5 lat w Szwecji

20.09. Data ważna. Urodziny. Urodziny nowej osoby, która przyjechała do Szwecji bojąc się własnego cienia. Zahukanej, z zaklejonymi ustami. Bojącej się mieć swoje zdanie i ciągniętej za rączkę. Przestraszonej życia, dało jej po dupie. Jednak coś niewidzialnego ciągnęło ją do kraju, o którym wiedziała prawie nic. Intuicja, serce. Nazwij jak chcesz.Czuła wewnętrznie, że wszystko się poukłada. Że będzie dobrze, choć w jej głowie nie było. Wsiadła do samolotu z rocznym dzieckiem na rękach, niewielkim bagażem i otwartym sercem na nowe. Nieśmiało zaczynała. Długo się adaptowała, może dłużej niż wszyscy, ale z każdym dniem zakochiwała się coraz mocniej. Po ciuchu, jak to miała w zwyczaju, przeżywała niewielkie językowe sukcesy, pierwsze znajomości, załatwione sprawy. To tu nauczyła się marzyć. Wcześniej nie miała odwagi. Jej pierwsze marzenia wydawały się nierealne, ale mocno trzymała je w sercu, skacząc po chmurach i wyobrażając sobie życie, które było zarezerowane dla innych. Ciężko pracowała nad sobą kilka lat. Zaczęła późno, ale z wielką żarliwością, chciała zmienić to co biczowało jej wnętrze. Demony, błędne przekonania, blokady, strachy, fobie. Większość pokonała lub uśpiła właśnie tu. Na obczyźnie, gdzie wszystko jest trudniejsze. Tak jej mówili. I ona w to wierzyła, ale tylko na początku. Później stwierdziła, że emigracja nauczyła jej i dała więcej, niż mogła sobie wyobrazić. Morze możliwości. Ocean wiedzy. A to tylko 5 lat! To było jej potrzebne bardziej, niż jakiekolwiek kursy czy szkoły.

W Szwecji powiększyła się jej rodzina. Nauczyła się również o nią walczyć. O siebie też, kiedy znalazła pasje. Pasje, która jest powietrzem tak rześkim, jak w tym miejscu, w którym mieszka. Las. Dom od kilu lat. Azyl. Balsam dla duszy. Tu odpoczywają jej oczy. Tu odnajduje inspiracje. Tu czuję, że żyje. Marzyła o swoim własnym małym drewnianym domku odkąd takowy wynajęła kilka lat temu (to już było dla niej czymś ogromnym i doceniała każdą chwilę w tym miejscu). To marzenie wydawało się jednak czymś tak odległym, że w głowie jej się nie mieści, że całkiem niedawno właśnie taki znalazła. W okolicy w której zakochała się od pierwszego wejrzenia. Na skraju Rezerwatu Przyrody. Z dechami pomalowanymi jej ulubionym kolorem (nie sorry, ale to nie może być przypadek) z kominkiem, poddaszem, widokiem na las, ogrodem, w którym rosną jabłonki, rabarbar i drzewa orzechowe. Z własnymi poletkami jagodowymi, ścianą paproci i malutką szklarnią. Z morzem pod nosem i zachodami słońca niczym z filmu. Jeszcze w to nie wierzy, no bo jak to?

Pokochała Szwecję z jej wadami i przywarami, każdy kraj takie ma. Pokochała ją za to, że może być tu sobą. Że może spełniać marzenia. Za mnóstwo szans i życiowych lekcji. Za błogosławieństwo życia w lesie, za każdy skrawek przyrody. Za celebrowanie promyków słońca i cieszenie się zimą. Za nowe przyjaźnie i nowe pasje. Za bloga, fotografię, tatuaże, biegówki, rosnącą miłość do Skandynawii. Za odbudowanie wiary w ludzi i niegasnącą chęć do samorozwoju. Za to wiecznie pod górkę też. Za autoterapie o świcie na tarasie i pisanie ołówkiem w notatniku. Za sarny!! Za urodziny nowej osoby, która bardzo chcę kochać życie.

Veganama Opublikowane przez: