5 tydzień po porodzie/powrót do formy

Kolejny tydzień. Pracowity, porządkowy. Tata zajął się odświeżaniem mebli. Szlifowanie, malowanie, generalnie działo się. Ja już od jakiegoś czasu marzyłam o Tripp Trappie dla Matyldy, ale cena mnie odstraszała. Za każdym razem podczas wizyty w sklepie dziecięcym, miałam ochotę chwycić za pudło z tym krzesłem i w końcu go kupić. Stwierdziłam jednak, że nie ma co przepłacać i że zdecyduje się na używany. Tutaj jest ich pełno. A w lumpeksie koło nas były akurat dwa. Poprosiłam, żeby tata pojechał i kupił jeden. Wrócił. Z krzesłem i szlifierką. Będzie odnawiał i malował na biało (oryginalnie krzesło było jedynie polakierowane, więc zachowało naturalny kolor drewna). Jak on mnie dobrze zna, marzyłam właśnie o białym Tripp Trappie! Krzesło już praktycznie zrobione, już tylko farba schnie. Następny w kolejce jest stół. Wszyscy zadowoleni, szczególnie tata, który odkrył w sobie nową pasję majsterkowicza. Poza tym Matylda mnie codziennie zaskakuje swoją troskliwością w stosunku do Lili. Przynosi jej smoczka, przykrywa kocykiem, woła mnie, jak młodsza siostrzyczka płacze. Rano przynosi pieluszki, chusteczki. Ciekawe, czy ja też taka byłam w stosunku do swojej siostry. Hmm…

5tydzien

LILIANA

Waga/Wzrost

Lili coraz większa. Rośnie jak na drożdżach. Pierwszy śpioszek (który również nosiła Mati), już za mały. Swoją drogą chyba to będzie jedyne ubranko niemowlęce, które sobie zostawię na pamiątkę. Niesamowite emocje we mnie wzbudza. Pewnie później nie raz łza mi się zakręci jak będę na nie patrzeć. Niebawem idziemy na wizytę do lekarza, więc znów będzie mierzenie i ważenie. Jestem bardzo ciekawa. Pieluszki nadal 1 ( newborn) i ciuszki 56/62.

Postępy

Wiele się nie zmieniło, nadal nasza siłaczka dźwiga dzielnie główkę. Jednak zauważyłam, że coraz więcej się rozgląda, wodzi za mną wzrokiem jak od niej się oddalam. Potrafi sobie przełożyć główkę z boku na bok (nie wiem czy to od niedawna, czy wcześniej nie zwróciłam uwagi). No i co zauważyłam od kilku dni, to to, że zdecydowanie lubi leżeć na brzuchu. Matylda na początku nie bardzo.

Sen

Sen coraz lepiej. Nocne karmienia nadal są, ale rzadziej. Ostatnie nocne (lub pierwsze poranne) karmienie jest między 4:00, a 5:00.

Karmienie/Jedzenie

Bez zmian, apetyt jest spory. Kolek brak.Co raz lepiej ze snem w nocy, tylko jedno, dwa karmienia. Wprowadziłam jednak trochę zmian w swój jadłospis. Wyłączyłam soję, głównie mleko, którego piłam dużo do kawy. Miałam to zrobić już dużo wcześniej, ale ciągle to odkładałam. Poza tym wszystkie rodzaje warzyw, owoców, kasze, orzechy zostały. Zrezygnowałam też ze słodyczy. Ostatnimi czasy robiłam dużo różnego rodzaju wege słodkości. Unikałam cukru, ale jednak słody się pojawiały. Postanowiłam się sprawdzić. Jak będę sobie radzić bez tego wszystkiego. Ale największe wyzwanie przede mną, bo jedziemy na urlop. Tam może być ciężko. Sami wiecie jak to jest na wakacjach. No nic, zobaczymy jak sobie poradzę.

MAMA

Wymiary

94-76-91 Przestój. Oprócz biustu bez zmian. Tak samo z wagą. Po ubraniach widzę, że są postępy, bo spodnie lepiej leżą. Jednak nadal brzuch i boczki tak sobie.
Waga

66.5 kg, 6 kg. W tym tygodniu zero zmian pod względem kilogramów. Mam wrażenie, że dopóki nie wrócę do treningów, wiele się nie zmieni.

Blizna/Pielęgnacja

Myślałam, że z blizną już spokój, że najgorsze i najbardziej bolesne momenty już za mną. Zapomniałam się kilka razy i mam. Dźwignęłam Matyldę przy wkładaniu i wyjmowaniu z wózka i teraz od kilku dni mam dyskomfort. Nie jest to ból taki jak na początku po operacji, ale takie ciągnięcie jakby, nadwyrężenie. Trochę mnie to martwi i jak nie przejdzie lada dzień, będę musiała podjechać do lekarza. Pasa już nie noszę od 2 tygodni. Jest za duży. Dałam ciała z tym rozmiarem. Niby wyliczyłam rozmiar zgodnie z zaleceniami producenta, ale jak widać powinnam wziąć mniejszy. Muszę go wystawić do sprzedaży.

Samopoczucie

Nadal bardzo dobrze. Żebyście nie myśleli, że ciągle jest różowo i świeci słońce. Bywają gorsze dni. Jak się nie wyśpię, jak Matylda się drze, jak jest kiepska pogoda, nie wyrabiam się czasowo z zaplanowanymi rzeczami (nie ma nic gorszego na świecie jak coś sobie zaplanuje i ktoś/coś mi te plany zmieni). Muszę wtedy ponarzekać, wygadać się komuś (najczęściej mężowi, yyy sorry Arek). Ale generalnie jest ok i do przodu. Mam taką listę rzeczy/czynności, które poprawiają nastrój. Ostatnio ciągle sobie powtarzam, że spisze je na kartce i w momentach beznadziejnego nastroju będę je wykorzystywać. Niby się pamięta co człowiekowi sprawia przyjemność, to proste. Jednak czasami w sytuacji stresowej nie myśli się racjonalnie, nie pamięta wszystkiego. Także chyba tak zrobię, jesień się zbliża, z pogodą może być różnie. Trzeba będzie walczyć z jesienną deprechą na wszystkie sposoby.

Treningi/Ćwiczenia

Na razie zero. Tylko spacery z wózkiem w szybszym tempie.

Ubrania

Również bez zmian. Jeszcze nie wszystko z przed ciąży noszę. Gdzieniegdzie za ciasne ubrania zostawiam na później. Najlepiej czuję się w leginsach i niektórych jeansach. Z górami raczej też nie szaleje. Luźne kroje, bez obciskających topów (co by wkładek laktacyjnych nie było widać). Wszystko, żeby było wygodnie karmić.

 

week5 copy

 

 

Veganama Opublikowane przez: