Czy na pewno jesteś weganką?

To kolejny post, którego nie planowałam i jest pisany z potrzeby serca i podzielenia się z Wami moimi spostrzeżeniami i najgłębszymi myślami. Liczę, że mnie zrozumiecie i zachęcę Was do dyskusji na temat, który poruszę za chwilę. Założyłam tego bloga między innymi dlatego, że chciałam podzielić się z Wami tym, jak dobre i pełne pasji może być życie na diecie roślinnej. Od tego się zaczęło. Pisałam o tym w poście o mojej drodze do weganizmu. Zaczęło się od eliminacji mięsa, później nabiału. Wszystko działo się na przestrzeni wielu miesięcy. W tym czasie moje podejście do sposobu odżywania samej siebie i swojej rodziny ewaluowało. Zauważyłam jak odchodzą w zapomnienie pewne problemy zdrowotne i pojawia się lepsze samopoczucie. Dołączają do tego względy etyczne. Widok ciepiącego zwierzęcia jest dla mnie nie do wytrzymania i obrazy z filmów poruszających temat hodowli przemysłowych długo zostają w głowie. Później zaczynam zwracać uwagę na produkty z życia codziennego. Patrzę na składy odzieży jaką noszę, kosmetyków jakich używam. Uczę się, ciągle się uczę. Mój „wegański lifestyle” nie jest wolny od wpadek. Nie doczytam, nie dopatrzę dokładnie i kupię coś z domieszką wełny albo zjem ciastko, które miało miód w swoim składzie. Nie jestem idealna, przyznaję. Nie wyrzuciłam wszystkich skórzanych butów, ani wełnianych swetrów. Jednak robię wszystko, aby do tego ideału dążyć. Czytam ile się da na temat weganizmu. Blogi, książki, artykuły w magazynach. Uczę się również od Was, często w komentarzach pod postami powstają ciekawe dyskusje dotyczące Waszych doświadczeń z dietą roślinną. Nie wszyscy jesteście weganami. Wśród moich czytelników są również osoby jedzące mięso, czy wegetarianie. Niezmiernie cieszę się, że tu ze mną jesteście, pomimo innych wartości jakie wyznajecie. Cieszy mnie również, że dyskutujecie bez agresji i wymieniacie się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi żywienia, a nie przekrzykujecie nawzajem. Dziękuje Wam!

Zmierzam do tego, że ja nikogo do weganizmu na siłę nie namawiam. Jedyne na czym mi zależy, to pokazać, jak wygląda życie na diecie roślinnej. Z jego wieloma zaletami, ale i z wadami. Z tym, że nie jest takie trudne i wymagające, jak wielu osobom się wydaje. Że produkty wegańskie znajdziecie w każdym sklepie spożywczym, na targach, wiele z nich również w internecie (w dobrych cenach). Z tym, że wegańska kuchnia jest łatwa w przygotowaniu i smaczna (mam nadzieję, że zdjęcia moich potraw Was przekonują). Piszę również o momentach, kiedy mam pewne trudności np. kiedy szukam dobrego wegańskiego zimowego płaszcza albo kiedy spotykam się z krytyką moich poglądów.

Wafleciastofigowe2

No właśnie, bo czy ja naprawdę jestem weganką? Czy wpisuję się w szablon prawdziwego weganina? Lubimy się szufladkować. Jak znajdziemy jakieś odstępstwo od normy, zaraz pojawiają się oskarżenia. No bo, jak możesz być weganinem jedząc coś co było produkowane w miejscu, gdzie również znajdują się odzwierzęce produkty? Przecież to te same taśmy produkcyjne. To samo tyczy się kosmetyków i odzieży. Przecież są firmy, które w swojej ofercie mają zarówno produkty wegańskie jak i zawierające składniki odzwierzęce. Kupując rzeczy takiej marki też nie jesteśmy w 100% wegańscy. Takich przykładów mogłabym wymienić więcej. Tyczy się to również testów na zwierzętach i półproduktów używanych przy produkcji żywności wegańskiej. Spotkałam się na forach z osobami, które nowej odzieży skórzanej/wełnianej nie kupują, ale w lumpeksach tak. Takich, których jedzą wegańskie gotowe dania, chipsy i słodkie napoje, a ja takich unikam. Czy to oznacza, że któreś z nas jest gorszym/lepszym weganinem? A może nie powinniśmy w ogóle nazywać się weganami, tylko osobami na diecie roślinnej?

Nie możemy być wszędzie, nie możemy wiedzieć wszystkiego. Mamy swoje życia, swoje obowiązki i pewne wiadomości nam umykają. Oczywiście mówię za siebie. Informacji o weganiźmie szukam codziennie. Staram się eliminować wszystko co odzwierzęce. Jednak, czy tak naprawdę w 100% się da? Nie wiem, ale robię wszystko, aby się dowiedzieć. Ciekawy wpis na ten temat zamieściła Evelina na swoim blogu Vegan Island. Zawiera w nim informacje o tym jakie produkty są testowane na zwierzętach, a o których nie pomyślelibyśmy, że są w ten sposób badane.

No i tu zbliżamy się do kwestii własnego sumienia w tym wszystkim. Jest to sprawa bardzo indywidualna. Jeden weganin będzie kupował, te wcześniej wspomniane wełniane swetry, a drugi chodził do zoo, będąc na wakacjach. Ja nie oceniam. Szanuję wybory innych ludzi i nie pouczam, że ja zrobiłabym inaczej. Dla mnie najważniejsze, jest to, że nam weganom przyświeca jeden cel. Oszczędzić cierpienia zwierzętom i nie używać produktów, które wiążą się z ich eksploatacją. Tak samo cieszę, się z wypowiedzi każdej jednej osoby, która mówi mi, że ograniczyła jedzenie mięsa, nabiału, czy zaczęła zwracać uwagę na składy kosmetyków. Nazewnictwo, szufladkowanie moim zdaniem nie ma znaczenia. Jeżeli mamy misję, wierzymy, że nasze decyzje podejmowane na co dzień coś zmienią i dobrze się z tym czujemy, to już jest wielki sukces. Czy będziemy weganinem, osobą na diecie roślinnej, czy po prostu SOBĄ(!)

sarenka

Veganama Opublikowane przez:
  • Potwierdzam, czytam bloga i jem mięso, i bardzo podoba mi się ten wpis, pomimo że dania wegańskie akceptuję w postaci dodatku do mięsa lub opcji na deser. Pozdrawiam 🙂

    • Arkadiusz, nawet nie wiesz jak duży uśmiech pojawił mi się na twarzy jak zobaczyłam ten komentarz. Byłam przekonana, że jedynie Angelika czyta bloga. Tym bardziej jestem przeszczęśliwa, że do mnie zaglądasz 🙂

  • Pięknie napisałaś 🙂 i ta sarenka na końcu ❤ ja chciałam Ci podziękować, za siebie ale na forum. Za to że jesteś, że z takim zaangażowaniem i pasją prowadzisz to miejsce że odpowiadałaś na niejedno (czasami trudne) moje pytanie. Przy jednym fragmencie postu poczułam że mówisz też o mnie i pomyślałam że to miłe że zauważasz takie małe postępy. I przede wszystkim, że szanujesz odmienność i pokazujesz to jak żyjesz jako inspirację, dając możliwość wyboru, w końcu – tak jak napisałaś – każdy ma swoje sumienie i zasady.

    I rzeczywiście to wspaniałe mieć takich czytelników, którzy potrafią kulturalnie dyskutować i być „ponad podziałami”.

    Kontynuuj to co robisz ❤

    • Wow! Madziu brak mi słów ❤ Oczywiście jak zawsze w takich momentach łezka mi się w oku kręci. Cieszę się, że tak pozytywnie odbierasz bloga. Daje z siebie wszystko, aby to miejsce było dla Was ciekawe i inspirujące. Takie słowa dają mi niezłego motywacyjnego kopniaka.

      I pamiętaj jak dużą zasługę masz w tym, że ten blog istnieje. Przecież tyle obaw miałam, tyle niepewności. Tak wiele bym straciła, tylu ludzi nie poznała. Zobacz, jak człowiek sobie sam kłody pod nogi kładzie. Zamiast przeć do przodu i nie przejmować się drobnostkami.

      • Bardzo się cieszę że miałam w tym swój udział i jestem naprawdę pod wrażeniem jak rozwinęło się to miejsce! 🙂

  • Cotakpachnie?

    super tekst, świetnie napisany i z głową!

    Ja jestem dopiero na początku drogi do weganizmu, tzn jem jeszcze nabiał, ale daje sobie czas, wszystko powoli. Fajnie, że się podzieliłas tym wszystkim 🙂

    • Dziękuję pięknie!

      Świetnie, że tak robisz. O to chodzi! Powoli, metoda małych kroczków jest najlepsza w tym wszystkim. Jak nagle sobie po wielu latach tradycyjnej diety zabronisz sobie większości tego co jadłaś całe życie, to nic dobrego z tego nie będzie. Sama wiem po sobie. Brawo, za to, że podchodzisz do tego tak racjonalnie!

  • Najlepszą odpowiedź na pytanie „czy jestem kimś-tam” znalazłam o Maorysów. Ponieważ oni są mocno „wymieszani” z Europejczykami, którzy dawno dawno temu przybyli do Nowej Zelandii, to też pojawia się pytanie: „czy jestem Maorysem?”. I jak oni sobie z tym poradzili? Jeśli czujesz się Maorysem, to jesteś Maorysem 🙂 Więc w mojej opinii – jeśli czujesz się weganką, to nią jesteś. A zdanie innych powinno Cię mało obchodzić 😉

    • Daria, pięknie dziękuję za ten komentarz. Myślę, że powinnam go sobie gdzieś zapisać na przyszłość, na chwile zwątpienia.

      Tak samo zastanawiałam się, czy mogę o sobie mówić biegaczka. Bo przecież nie biegam szybko, nie mam za sobą 10 maratonów i nie trenuje profesjonalnie. Ale przecież robię najważniejsze- biegam. I lubię to robić. Więc nad czym ja się zastanawiam.

  • Katarzyna Straube-Czyż

    Z dnia na dzien rzucilam poprzedni sposób odżywiania. Przez 10tyg bylam na diecie roślinnej. Raz zjadlam roladę i nie płakałam w poduszkę pół nocy. Poczulam ze mam ochote na ta cholerna rolade wołowa i ja zjadlam. Nastepnego dnia powrocilam do roślinności. Nie jem miesa i ryb. Zdarza mi sie jeść jajko z ogródka od wujka gdzie kurkom sie caffee latte podaje na sniadanie. W sensie ze maja sie dobrze. Czasami do naleśników uzyje polewy z miodu oleju kokosowego i kakao. I teraz wiem ze moja przemiana dopiero nastepuje. Ze to jeszcze troche potrwa zanim calkowicie zrezygnuje z np.bialka z jajek. Czy z miodu. Ale dzieki Tobie Marto poznałam wiele innych ciekawych wegańskich blogów i z kazdego czerpie cos dla siebie . Sam fakt ile mam energii od czasu kiedy codziennie jadlam mieso,szynki ..minelo 17tygodni. Jestem innym lepszym czlowiekiem. Lepszym w sensie nie od tych co jedza mieso. Lepszym soba. Lepsza Wersja mnie. Buziak. 😙

    • Kochana! Dla mnie Twoja przemiana jest niesamowita. Fakt, że obserwuje Cię niedługo. Nie wiem jak wyglądało Twoje życie wcześniej. Ale to co widzę wprawia mnie w zachwyt. Biegasz, ćwiczysz, jeździsz na desce, gotujesz wegańsko, próbujesz, nie zniechęcasz się (mimo, że nie wszyscy w Twojej rodzinie akceptują taki rodzaj odżywiania). Jestem oczarowana tym co się dzieje w Twoim życiu (również jego fotograficznej części). Rozumiem i w pełni popieram tę powolną przemianę, tak powinno być. Każdy po swojemu dochodzi do idealnego sposobu na życie, sposobu odżywiania. Życzę Ci, żeby wszystko szło po Twojej myśli Kochana! Ściskam mocno 🙂

  • Kat

    Świetny wpis ❤

  • przeczytałam do drugiego śniadania, hehe 🙂 bardzo podoba mi się temat tego wpisu, bo pokazuje po raz kolejny, że nikt nie jest idealny i wcale nie musi być i nie będzie 🙂 ale każdy jest jedyny i niepowtarzalny, po prostu wyjątkowy, a najważniejsze to być sobą i robić to co podpowiada serducho 🙂 czy jestem idealną weganką? pewnie nie, ale robię co mogę by żyć w zgodzie ze sobą, własnym sumieniem, środowiskiem, naturą 🙂 i kocham zwierzęta, nie mogę pozwolić na to by przeze mnie ktoś je tak krzywdził – wierzę, że nawet jedna osoba może wiele zmienić, a wegan jest coraz więcej co jest cudowne i oby tak dalej 🙂

    • Daria świetnie napisałaś. Każdy jest inny. A zresztą kim jest ideał? Ideał czego? Do kogo mamy się porównywać? Do Pani z telewizji, czy zbioru cech, który ma określać tą wyidealizowaną jednostkę.

      Cieszy mnie, że weganizm jest co raz bardziej popularny, chociaż spotykam się raz na jakiś czas z mocną krytyką lub powielanymi mitami na ten temat (wypadające włosy garściami, słabe kości, brak białka itp). Ale świadomość ludzi jest co raz większa i mam nadzieję, że będzie tylko lepiej <3

  • Fajnie, że napisałaś ten post. Znowu potwierdza się, że myślimy bardzo podobnie. Muszę się przyznać, że mi coraz bardziej ciąży to szufladkowanie i zabawa w nazewnictwa. Odnoszę wrażenie, że zarówno weganie jak i nie weganie zapomnieli, albo nie dowiedzieli się, co tak naprawdę oznacza słowo ‚weganizm’. Drażni mnie, że do jednego wora wrzuca się weganizm z ekologią i skrajne ortodoksyjne zachowania. Weganizm polega na tym, że nie przyczyniamy się swoimi wyborami do śmierci i cierpienia zwierząt. Każdy robi to na taką skalę na jaką ma możliwości i uważa za zgodne ze swoimi przekonaniami. Uważam, że w obecnych czasach nie da się być w 100% weganem i na dodatek za każdym razem postępować w 100% etycznie i ekologicznie. Kto myśli inaczej sądzę, że jest w dużym błędzie.
    Zamiast się szufladkować, zaglądać w cudzy talerz i wydawać nieproszone opinie lepiej jak każdy zajmie się sobą i będzie w życiu postępował tak by dla wszystkich na tej planecie było jak najlepiej. Nie tylko dla samego siebie i nie tylko dla jednego gatunku.

    • Dokładnie! Ja się zastanawiałam nad tymi definicjami już jakiś czas temu. Sama nie wiem ile jest osób na tym świecie, które są „wzorowymi” weganami. Każdy chce być świętszy od papieża, a jestem pewna, że wpadki zdarzają się najbardziej restrykcyjnym osobom. Zresztą jak mówiłam wcześniej, wszystkim nam powinien przyświecać jeden cel i tego się trzymajmy, wspierając się nawzajem 🙂

  • Bardzo dobrze wyważyłaś ten tekst. Myślę, że takie kwestie powinny pozostać do samodzielnego rozliczenia, zgodnie z własnym sumieniem. Szufladkowanie choć jednej stronie ułatwia, drugiej może wyrządzić sporo krzywdy, a to nigdy nie jest tego warte. Gdy tak czytałam, wydałaś mi się być nieco surowa dla samej siebie, ale przy tym bardzo wyrozumiała, dopuszczając możliwości popełnienia błędów, przy jednoczesnym wyciąganiu odpowiednich wniosków – to pięknie świadome podejście. Życzę Ci wytrwałości w dalszych dążeniach do życia w zgodzie ze swoimi poglądami i stylem, jaki przyjęłaś.To naprawdę inspirujące 🙂

    • Dziękuję Adrianna! Miło Cię widzieć na blogu 🙂 Jestem dość wymagająca pod wieloma względami, jeżeli chodzi o siebie samą. Chociaż z biegiem czasu, trochę luzuje w niektórych kwestiach. Jednak jeżeli chodzi o weganizm, wiem, że jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć, doświadczyć, więc daje sobie czas i jestem pod tym względem wyrozumiała. Najważniejsze, że obrałam drogę, dzięki której czuje się bardziej spełniona.

  • Przede wszystkim warto zakładać, że każdy na swoją drogę wstępuje w dobrej wierze, nawet jeśli miałby nią długo iść. Pamiętam, że w czasach kiedy jadłam dużo mięsa i ogólnie nie zastanawiałam się nad sposobem odżywiania, bywałam często dosłownie atakowana przez wegetarian i wegan, wyzywana itd. praktycznie za każdym razem kiedy przyznawałam się w internecie, że jem mięso. Teraz nawet kiedy mięso spadło z listy moich ulubionych składników, odkryłam, że niektórzy weganie po prostu lubią atakować innych i chętnie zaatakują innych wegan, chyba tylko po to żeby poczuć się samemu lepiej. Gdzieś w odmętach internetu widziałam, że nawet weganie „zdrowotni” i weganie „ideologiczni” są wobec siebie w opozycji i ci drudzy twierdzą, że ci pierwsi to nie są prawdziwi weganie i nie powinni się tak nazywać. Słowem jeszcze jeden podział tworzący możliwość toczenia wojen, a po co? Skoro myślimy o zwierzętach, pomyślmy też o ludziach:) by było nam ze sobą łatwiej wytrzymać. Dziękuję Ci za ten tekst, bo dotyka sedna sprawy:)

    • Dziękuję za ten komentarz! Bardzo mądre słowa. Przecież świadomie nie chcemy robić sobie krzywdy.

      Ja również nie rozumiem tej nagonki, więc nie biorę udziału w takich dyskusjach.Robię swoje, w zgodzie ze sobą i nie wtrącam się do stylu odżywiania innych. Jeżeli chociaż w jakiś mikro sposób mogę się przyczynić do zmian w czyimś jadłospisie, do zastanowienia się nad tym co wkładamy na talerz swój i swojej rodziny, to jestem przeszczęśliwa 🙂

  • Bardzo mi sie podoba Twoje podejscie, jest zdrowe i widac, ze Twoj wybor diety przyszedl z czasem i jest dojrzaly. Mnie najbardziej wkurza zagladanie komus do talerza, krytykowanie, szufladkowanie. Nie chce zeby mi ktos narzucal jak mam sie odzywiac, jestem dorosla, swiadoma kobieta, ktora duzo czyta o odzywianiu i sie tym interesuje.
    Ostatnio czytalam o flexi-vegans/vegetarians i bylam w ciezkim szoku jak ludzie latwo krytykowali kogos kto do swojej diety podchodzi w sposob elestyczny. Co komu do tego? Czy to, ze ktos zje od czasu do czasu jajka albo mieso czyni go gorszym weganinem albo wegetarianinem?
    Jak widzisz, wkrecilam sie ostatnio w temat 😀 Lubie czytac Ciebie i Eveline, bo macie do tego rozsadne podejscie, podkreslacie, jak wazny jest aspekt zdrowotny Waszej diety.

    • Dokładnie! Święta prawda! Czemu ktoś ma nam narzucać co jeść, kiedy jeść i jakich produktów unikać?

      Ja ostatnio nawet w księgarni trafiłam na taką książkę o flexi wegetarianach. Bo czemu by nie? Mój mąż się chyba do takich zalicza. Na co dzień weganin, ale od święta, na wyjazdach do Polski, pozwala sobie na odstępstwa. Czemu mam go krytykować? To są jego decyzje. Poza tym on nie lubi szufladkowania i nazewnictwa i w związku z tym mówi, że jest sobą 😉

  • Amen! Mnie te durne podziały albo szykanowanie osób, które nie są wege czy vegan, ale starają się do tego dążyć, doprowadzają do szewskiej pasji… W końcu wszystkich nas łączy wspólny cel – ograniczenie krzywdy zwierząt. Więc o co te boruty? O co te przepychanki? Takim podejście tylko się zniechęca innych do weganizmu czy nawet do ograniczenia produktów roślinnych…

    • Myślę, że każdy chce być świętszy od papieża, a tak się po prostu nie da. No chyba, że robi się to na pokaz. Ja tak właśnie zaczynałam od jedzenia produktów roślinnych, później doszła etyka. Chociaż wiem, że mogłabym robić więcej, daje sobie czas. Liczę, że z z biegiem czasu nabędę więcej wiedzy i będę podejmować jeszcze bardziej świadome wybory.

      • no niestety, w 100% weganinem być się nie da, już kiedyś o tym też pisałam, bo wiele rzeczy nie ma zamienników roślinnych (np. o ile się nie mylę, klej do mebli) albo nie mamy pełnych informacji o składzie danej rzeczy (czy do barwienia i klejenia ubrań nie użyto produktów odzwierzęcych)… trzeba po prostu robić, ile się da i nie przejmować się krzykaczami, bo zawsze się znajdzie coś, co ktoś może ci zarzucić… ja naiwnie wierzę, że uświadamianie ludzi w tym kierunku przyniesie jakieś skutki, że zapali im się w głowie taka żaróweczka jak na kreskówkach i powiedzą „aha, faktycznie!”, ale jak na razie to mam wrażenie, że niestety takiego oszołomstwa tylko przybywa 🙁

  • I pięknie! Bo najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem, bo to prowadzi nas do szczęścia. A to co sobie ktoś inny myśli jest sprawą drugorzędną. Żyj tak, jak podpowiada Ci serce i bądź przy tym szczęśliwa :*

    • Tak się cieszę, że zebrałam wokół bloga tak pozytywnych i otwartych ludzi!
      Ach, rozpływam się 🙂 Pięknie dziękuję za te słowa, to wiele dla mnie znaczy!
      Ściskam Kochana:*

      • Na ludzi wokół Twojego bloga ma wpływ to, jak jesteś, a jesteś piękną osobą a z takimi ludźmi sama chcę się otaczać 🙂

  • Bardzo mądry tekst poruszający wiele kwestii, które siedzą też we mnie. Całe życie byłam tak bardzo mięsożerna, że w razie głodu potrafiłabym zjeść swoją rękę. Nie wyobrażałam sobie obiadu bez kawałka mięcha, sałatka bez kurczaka nie istniała a tatar był jedzony minimum raz w tygodniu, od razu pół kilo – a co będę sobie żałować! I czułam się doskonale, miałam doskonałe wyniki badań, wszystko było ok. Ideologicznie nie zgadzałam się z tym w jaki sposób są traktowane zwierzęta przeznaczone na mięso, ale moje pragnienie zjedzenia go było silniejsze. Dopóki w lipcu 2015 nie przeszłam detoksu 10 dniowego wegańskiego właśnie. Pierwsze dni były dziwne, w szczególności, że jajka i mleko są u mnie na pierwszym miejscu. Nie wyobrażałam sobie jak mogłabym zjeść same warzywa i owoce (no i kasze), i być najedzona! Po 10 dniach tego detoksu już nie wróciłam do mięsa. Długo też nie wracałam do jajek i nabiału, ale w końcu poczułam, że tego potrzebuję. Mięso jem od tak zwanego wielkiego dzwonu – ale mówiąc szczerze nie pamiętam już nawet kiedy je zjadłam. Podziwiam wegan, że potrafią odrzucić wszystko co zwierzęce, bo ja z miodu czy jajek nie jestem w stanie zrezygnować. Ale wiem, że dzisiaj nie jestem. Może za rok, albo za dwa znów przeżyję kolejną przemianę i okaże się, że będę mogła być już tak ‚czysta’ jak pragnie tego moja głowa. Takie blogi jak Twoje utwierdzają mnie tylko mocniej w przekonaniu, że kulinarne życie wegan też może być bardzo urozmaicone i wcale nie kończy się na jedzeniu ryżu z warzywami 🙂

    • Tosiu dziękuję bardzo. Ja myślę, że jesteś na podobnym etapie co Arek, mój mąż w sensie. Chociaż on już jest krok dalej, bo jajek i nabiału nie je. Ale to musi wszystko zachodzić stopniowo. W głowie muszą zajść przemiany, aby ograniczanie pewnych pokarmów nie stało się wielkim wyrzeczeniem i karą. To ma być naturalna kolej rzeczy. Chociaż znam takich co z dnia na dzień stali się weganami, bo np. obejrzeli bardzo drastyczne filmy z uboju zwierząt itp. To kwestia indywidualna. Jednak ja uważam, że tak znaczące zmiany w swoim życiu należy robić stopniowo, wchodzić w poszczególne fazy na spokojnie. Najważniejsze, że próbujesz, szukasz swojej drogi, to już wielki sukces. Ryż z warzywami też jest spoko hehe Ale nie codziennie 😛