4 tydzień po porodzie/powrót do formy

Stało się! Babcia pojechała. Mama została sama z dziewczynami. No dobra, nie taka sama. Tata pomaga bardzo dużo, bo pracuje zdalnie z domu. Narazie. To taka adaptacja do nowej sytuacji. Tak poza tym mamy się dobrze. Chodzimy codziennie na plac zabaw. Deszcz nie deszcz,  herbatka laktacyjna w termosie, wafle ryżowe w pudełku i jazda. Matylda ma zestaw do zabawy w każdych warunkach, także kałuże i mokry brudny piach nam nie straszne (i jej ciuchom). Wózek „czołg” cały czas w użyciu. Jestem bardzo zadowolona. Bałam się trochę jak to będzie z manewrowaniem nim po sklepie, podbijaniem, mieszczeniem się w windach, wąskich drzwiach. Na szczęście wpycham się nim wszędzie. Prowadzi się lekko, również jedną ręką. Zobaczymy jak to będzie dalej, ale póki co jest dobrze. Spacerówka już spakowana, poszła w odstawkę. Zastanawiam się czy jej nie sprzedać, a może zostawię dla Lili na później.

LILIANA

Waga/Wzrost

Widać efekty dużego apetytu – 4.235 kg i 55 cm. Rośnie dziewczyna jak na drożdżach. Mi nadal wydaje się malutka, ale może to przez porównanie z Matyldą. Ubranka ciągle nosi w najmniejszym rozmiarze 56 i czasami 62. Pieluszki nadal newborn, czyli „jedynki”. Z większych wylatuje zawartość. Testowałam.

Postępy

Na razie bez zmian. Na wizycie kontrolnej Pani doktor stwierdziła, że Lili jest bardzo silna i z tą głową to faktycznie wcześnie zaczęła (żeby nie było, że to tylko nasze wyimaginowane spostrzeżenie).

Sen

Sen się normuje. Powoli, bardzo powoli, ale już zaczynam zauważać pewne reguły. Nocne karmienia nadal są, jednak trochę rzadziej. Ostatnie nocne (lub pierwsze poranne) karmienie jest między 4:00, a 5:00.

Karmienie/Jedzenie

Bez zmian, apetyt jest nadal całkiem duży. Nie zasypia w trakcie jedzenia, je za dwóch. Kolek również brakJeżeli chodzi o moją dietę, to praktycznie jem wszystko (wegańsko). Pokarmu jest sporo, bez wkładek laktacyjnych ani rusz (bez tego plamy na koszulkach murowane). Fakt, że nie ma już tego nawału co na początku, ale produkcja jest niezła. Pije trochę herbaty ziołowej na laktację, ale nie na siłę, czy dlatego, że mam problem z pokarmem. Po prostu lubię jej smak. Może trochę też pomaga. Przez to, że chodzę na szwedzki, odciągam pokarm i zostawiam Arka z dziewczynami na 2,5-3 h. Lili w tym czasie najczęściej śpi, staram się ją porządnie nakarmić przed wyjściem. W razie czego to co zostawiam wystarcza. Cieszę się, że na butelkę nie ma sprzeciwu, bo inaczej nici z siłowni i trzeba by było kombinować co z ćwiczeniami. A już niedługo zaczynam!

MAMA

Wymiary

96-76-91 Na razie wszystko praktycznie stoi w miejscu. Nie jest źle, ale oczywiście mogłoby być lepiej. Nie odczuwam już tak wyraźnie każdego straconego cm, jak na początku. Oczywiście chciałabym wszystko szybko, jak to ja. Chyba nic mnie nie nauczy lepiej cierpliwości, niż wracanie do formy po porodzie. Już raz to przerabiałam. Pamiętam jak porównywałam zdjęcia, jak mnie frustrowało, że efekty tak wolno przychodzą. Teraz już wiem, że trzeba czasu. Jak po dłuższym czasie zestawiłam zdjęcie z początku mojej drogi z efektem końcowym to byłam pod wrażeniem.
Waga

66.5 kg, 6 kg do wagi przed porodem. Powoli, ale do przodu!

Blizna/Pielęgnacja

W tym tygodniu wyjęłam szwy. Trochę się bałam sama to zrobić, ale zupełnie nie było czego. Myślałam, że będę musiała iść z tym do przychodni/szpitala. Ale według informacji ze szpitala w którym rodziłam, szwy same wypadają albo można je wyjąć samemu. Dwie malutkie niteczki i tyle. To był moment przełomowy dla mnie. Poczułam się, że najgorsze już za mną. Teraz gojenie będzie już z górki. Blizna nie ciągnie już przy normalnym funkcjonowaniu. Jedynie dyskomfort jest jak używam trochę siły np. do przesunięcia ciężkiego łóżka albo podniesienia czegoś. Próbowałam też podbiec troszkę na spacerze, ale to zdecydowanie za wcześnie. Generalnie z blizną jestem już zaprzyjaźniona. Po pierwszej ciąży trochę mnie drażniła. Teraz już ją lubię i nie wstydzę się jej. To w końcu od moich dziewczyn!

Samopoczucie

Super. Na koniec pobytu babci wybraliśmy się na długo odkładaną randkę. Dość spontanicznie to wyszło. Pojechaliśmy do kina. Fotelik samochodowy zdjęty, więc pierwszy raz jechałam tym samochodem z przodu. Ach… tęskniłam. W kinie szał. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy. Ja średnio przepadam za wielkimi multipleksami. Ale tym razem miłe zaskoczenie. Nikt nie gadał, dużo miejsca, sala nie wypchana po brzegi. Tylko jak głośno! Obydwoje mieliśmy taką samą reakcję- „Dzieci by się pobudziły”. Wracając dobrze po dobranocce, jechaliśmy prawie pustą autostradą z muzą puszczoną na maksa. Aż się na imprezę zachciało! Żaden alkohol nie byłby potrzebny. Dzień przed wylotem babci poszliśmy jeszcze raz, bo nie wiadomo, kiedy babcia znów przyjedzie. A to nasz hit, który będzie mi się do końca kojarzył z tymi dwoma wyjściami.

Treningi/Ćwiczenia

Na razie zero. Próby delikatnego truchciuku nieudane.

Ubrania

Jeansy i leginsy, a i jakieś szorty zaplątały się w tym tygodniu. Odkrywanie szafy na nowo. Jeżeli chodzi o bieliznę do karmienia to oprócz tej z H&M, wynalazłam jeszcze starą z końcówki karmienia Matyldy. Pasuje jak ulał. Kupiłam ją w Polsce w KappAhl. Jestem zwolenniczką biustnoszy bez fiszbinów. Takie miękkie zwykłe. Te fiszbinowe jakoś mi nie podpasowały. A później tak mi się spodobały, że po skończeniu karmienia zaczęłam już tylko takie nosić ( miękkie, bez funkcji matka karmiąca rzecz jasna).

week4

Veganama Opublikowane przez: