5 miesięcy po porodzie/powrót do formy

Co to był za miesiąc! Działo się, oj działo. Przede wszystkim był to czas podróżowania. Odwiedziliśmy rodzinę i znajomych w Polsce, zarówno w Warszawie, jak i na południu. Arek jechał obładowanym samochodem, a ja z dziewczynami leciałam samolotem. To moja pierwsza samodzielna podróż z dwoma bąblami i zarazem pierwszy lot Lili. Nastawiałam się pozytywnie, ale miałam lekkie obawy, szczególnie jeżeli chodzi o Mati. Tym razem miała już swoje oddzielne siedzenie. Lili ze mną spięta pasem, więc nie wiedziałam jak to będzie w razie małych „dramatów”. Na szczęście tablet z Muminkami, książeczki i przekąski pomogły mi zająć małego niecierpliwca. Byłam z siebie dumna, że mimo zimowych kurtek i kombinezonów dałyśmy sobie radę i to całkiem nieźle. Znów w takim wypadku nieoceniona okazała się chusta (testowałam już przy Matyldzie wcześniej). Bez niej byłoby ciężko. W drodze powrotnej ze względu na większą ilość rzeczy jaką miałam w bagażach podręcznych, miałam lekkie techniczne problemy z noszeniem tego wszystkiego wraz z dziećmi, ich odzieżą zimową itp. Jednak jakiś sympatyczny Pan pomógł mi przy ogarnianiu tego całego zamieszania i w autobusie do samolotu puszczał Mati na komórce Muminki. Poza tym przemieszczaliśmy się kilkakrotnie po Polsce samochodem, dziewczyny znosiły podróże świetnie (poza pojedynczymi jękami). Mam wrażenie, że to dzięki temu, że Mati od samego początku dużo z nami jeździła i jest już przyzwyczajona. Z Lili postanowiliśmy zrobić tak samo, tylko latać samolotem zaczęła kilka miesięcy wcześniej niż siostra. Grudzień i początek stycznia to był piękny czas. Święta w Polsce, spotkania z rodziną, przyjaciółmi, blogerkami, które czytam i miałam okazję poznać osobiście (MartusiaEvelina, Angelika ściskam Was dziewczyny). Udało mi się również dotrzeć na Blogowigilię i dzięki Karolinie i Agnieszce, miło spędziłam czas. Fotograficznie również się nie leniłam. Podczas miesięcznego pobytu w Polsce udało mi się zrobić 3 sesje zdjęciowe (AsiaMagdaTosia) i wziąć udział w wyzwaniu świątecznym, które prezentowałam na blogu. Poznałam wiele nowych miejsc, restauracji, kawiarni. Warszawa zmieniła się od mojej ostatniej wizyty. Między tymi wszystkimi swiątecznymi spotkaniami i podróżami, oczywiście biegałam. Ale o tym w dalszej części.

Lili5Lili7Lili3Lili4Lili6

LILIANA

Waga/Wzrost

Lili mierzy 65 cm i waży koło 6 kg. Jesteśmy na etapie ciuszków w rozmiarze 68. Jednak tak samo jak w przypadku Matyldy, często spodenki są za duże w pasie. Pieluszki zaczęliśmy kupować w rozmiarze 3.

Postępy

Śmieszka akrobatka, wygina się jakby nie miała kręgosłupa. Jak stoję w kuchni i coś robię, a ona zgłodnieje i chce mnie „wezwać” to będąc tyłem do mnie, potrafi się obrócić wokół własnej osi. Jak ona to robi? Poza tym bierze swoje stópki w rączki i wkłada paluszki do buzi. Przekomicznie to wygląda! Aż mi się zachciewa porozciągać jak tak na nią patrzę. A człowiek przez to siedzenie taki przygarbiony i przykurczony. Częstsza joga by się przydała. Trzymanie główki i leżenie na brzuszku opracowane, tak samo przekręcanie się z brzuszka na plecy. Odwrotnie również, chociaż czytałam, że dzieci świadomie robią to około 7 miesiąca. No, ale dziewczyna radzi sobie, oj tak. Już muszę uważać zostawiając ją na łóżku, bo kręci się niesamowicie. Kopie, odpycha się nóżkami, wierzga niemiłosiernie. Zaczynają interesować ją bardziej małe przedmioty, lubi chwytać w rączki małe gryzaki. Moja twarz i włosy są oczywiście baaaardzo atrakcyjne dla tych malutkich rączek. Poza tym odkryła swoje dłonie. Muszę koniecznie nagrać filmik jak ogląda swoje rączki. Obraca na boki, porusza pojedynczo paluszkami.

Sen

Zdarzają się noce bez karmienia. Jednak są i takie, kiedy musi poleżeć przy piersi. Zęby idą! I to jakoś tak dziwnie, bo trójki albo czwórki na górze. Dziąsła rozpulchnione, rączka w buzi i ślinienie się. Poza tym przez okres 2 tygodni policzek był zaczerwieniony po stronie, po której wychodzi ząb. Taki okrągły placek na twarzy. Jednak już nie ma po nim śladu. W ciągu dnia nadal śpi ładnie. Upodobała sobie spanie na boku. Śmiałam się nie raz sama do siebie, bo kładłyśmy się razem przytulone, a po chwili ona robiła zwrot na bok, plecami do mnie i tak sobie leży. Nadal śpimy razem w łóżku. Uwielbiam te momenty, kiedy budzę się rano, a ona tak niewinnie leży obok mnie i się uśmiecha.

Karmienie/Jedzenie

W jadłospisie rewolucja. Dodaliśmy kaszkę jaglano- ryżową w formie półpłynnej. Podajemy ją butelką. Do tego doszły przeciery owocowe i warzywne. Jabłuszko, marchewka, brokuł itp. Pierwszy raz Lili karmił Arek, kiedy ja gdzieś wyszłam i mówił, że załapała od razu. Oczywiście wylatywało z buzi co nieco. Ale nie było wypychania, plucia i sprzeciwów. Zaakceptowała to, że są nowe smaki. Na szczęście, w związku z tym nie pojawiły się żadne alergie, ani wysypki. Jednak żeby zapobiec brzuszkowym problemom, podaję herbatkę dla niemowląt do picia. Poza tym nadal karmię piersią.

 

MAMA

Wymiary

91-71-89 Bez zmian. Nadal moim słabym punktem są boczki i brak jędrności skóry w okolicach brzucha i ud. Widzę minimalne różnice w talii, szczególnie jak przymierzam swoje stare bluzki. Mam wrażenie, że talia jest węższa, jednak pomiary tego nie pokazują. Chyba dość optymistycznie do tego podchodzę. W ogóle przestałam się przejmować tymi numerkami. W sensie, wiem, że idealna figura ma 10 cm mniej w talii (90-60-90), ale jakbym zgubiła tyle, to nie wyglądałabym zbyt dobrze. Dochodzę chyba powoli do takiego etapu akceptacji swojej sylwetki, z jej wadami i zaletami. Mam nadzieję, że jak zawalczę o jędrność skóry, to będę mogła przybić sobie piątkę za to, jak mi idzie ta walka o dawną sylwetkę.

Waga

63,5 kg, 3 kg do wagi przed ciążowej. Żadnych ruchów w dół.

Blizna/Pielęgnacja

Blizna jeszcze tylko w kilku miejscach jest zaróżowiona. Poza tym pięknie zamienia się w jasną kreseczkę.

Samopoczucie

Fantastyczne! Muszę powiedzieć, że Lili jest tak bezproblemowym dzieckiem póki co, że łatwiej jest to wszystko pogodzić. Miałam lekkie obawy jak to będzie na wyjeździe do Polski, ale wszystko poszło gładko z przemieszczaniem się samolotem i samochodem. Także humor dopisywał mi cały miesiąc.

Treningi/Ćwiczenia

Jeżeli chodzi o ten miesiąc, ze względów organizacyjnych, tylko bieganie było grane. Siłownia odpadła, a w domu nie mogłam zmobilizować się do ćwiczeń. Postawiłam na treningi na zewnątrz, szczególnie, że tereny zielone do tego zachęcały. W górach trasy jak marzenie, koło mojego rodzinnego domu w Warszawie las i ulubiony park. Wzięłam udział w dwóch zorganizowanych biegach. Raz miałam przyjemność biec z osobistym trenerem, a zarazem przyjacielem (piąteczka Jurek). Był to 5 km bieg City Trail w pięknym Lesie Młocińskim. Drugi miał miejsce w górach, w Gorlicach 31.12.2015. Spełniłam swoje małe marzenie, bo zawsze chciałam wziąć udział w biegu sylwestrowym. Udało się! Było zimno, pojechałam na bieg sama w totalnie nieznane mi okolice, ale radość po biegu i piękny medal zapamiętam do końca życia.

Ubrania

Cały czas karmię, więc nadal noszę ulubione oversizowe t-shirty i swetry. Jednak zupełnie nie noszę już wkładek laktacyjnych, bielizny do karmienia też co raz mniej. Rozkochałam się w miękkich stanikach, więc zakładam je bardzo często. Jeżeli chodzi o buty, to zimą nie kupuję już od kilku lat niczego nowego. Na większe mrozy do moich kaloszy mam specjalne ocieplane wkładki i w zupełności mi wystarczają (zeszłą łagodną zimę przechodziłam tylko w nich i w trampkach). Płaszcz również spisywał się dobrze. Zakładałam pod niego ciepły długi sweter do kostki i nie mogłam narzekać. Coś mi się pozmieniało w organiźmie w ciągu ostatnich dwóch lat. Kiedyś wiecznie było mi zimno, a teraz wręcz przeciwnie. A mówią, że jestem typem zimnej blondynki. Teraz już nie wiem jak mam to rozumieć, heh.

month-5-template

Veganama Opublikowane przez: