz o tych emocjach <3 Na tym mi właśnie najbardziej zależy na zdjęciach ! Dziękuje za komentarz Klaudia 🙂

      • O tym pisałam akurat na Instagramie, ale mam w szkicu tekst o… presji, która wciąż depcze mi po piętach! 😉

        A Twoje tatuaże akurat są boskie i zresztą, tak jak napisałaś, ważne, że Ty się z nimi utożsamiasz i są w Twoim stylu.

        Buźka! <3

  • Moim zdaniem wyznacznikiem popularnosc nie sa lajki – mozna je kupic, nigdy nie wiadomo, czy za serduszkiem stoi prawdziwa osoba, ktora wzruszyla sie Twoim zdjeciem, czy jakis „klikacz”, ktory odbebnia wlasnie swoja prace. Znalazlam Twojego bloga przez przypadek i juz zostalam, bo wazna jestes dla mnie Ty jako osoba – inspirujaca i interesujaca. Twoje zdjecia uwielbiam, ale gdyby ich zabraklo to przychodzilabym dla tekstu i tego, co opisujesz. Ja tez czasami wrzucam zdjecia, albo pisze artykuly, ktore nie zdobeda poklasku, ale robie to dla siebie i chce w ten sposob wyrazic swoja osobe. Ciesze sie, ze nie jestem jedyna, ktora przechodzi takie kryzysy 🙂

    • Dokładnie jest tak jak piszesz! Niestety czasem zdarza mi się o tym zapomnieć :/

      Bardzo Ci dziękuje za ten pokrzepiający komentarz. Jest mi bardzo miło <3
      Myślę, że każdy twórca ma takie kryzysy i jest to normalne. I tylko od nas samych zależy, czy to przetrwamy i nie będziemy się przejmować kciukami w górę i serduszkami, czy załamiemy ręce. Ja wybrałam to pierwsze 🙂

  • Tak trzymać:)

  • Bardzo Cię lubię, Veganmamo 🙂

  • Trzymam kciuki za dalsze zdjęcia i za pisanie:) Piękne fotografie, cieszę się, że tu do Ciebie trafiłam, bo bardzo mi się podoba. Kryzysy są rozwojowe, może takie chwile zwątpienia dadzą Ci siłę, aby to wszystko co chcesz robić jeszcze lepiej?
    Pozdrawiam, Paulina 🙂

    • Bardzo dziękuje Paulina 🙂
      Myślę, że tak właśnie będzie. Nie mogę być wiecznie na 100%. Czasem przychodzą chwile zwątpienia i zmęczenia, ale właśnie dzięki przetrwaniu takich momentów staje się jeszcze silniejsza i coraz bardziej wiem, czego chcę 🙂

  • Ja uwielbiam Twoje zdjecia i Twojego instagrama. Twoje prace sa przemyslane, z pomyslem, staranne i inne niz caly ten instagramowy trend! nie przestawaj :)))

  • Karolina Szymańska

    Też ostatnio o tym często myślę, pisząc bloga, wrzucając zdjęcia na IG. Widzę, jakie zdjęcia się klikają, a jakie teksty (przemyślane, wysmarowane po nocach, kosztem snu i odpoczynku :), się nie klikają tak, jak mogłyby się klikać. Ale tak sobie myślę właśnie, że jeśli głęboko czujemy, że coś ma sens, sprawia nam to frajdę, warto za tym iść. Bo TO właśnie w nas zostanie, TO właśnie tworzy nas samych, a nie kolejne serduszka czy lajki na FB.

    • No właśnie dlatego robię wszystko tak jak dotychczas i nic nie zmieniam. Czasem mam przestoje, czasem piszę bardzo osobiste wpisy. Najważniejsza jest dla mnie autentyczność i aby wpisy i kontakt z czytelnikami sprawiał mi przyjemność. To jest podstawą <3

  • amen!

  • Marta myślę, że to dopada każdego kto coś tworzy i wrzuca to w sieć. Nie wszyscy jednak mają odwagę się przyznać. Ja miałam taki moment kiedy musiałam przestać patrzeć na kogokolwiek i cokolwiek, aby działać dalej. Musiałam ignorować co mi świat podkładał, podsyłał, czym mamił. Kilka miesięcy detoksu i robienia tylko „swojego” jakoś mnie ustawiło do pionu. Widzę jednak, że ustawiać się muszę nieustannie. Twoje zdjęcia są absolutnie piękne i klimatyczne. Nie każdy lubi koty 🙂 Ja na przykład wcale nie 🙂

    • Tak to prawda, wciąż kreowany wizerunek idealności zapędzający ludzi w kompleksy.

      Widzisz, mi też chyba przydałby się taki detoks. Tak, żeby oczyścić głowę od ciągle bombardujących mnie obrazów. Żeby pozostać sobą i nie poddawać się panującym trendom. Czasem głowa mimochodem zapamiętuje i chce później coś podobnego tworzyć.

      Bardzo dziękuje za komentarz i miłe słowa 🙂