Baletowa lekcja życia

Poszłam na salę baletową jako foto wsparcie. Moja koleżanka ze studiów chciała wypróbować zakurzonego analoga, który zostawił jej tato. Może być jej ciężko pomyślałam sobie, kiedy sama z trudem ustawiałam ostrość na moim średnioformatowym aparacie, szczególnie, kiedy przed nami fotografowanie małych istot w ruchu.

Nie oczekiwałam nic. Jechałam tam pomóc, więc chciałam skupić się na tym, ale w wolnej chwili może złapać kilka kadrów.

Koleżanka pełna skupienia sprawdza światło, zmienia miejsca z chwili na chwilę. Czekam w ciszy na znak, kiedy będzie mnie potrzebować. Obserwuje małe baleriny. Są cudne. Każda inna. Mają różne temperamenty, figury, wzrost, kolory skóry. Chyba naoglądałam się za dużo filmów, w których baletnice niczym sklonowane figurki porcelanowe obracają się jak w pozytywce. Zachwycam się ich mimiką, skupieniem i tym, że są po prostu sobą. Jedne strzelają foszki, tupią nóżkami, inne są uśmiechnięte przez cały czas, poruszają się z gracją. Mają wspólny cel. Nauka elementów układu, który trenują na każdych zajęciach. Jest w nich tyle beztroski, czystej radości. Bez względu na to skąd pochodzą i jak wyglądają, robią to co lubią. Skąd ta pewność? Może tylko rodzicie zaciągają je co weekend na salę. Tego nie wiem, jednak patrząc na te pełne zaangażowania skupione buźki jakoś nie mogę uwierzyć, że są tu za karę.

I tak sobie myślę, gdzie ja zagubiłam tę beztroskę. Czystą radość z tego co robię. Po prostu. Dla zabawy. Czy muszę mieć odpowiednie warunki, żeby się w czymś zatracić? Czy to nie idiotyczne, że figura/pieniądze/wiek mogą determinować przyjemności. Czy naprawdę w tym moim krótkim życiu jest czas na to, aby się blokować przez wyżej wymienione?

Z takimi myślami po chwili sięgam po aparat. Nie odklejam się od niego wręcz, śledząc małe stópki, szarfy i upięte w koki włosy. Zmieniają się grupy, zmieniają się dziewczynki. Pojawiają się również starsze, tak bardzo inne od siebie, tak piękne w tej różnorodności. Nie mogę wyjść z zachwytu…

Przyjechałam na te zdjęcia z gorączką. Wirus przyniesiony z przedszkola, a może po prostu przemęczenie organizmu. Jednak podczas zdjęć jakbym tego nie czuła. Dopiero kiedy wsiadam do samochodu, czuję rozpalone czoło i uśmiecham się na tę baletową lekcję życia, którą zapamiętam na długo…

Veganama Opublikowane przez: