7 miesięcy po porodzie/ powrót do formy

To był miesiąc pełen emocji. Niekoniecznie tych pozytywnych, bo był strach, smutek, można by rzec, że na nawet przerażenie. Na szczęście wszystko skończyło się pozytywnie i pojawiła się radość, łzy szczęścia i ulga. Wiele z tych emocji była niepotrzebna, bo realne zagrożenie było mniejsze, niż wyobrażenie o nim. Jednak mimo wszystko uznaliśmy z Arkiem, że to wszystko było nam potrzebne. Pokazało nam jak ważne jest cieszenie się chwilą, docenianie najprostszych i najbardziej rutynowych czynności. Przytulanie dzieci, słuchanie ich śmiechu, dotyk rączki na twarzy po przebudzeniu, czy zwykłe spojrzenie w oczy. Do tego, te chwile nauczyły mnie wiele o sobie. O tym jak szybko jestem w stanie działać w sytuacji zagrożenia. Że potrafię ekspresowo wyjść poza swoją strefę komfortu i szukać informacji. Poprosić o pomoc obce osoby i zaufać im. Poza tym przekonałam się na kogo mogę liczyć w takich chwilach i do dziś jestem wzruszona tą bezinteresowną pomocą.  Więcej szczegółów przeczytacie w dalszej części posta.

Jednak cały miesiąc nie skupił się na negatywnych emocjach. Wiele dni (a raczej wieczorów i nocy) w tym czasie poświęciłam na naukę fotografii. W tym miesiącu odbywał się na platformie Creative Live tydzień photoshopa, więc korzystałam ile się da z darmowych webinarów. Nie wszystkie były tematycznie dla mnie ciekawe, ale każdego dnia kilka godzin (z przerwami) spędzałam przed komputerem. Poza tym w tym miesiącu był jeszcze jeden ciekawy webinar na Creative Live, w którym brałam udział. Dotyczył on fotografii reportażowej. Cieszę się, że tak często jest darmowy dostęp tych kursów, bo są one niesamowicie ciekawe i wiele z nich dla siebie wyciągam. Jedyny minus to późna pora transmisji.

Ten miesiąc to również szczęśliwe momenty takie jak leśne spacery (z wyjątkowymi osobami), wyróżnienie mojego zdjęcia w konkursie na okładkę facebooka Buzzujemy, eventy sportowe (testowanie nowych butów do biegania Nike, joga przed półmaratonem organizowana przez Women’s Health), długie wybiegania i nowe znajomości w grupie biegowej. Zaczęliśmy również szukać nowego mieszkania/domu, więc jeździmy po okolicach Sztokholmu i oglądamy różne lokalizacje, co jest również ciekawym doświadczeniem.

weekendowo11weekendowo16

LILIANA

Waga/Wzrost

Lili mierzy 67 cm i waży koło 6,8 kg. Waga i wzrost praktycznie stanęły, mimo wprowadzania stałych posiłków. Lekarz w szpitalu i pielęgniarka powiedzieli, że to pewnie przez alergię na białko mleka krowiego (ale my jej nie podawaliśmy takowego, jedynie raz znalazło się w mleku modyfikowanym, podanym pod presją i wyszła z tego wielka alergiczna reakcja). Generalnie cała nerwowa sytuacja z lekarką wynikła z bezsensownego patrzenia w tabelki, wykresy i porównywanie z innymi statystycznymi dziećmi (niekoniecznie karmionymi piersią). Dodatkowo do tej całej sytuacji doszedł weganizm, o którym ciągle wspominałam, a który nie był popierany przez lekarkę (u tak małych dzieci). W związku z tym o niską wagę obwiniała to w jaki sposób odżywia się nasza rodzina. Tłumaczenia, że dzieci mają dietę rozpisaną przez dietetyka specjalizującego w się w dietach roślinnych u dzieci i kobiet ciężarnych nie pomogły. Wizyta u szpitalnego dietetyka, z którym rozmowa trwała 5 min (powiedział, abym kontynuowała to co robię, nie miał żadnych uwag), również nie przekonywała Pani doktor. Również wyniki badań (idealne) i tłumaczenie, że u Matyldy była identyczna sytuacja w tym samym wieku. Ewidentnie weganizm nie podobał się Pani doktor, więc chciała sprawę zgłosić do opieki społecznej. Po tym jak mi to przekazała przez telefon w czwartek rano, zaczął się mój koszmar trwający do poniedziałku. Nieprzespane noce, przepłakane dnie, koszmary, szukanie informacji w internecie, oglądanie filmów, przyjmowanie strategii jak działać, czy wyjeżdżać z kraju, co robić?! Jednak okazało się, że na miejscu mamy życzliwych ludzi, którzy pomogli nam przetrwać te ciężkie chwile. Pomocni okazali się również członkowie szwedzkiej grupy wegańskich rodziców na facebooku, którzy powiedzieli jak sobie poradzić z taką osobą i uspokoili, że nikt nie ma prawa z tak błahego powodu nas skrzywdzić. Ja zaczęłam zbierać dokumentację, która była na naszą korzyść (idealnie wyniki, pozytywna opinia dietetyka) i poprosiłam Panią doktor o jak najszybszy kontakt. Czekałam do poniedziałku na rozmowę. Byliśmy z Arkiem uzbrojeni w argumenty, mieliśmy zaplecze ludzi, którzy byli skłonni się za nami wstawić (w tym dziennikarkę i szwedzkiego lekarza, gotowego napisać oświadczenie, że dieta wegańska jest dobra dla każdego człowieka, również niemowlęcia). Także mobilizacja była ogromna, a finalnie Pani doktor, zadzwoniła i przepraszała, potwierdzając, że nic nigdzie nie zgłosi i wszystko wycofuje. Także nie wiem co wpłynęło na jej decyzję, ale cieszę się, że to wszystko szybko się skończyło. Z perspektywy czasu myślę, że zareagowałam bardzo impulsywnie i emocjonalnie, za bardzo. Ale będąc w obcym kraju, nie znając perfekcyjnie języka, ani pewnych zasad tu panujących spanikowałam.

Jeżeli chodzi o ubranka to przeskoczyliśmy na 74, choć są troszkę za luźne, pieluchy nadal 3.

Postępy

Rozpoczęło się pełzanie połączone z raczkowaniem, bo takim 100% raczkowaniem nie możemy tego nazwać. Nadal jeździmy w gondoli, ale myślę, że to ostatnie chwile, bo Lili jak się obudzi, to próbuje już wstawać. Jeszcze nie siedzi (więc nadal nosimy w chuście), ale jest bardzo aktywna ruchowo. Nadal trwa faza na oglądanie własnej ręki dookoła i wydawanie dźwięków jakby z nią rozmawiała. Lubi chwytać małe rzeczy w rączki i je oglądać. Ulubione są moje drobiazgi, metki przy kocyku, małe karteczki, paragony. Lubi też książeczki. Gaworzenie level master jak wpadnie w trans. Potrafi nadawać kilka minut bardzo głośno, szczególnie podczas konwersacji ze swoją ręką (talk to the hand). Potrafi również podpierać się na jednej ręce i obrać się, aby coś zobaczyć. Nadal nie ma żadnego ząbka, ale wszystko rozpulchnione i na dole i na górze. Ślini się mocno, więc wymieniamy śliniaki (albo ubranka) i rączka często ląduje w buzi. Używamy też kauczukowego smoczka (aktualnie była wymiana na model dla starszych dzieci).

Sen

Bez zmian, nadal śpimy razem. W nocy Lili budzi się bardzo rzadko, co kilka dni pomruczy tylko, ale wystarczy, że ją przytulę, poczuje mój dotyk i śpi dalej. Tak jak w przypadku Matyldy, sen na powietrzu lubi najbardziej i wtedy też trwa to najdłużej.

Karmienie/Jedzenie

To był ciężki miesiąc pod tym względem. Trochę się pogubiłam. Karmienie piersią szło mi co raz słabiej, więc poddałam się radom położnej, aby szybciej rozszerzać dietę i to okazało się nie do końca dobre. Za bardzo skupiłam się na tych stałych posiłkach, zamiast na podtrzymywaniu laktacji. Doszło nawet do tego, że waga Lili totalnie stanęła, mleka w piersiach było jak na lekarstwo, więc musiałam podać mleko modyfikowane (przed którym mocno się wzbraniałam), od którego Lili dostała alergii. To była dość stresująca sytuacja, natomiast pod odstawieniu nie było śladu. Dostaliśmy mieszankę na receptę, jednak mimo wszystko postanowiłam podjąć próbuję „rozbujania laktacji”. Na początku myślałam, że to już koniec. Lili nie chce ssać, mleka nie ma. Naturalna kolej rzeczy. I jakby stało się to w okolicach 1 roku, to pewnie bym pogodziła się z tym stanem rzeczy. Jednak w tym przypadku postanowiłam jeszcze zawalczyć, jak się nie uda to trudno, nie będę miała pretensji do siebie, że nie spróbowałam. Zdecydowałam się przykładać ją jak najczęściej, co nie jest łatwe, bo zupełnie nie była zainteresowana piersią od jakiegoś czasu. Ale również ściągać mleko laktatorem, czego wcześniej nie robiłam. Jak mogłam na to nie wpaść! Dopiero na pewniej grupie, ktoś mi to zasugerował i mnie olśniło. Jednak to rozwiązanie na dłuższą metę u nas się nie sprawdzało, więc na przełomie 7 i 8 miesiąca zakończyliśmy karmienie piersią. Ustaliłyśmy z Iwoną dietetyczką, że to mleko będziemy podawać do 1 roku, natomiast później wystarczy nam zbilansowana dieta i odpowiednia suplementacja. Taki jest plan.

Poza tym karmię Lili według zaleconej diety, którą niedawno przedstawiałam na blogu.

MAMA

Wymiary

91-71-89 Bez zmian. Nadal moim słabym punktem są boczki i okolice brzucha. Znacznie poprawiła się jędrność w okolicach talii, chociaż nie mogę powiedzieć, że jest idealnie.

Waga

63 kg, 2,5 kg do wagi przed ciążowej. Żadnych zmian.

Blizna/Pielęgnacja

Blizna już pozostała białą kreseczką, prawie niewidoczna. Jedynie w jej okolicy skóra jest luźniejsza, więc to się odróżnia patrząc na wyprostowaną sylwetkę.

Samopoczucie

W tym miesiącu było bardzo nerwowo, ze względu na sytuację z lekarką w szpitalu. Były to jak dotąd, najcięższe chwile na emigracji. Z perspektywy czasu, widzę, że zareagowałam bardzo nerwowo i niepotrzebnie się nakręciłam, Jednak nigdy nie byłam w takiej sytuacji, a szczególnie w obcym kraju, gdzie panują inne zasady dotyczące dzieci. Fakt, że po tej całej sytuacji wyciągnęłam wnioski, wiele się dowiedziałam o szwedzkim systemie i przekonałam się, na kim mogę polegać w ciężkich sytuacjach na obczyźnie (niech mi ktoś powie, że nie można liczyć na pomoc polaków za granicą!) Wierzę, że ta cała akcja, była mimo wszystko potrzebna, miała swój cel.

Treningi/Ćwiczenia

To był miesiąc pełen treningów biegowych. Mój wirtualny trener Nike dał mi niezły wycisk. Nawet nie z długością treningów, ale z intensywnością. Kilkanaście treningów, w tym dłuższe wybiegania 13 km, kilka razy 10 km. Czułam, że nabieram formy, bo po tych dłuższych biegach czułam się bardzo dobrze (na jednym zaliczyłam wywrotkę na lodzie, ale to nie było nic poważnego). Czasem warunki dały popalić ze względu na mocny wiatr, zacinający śnieg w oczy, czy lód, ale ja się tylko bardziej cieszyłam, że dałam radę. Dodałam również do biegania treningi siłowe (wróciłam do T25, które tak kiedyś lubiłam).

month-7-template

 

 

Veganama Opublikowane przez:
  • O jeny, współczuję bardzo stresu, który musiałaś przeżyć z powodu sytuacji w szpitalu i gratuluję wytrwałości 🙂 Bardzo się cieszę, że wszystko pomyślnie się skończyło 🙂
    Pozdrawiam i zdrówka 🙂

    • Dziękuję Gosiu! Na szczęście sytuacja już opanowana, ale stresu było sporo. Jednak zawsze uważam, że takie rzeczy nie dzieją się bez przyczyny, więc wyciągnęłam wnioski i przewartościowałam parę spraw 🙂

  • Kochana, każda matka by wpadła w panikę… tak już jest, że o dzieci walczymy jak lwice 🙂 Ale najważniejsze że skończyło się tylko na chwili stresu i nie było żadnego ciągu dalszego. A ta lekarka niech się lepiej dokształci 😉 Faktycznie dużo się u Ciebie dzieje ostatnio, życzę jak najczęstszej możliwości złapania oddechu i cieszę się że niedługo się widzimy <3

    • No niestety, to już drugi lekarz w Szwecji, który wykazuje się brakiem wiedzy i ślepo zapatrzonym w tabelki i wykresy. Chociaż miałam świetne zdanie o szwedzkiej służbie zdrowia (dzięki wspaniałemu porodowi i opiece w ciąży i po niej), ale na dwóch pediatrów trafiłam do bani. No, ale nie może być idealnie, zawsze trafi się jakieś odchylenie od normy 😉 No sporo się dzieję, ale jutro wracam i mam nadzieję, że trochę się uspokoi sytuacja 🙂 Całuski beautyblogger 😀

  • Emocji Wam nie brakowało…Dobrze, że sytuacja już się wyjaśniła i domyślam się, co mogliście przez te kilka dni przeżywać, bo od pewnego czasu wysłuchuję historie o skandynawskim systemie opieki społecznej i aż mnie ciary przechodzą…W kwestii karmienia piersią pocieszę Cię, że u mnie Lena po skończeniu 6 msc. też się odstawiła. Przez pewien czas, dopóki miałam jeszcze laktację ściągałam mleko laktatorem, później przeszliśmy na mm, a po roku – tak jak ustaliłaś z p. dietetyk – odstawiliśmy mleko zupełnie.

    • Wiesz co, wiele z tych historii mrozi krew w żyłach, ale rozmawiałam z dziewczynami, które są w Szwecji wiele lat, mają dzieci i mówią, że trochę to wszystko jest rozdmuchane. Co oczywiście nie zmienia faktu, że takie historie się zdarzają. Mnie niestety nakręcił mocno internet. Czyli zrobiłam coś, czego nie powinno się również robić przed porodem (wkręcanie się w negatywne sytuacje).

      Wiesz z tym karmieniem piersią, to cieszę się, że udało się te 7 miesięcy. Matylda sama odstawiła się po 11 i dlatego założyłam, że z Lili będzie podobnie. Ale tak naprawdę mocno dbam o jej dietę, mm będzie dostawała dość krótko, więc nie ma tragedii. Czyli u Was sytuacja była podobna jak u nas aktualnie! Dzięki za ten komentarz :*

  • O rany, strasznie Wam współczuję tego stresu! 🙁 Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Życie na każdym kroku uczy, że warto prosić o pomoc – i taką pozytywną lekcję warto wyciągnąć z tej sytuacji.
    Pięknie wyglądasz, jesteś inspiracją!
    No i uśmiałam się do łez z „talk to the hand” Lili, cały czas chichoczę 🙂 Mam nadzieję, że teraz będą Was już czekać tylko takie przyjemne i radosne doświadczenia!

    • Dokładnie! To była ważna życiowa lekcja, myślę, że była ona potrzebna, aby sobie poukładać w głowie pewne sprawy.

      Dziękuję Reniu, nie mam sześciopaka :p Ale jak to Kinga w wywiadzie o powrocie do formy mówiła, trzeba dać sobie czas, nie spinać się. Więc pracuje powoli na ten mój płaski brzuch 🙂

  • Cieszę się, że wszystko się jednak dobrze skończyło 🙂

    • Tak! Ale dzięki takim sytuacjom, można wiele przewartościować w swoim życiu, więc uznaje to jako ważną życiową lekcję.

  • Katarzyna Skiwska

    Współczuję sytuacji z lekarką😕 dobrze, że już wszystko ok. Moja corcia z waga też nie szaleje… A przy okazji zapytam: co robisz, ze blizna jest już tak mało widoczna? U mnie ciągle czerwona😕 a niedawno minął 6 miesiąc …

    • Wiesz z tą blizną niby wiele nie robię. Jedynie smaruje olejem kokosowym, ale słyszłam, że bardzo ważna jest szybka pionizacja po operacji. Ja wstałam już tego samego dnia (operacja była rano, a ja wieczorem już dreptałam). W przypadku pierwszej ciąży leżałam bardzo długo, ruch po porodzie włączyłam po 7-8 miesiącach, więc to wszystko długo się goiło. W przypadku drugiej gojenie, powrót do aktywności, naturalna pielęgnacja i poszło szybciej 🙂

      A i jeszcze po pierwszej operacji naklejałam taki plaster, który ma szybciej wygoić bliznę (i ją wybielić). Niestety, mam wrażenie, że niewiele pomógł. Chociaż kupiłam kilka opakowań.

  • Dobrze, ze wszystko sie skonczylo pomyslnie..Mi samej udzielily sie te emocje, bo bylam na biezaco i czulam sie rownie gotowa do walki co Ty 😉 no ale jednak warto pytac na gupach o rade innych, etc szukac wsparcia- to bardzo wazne..a co do lekarki, mam nadzieje, ze ona tez wyciagnela lekcje i juz nie bedzie urzadzac takiego stresu innym.. Wloz to do pudelka przeszlosci, jako doswiadczenie..Sciskam :****

  • Cotakpachnie?

    jeju co za straszne przezycia to musiały dla Was być.. Jak każda matka miałaś prawo spanikowac.. tymbardziej, że tra ich opieka społeczna to jest dla mnie jakaś tragedia.. tyle się czytało o przypadkach kiedy zabrali dzieci a pozniej odzyskać je było ciężkoo.. Paranoja, u nas dziewczynki mają od małego niedowagę (starsza okazało się, że jest alergiczką), młodsza jeszcze nie wiadomo. Ale jezdzimy z nimi po alergologach, gastroenterologach wiec tez robimy wszystko co sie da.. a lekarka jakas chyba minela sie z powolanie.. ciesze się, że już wszystko ok!