Brak wiary w siebie

Brak wiary w siebie towarzyszy mi odkąd pamiętam. Zawsze wolałam się nie wychylać, nie zwracać na siebie uwagi. Miałam wrażenie, że nie robię nic wyjątkowego, a jeżeli coś mi wyszło, to i tak powątpiewałam, czy zrobiłam to dobrze. Dopiero od kilku lat zaczęłam z tym walczyć. Pracować nad niepewnością, poczuciem niskiej wartości i byciem niewystarczającą. Być może miały na to wpływ pewne wydarzenia z mojego życia, a może po prostu mój „perfekcjonizm” i wieczne porównywanie się do kogoś. „Taki już mam charakter” myślałam sobie. Jednak po tym jak z potwornej pesymistki zaczęłam patrzeć na świat bardziej przyjaźnie i zobaczyłam, że da się cieszyć z małych rzeczy tak po prostu, zabrałam się za mój potworny brak wiary w siebie.

Tak na prawdę to, że taka jestem uświadomił mi mój mąż. Wcześniej po prostu z tym żyłam, nie specjalnie się nad tym zastanawiając. Dopiero jak ktoś wyłożył mi kawę na ławę, wstrząsnęło mną jak wiele tracę i jak nic z tym nie zrobię to moje życie będzie smutne. Do tego wszystkiego na przestrzeni czasu dwóch lekarzy naturopatów, którzy bez zbędnego wywiadu od razu mi powiedzieli, że mam problem z samooceną, to już wiedziałam, że muszę działać.

Praca nad sobą w tej kwestii jest bardzo trudna, w końcu trzeba zmienić myślenie o sobie o 180 stopni.

Dla mnie najważniejsze było zdać sobie sprawę z tego, że tak jest i spróbować przeanalizować jakie są tego przyczyny. Poniżej zebrałam te, które powodowały u mnie zachwianie wiary w siebie

  • Perfekcjonizm

Odkąd pamiętam zawsze starałam się robić wszystko jak najlepiej. W szkole ładnie prowadziłam zeszyt i jak coś było nie tak wyrywałam kartki. Na siłowni zawsze zostawałam dłużej, bo przecież muszę mieć idealną figurę. Było mi przykro jak coś mi nie wyszło. Nie byłam typem rywalizującym z innymi, ale ze sobą owszem. Jak sobie coś założyłam i poniosłam porażkę, byłam w rozsypce. Perfekcjonizm mnie blokował, bo nie chciałam wychodzić do ludzi z czymś co nie jest idealne. Tak było z blogiem, tak było z fotografią, własną inicjatywą. Tak na prawdę blokada była na tyle silna, że czasem nawet nie podejmowałam głębszego myślenia o jakimś pomyśle.

  • Ale przecież tyle osób to robi

To się odnosi głównie do moich umiejętności, pasji i mocnych stron. Ciągle wydawało mi się, że dookoła wszyscy już robią to co ja. Kiedyś myślałam o założeniu własnego biznesu, ale zablokowało mnie myślenie, że przecież takich miejsc jest już pełno. To samo tyczyło się fotografii, bloga. Mocne strony nie wydawały mi się niczym wyjątkowym.

  • Porównywanie się

Moja największa zmora. I to tyczyło się wielu dziedzin. Wyglądu, pieniędzy, kariery. Kto ma lepiej, kto ma gorzej. Ten to miał łatwiej z założeniem firmy, bo miał wsparcie rodziców. A ta to ma swoje mieszkanie i nie musi spłacać kredytu. Wiem okropne.

  • Szukanie potwierdzenia u innych

Na to zwrócił uwagę mi mój mąż. Wydaje mi się, że to choroba dzisiejszych czasów. Patrzymy na lajki, miłe komentarze, serduszka i emotikony. Miałam nie raz rozmowę na ten temat z innymi fotografkami i osobami prowadzącymi własne, rozwijające się biznesy. Chcemy, aby nasza praca była doceniona, szczególnie jeżeli wkładamy w nią całe swoje serce i mnóstwo wolnego czasu.

  • Nie mam…

Nie mam kasy na kurs, nie mam studiów, nie mam bogatych rodziców, nie mam najlepszego sprzętu, o czasie już nie wspominając. Wmawianie sobie, że bez tego, czy tamtego nie damy sobie rady. W erze konsumpcjonizmu łatwo jest wpaść w pułapkę „nieposiadania”.

  • Nie wychylaj się

Z tym miałam największy problem, kiedy zakładałam bloga. Wydawało mi się, że to takie „wychodzenie przed szereg”, pamiętam jak stresowałam się kiedy zakładałam fanpage na facebooku, nie mówiąc o koncie na instagramie. Hasztagi? Po co to komu, to tylko zwracanie na siebie uwagi. Nie chwal się, nie mów o tym, że jesteś szczęśliwa, nie opowiadaj o pieniądzach. Na pewno wiele z tych blokad, to kwestia wychowania, ale nie tylko. To też kwestia chowania się przed światem, który może nas osądzić.

Co się zmieniło na przestrzeni czasu?

Zdecydowanie luźniej podchodzę do perfekcjonizmu i porównywaniem się do innych. Oczywiście nadal mi się zdarza, patrzeć na pracę doświadczonego fotografa, a później na swoją i niepotrzebnie negatywnie się nakręcać. Ale takie momenty pojawiają się już co raz rzadziej. Myślę, że nabrałam więcej pokory. Nadal nie mogę określić się osobą pewną siebie, ale nauczyłam się nad tym pracować. Dzień po dniu, znaleźć chwilę i pomyśleć, czy naprawdę jest tak źle? Czy nie jestem dla siebie zbyt surowa? Bardzo dużo dała mi świadomość, że nie jestem z tym sama. Często rozmawiam z osobami, które startują z własną działalnością, inwestują w swoją pasję, blogi. Wiele z nich zmaga się z tymi samymi obawami i niepewnościami, co ja. Dlatego tak ważne jest, aby się nawzajem wspierać i nie skąpić dobrych słów, jeżeli widzimy jak ktoś się wspaniale rozwija i tworzy coś fajnego.

Jak pracować nad brakiem wiary w siebie?

  • Nie bój się próbować nowych rzeczy i DZIAŁAJ

Przez to, że nie myślałam o sobie zbyt dobrze, nie próbowałam nowych rzeczy. Wmawiałam sobie, że coś jest nie do zrobienia. Żeby coś zmienić zaczęłam od wyzwania dotyczącego strefy komfortu, później małymi kroczkami próbowałam nowych rzeczy w zakresie swoich pasji i codziennego życia. Jak tylko umysł podpowiadał mi „i tak Ci nie wyjdzie”, starałam się myśleć o czymś innym i działać dalej. Tyczy się to naprawdę wielu dziedzin. Od wspomnianej jazdy samochodem po zatłoczonym centrum, nowych technik w fotografii, biegania w szybkim tempie lub dłuższych dystansów. Kiedy zobaczyłam, że się da, zaczęłam myśleć o sobie lepiej i stałam się bardziej wyrozumiała. Teraz widzę, że w mojej głowie pojawiają się coraz śmielsze pomysły i projekty. Takie, o których nie śmiałam myśleć kilka lat temu. Nie boję się już tak porażek. Traktuję je jak lekcje, a nie jak coś złego. Jak coś nie wyjdzie to trudno, mam jeszcze mnóstwo innych pomysłów.

  • Koncentruj się na swoich mocnych stronach

Możecie je sobie wypisać w kalendarzu, czy nosić w małym notesie. U mnie ta metoda się sprawdza. Nie ma w tym nic narcystycznego. Często skupiamy się na negatywach i zapominamy o tym jak wiele umiemy, jakie mamy silne strony. Przyznam się szczerze, że mi bardzo pomagają w tym przyjaciele i mąż. Ale warto też myśleć i przypominać sobie o tym częściej, niż tylko na spotkaniu przy kawie. To codzienna praca sprawia, że przestawiamy swój sposób myślenia na odpowiednie tory.

  • Monitoruj progres

Warto co pewien czas spojrzeć wstecz i zobaczyć jaką drogę przeszliśmy. Mi to bardzo pomaga przy powrocie do formy. Kiedy nie jestem zadowolona z aktualnych efektów, sięgam do zdjęć z przed kilku miesięcy, kiedy rozpoczęłam bardziej intensywne treningi i od razu widzę różnicę. To samo tyczy się rozwoju bloga, fotografii. Z dumą myślę o swojej drodze zawodowej. Pamiętam jak trafiłam zielona do biura podróży, nie znając systemów rezerwacyjnych, kierunków do których się lata, hoteli. Byłam przerażona ogromem wiedzy jaki muszę przyswoić. Niesamowite jak wiele nauczyłam się po kilku latach pracy i jak swobodnie czułam się podczas obsługi klienta, mając naprawdę dobre wyniki sprzedażowe.

A jak jest u Was z wiarą w siebie i swoje możliwości? Możecie nazwać się osobami pewnymi siebie? Pracujecie nad tym? Macie jakieś sprawdzone sposoby, aby pozbyć się blokującej nas niepewności?

Veganama Opublikowane przez: