Ciąża w Szwecji

Prowadzenie ciąży w Szwecji trochę różni się od tego w Polsce. Przynajmniej według mojego odczucia. Pierwszą ciążę prowadziłam w publicznym warszawskim szpitalu, tam też rodziłam i nie miałam żadnych wizyt prywatnych. Pierwszy raz umówiłam się do lekarza jak tylko dowiedziałam się o ciąży z testu ciążowego, a później zrobionego z krwi. To był 5 czy 6 tydzień. Oprócz badania ginekologicznego miałam również USG i założoną kartę ciąży.

W Szwecji wyglądało to zupełnie inaczej. Po tym jak dowiedziałam się o ciąży, zadzwoniłam do wybranej przez siebie kliniki, o której czytałam dobre opinie i zostałam zapisana na pierwszą wizytę. Nie następnego dnia, czy za tydzień. Dopiero w 13 tygodniu ciąży! Jaki to był dla mnie szok, że dopiero wtedy. Ale dowiedziałam się później, że to standard w całym kraju. Kolejną różnicą w prowadzaniu ciąży, było to, że na wizyty kontrolne chodzi się wyłącznie do położnej. Lekarza odwiedza się jedynie w sytuacjach nietypowych, jak coś się dzieje albo jak położna nie wie jak pomóc. Ja miałam taką wizytę w sprawie porodu z polską lekarką pracującą w Szwecji. To ona między innymi zdecydowała o rodzaju porodu. Później w sprawie konfliktu grup głównych krwi jaki mieliśmy z Matyldą i chcieliśmy zasięgnąć opinii, jak to może wyglądać z Lili.

Standardowe wizyty u położnej to mierzenie glukozy i hemoglobiny z kropli krwi oraz ciśnienia. Później w drugim trymestrze mini aparatem usg- tętna i bicia serca, wysokości dna miednicy i ułożenia dziecka. Kilkakrotnie miałam również badanie moczu, ale takie ekspresowe, paskowe. Jeden raz jedynie oddawałam do analizy. Tak samo z krwią, nie ma takich dokładnych jak w Polsce. Tylko na początku miałam badaną w laboratorium (grupa krwi, różyczka, zapalenie wątroby typu B, HIV, kiła), a później na moją prośbę pobrano mi do sprawdzenia morfologię, hormony, ferrytynę, witaminę B12 i kwas foliowy.

Wizyty są na początku raz w miesiącu, później co 3 tygodnie i na sam koniec co dwa tygodnie. Nie ma testu obciążenia glukozą, chyba, że badanie cukru z kropli krwi wyjdzie niepokojąco, wtedy jest zlecane. Nie dostaje się żadnych wyników na papierze (chyba, że się poprosi, wtedy są wysyłane pocztą), tak samo nie ma się papierowej karty ciąży, którą trzeba zabierać na wizyty. Wszystko jest wprowadzone do komputera i później każda instytucja medyczna ma do tego dostęp. Na każdym spotkaniu z położną dużą część zajmuje rozmowa, pytania o samopoczucie, odżywianie, uprawianie sportu itp. Na niektórych wizytach dostawałam również materiały po angielsku dotyczące prowadzenia ciąży, badań prenatalnych, świadczeń socjalnych dla matki i dziecka i innych informacji ogólnych o ciąży.

Jeżeli chodzi o USG, to standardowo w klinice do której chodziłam są 2. Jeżeli coś się dzieje niepokojącego można poprosić o dodatkowe. USG „genetyczne” z przeziernością karkową nie jest wykonywane, o ile się nie poprosi o to lub nie ma wskazań. Ja poprosiłam, gdyż miałam takie robione z Matyldą i chciałam mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Nie było z tym problemu. Po badaniu zostaliśmy poinformowani o prawdopodobieństwie chorób genetycznych i możliwości dalszej diagnostyki (amniopunkcja, test CUB i badanie łożyska). Wszystkie badanie USG były bezpłatne, bardzo dokładne, a jeżeli chciało się dostać zdjęcia, można było je wykupić w formie drukowanej, bądź były wysyłane na komórkę lub maila za 100 SEK.

IMG_2377

Wybór szpitala jest dowolny. Mi położna zaleciła najbliżej miejsca zamieszkania. Jednak my zdecydowaliśmy się na inny, trochę dalej i teraz z perspektywy czasu wiem, że to była świetna decyzja. Mniej więcej w 28 tygodniu powiedziałam położnej o swoim wyborze, a ona wysłała do szpitala „referencje”, czyli informacje o mnie i o tym jak przebiega ciąża. Po mniej więcej tygodniu dostałam listem zaproszenie do szpitala na spotkanie z lekarzem i położną (mniej więcej w 32 tygodniu ciąży). Mogłam wtedy przyjrzeć się lepiej jak wygląda szpital. W międzyczasie oczywiście mogłam tam zawsze zadzwonić lub po prostu przyjechać jak coś mnie niepokoiło.

O samym porodzie już pisałam–poród BB Sophia. Wspomnienia mam bardzo pozytywne, myślę, że jakbym miała jeszcze kiedyś rodzić, to tylko tam. Wszystkie informacje które były na stronie szpitala potwierdziły się. Żadne środki higieniczne, typu pieluszki, podkłady poporodowe, ręczniki, nie były potrzebne. Dziecko ciągle przy mamie od chwili narodzin do wyjścia ze szpitala (śpi koło mamy lub w babynest). Jeżeli są wykonywane badania to tylko w obecności rodzica (również na sali operacyjnej, Arek był cały czas przy Lili). Pokoje jednoosobowe z łóżkiem dla taty jakby chciał zostać z rodziną. Rodzeństwo również mile widziane. Wyżywienie bardzo smaczne, zarówno wegańskie jak i standardowe. Co mnie zdziwiło 2h po operacji mogłam już jeść normalnie. Byłam przygotowana na kleiki i zupy mleczne, a tu miła niespodzianka. Jeżeli chodzi o finanse, to cena za dobę mamy w szpitalu to 100 SEK (około 45 zł), za tatę 500 SEK (około 220 zł, z pełnym wyżywieniem 3 razy dziennie).

Tak rosłyśmy przez 9 miesięcy z Lili.

colage

Veganama Opublikowane przez:
  • Katarzyna von Engel

    Marta Ty to kednak powinnaś zostać dziennikarką. Rewelacja. Podziwiam Cię i to jak wszystko ze sobą łączysz :))))))) powodzenia i nie wracaj zbyt szybko do Polski :))))

    • veganama

      Dzięki Kasiu 🙂 Czasem nie jest lekko, ale pozytywne myślenie to podstawa! Na razie nie planujemy powrotu, no chyba, że na chwilę w odwiedziny 😉