Czego nauczył mnie półmaraton

W zeszłym miesiącu przebiegłam swój pierwszy półmaraton. Czekałam i pracowałam na to dwa lata. Po drodze zdarzyły się kontuzje, była rehabilitacja, obklejanie stopy, intensywne rozciąganie, rolowanie, wizyty u osteopatów, terapia manualna kręgosłupa, przerwy w treningach, ale na końcu łzy radości na mecie półmaratonu.

Nie będę pisać poradnika jak przebiec dystans 21 km i 97,5 metra. Chcę podzielić się za to z Wami tym, czego nauczyły mnie przygotowania do biegu i sam półmaraton.

Wszystko jest możliwe

Kilka lat temu Arek opowiadał mi o swoim półmaratonie. Wydawało mi się to totalną abstrakcją. Nie biegałam wówczas nic a nic i tak długi dystans to było dla mnie szaleństwo. Z czasem kiedy zaprzyjaźniłam się z bieganiem i wzięłam udział w pierwszym biegu ulicznym na 5 km w Warszawie, zakiełkowała we mnie myśl, a może by tak półmaraton? To było tak czy inaczej wielkie wyzwanie, ja byłam w drugiej ciąży, ale uczucie było tak silne, że postanowiłam spróbować. Moja droga do pełnego sukcesu była kręta. Jak Wam pisałam, były kontuzje, walka z bólem, z ego, rozczarowanie. Jednak to, że przez tak długi czas nie poddałam się, pokazało mi, że wszystko jest możliwe. Zależało mi, zawzięłam się, nie widziałam innego wyjścia niż wyleczenie wszelkich kontuzji i przebiegnięcie wymarzonego dystansu. Chodziłam do tak różnych specjalistów, obejrzałam mnóstwo filmików o automasażu, radziłam się doświadczonych biegaczy, każdy sposób był dobry, aby osiągnąć cel. Przebiegnięcie półmaratonu dało mi dużo wewnętrznej siły. Mam wrażenie, że teraz mogę więcej. Nie boję się już tak bardzo sięgać po marzenia. Wręcz mam apetyt na więcej. Dajcie mi tylko trochę czasu!

Słuchaj swojego organizmu

Kiedy zaczynałam biegać nie słuchałam swojego organizmu. Mówię to z perspektywy czasu, bo wtedy wydawało mi się, że robię wszystko jak należy. Czułam się słabiej, coś mnie bolało to cisnęłam według planu. Trenowałam z aplikacją Nike i jako, że lubię mieć wszystko zaplanowane, chciałam wywiązywać się z każdego rozpisanego treningu. Teraz wiem, że nie powinnam tak zawzięcie biegać. Aktualnie, kiedy czuję się słabiej lub kiedy coś mnie pobolewa, skupiam się na rozciąganiu i ćwiczeniach wzmacniających. Oczywiście przed każdym „odpuszczeniem” treningu przeprowadzam ze sobą wewnętrzną rozmowę. Czy oby na pewno coś mnie boli, czy słabo się czuję, czy może po prostu mi się nie chce. Z tym ostatnim bywa różnie, szczególnie na wyjazdach, kiedy mam gości lub kiedy mam dużo pracy. Jednak widzę, jak wiele daje planowanie. To tylko kwestia dobrej organizacji, aby wpasować w najbardziej zajęty dzień 30 minutowy trening na powietrzu. No właśnie, skoro przy planowaniu jesteśmy…

Nie szukaj wymówek

Był taki moment w zeszłym roku po kontuzji, kiedy miałam dołek. Podłamałam się psychicznie, bo przy wielu próbach powrotu do biegania ciągle było coś nie tak. Odpuszczałam więc treningi biegowe zgodnie z zaleceniami rehabilitantów. Kiedy po dłuższym czasie chciałam wrócić, moje podejście do biegania było na tragicznym poziomie. Wszystko mi nie pasowało. Najdelikatniejszy ból, zmęczenie, nie mam czasu, nie mam z kim zostawić Lili (a wózek biegowy leży i się kurzy), mam za słabe mięśnie brzucha. Ciągle coś. Dopiero kiedy wzięłam się w garść, zobaczyłam, jak słabe było to myślenie. Wszystko siedziało w mojej głowie. Aktualnie myślę sobie o tym przyjemnym uczuciu po treningu, kiedy mózg podpowiada mi „siedź na tyłku, tu Ci dobrze i wygodnie”. Poza tym staram się ze sobą rozmawiać i pytam się sama siebie, czy na prawdę nie mam czasu na ten 30-60 minutowy trening dzisiaj/jutro? A może po prostu, źle rozplanowałam sobie czas? To jest coś z czym ciągle walczę. Mam ogromną pomoc od Arka, jednak czasem przy dwójce dzieci, bez pomocy babć i opiekunek treningi bywają wyzwaniem. Ale co nas nie zabije…

„Z mojego doświadczenia wynika, że największą motywacją, jest palące pragnienie. Żadna przeszkoda, ni zasada nie ma z nimi szans” Jane Smiley

Rozciągnie, rolowanie, rozciąganie, rolowanie…

Kiedyś nie lubiłam rozciągania i rolowania, traktowałam jak coś niepotrzebnego. Myślałam, że jak będę biegać regularnie to wystarczy. Oczywiście to był wielki błąd, bo między innymi przez to zaniedbanie dorobiłam się poważnej kontuzji rok temu. Aktualnie bardzo to lubię, czekam na tę czynność po ciężkich treningach, rozciągam się do szpagatu i lepiej się regeneruję.

Znam lepiej swoje ciało

Dzięki intensywnej pracy ze swoim organizmem, nauczyłam się wielu rzeczy o swoim ciele. O niedoskonałości swoich mięśni po dwóch operacjach. O wpływie moich kontuzji z dzieciństwa na aktualny stan zdrowia. O tym, że budowa mojego ciała pozwala mi na wiele (mam coś, co po angielsku zwie się hypermobility), ale mam również pewne ograniczenia (płaskostopie, problemy z kręgosłupem lędźwiowym). Dzięki tym wszystkim przygodom z kontuzjami, wiem teraz jak lepiej dbać o siebie. Widzę znaczną poprawę po wprowadzeniu wszelkich wskazówek od rehabilitantów i osteopatów.

Pokora, pokora, pokora

Jestem człowiekiem ASAP, już teraz, tu. Bieganie zdecydowanie nauczyło i nadal uczy mnie cierpliwości i pokory. A długie dystanse są sporym wyzwaniem dla mojej niecierpliwości. Widzę, że dzięki przygotowaniom do półmaratonu pojawiło się we mnie więcej pokory w życiu codziennym. Mniej stresują mnie sytuacje na które nie mam wpływu, a które zazwyczaj powodowały we mnie wybuchy wściekłości. Cieszę się, że dzięki bieganiu mam inne spojrzenie na upływający czas.

Jestem ciekawa jak jest w Waszym przypadku. Czy bieganie lub uprawianie innych dyscyplin sportowych wzmocniło Wasz charakter, pobudziło Was do pracy nad słabościami? Czy jesteście bardziej zdyscyplinowani w życiu codziennym? Dajcie znać jaki macie stosunek do brania udziału w wyzwaniach sportowych, zawodach. Może spotkamy się na jakimś kolejnym biegu?

Veganama Opublikowane przez:
  • Oh tak Marta, zgadzam się z każdym słowem! Szczególnie śmiechłam przy punkcie pokora, bo jak tu nie wyrwać na początku biegu? Przemyślane rozłożenie sił na dwie mile to było dla mnie osobiście największe wyzwanie. Bacznie obserwowałam Twoje przygotowania na insta ale nie wiedziałam że nasze biegi będą aż tak blisko siebie. Jestem dumna z Ciebie, z siebie i każdej osoby która podejmuje się takich wyzwań. A maratończycy w moich oczach urośli jeszcze bardziej.

    • Karolina, jakoś zupełnie mi umknęło, że już po Twoim półmaratonie!! Ogromne gratulacje 😀 Bardzo się cieszę i również jestem dumna. To spory wysiłek i wyzwanie, także szacun, że się zdecydowałaś. Ja wprawdzie teraz chwilowo skupię się na wzmocnieniu organizmu, bo takie dostałam zalecenia. Wiesz muszę zadbać o mięśnie głębokie i mam nakaz chodzenia na siłkę 😀 Ale kolejne biegi kiełkują w mojej głowie. Jakie plany u Ciebie?

      • Zdecydowałam w zeszłym roku na jesieni i głównie chodziło o wzmocnienie głowy i wiary w siebie bo potencjał był tylko nie chciał kiełkować. Zmieniłam plany treningowe na rzecz mielenia dłuższych tras i tak oto się ziściło. A co do obecnych treningów, ostatnie miesiące głównie biegałam i zaniedbałam trochę maszyny i ciężary ale już do nich wracam!

  • Avenlin Nilneva

    O bieganiu za wiele nie powiem bo mam za sobą dopiero nieśmiale przetruchtany bez przerwy pierwszy kilometr ale chciałam tylko napisać, że ten cytat Jane Smiley jest cudowny. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że nikt mnie do niczego nie zmusza i chęć robienia danych rzeczy wychodzi ode mnie, a więc w dużej mierze ode mnie zależy. Wobec tego po co szukać wymówek zamiast sięgać po marzenia? 😉

    • Kochana od tego się zaczyna. Spokojnie, jeszcze przyjdzie czas na półmaratony i maratony 🙂

      Też uważam, że ten cytat jest świetny. Jeżeli chcesz sięgnąć po świetną motywującą książkę to polecam gorąco „Obstacle is the way”. Daje porządnego kopa do działania 🙂

  • Smok

    Cieszę się, że napisałaś ten wpis. Zmotywował mnie do ruszenia dupska, bo ostatnio też się podłamałam. U mnie akurat chodzi o aktywność fizyczną w ogóle, ale jak wypadnę z rytmu to jest krucho. Dałaś mi kopa i mam nadzieję motywację długoterminową. Dziękuję!

    • Wiem jak jest z wypadaniem z rytmu, trzeba sporo silnej woli, żeby wrócić do regularnych treningów. Cieszę się, że zmotywowałam i trzymam mocno kciuki za powrót do formy. Małymi krokami na pewno dojdziesz do celu 🙂

  • justti | www.hungryformore.pl

    To się nazywa bardzo świadome podejście do sportu, ale i do swojego ciała!
    Mnie zawsze ciekawi sytuacja, gdy wracam do jakiś ćwiczeń po dłuższym czasie. Chciałoby się lepiej, więcej – przecież była forma. Teraz już wiem, ale ile razy nabawiłam się uszkodzeń mięśni (bo zakwasy to na pewno nie były!) to wiem tylko ja. Stopniowo, powoli do przodu!
    Z bieganiem u mnie ciężko, ale spodobał mi się slow jogging, więc może z niego płynnie przejdę do zwykłych biegów? A jeśli nie, to zostanę przy swoim. I też będzie dobrze! 😉

    • Dziękuje Justyna,

      no właśnie o to chodzi. Powoli do przodu.Nie od razu maraton, najpierw 5 km i stopniowe wydłużanie czasu. A co do biegania to ja również nie biegam szybko. Już wyleczyłam się z porównywania z innymi znajomymi biegaczami, sprawdzania czasów itp. Biegam w swoim tempie, dla siebie, dla przyjemności. A czy to dla kogoś wolno, szybko nie ma dla mnie znaczenia.

      Trzymam kciuki za bieganie, za ćwiczenia i życzę aby aktywność fizyczna była częścią każdego dnia 🙂

  • Ewelina

    Bieganie nauczyło mnie przede wszytkim wewnętrznego spokoju, kiedyś denerwowałam się wieloma rzeczami, na które często nie miałam wpływu, również jest świetną odskocznią od codzienności, wiele rzeczy mogę przemyśleć, przeanalizować, to czas tylko dla mnie, którym się cieszę bo czasem potrzebuję zostać sama ze sobą a czasem jest to trudne. Dla mnie to też swego rodzaju medytacja, która pozwala odzyskać spokój ducha i ładuje pozytywnie baterie ☺

    • Ooo tak!! Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Dla mnie również bieganie jest swego rodzaju medytacją. Jest to też świetny czas na różne przemyślenia. Nie raz wpadałam na świetne pomysły podczas treningu. W głowie kiełkowały tematy na nowe wpisy, sesje zdjęciowe. Samo dobro 🙂

  • Paulina H M

    Niestety ja w przeciągu pół roku miałam dwie kontuzje stóp, w tym jedną bolesna bardzo… i mam teraz jakiś lęk w sobie, że znów mogę coś naderwac, naciągnąć albo złamać. I szczerze…po prostu nie biegam, a też chciałam wziąść udział w biegu ulicznym na 5 km w Sztokholmie. Odpuściłam… ale czytając Twój mobilizujacy wpis chyba zacznę się rozciągac i postaram się dać moim stopom i mojej glowie kolejna szansę 😀
    Pozdrawiam 🌸

    • No to doskonale Cie rozumiem 🙂 Ja też bardzo bałam się wrócić do treningów po obydwu kontuzjach, ale jak tylko przełamałam strach w głowie, treningi wróciły do normy 🙂

      Paulina mocno kibicuje, żebyś wróciła do regularnego biegania. Może kiedyś zobaczymy się na starcie? 🙂 A tymczasem roller i rozciąganie i będzie dobrze 😀