33!

Życie po 30 stce wydawało mi się nudne kilka lat temu. Bo już tak stabilniej, dzieci, stała praca, rutyna. I gdzie te tłumy znajomych gotowych na imprezy do rana…

Równolatkowie na spotkaniach pytają, „to gdzie się budujecie?”, „kiedy wracacie do Polski, jakąś działkę byście kupili”… Domek powinien być nasz, a nie wynajmowany, a samochód większy. Arek powinien być C.O, a „Ty masz jakąś pracę, czy tak sobie próbujesz?”. Kiedyś żyłam pod dyktando ludzi. Pewnie sama miałabym podobne myśli i zazdrościła kolejnej posesji, wakacji i pięknie urządzonego mieszkania…

Żyję po swojemu, na swoich zasadach, nie do końca zrozumiałych dla innych, ale to jest ok. Mój prysznic w drewnianym domku w lesie ma ciepłą wodę przez 5 minut i muszę się streszczać rano i to jest ok. Nie mam stabilnej pracy i idę na kolejne studia i to też jest ok. Nie jem wszystkiego i moje dzieci też i ciągle to ludzi dziwi i to jest naprawdę ok. Moja codzienność przypomina pędzący pociąg i rutyny to tam zbyt wiele nie ma (no może poza odwożeniem dzieci do przedszkola) i to jest ok. Dużo podróżuje, choć w dużej mierze wiążę się z to z pracą i leżącej plackiem na plaży mnie raczej nie znajdziecie i to też jest ok ( i często jeżdżę bez dzieci! Dzizas!) Nie wiem co będę robić za pół roku, gdzie będzie leżała moja walizka i czy mój aparat zawędruje w ten czy inny zakątek, ale to też jest ok. Naprawdę! Co raz mniej we mnie tych straszków i porównywania, bo ktoś, bo tak się robi, bo ona, bo on. A gdzie w tym wszystkim ja?

Wiele lat zagłuszałam swoje pragnienia i prawdziwe potrzeby. Zawsze ważniejsi byli inni i ich zdanie. Bałam się, wstydziłam, chowałam pod poduszkę, to co było dla mnie najważniejsze i jaka chciałam być. Łatwiej było przyczepić się kogoś i działać według jego dyktanda, ale kiedy już zmieniło się myślenie, nie było drogi powrotu.

Wiem, że nie wszyscy są dla mnie i nie ja nie jestem dla wszystkich. Koniec kropka.

Ostatnie lata są kluczowe w moim życiu. Zaskakuje mnie to dopiero kiedy usiądę i na spokojnie pomyślę o tym co się wydarzyło w ostatnim czasie i jak bardzo się zmieniłam. Na co dzień tego nie widzę. Nie zastanawiam się. Jednak czuję, że dopiero teraz zrzuciłam z klatki piersiowej kilka kilogramów ciężaru i mogę oddychać swobodnie.

I jest czas na najszczerszy śmiech z przyjaciółmi i szalone imprezy, spontany, wyjazdy, piękne chwile, łzy wzruszenia, dumę z sukcesów najbliższych i nowe wyzwania…

I przyszedł czas na łzy śmiechu z własnych nieśmiesznych dowcipów (coraz częściej) i na słowa w głowie „całkiem spoko” podczas przeglądania się w lustrze…

I przyjdzie czas na satysfakcję i dumę z własnej pracy, bo w końcu wiem, w którym kierunku, bez względu na to co myślą o tym sobie inni ludzie…

Życie jest fajne, jak sprawisz, żeby było fajne. Po Twojemu, na Twoich zasadach. Przed czy po 30 stce… Zawsze możesz je zmienić.

I cieszę się z tych urodzin, siedząc w łóżku w nie swoim domu (bo jesteśmy w drodze) i piszę do Was, póki dzieci się nie obudzą, w myślach popijając kawę i smażąc placki na śniadanie <3

Veganama Opublikowane przez: