Brak wiary w siebie

Brak wiary w siebie towarzyszy mi odkąd pamiętam. Zawsze wolałam się nie wychylać, nie zwracać na siebie uwagi. Miałam wrażenie, że nie robię nic wyjątkowego, a jeżeli coś mi wyszło, to i tak powątpiewałam, czy zrobiłam to dobrze. Dopiero od kilku lat zaczęłam z tym walczyć. Pracować nad niepewnością, poczuciem niskiej wartości i byciem niewystarczającą. Być może miały na to wpływ pewne wydarzenia z mojego życia, a może po prostu mój „perfekcjonizm” i wieczne porównywanie się do kogoś. „Taki już mam charakter” myślałam sobie. Jednak po tym jak z potwornej pesymistki zaczęłam patrzeć na świat bardziej przyjaźnie i zobaczyłam, że da się cieszyć z małych rzeczy tak po prostu, zabrałam się za mój potworny brak wiary w siebie.

Tak na prawdę to, że taka jestem uświadomił mi mój mąż. Wcześniej po prostu z tym żyłam, nie specjalnie się nad tym zastanawiając. Dopiero jak ktoś wyłożył mi kawę na ławę, wstrząsnęło mną jak wiele tracę i jak nic z tym nie zrobię to moje życie będzie smutne. Do tego wszystkiego na przestrzeni czasu dwóch lekarzy naturopatów, którzy bez zbędnego wywiadu od razu mi powiedzieli, że mam problem z samooceną, to już wiedziałam, że muszę działać.

Praca nad sobą w tej kwestii jest bardzo trudna, w końcu trzeba zmienić myślenie o sobie o 180 stopni.

Dla mnie najważniejsze było zdać sobie sprawę z tego, że tak jest i spróbować przeanalizować jakie są tego przyczyny. Poniżej zebrałam te, które powodowały u mnie zachwianie wiary w siebie

  • Perfekcjonizm

Odkąd pamiętam zawsze starałam się robić wszystko jak najlepiej. W szkole ładnie prowadziłam zeszyt i jak coś było nie tak wyrywałam kartki. Na siłowni zawsze zostawałam dłużej, bo przecież muszę mieć idealną figurę. Było mi przykro jak coś mi nie wyszło. Nie byłam typem rywalizującym z innymi, ale ze sobą owszem. Jak sobie coś założyłam i poniosłam porażkę, byłam w rozsypce. Perfekcjonizm mnie blokował, bo nie chciałam wychodzić do ludzi z czymś co nie jest idealne. Tak było z blogiem, tak było z fotografią, własną inicjatywą. Tak na prawdę blokada była na tyle silna, że czasem nawet nie podejmowałam głębszego myślenia o jakimś pomyśle.

  • Ale przecież tyle osób to robi

To się odnosi głównie do moich umiejętności, pasji i mocnych stron. Ciągle wydawało mi się, że dookoła wszyscy już robią to co ja. Kiedyś myślałam o założeniu własnego biznesu, ale zablokowało mnie myślenie, że przecież takich miejsc jest już pełno. To samo tyczyło się fotografii, bloga. Mocne strony nie wydawały mi się niczym wyjątkowym.

  • Porównywanie się

Moja największa zmora. I to tyczyło się wielu dziedzin. Wyglądu, pieniędzy, kariery. Kto ma lepiej, kto ma gorzej. Ten to miał łatwiej z założeniem firmy, bo miał wsparcie rodziców. A ta to ma swoje mieszkanie i nie musi spłacać kredytu. Wiem okropne.

  • Szukanie potwierdzenia u innych

Na to zwrócił uwagę mi mój mąż. Wydaje mi się, że to choroba dzisiejszych czasów. Patrzymy na lajki, miłe komentarze, serduszka i emotikony. Miałam nie raz rozmowę na ten temat z innymi fotografkami i osobami prowadzącymi własne, rozwijające się biznesy. Chcemy, aby nasza praca była doceniona, szczególnie jeżeli wkładamy w nią całe swoje serce i mnóstwo wolnego czasu.

  • Nie mam…

Nie mam kasy na kurs, nie mam studiów, nie mam bogatych rodziców, nie mam najlepszego sprzętu, o czasie już nie wspominając. Wmawianie sobie, że bez tego, czy tamtego nie damy sobie rady. W erze konsumpcjonizmu łatwo jest wpaść w pułapkę „nieposiadania”.

  • Nie wychylaj się

Z tym miałam największy problem, kiedy zakładałam bloga. Wydawało mi się, że to takie „wychodzenie przed szereg”, pamiętam jak stresowałam się kiedy zakładałam fanpage na facebooku, nie mówiąc o koncie na instagramie. Hasztagi? Po co to komu, to tylko zwracanie na siebie uwagi. Nie chwal się, nie mów o tym, że jesteś szczęśliwa, nie opowiadaj o pieniądzach. Na pewno wiele z tych blokad, to kwestia wychowania, ale nie tylko. To też kwestia chowania się przed światem, który może nas osądzić.

Co się zmieniło na przestrzeni czasu?

Zdecydowanie luźniej podchodzę do perfekcjonizmu i porównywaniem się do innych. Oczywiście nadal mi się zdarza, patrzeć na pracę doświadczonego fotografa, a później na swoją i niepotrzebnie negatywnie się nakręcać. Ale takie momenty pojawiają się już co raz rzadziej. Myślę, że nabrałam więcej pokory. Nadal nie mogę określić się osobą pewną siebie, ale nauczyłam się nad tym pracować. Dzień po dniu, znaleźć chwilę i pomyśleć, czy naprawdę jest tak źle? Czy nie jestem dla siebie zbyt surowa? Bardzo dużo dała mi świadomość, że nie jestem z tym sama. Często rozmawiam z osobami, które startują z własną działalnością, inwestują w swoją pasję, blogi. Wiele z nich zmaga się z tymi samymi obawami i niepewnościami, co ja. Dlatego tak ważne jest, aby się nawzajem wspierać i nie skąpić dobrych słów, jeżeli widzimy jak ktoś się wspaniale rozwija i tworzy coś fajnego.

Jak pracować nad brakiem wiary w siebie?

  • Nie bój się próbować nowych rzeczy i DZIAŁAJ

Przez to, że nie myślałam o sobie zbyt dobrze, nie próbowałam nowych rzeczy. Wmawiałam sobie, że coś jest nie do zrobienia. Żeby coś zmienić zaczęłam od wyzwania dotyczącego strefy komfortu, później małymi kroczkami próbowałam nowych rzeczy w zakresie swoich pasji i codziennego życia. Jak tylko umysł podpowiadał mi „i tak Ci nie wyjdzie”, starałam się myśleć o czymś innym i działać dalej. Tyczy się to naprawdę wielu dziedzin. Od wspomnianej jazdy samochodem po zatłoczonym centrum, nowych technik w fotografii, biegania w szybkim tempie lub dłuższych dystansów. Kiedy zobaczyłam, że się da, zaczęłam myśleć o sobie lepiej i stałam się bardziej wyrozumiała. Teraz widzę, że w mojej głowie pojawiają się coraz śmielsze pomysły i projekty. Takie, o których nie śmiałam myśleć kilka lat temu. Nie boję się już tak porażek. Traktuję je jak lekcje, a nie jak coś złego. Jak coś nie wyjdzie to trudno, mam jeszcze mnóstwo innych pomysłów.

  • Koncentruj się na swoich mocnych stronach

Możecie je sobie wypisać w kalendarzu, czy nosić w małym notesie. U mnie ta metoda się sprawdza. Nie ma w tym nic narcystycznego. Często skupiamy się na negatywach i zapominamy o tym jak wiele umiemy, jakie mamy silne strony. Przyznam się szczerze, że mi bardzo pomagają w tym przyjaciele i mąż. Ale warto też myśleć i przypominać sobie o tym częściej, niż tylko na spotkaniu przy kawie. To codzienna praca sprawia, że przestawiamy swój sposób myślenia na odpowiednie tory.

  • Monitoruj progres

Warto co pewien czas spojrzeć wstecz i zobaczyć jaką drogę przeszliśmy. Mi to bardzo pomaga przy powrocie do formy. Kiedy nie jestem zadowolona z aktualnych efektów, sięgam do zdjęć z przed kilku miesięcy, kiedy rozpoczęłam bardziej intensywne treningi i od razu widzę różnicę. To samo tyczy się rozwoju bloga, fotografii. Z dumą myślę o swojej drodze zawodowej. Pamiętam jak trafiłam zielona do biura podróży, nie znając systemów rezerwacyjnych, kierunków do których się lata, hoteli. Byłam przerażona ogromem wiedzy jaki muszę przyswoić. Niesamowite jak wiele nauczyłam się po kilku latach pracy i jak swobodnie czułam się podczas obsługi klienta, mając naprawdę dobre wyniki sprzedażowe.

A jak jest u Was z wiarą w siebie i swoje możliwości? Możecie nazwać się osobami pewnymi siebie? Pracujecie nad tym? Macie jakieś sprawdzone sposoby, aby pozbyć się blokującej nas niepewności?

Veganama Opublikowane przez:
  • To już się robi nudne, że znów mam ochotę napisać: to o mnie! Obserwuję Twoje wpisy o samorozwoju, często zresztą o tym rozmawiamy i małymi kroczkami wprowadzam zmiany, o których tutaj piszesz.
    To niezwykle ważne, że opowiadasz o swoich słabościach z taką otwartością. Sama widzisz jak wiele osób zmaga się z takimi samymi problemami i jak ważne jest wsparcie, a takie teksty, osób, które na pierwszy rzut oka prowadzą idealne życie jest niesamowicie wartościowe. Pisz Martuś, pracuj nad sobą, opowiadaj o tym, jestem pewna, że nie jedna z nas wyciągnie z tych przemyśleń coś dla siebie.

    • Powiem Ci, że byłam bardzo zaskoczona jak wiele osób napisało do mnie poza komentarzami, że mają podobnie. Osoby, po których w życiu bym się tego nie spodziewała. Pokazało mi to, jak spory jest to problem w dzisiejszym społeczeństwie.

      Jednak wierzę, że można zapomnieć o wydarzeniach z przeszłości, które mają wpływ na naszą samoocenę. Wierzę, że można przekształcić je na coś dobrego. Ja przynajmniej taki mam zamiar i jak na razie idzie mi całkiem dobrze. Czasem demony przypominają o sobie, ale wiem już jak je przepędzić 🙂

      Cieszę się, że moje osobiste doświadczenia mogą dobrze na kogoś wpłynąć, więc nie będę wstydzić się o nich pisać, jeżeli choć jednej osobie mogą pomóc.

  • Marta, to jest taki cholerny paradoks. Wiesz czemu? Nie raz mówiłam Mateuszowi, że jest taka Marta, która ma pięknego bloga, robi piękne zdjęcia, tyle osób ją zna, podziwia i tak bez końca. I nie chodzi o negatywne porównywanie się czy jakąś nieuzasadnianą zazdrość, ale w pewnym momencie, wpadłam w pułapkę braku wiary w siebie i poczucie gorszości, kiedy zaglądałam do Ciebie. Nie odbierz tego źle, ale chcę pokazać Ci, jak człowiek może mieć wypaczony obraz samego siebie. I czuję, jakby ten wpis był o mnie, choć też przechodzę ogromną transformację. Choć nadal łapię się na tym, że chciałabym wszystko już, teraz.
    Marta, nie będę Cię przekonywała ile cudownych rzeczy tworzysz. Człowiek musi to sam zrozumieć, ale mam nadzieję, że moje wyznanie Ci w tym pomoże. Buźka! <3

    • Klaudio Kochana,

      zaskoczyłaś mnie tym komentarzem. Przecież Ty jesteś mistrzem produktywności i organizacji 😀 To ja bym mogła Ci pozazdrościć, ale tego nie zrobię, bo przecież jesteśmy skandynawskimi duszami, które kiedyś w końcu spotkają się na fice 😉 Czy w Norwegi, w Szwecji, a może w Polsce? 😉

      Ja jestem człowiek ASAP, wszystko na raz, ale pewnych etapów po prostu nie da się przeskoczyć i trzeba swoje wypracować. Ostatnie lata nauczyły mnie wiele pokory, bo moja niecierpliwość jeszcze niedawno była czymś okropnym. No dobra jest lepiej, ale nadal wymaga to ode mnie sporo wysiłku, żeby się nie poddać, bo „coś nie wychodzi od zaraz”. Wiesz, że masz świetne wartościowe miejsce w sieci, widzę jak bardzo się starasz i wkładasz całe serducho, także widzę przed Tobą same sukcesy. Bardzo dziękuje Klauduś, za miłe słowa. Serce się raduje, a ja mam motywację do dalszej pracy 🙂 Ściskam mocno

      ps. czy u Was dziś też padał śnieg? 😀 Szaleństwo 🙂

      • Wiem, wiem. Potrzebowałam trochę czasu, żeby to zrozumieć i uzmysłowić sobie, że to co robię ma sens i naprawdę nie powinnam przestawać, mimo że wciąż szukam siebie, swojego stylu, tego co lubię, jak chciałabym żyć i czym dzielić się z drugim człowiekiem.
        Myślałam, czy w ogóle Ci o tym napisać, ale jestem osobą, która na maksa próbuje zaakceptować swoje słabości, a jedną z nich jest właśnie porównywanie się z innymi. I tak jak napisałam, nie chodziło o jakąś niezdrową zazdrość, a umniejszanie sobie kosztem innych. Nie wstydzę się tego, że czasami mam takie destrukcyjne myśli. I przeraża mnie to, jak wiele innych, wspaniałych osób ma podobnie, jak ja… Dlatego cieszę się, że o tym rozmawiamy. Wiem, że niejedna osoba wyciągnie z tego coś dla siebie.
        Dzięki Marta za każde dobre słowo i zacieram rączki na spotkanie. Nieważne, czy za miesiąc, rok, a może dwa. Wiem, że kiedyś na siebie trafimy! 🙂
        A co do śniegu w Bodø, był tylko w górach. W mieście mieliśmy pogodę jak marzenie, mroźno, ale słonecznie, całą Wielkanoc. <3

        • Dziękuję, że się zdecydowałaś na podzielenie się takimi osobistymi przemyśleniami. Jestem przekonana, że takich osób jak my jest bardzo dużo, tylko jest to trudny temat, o którym nie chce się rozmawiać.

          Myślę, że spotkamy się szybciej niż myślisz 🙂 Coś tak czuję w kościach 😀
          U nas nadal zimno, zimowa kurtka nadal wisi na wieszaku, więc czekam na ciepło i słoneczko 🙂 Buziaki

  • Ewelina

    Każdy z nas ma jakieś słabości i porównywanie się z innymi wynika z tego jak zostaliśmy wychowani. Ważne to zdawać sobie z tego sprawę i pracować nad tym. Podziwiam Twoją prace na blogu i fotografie, uważam że Masz świetnego bloga z którego zawsze można wynieść jakieś wnioski dla siebie. Pozdrawiam ☺

    • Bardzo możliwe, że odpowiada za to wychowanie, może nasza polska mentalność? W każdym razie jest to ciężka praca, aby się oduczyć tego porównywania. Jednak wszystko jest możliwe, jeżeli tylko zechcemy. Ja się staram po prostu o tym nie myśleć, nie zapędzać się z osądami, zająć się czymś innym, bo i tak do niczego mnie to nie doprowadzi 🙂 Bardzo dziękuje Ewelina, Twoje słowa wiele dla mnie znaczą 🙂 Cieplutko na sercu mi się zrobiło 🙂

  • Czytam o sobie. Serio! Wszystko to, co napisałaś, śmiało mogę odnieść do siebie. Perfekcjonizm, szukanie poparcia u innych, ale to już jest… i wiele wiele innych rzeczy, które sprawiają, że stoję w miejscu.

    A Twój blog jest świetny! 🙂 Czytam Cię co prawda od niedawna, ale bardzo lubię tu być. Między innymi za takie teksty.

    Ściskam! :*

    • No właśnie, nie można się dać blokować przez nasze własne myślenie. Stanie w miejscu to coś z czego zdałam sobie sprawę zdecydowanie za późno, także polecam popracować nad tym, o ile jeszcze tego nie robisz. Pewnie robisz? Prawda? 😀

      Ja sama z tym nadal walczę, ale jest o niebo lepiej niż kilka lat temu, kiedy byłam przerażoną życiem kobietą z bardzo ograniczonym myśleniem o swojej przyszłości.

      Bardzo dziękuje Kochana, ostatnio życie mnie pochłonęło hehe Ale wracam, wracam, brakuje mi tego kontaktu z Wami. Mam milion tematów do poruszenia 😀 Bardzo bardzo dziękuję za Twoje słowa 🙂 Do zobaczenia na blogach 🙂

  • jak jest u mnie? z 100% pewnością mogę powiedzieć, że jest i było tak jak u Ciebie… perfekcjonizm po prostu mnie kiedyś niszczył i to za bardzo, ale udało mi się go opanować, z tymże potrzebowałam czasu. jestem świadoma tego, że mimo iż już jest o wiele lepiej to nadal właśnie zdarzają się momenty kiedy ten negatywny głos potrafi odezwać się w mojej głowie, ale wiem teraz jak go zagłuszyć. brak wiary w siebie jest mi aż za bardzo znany, walczę z tym od tylu lat, a moja Mama za każdym razem, nie ważne czy znowu mi się coś udało czy po prostu mam gorsze dni, powtarza, że mam W KOŃCU uwierzyć w siebie! to odnosi się do tego by zaakceptować również swoje ciało, uwierzyć w możliwości, zdolności, itd.
    teraz robię wiele rzeczy, które pomagają mi w podniesieniu swojej pewności, staram się każdego dnia spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, „jesteś warta więcej niż myślisz, uwierz w siebie i ciesz się życiem… ” 🙂
    co do porównywania się do innych, wydaje mi się czasem, że już się z tego „wyleczyłam” i w sumie, to prawda, bo zawsze jestem sobą, nie zwracam uwagi na to co myślą inni, z tymże dokuczają mi myśli typu: spotykam jakąś osobą i tak bardzo chcę by pomyślała, że jestem fajną, ciekawą osobą itd. a w środku mnie gdzieś tam jest myśl, że „o jeju, co ta osoba musi sobie o mnie myśleć… , czy dobrze się zachowałam, czy dobrze to powiedziałam” – tak jakbym szukała akceptacji…
    wiesz i wczoraj pokonałam jedną z tych myśli, która była we mnie od kilku lat, a mianowicie, w końcu mam dzieło sztuki na ciele i jestem mega prze-szczęśliwa! od razu czuję się pewniejsza siebie <3 i nie szukam słów zachwytu w innych, mi się podoba i wiem, że jak tak myślę i cieszę się z tego co zrobiłam to tym samym inne osoby będą pozytywnie na to patrzeć 🙂
    P.S. Jedna Babcia była bardzo spoko, powiedziała, że jej się podoba tatuaż (a w zasadzie to zrobiłam dwa <3 ) itd. , druga zaś "Daria, czemu tak niszczysz sobie ciało…. a ja na to, ty niszczysz je bardziej – pali, pije piwo, źle się odżywia, a potem ma problemy ze zdrowiem i to poważne, a nagle mi mówi, że ja niszczę sobie ciało…" – brak słów, szczerze – mam w nosie jej i opinie innych 🙂
    ściskam Cię mocno i dziękuję za ten wpis! znowu się otworzyłam i rozpisałam 🙂

    • Dariuszko droga 🙂 Jak zwykle bardzo Ci dziękuje za tak wyczerpujący i szczery komentarz. Wiesz, że zawsze chętnie czytam Twoje przemyślenia i cieszę się, że chcesz się dzielić tym ze mną na blogu :*

      Z tą akceptacją to bardzo dobrze rozumiem, nawet nie wiesz jak bardzo. To wymaga czasu, aby się tego pozbyć. Ja przeżyłam kiedyś bardzo trudne chwile w czasach szkolnych i myślę, że przez to tak dążyłam do tej akceptacji. Teraz jest lepiej, ale czasem demony wracają. Najważniejsze, żeby nie dać im wejść zbyt głęboko do naszej głowy. Ja już nauczyłam się to kontrolować, ale to dlatego, że stara jestem i już kilka lat się z tym zmagam 😛 Na pewno przyjdzie Ci to z czasem. Zupełnie się o to nie martwię w Twoim przypadku.

      Aaaaa rany, to już szukam na insta 😀 Czy przegapiłam, matko bosko??? 😮 Jak nie wrzucałaś zdjęć, to poproszę o jakieś na priv, bardzo jestem ciekawa 🙂 To właśnie po to jest, aby się Tobie podobało. Reszta nie ma totalnie znaczenia. Aczkolwiek jestem pewna, że to małe dzieła sztuki 🙂 Haha dobrze powiedziałaś babci. Taka prawda, nie jedna osoba bardziej swoimi codziennymi wyborami niszczy siebie, niż Ty ten kawałek skóry na ciele.

      Kochana dziękuję jak zwykle za komentarz, za ciepłe słowa i Twoją otwartość. Mam wrażenie, że jak się kiedyś spotkamy to będzie płacz 😀 Buźka

  • Czytając ten post czułam jakbym pisała o sobie. Brak wiary w siebie blokuje mnie przed robieniem niektórych rzeczy, które bym chciała, ale się boję, nie chce być oceniana itp. Małymi kroczkami staram się z tym walczyć, dzięki za ten post, dobrze wiedzieć, że inni też tak mają 🙂 . Pozdrawiam.

    • Jak się okazało wiele osób tak ma. Otrzymałam wiele wiadomości od osób, które na pierwszy rzut oka nie mają zupełnie problemu z samooceną. Każdy z nasz zmaga się z niepewnościami, tylko jedyni bardziej to przeżywają, szczególnie osoby wrażliwe. Ja do takich należę i nie wstydzę się tego. Jednak ważna jest praca nad tym aby myśleć o sobie dobrze, z wyrozumiałością, patrzeć na pozytywy. Tobie również tego życzę Aniu 🙂

  • Bardzo fajny artykuł. Sporo wyniosłam z niego dla siebie. Moim sposobem na budowanie swojej wartości jest odizolowanie się na jakiś czas od środowiska/ludzi, którzy sprawiają, że tę wartość zaniżam. Wtedy zaczynam cenić wartość mojej pracy i wysiłku, który w nią włożyłam. Drugim sposobem jest porównywanie się do siebie z przeszłości i docenianie sukcesów. To pomaga zauważyć jak długą drogę przeszliśmy do miejsca, w którym obecnie jesteśmy. Pozdrawiam i powodzenia! 🙂

    • Dziękuje Dorota 🙂

      Bardzo ciekawe podejście. Tak sobie myślałam o tym wczoraj jak przeczytałam Twój komentarz i wysłuchałam nowego odcinka podcastu Ariadny:
      http://ponitceariadny.pl/jak-przestac-porownywac-sie-z-innymi/
      Może przesłuchałaś również?

      Ja również porównuje siebie z przeszłości i widzę jak wielkie postępy zrobiłąm w różnych dziedzinach. Chociażby zaglądam do moich wpisów z początków bloga, patrzę na zdjęcia, teksty z sentymentem, ale jednak doceniam progres 😉

      Bardzo dziękuje i Tobie również,
      Ściskam 🙂

  • czytałam z zainteresowaniem bo u mnie jest podobnie. od lat walczę z brakiem wiary w siebie ale na szczęście pokonałam już długą drogę 🙂
    wydaje mi się w ogóle że paradoksalnie wielu blogerów czy osób działających publicznie w jakiś sposób ten brak wiary w sobie ma. wychodzenie „do ludzi” jest formą wewnętrznej walki z sobą, sprawdzaniem siebie, szukaniem akceptacji.
    u mnie tak było chociażby w momencie kiedy zakochałam się w pracy w turystyce i ta pasja pozwoliła mi pokonać nieśmiałość i lęk przed mikrofonem.
    z drugiej strony jest też i tak, że czasem jeden „głupi” komentarz na blogu czy fb potrafi zrujnować dzień. wciąż nad tym pracuję 😉

    • Cieszę się Agato, że nad sobą pracujesz. To bardzo ważne, aby zdać sobie z tego sprawę i coś z tym robić. Wiele osób nie zastanawia się i żyje myśląc o sobie tak całe życie.

      U mnie prowadzenie bloga miało być właśnie tego typu „terapią”, mąż mnie namówił, żebym wyszła do ludzi 😀

      O Kochana ja też wiele lat pracowałam w turystyce. Byłam nawet jakiś czas pilotem wycieczek 🙂

      Rozumiem sprawę komentarzy, ale na to nie ma innego sposobu, jak się uodpornić. Zawsze się znajdzie ktoś, komu nie będzie się podobało co robisz. Ja chyba nabieram grubej skóry, ale wiadomo, czasem zaboli…

      • Tak wiekiem ta gruba skóra się wytwarza, i chyba się trzeba pogodzić z tym, że czasem będzie bolało, oby mniej 🙂
        Turystyka pozdrawia turystykę, u mnie już 12 lat i nadal nie widzę końca 🙂

  • Lena Wanderlust

    Dziękuję Ci bardzo za ten post, za szczerość i napisanie jakie kroki podjęłaś żeby się uwalniać od tego toksycznego myślenia 🙁 I jestem kolejną osobą która napisze- o to to ja…. z wiarą w siebie nigdy nie było u mnie dobrze- nigdy nie byłam w niczym bardzo dobra, oceny tez takie średnie, jedynie manualnie widziano mnie jako osobę uzdolnioną- ale z domu wyrosło przekonanie że bycie artystą to bieda i co to za prace są(dzieciem być i chłonąć, eh….) a jeśli coś osiągnęłam/wygrałam konkurs/było się czym pochwalić to słyszałam „udało się”(a nie brawo, zrobiłaś to dobrze!) i ten brak sprawczości chyba duży dołek pode mną podkopał;/ ale nie chcę wszystkiego zwalać na rodzinę – sama sobie nie pomogłam, nie miałam okresu buntowniczego, nie szukałam dostatecznie, nie stwierdziłam ze tak nie moze byc. I tak sobie będąc na architekturze będąc słabą osobą ze wszystkich zagadnień konstrukcyjnych nie czułam się na miejscu, ale znowu estetyka, zagadnienia społeczne, kulturalne, historyczne, kreowanie miejsc, miast – to lubię. doprowadziło to do tego, ze skorzystałam z usług doradczyni zawodowej(bo źle mi samej było, ze nie wiem czy się NADAJĘ na architekta, czy to dobra ścieżka, czy może marnuję czas nie tu gdzie trzeba i nie ma po co brnąć na magisterkę tylko coś zmienić…) a pani doradczyni po milionach pytan, rozmów, testów, pytan dodatkowych mówi: bedziesz swietnym architektem! i tu sie posypała taka lista jak w Twoim poście – zeby próbować, nie słuchac innych, nie oglądać się, żeby sobie przypomnieć dlaczego się wybrało daną ścieżkę i że TO WYSTARCZY. Trochę śmieszne, ale nie chciałam na siłę szukać innej drogi, tylko zbadać swoje predyspozycje, zobaczyc czy się nadaję. I ta pani uświadomiła mi też że robię dużo rzeczy ale ich nie pokazuję, czytam, uczę się ale chowam w sobie i powinnam dzielić się tym jakoś, namawiała do pisania bloga ale… ale ja nie wiem o czym… o czym bym mogła pisać? w myśl zasady że jak nie wiadomo co i byle o czym to po co w ogóle;/ ale przynajmniej daję sobie szansę spróbowania różnych rzeczy – padła propozycja zrobienia zaproszen, logo przedszkola- nie wiem czy uda mi sie zaproponowac cos ciekawego, czy bede umiała, ale tym razem nie odmówiłam, zaznaczyłam tylko że nic nie obiecuję. dla mnie duża zmiana, mam nadzieję że zmiany będą się we mnie toczyć nieco szybciej. Dziękuję Ci raz jeszcze, że dzielisz się takimi treściami <3

    • No tak to ogromna rola rodziców, aby budowali w dzieciach tą pewność siebie. W mojej głowie są nadal słowa i sytuacje z dzieciństwa, które odcisnęły piętno na wierze w swoje możliwości.

      Cudownie, że trafiłaś na tę doradczynię. Szkoda, że ja nie poszłam po rozum do głowy i skorzystałam z pomocy takiej osoby kilka lat temu. Chociaż oczywiście ja jestem wdzięczna za to gdzie teraz jestem i co robię, ale myślę, że dzięki doradczyni mogłam oszczędzić sobie kilku lat rozczarowań.

      Kochana dziękuję Ci za tak szczery i wartościowy komentarz. Cieszę się, że próbujesz nowych rzeczy, że poszukujesz, to bardzo ważne co robisz. Dla samej siebie, dla Twojej rodziny. Wielkie brawa i trzymam mocno kciuki za projekty zaproszeń i logo. Podrzuć w komentarzu jak będą gotowe, jestem bardzo ciekawa i jestem przekonana, że włożysz całe serducho i wyjdzie <3

  • Elwina | Cukropuch.pl

    Bardzo spodobał mi się ten tekst. W sumie, to pod kilkoma punktami bym się podpisała. Teraz próbuję otworzyć coś własnego. Tak bardzo przeszkadza mi perfekcjonizm. Nawet nie w samej pracy, ale w życiu. Jak zabrać się za kolejne punty biznesplanu skoro tam nie jest pozmywane, tam trochę kurzu zalega, brak wszystkich składników do obiadu…
    A o tym, że jak już coś istnieje, to nie warto robić tego samego nawet kiedyś pisałam. Z kilkanaście planów tak odrzuciłam, bo nawet nie wiem dlaczego? Może to jakaś wizja unikalności?
    Już jest dobrze, pracuję nad firmą, nie zaniedbuję najbliższych i sobie też daję chwile na odpoczynek 🙂

    • Bardzo dziękuje Elwina 🙂

      Zdradzisz co planujesz? Miałam bardzo podobnie z tym perfekcjonizmem, powoli zaczęłam się tego oduczać, ale część mnie nadal jeszcze taka jest…

      Ja mam najgorzej z odpoczynkiem, ale ostatnio dałam sobie luz na wyjazdach i jest mi trochę lepiej. To nie jest łatwe jak się było przez wiele lat pracoholikiem 😉 Ale zmiany powoli zachodzą w mojej głowie 🙂

      • Elwina | Cukropuch.pl

        O widzisz, mnie od pracoholizmu oduczyła ciąża, przymusowo 😉

        Teraz pracuję nad małym, jakby to nazwać? Konceptem cukierniczym? W skrócie: wata cukrowa z nierafinowanego cukru trzcinowego o smakach dość nietypowych np.: lawenda, herbata, koniak, kakao, hibiskus (gdzie wszystkie ekstrakty robię sama, żadne tam przemysłowe). Pakowana w piękne pudełeczka i dostarczana przez kuriera pod same drzwi. I teraz możesz sobie wyobrazić to pole bitwy, perfekcjonistka z dużymi oczekiwaniami kontra topliwy cukier w najdelikatniejszej postaci 😉

        • Wow brzmi szalenie interesująco, bardzo mocno kibicuje 🙂
          Aż się uśmiechnęłam jak to przeczytałam, no szał!!

          Wyobrażam sobie, że to nie jest łatwe, ale pomysł brzmi świetnie i jest wart inwestycji energii i czasu 🙂 Daj znać proszę, jak idą prace za jakiś czas, nie chcę przegapić premiery 😀

  • Wiara we własne możliwości ? Myślę, że jestem typem kobiety, która coś tam sobie robi cicho w kątku i nie zależy jej na podziwie innych moja własna satysfakcja jest najważniejsza. Nie mam odwagi na swój własny biznes choć bardzo bym pragnęła wyrwania się z systemu 8 h w pracy i mieć poczucie wolności w podejmowaniu decyzji bez szefów nad sobą. Brakuje mi czasu na własne pasje i to mnie bardzo jakoś boli. Codzienne obowiązki przytłaczają.
    Miałam wiele porażek i to prawie przy mecie i te tkwią ciągle w mojej głowie.
    Staram się odnaleźć pozytywy mojego obecnego życia które bardzo odbiega od wyścigu szczurów i wielkiego ogarniającego ludzi konsumpcjonizmu.

    • Sylwio, a czym byś chciała się zajmować, jaki własny biznes prowadzić?
      Kochana, uwierz mi, że mi również cieżko pogodzić obowiązki z pasją i rozwojem, ale wiem, że gra jest warta świeczki i walczę 🙂

      Trzymam za Ciebie kciuki, żebyś się przełamała. Też przechodziłam przez porażki, załamania, żal do samej siebie, ale nie poddałam się. Warto próbować, choć wolno, to zawsze małymi krokami do celu 🙂

  • Och… chyba sobie właśnie uświadomiłam pewne rzeczy…